niedziela, 22 lipca 2012

Nowe posty (10)


Rozdział III: Zmiany
- Nie bój się – przemówiła. – To nie Twój czas. Gdybyś miała zginąć, zabrałabym Cię już wtedy, w autobusie. Na razie jesteś bezpieczna. Z mojej strony nic Ci nie grozi. Obiecałam Ci nowe, lepsze życie. I podaruję Ci je już niedługo. Śledzę Twoje poczynania już od dawna. Na razie lepiej słyszysz i jesteś silniejsza, ale to jeszcze nie koniec. Przemiana będzie się dokonywać jeszcze bardzo długo. Pamiętaj, że Cię pilnuję. Nie dziw się niczemu, co Cię spotka, a ja wrócę do Ciebie i wszystko Ci wyjaśnię, gdy nadejdzie na to pora. Być może sama wszystko odkryjesz i zrozumiesz. A teraz wracaj do domu. Będę Cię chronić – rzekła Śmierć i rozpłynęła się w ciemnej mgle. Katherina stała jak skamieniała. Serce biło jej szybko i nierówno, ślina nie była w stanie przecisnąć się przez gardło. Kiedy znów rozległ się szmer, obróciła się na pięcie i biegiem rzuciła się w stronę domu.

Rozdział 4
- Hej Kathy. - Nagle jakiś głos odezwał się tuż przed nami. Spojrzał pytająco najpierw na Kathy, a później na mnie. - Eileen, tak?
- Jeśli dobrze pamiętam, to tak, a ty musisz być słynnym Syriuszem Blackiem, choć oczywiście mogę być w błędzie.
- Nie, nie jesteś. Przed tobą stoi wspaniały i fenomenalny Syriusz Black we własnej osobie. - Przyjaciółka parsknęła, gdy usłyszała słowa chłopaka.
- Mhm... W takim razie, czego może chcieć cudowny Huncwot od takiej zwyczajnej i nic nie znaczącej osoby jak ja? - zapytałam ciemnowłosego z nutką ironii w głosie.
- To jest bardzo delikatna sprawa, która nie jest tematem do rozmów na szkolnym korytarzu. - Szarooki wziął mnie pod rękę i zaczął prowadzić w przeciwnym kierunku od tego, w którym zmierzałam.
- Ej! Gdzie mnie zabierasz?! Kathy, pomocy!
- Spokojnie, przecież nic ci nie zrobię. Chcemy tylko, abyś nam pomogła w kilku rzeczach...

Rozdział 6: Głos wojny (2)
Życie toczyło się beztrosko. Rzeczywistość wypełniały radosne krzyki, przyjazne spojrzenia i nieustanne zabawy, które zdawały się być zawieszone w gęstej masie sennego popołudnia.
Nikt nie przeczuwał, że ich radosne śmiechy wkrótce miały zdusić cień, jaki spowił ich kraj.
Stało się to, kiedy Hinata wraz z Xanną i Dragenem wracali do wioski na swoich rowerach. Przez całą drogę droczyli się, śmiali i wznosili okrzyki aż do samego nieba, płosząc bydło i przydomowe ptactwo. Zachowywali się tak, jakby byli nieśmiertelni, a przecież ledwie tylko ujrzeli z perspektywy wzniesienia swoją wioskę, zamarli i ucichli.
Wymienili między sobą znaczące spojrzenia, upewniając, że ich myśli wypełnia ta sama groza. W dolinie był posłaniec, wokół którego zebrała się pokaźna grupa ludzi.

Rozdział 7: Czerwona herbata i muf finki
Sandra dobrze wiedziała, że on też coś do niej czuje. Było to bardzo silne i niecierpliwe uczucie. Wcale tego nie ukrywał. Już od ich pierwszej rozmowy miała wrażenie, że ich znajomość szybko się nie zakończy. Zdawała sobie sprawę, że nie zna go zbyt dobrze, ale nie chciała czekać. Pragnęła go i chciała jak najwięcej. Oboje do tego dążyli.

Rozdział 10
– Co to jest? – odezwał się Teodor.
Spojrzałam na chłopaka. Ślizgon wpatrywał się z zaciekawieniem w kulę, której światło oświetlało jego twarz, jednocześnie odbijając się w oczach.
– Nie mam pojęcia – wymamrotałam. – Na czystą światłość to nie wygląda… Zwykła energia? Ona tak nie reaguje… – Zmarszczyłam brwi. – Chyba można tego dotknąć, prawda?
– Granger, nie! – zaprotestował Teodor, jednak ja już wyciągnęłam rękę w stronę kuli.

Rozdział 7
W domu Stravinsky’ego zawsze panował artystyczny nieład, z którym walczył tylko na krótko przed przyjazdem ojca. W sprzątanie skutecznie angażowali się wszyscy stali i tymczasowi bywalcy, dzięki czemu rodzic Linda nawet nie podejrzewał, co się dzieje pod jego nieobecność.
Ale teraz dom jaśniał czystością jak nigdy. Mort z niedowierzaniem oglądał bibeloty na szafkach, poukładane w precyzyjnie równej odległości.
– Twój tata wyjechał jakieś pięć dni temu i jeszcze nie zdążyłeś nabrudzić? – zapytał podejrzliwie.
– Tak, bo…
Mortimer nie dał mu dokończyć. Szybko ruszył w stronę kuchni. Jeśli w środku nie znajdzie pustych opakowań po chipsach, lodach i mrożonkach, będzie to jawny dowód, że trafił do innego wymiaru, w którym Lind jest pedantem.
Prawie zachłysnąć się powietrzem, gdy w kuchni odkrył szpitalną sterylność. Z resztkami nadziei otworzył lodówkę. Zamiast znajomego, zielonego nalotu znalazł coś dużo bardziej niepokojącego.
– Sushi – powiedział, nieco oszołomiony tym odkryciem. – Krewetki, ośmiorniczki i kalmary? Lind, ty przecież nienawidzisz owoców morza!

Rozdział 2: Zdrada
Wreszcie oprzytomniałam. Rzuciłam telefon i zaczęłam uciekać w stronę kuchni. Jeden z upiorów wyciągnął rękę w moim kierunku. Wystrzeliło z niej coś, co przypominało strzałę, płonącą czarnym ogniem.
Nie zdążyłam zareagować - trafiła mnie w prawe ramię. Następna przeszyła lewe, a kolejna wbiła się w brzuch. Krzyknęłam, uderzając o ścianę. Chciałam wyjąć pocisk, ale nie mogłam się ruszyć; zostałam unieruchomiona.
Upiory podchodziły do mnie równym krokiem. Pierwszy, który im przewodził, zaśmiał się lodowato.

Rozdział trzeci
Mieszkanie z dziewczynami ma swoje wady i zalety. Paweł uśmiechnął się sam do siebie, po raz kolejny tego samego dnia sprzątając bajzel, jaki zostawiły w łazience Olka z Tośką. Nie mógł uwierzyć w to, co robi, wszak od początku ustalił podstawowe zasady ich wspólnej egzystencji. Pierwszym ustanowionym obopólnie prawem było to, że każdy sprząta po sobie – wszak ani on, ani tym bardziej dziewczyny (no, może wtedy, bo teraz to się zmieniło) nie wyobrażały sobie, by jakiś obcy chłopak grzebał im w rzeczach. Jednak w raz z postępem ich znajomości, wszystko zaczęło się zmieniać. Czasem jemu zdarzało się zostawić slipki na koszu od bielizny w łazience, następnym razem, kiedy dziewczyny dostawały tych dni, to on latał po podpaski czy tabletki przeciwbólowe, nie raz rumieniejąc ze wstydu, kiedy kasjerka obrzucała go pogardliwym spojrzeniem.

Rozdział 5: Deal with God
- Nie chcę tego słuchać, Less. Proszę, nie zaczynaj. – powiedziałam stanowczo. Spuściła zawstydzony wzrok. – Nie będę chodzić na żadne terapie dla psychicznie chorych.
- Ale, Allyson, oni naprawdę pomagają! Taki przypadek jak twój, nie będzie dla nich nowością!
Udało jej się. Wyprowadziła mnie z równowagi.
- Och, daj już spokój! Dlaczego nie potrafisz nazwać tego po imieniu?! Mam AIDS, Leslie, umieram, rozumiesz? Umrę prędzej, czy później. Nie zamierzam skończyć wśród czubów nie potrafiących sobie z tym poradzić. Jak widzisz, ja sobie radzę. Nie wracajmy do tego.

Taniec z Ciemnością (rozdział IV)
Uśmiechnął się i uniósł płaszcz, który cały czas trzymał w ręce. Dopiero teraz zauważyłam, czym jest zawiniątko, które miał przy sobie. Na początku myślałam, że peleryna z głębokim kapturem, jest koloru czarnego, lecz gdy bliżej się przyjrzałam, zaśmiałam się w duchu. To była najciemniejsza czerwień, jaką kiedykolwiek widziałam.
- Na wszelki wypadek - stwierdził demon. - Nie chcemy, aby wszyscy, kogo napotkamy, wiedzieli kim jesteś, prawda? - spytał. - Mogłyby wyniknąć z tego pewne problemy.
Zachęcił gestem, abym podeszła i włożyła ją na siebie.
- Jakie problemy masz na myśli?
- Aż boje się, ile wyzwań zostałoby rzuconych i na ile prób sił zostałabyś narażona - powiedział. - Musiałabyś się wykazać i udowodnić, że jesteś w stanie być ich Namiestniczką. Tu liczy się tylko i wyłącznie siła.
- A jak jest z tobą, Belphegorze, hm? - spytałam. - Nie jesteś ciekaw?
Pokręcił przecząco głową.
- Mnie nie musisz nic udowadniać - powiedział z powagą. - Już nie.

4. Keep Calm and Stay Away
- Nie! Dorysuj tutaj. Nie umiesz! Tutaj, głąbie! - Usłyszałam jak ktoś szeptał gdzieś blisko mnie.
- Cicho, jest dobrze.
- Nie, nie jest!
- Zamknij się, bo ją obudzisz – warknął „niezidentyfikowany ktoś”.
- Co wy robicie? - trzecia osoba weszła do pokoju. To był Niall. Na sto procent, może nawet na dwieście.
- Nudzi nam się – zaśmiał się ktoś... czyżby mój braciszek? Szeptał tak niewyraźnie, że ciężko było mi się skupić na rozpoznawaniu wypowiedzianych przez niego słów, a co dopiero na zabawie w „czyj to głos”.
- Dajcie spokój. Nie widzicie, że jest zmęczona? - jedyny rozumny człowiek w tym domu.
- Nie przesadzaj, bohaterze. Nic jej nie będzie. - Hazza?
- Śpi jak kamień. Bez obaw blondasku. - Kroki oddalały się i w pokoju znów zapanowała cisza. Jendak jak się okazało, nie wszyscy opuścili salon. Ktoś po raz koleiny bawił się moimi włosami. Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie, zawsze lubiłam to uczucie.


Rozdział 1
Kiedy przechodziłyśmy przez środek dziedzińca, nagły ból w skroniach zmusił mnie do zatrzymania się. Potarłam palcami czoło, w próbie złagodzenia cierpienia. Widziałam, jak zaniepokojona Lea ostrożnie prowadzi mnie w stronę murku, nieustannie poruszając wargami. Nie słyszałam jednak ani jednego słowa, które wypowiedziała. Zacisnęłam powieki, a wtedy w mojej głowie odezwał się dziwnie znajomy głos. Na ten dźwięk moje serce przyśpieszyło swój rytm, jakby próbując uchwycić choć cząstkę jego barwy.

Rozdział siedemnasty: Za szybko?
- Jesteś naszą ukochaną siostrą - dodał Daniel, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę. Nie byłam jedyna. Reszta zrobiła to samo.
- Jestem waszą jedyną siostrą.
- Już nie bądź wredna - mruknął pod nosem, wycofując się na tyły z obrażoną miną. Spojrzałam na resztę braci.
Dorian patrzył na mnie błagalnie, Dylan z rozbawieniem, a Damon miał tak znudzoną minę, że myślałam, że zaraz tu uśnie na miejscu.
Sama nie wiedziałam, co mam zrobić. Z jednej strony byłam na nich cholernie wściekła, ale z drugiej...oni często tak robili, a ja nie potrafiłam się długo na nich gniewać. W szczególności na Damona.
- Wróćcie jutro, bo teraz nie potrafię logicznie myśleć - westchnęłam w końcu. Cała czwórka szeroko się uśmiechnęła i wyszła. Wiedzieli, że już im wybaczyłam, tylko nie chciałam po prostu tak szybko tego przyznać na głos. Z uśmiechem odwróciłam się i ujrzałam Adama opartego o ścianę. Miał na twarzy kpiący uśmiech.

3. Szkło
Megan poderwała się z miejsca i z mocno uderzającym w klatce piersiowej sercem ruszyła do gabinetu szefa. W pomieszczeniu było dosyć ponuro, stare żaluzje były w połowie zasłonięte, przez co tylko pojedyncze snopy światła wpadały przez okna. Po jej prawej stronie stał regał pełen segregatorów z aktami, a na wprost stało potężne biurko zawalone dokumentami, za którym z poważną miną siedział jej szef.
- Proszę sobie usiąść, ta rozmowa trochę potrwa – rozkazał jej, wskazując fotel naprzeciwko niego.

3 komentarze:

  1. Witam... Zaszła pomyłka. 3. Szkło miało być pod adresem http://niespokojne-czasy.blogspot.com, a nie http://kaprysy-losu.blogspot.com... Można prosić o poprawienie tego?
    Z góry dziękuję.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy