niedziela, 24 czerwca 2012

Nowe posty (6)


Rozdział 12
Spod drewnianej podłogi poczęły wyłaniać się macki. Po kilku - zdających się trwać wieki - chwilach, kobieta ujrzała całą postać. Głowa ośmiornicy, przyodziana w czapkę kapitana, pokrytą wodorostami, skierowała się w stronę Czarnej Perły. Potwór szybkim krokiem ruszył w stronę czarnego okrętu, a jego macki nieustannie poruszały w tylko sobie znanej harmonii.
Oj, Jack - zabawa dopiero się zaczyna.

Rozdział 7
Zatłoczony pub, kolorowe światła migające co jakiś czas, sztuczny dym, nadający pomieszczeniu nieco tajemniczości i głośna muzyka, która potrafiła zagłuszyć nawet najbardziej natrętne myśli. W powietrzu unosił się zapach dymu papierosowego oraz potu ze zmęczonych ciał tancerzy – amatorów.
- To już graniczy z alkoholizmem – zaśmiał się mężczyzna tuż obok jej ucha. Wzdrygnęła się, odwróciła głowę i zobaczyła Damiana. Bez pytania zajął miejsce obok niej przy barze. – Jak już chcesz się upić, to zrób to chociaż z kimś.
Zamówił sobie alkohol i czekał na reakcję dziewczyny, która jednak nie następowała.
- Jak to jest, że zawsze zjawiasz się w odpowiednim momencie i w dobrym miejscu? – spytała w końcu, dopijając swój napój z nieznacznym grymasem.
Nie wiedziała, czy gniewać się na niego, czy być wdzięczna. Aktualnie nie była w stanie jednoznacznie określić własnych uczuć. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyła, wydawało jej się, że zawsze próbowano ją przed czymś takim chronić. Zawsze był ktoś, kto nie pozwalał jej upaść. Teraz najwyraźniej rolę dobrego anioła stróża chciał odegrać Damian ale… być może… chciała spaść.

Rozdział 7: Czarna magia
Kotary całkowicie przysłaniały widok poza domem, tworząc w środku budynku dość ponury, mroczny nastrój. Pod ścianą, tuż przy oknie leżały ciała dwóch osób. Dwóch martwych osób, które prawdopodobnie nieświadomie stały się ofiarami Herpona. Przykucnęłam obok nich i wyciągnęłam rękę w stronę ich twarzy. Były zimne jak kamień. Jednak wyglądało na to, że ostatni oddech oddali stosunkowo niedawno, gdyż na twarzy młodej kobiety wciąż widniał lekki rumieniec. Bladł z każdą kolejną minutą.
Usłyszałam głos dobiegający gdzieś z oddali. Czym prędzej wybiegłam na korytarz. Szukanie kolejnej ofiary Herpona nie zajęło mi dużo czasu. Stanęłam w drzwiach innego pomieszczenia i zerknęłam w stronę dwóch postaci, stojących na samym jego środku.(...)
Przez chwilę miałam nadzieję, że odejdą ramię w ramię daleko stąd, by gdzieś tam żyć w przyjaźni i zgodzie. Myślałam, że może mężczyźnie brakuje towarzysza. Młodego towarzysza, którego będzie mógł wyszkolić i nauczyć wszystkiego, co sam do tej pory pojął.
Ależ byłam naiwna.

Rozdział dziesiąty
- Przez ciebie zabiłam swojego narzeczonego - wyznała ze skruchą. - Musiałam patrzeć, jak ucieka z niego życie, gdy wpijałam się w jego tętnicę. Tylko dlatego, że ty musiałeś wybrać akurat mnie.
- Nie moja wina, że znalazłaś się wtedy na drodze!
Parsknęła śmiechem i strzepnęła z uda niewidzialny pyłek.
- Och, taak. Musisz mi wybaczyć, że miałeś takiego pecha i trafiłeś na mnie. Teraz nie odpuszczę. Nie po tym, co mi zrobiłeś.

Rozdział VII
W głębi duszy już dawno zadecydowałam o tym, jak postąpię. Koniec idiotycznych podchodów oraz niekonkretnych pytań. Jeżeli chcę poznać prawdziwą odpowiedź, muszę spytać wprost.
- Każda z nas udaje nieświadomą, czyż nie? Wszystkim wydaje się, że tak będzie prościej, ale czy najprostsze nie są szczere myśli? – zastanawiałam się na głos. Jedynie głośne westchnięcie służyło za odzew na moje pytania. – Czy to nie tajemnice są najbardziej skomplikowane? – ciągnęłam dalej. – A skoro są, to czemu same tak karygodnie komplikujemy sobie życie?
- Czasami to jedyne wyjście – skwitowała babcia cicho.
- Czasami to największy błąd – poprawiłam ją. – Każde kłamstwo ciągnie za sobą następne, a konsekwencji nigdy nie brakuje. Mimo wszystko należy o tym pamiętać.
- Zgadzam się, Mila, jednak nie zmienia to faktu, że ja nie mogę nic zrobić. Tak naprawdę nigdy nie miałam żadnego wpływu na decyzje Marzeny.
- Teraz jest to wyłącznie twoja decyzja; możesz odpowiedzieć lub nie. Chcę wiedzieć tylko tyle, czy Jan Majer był moim prawdziwym ojcem.

Kambodża [1/3]
- Kambodża – usłyszała.
Odczekała kilka sekund. Cisza, tylko lekki szum zakłóceń i monotonny oddech po drugiej stronie odbiornika.
- Słucham? – zapytała więc.
- Kambodża. Taki kraj w południowo-wschodniej Azji. Kiepska kolej, brak zasięgu na komórce.
To zdecydowanie było dziwne i lekko niepokojące, ale w zasadzie Chesterfield sam w sobie był dziwny i niepokojący. Scarlett mogła sobie wyobrazić, jak siedzi w koszuli w palemki, opierając nogi o blat inkrustowanego dębowego biurka i mruży swoje jadowicie niebieskie oczy, mrucząc do mikrofonu niezniszczalnej Nokii („iPhony to chłam, mówię ci”).
- Tak, wiem, Ren. Dzwonisz, bo chcesz mnie dokształcić w kwestii geografii?
- Hehe, dobre. Zaraz sobie zapiszę ten dowcip. Bardzo zabawny. Bardzo.
Chwila ciszy. Scarlett pomyślała, że naprawdę to zapisuje, gdy odezwał się znowu.
- Co myślisz o Kambodży, Scarlett?

Rozdział 5
Saux dokładnie widział, jak dziewczyna, pod wpływem okrutnego wychowania, łamie się i powoli zachodzi w niej potężna zmiana. To była tylko kwestia czasu, zanim zacznie tańczyć tak jak on jej zagra.
- Obyś miał rację, mój drogi - zwrócił się do niego brunet. - Nie stać nas na takie pomyłki...
- Nie musisz się o to obawiać - mruknął, niezadowolony tym, że ktoś ośmielił się podważyć jego opinię. - Diana sobie poradzi.
- I tego ci życzę. Pamiętaj, że zanim zaczniesz wprowadzać z życie swój plan, powinieneś przetestować jej umiejętności na znajomym gruncie. Mam do dyspozycji kilkoro żołnierzy, którzy są dla mnie już zbędni, więc śmiało możesz wykorzystać ich do tego celu.
- Jesteś niezwykle przebiegłym i podłym człowiekiem, Cammern.
- Uczyłem się od najlepszych - odparł z uśmiechem, po czym skłonił się nieco. - To jak będzie?
- Wysłucham twojego żądania - odpowiedział, ponownie przenosząc wzrok na swoją wychowankę. - Jutrzejszego poranka dostaniesz tego, czego chcesz. Przyprowadź tych biednych ludzi do mojego gabinetu, abyśmy mogli przedyskutować dokładne szczegóły.

2. Piekielna podróż
Droga przypominała wiejską szosę, mroczną i odwiedzaną przez nielicznych ludzi. Na myśl o tym, że w tak niemiłym nocą miejscu mogłoby stać się coś z moich samochodem, przeleciał mnie chłodny dreszcz. Dodałem gazu, aby skrócić tę podróż, gdy przede mną wyskoczył znak ostrzegawczy. A na nim namalowane ciemną farbą stadko leśnych zwierząt, przemierzające ulicę. Wiedziałem, że trzeba być ostrożnym i rozważnym, w każdej sytuacji, lecz kiedy droga jest pusta...
...nie należy się przejmować. Strach nadchodzi wtedy, gdy kilkanaście metrów przed twoim rozpędzonym autem z czarnych otchłani wybiega na drogę zwierzę. Nawet nie jedno, a dwa. Dwie roztrzęsione łanie? Nie miałem pojęcia, dlaczego pojawiły się akurat wtedy - bezbronne i zapewne młode. Dziewczyny, całe życie przed wami, przede mną też, pomyślałem i pięścią wcisnąłem klakson. W ostatniej sekundzie płochliwe zwierzątka umknęły w las, a z mojego serca opadł ogromny kamień, mimo że biło w szalonym tempie. Przekląłem cicho z nerwów.

20. Podsłuchana rozmowa
Jednak kiedy tylko wychylił się zza lustra, skrywającego tajne przejście prowadzące z wioski, wpadł prosto na Alice, która tanecznym krokiem przemierzała korytarz, wyczarowywując na ścianach wymyślne kokardy i inne dość dziwaczne ozdoby. Nie miał nic przeciwko spotkaniu z Alice, ale wiedział, że siostra bywała naprawdę nieznośna. Przez jego twarz przebiegł leciutki cień, jednak szybko zamaskował go szerokim, nieco nieśmiałym uśmiechem.
— Jak miło, że przyszedłeś mnie odwiedzić, drogi Simonie! - Alice jak zwykle powitała go bardzo wylewnie.
Z młodej panny May była naprawdę zwariowana artystyczna dusza. W całym Hogwarcie znana była ze swych twórczych zapędów i od pierwszego roku nauki toczyła nieustanne dysputy z nauczycielami, prosząc ich, aby dali jej wolną rękę w kwestii wystroju szkoły. Uważała, że Hogwart jest fatalnie urządzony i staroświecki i że najwyższy czas to zmienić. Wielokrotnie była przyłapywana na przerabianiu różdżką stojących na korytarzach rzeźb i wieszaniu nowych, abstrakcyjnych obrazów, które własnoręcznie namalowała i dlatego miała już na swoim koncie zapewne więcej szlabanów niż cały jej rocznik razem wzięty.

Rozdział 6: Król i królowa
Dziewczyna odprowadziła go wzorkiem, rada, że poszedł w swoim własnym kierunku i wypuściła ze świstem powietrze z płuc. Przez chwilę miała wrażenie, że celowo za nią pójdzie, aby jeszcze troszkę poględzić jej za uszami o porażce, której dziś zasmakowała z nawiązką.
- Masz już tylko jeden dzień, Królu Kier – powiedziała do samej siebie, spoglądając w niebo wyścielone burzowymi, szarymi chmurami.
Z zafascynowaniem musiała przyznać, że ile ludzi mieszka na kuli ziemskiej, tyle jest różnych charakterów.

5 komentarzy:

  1. przepraszam, że dodałam się dwa razy do obserwowanych.to wcześniejsze możesz usunąć, zablokować, zrobić cokolwiek zechcesz. po prostu założyłam konto raz jeszcze bo w mojej genialności zapomniałam hasła do tamtej poczty.

    OdpowiedzUsuń
  2. czy mogłabym prosić o zmianę adresu z http://dear-tom.blog.onet.pl/ na http://pojmanyumysl.blogspot.com/?

    OdpowiedzUsuń
  3. Także chciałabym prosić o zmianę adresu z various-formations.blog.pl na domenę blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy