sobota, 1 września 2012

Nowe posty (15)


Czas mnie dziś goni, dlatego poniższych fragmentów postów nawet nie czytałam. Kopiowałam tak, jak zostały dodane, dlatego wszelkich błędów też nie poprawiałam, co zawsze robię. Z tego też powodu wszystkie za długie fragmenty cięłam na chybił trafił.
Przy okazji proszę, by w komentarzach nie używać kursywy czy pogrubienia do tych fragmentów, bo  tylko utrudnia mi to pracę.

7. Wziął do ręki przedmiot, który wyglądał jak złoty wisiorek.
Noc pokazywała swoje piękno. Ciemno granatowe niebo bez jakiejkolwiek chmurki, przyozdobione w gwiazdy i jasny księżyc w kształcie rogalika, aż się oczu odrywać nie chciało. Zapatrzona, poczuła jak ktoś zawiązuje jej chustkę na oczy. Pozwoliła na to, niczego się nie bojąc. Prowadził ją. Szli, szli, szli i szli. Nagle zatrzymali się. Czuje, jak ktoś odwiązuje jej chustkę, zobaczyła tylko błysk czerwonego światła i twarz Zabiniego. Chciała się ruszyć jednak nie mogła, dopiero teraz się rozejrzała. Była w Zakazanym Lesie, dookoła tylko drzewa, stare, pousychane rośliny. Była sama. Sama z nim.

Rozdział 8
Otworzyłam zaklęciem drzwi i weszłam na szczyt dzwonnicy, stąd widok na podwórze przed kościołem oraz pobliski cmentarz był niemalże oszałamiający. Było to naprawdę piękne, choć mugolskie miejsce. Dotknęłam wielkiego stalowego dzwonu i przejechałam ręką po jego zdobieniach. Nawet się nie ruszał, a ja wciąż słyszałam dzwonienie… „Tu zacznie się koniec…” pomyślałam.

Rozdział III: Czary-mary
Broń drgnęła i uniosła się lekko w górę. Powoli szybowała w kierunku mojej twarzy, by w końcu zatrzymać się na jej wysokości. Odwróciłam broń tak, żeby mierzyć przed siebie. Pistolet był naładowany i wystarczyło jedynie go odbezpieczyć i nacisnąć spust. Tyle wystarczyło, żeby wystrzelić.
Mój oddech przyspieszył, a w uszach słyszałam już szum mojej krwi. Usta zrobiły się spierzchnięte. Nie miałam przed sobą lustra, jednak wiedziałam, że moja skóra zrobiła się szara. Czułam spływający po twarzy pot. Utrzymanie wszystkich elementów tej układanki razem, przychodziło mi z coraz większym trudem. Nie zauważyłam nawet, w którym momencie mój oddech przerodził się w ciężkie sapanie, a każdy wdech stał się walką.

Rozdział dwunasty
- Miał mnie zabić – wyszeptałam. Łzy zapragnęły teraz zebrać się w oczach bez zaproszenia, żeby następnie uzyskać wolność i płynąć po policzkach. Pamięć od nowa odtworzyła wydarzenia owej nocy, podczas której niemal udobruchałam włochate, mordercze stworzenie. Niemal, bo sztylety wbite w jego głowę uniemożliwiły nawiązanie jakiejkolwiek znajomości. Nie żałowałam tamtej rozmowy, ba! Odczuwałam respekt, szacunek do Istoty. Dlatego kolejne słowa Brandta wprawiły mnie w osłupienie:
- Teraz ty staniesz przed zadaniem zabijania jego pobratymców.
Ciężka cisza opanowała Biały Pokój tonący w ciemnościach nadchodzącego wieczora. Cisza trwająca wiele minut, bowiem czas przestał mieć znaczenie w tamtej chwili. Wystawiłam na szwank cierpliwość kronikarza dwunastki, jednakże kolejny raz zdała trudny egzamin; pozwolił mi w spokoju analizować jedno zdanie, aż dotarła do mnie jego powaga i prawdopodobne następstwa.

Rozdział drugi
- Oliver? - mówię. On podnosi wzrok i lekko mruży oczy. Chce pewnie zapytać, o co chodzi, a więc wyjaśniam mu. - Nie zostanę dzisiaj z tobą. Wychodzę, wrócę dopiero jutro rano, wiesz, jak to jest.
Śmieje się krótko i macha ręką. W drugiej trzyma szklaną butelkę alkoholu. Po chwili przykłada ją do ust i popija solidny łyk. Zagryzam wargę, ale nic nie mówię, czekam.
Oliver patrzy na mnie lekko zdezorientowanym wzrokiem i kiwa głową na prawo i lewo. Widać, że wypił już dosyć sporo i ledwo trzyma się na nogach. Po chwili jednak zbiera się w sobie i zadaje jedno krótkie pytanie:
- Dlaczego mnie dzisiaj zostawiasz?

Rozdział 87: Iluzje i złudzenia
Życie nie rozdziela szczęścia i nieszczęścia po równo. Chociaż Łapa miał dopiero trzydzieści trzy lata, to doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego najlepsze czasy już dawno przeminęły. Nie miał zamiaru walczyć samotnie z Losem i Przeznaczeniem, siłą wyszarpać im choć odrobinę radości – chciał tylko wymierzyć sprawiedliwość, tłumacząc sobie, że tak musi być, że winny powinien ponieść karę, chociażby po tych dwunastu latach, które Peter Pettigrew wygrał w bonusie na jakiejś taniej loterii istnienia.
Być może myślał też, że to przywróci życie Jamesowi. Że po tym wszystkim znów spotka się ze swoim najlepszym przyjacielem, uściska go i zapyta, dlaczego kazał mu czekać na siebie aż dwanaście długich, smutnych lat.
Ale przecież James Potter jeszcze nigdy nie kazał mu czekać.

11. Kasia
Ruda poczuła złośliwie spojrzenie wszystkich kobiet przebywających w jadalni. Przywitała się i uśmiechnęła słodko, odpowiedziała jej tylko matka Aleksa szybkim mrugnięciem i cichym pomrukiem, po czym ponownie skupiła się na słowach Agaty. Matka Sandry trzymała w dłoni kieliszek z odrobiną czerwonego wina. Dziewczyna nie była pewna czy zdążyła go opróżnić i to już resztka, czy też nalała odrobinę, aby spróbować. Agata lubiła dobre wino, Sandra nie miała wątpliwości, że Janusz Stelmach nie podałby gościom niczego innego, jak tylko doskonały trunek.

Rozdział 2
Małe drzewko pokrywały jakby pomarańczowe wstążeczki, które coraz mocniej zaplątywały się na jego gałązkach. Tworzyły wspaniałe wzory, niekiedy przybierając barwę żółci lub czerwieni. Jedna z nich zapragnęła również dotknąć sceny. Rozprostowała swoje długie wicie i sięgnęła do plastikowej foli tworzącej zadaszenie. Rozprzestrzeniała się w mgnieniu oka, wprawiając Mercedes w zachwyt. Czarowała ją swoim naturalnym pięknem, którego nikt nie próbował zakłócać. Pozwolił żyć własnym życiem i spełnić swój plan.
Muzyka ucichła, a ze sceny dało się słyszeć podniesione głosy.
Minęła sekunda, może minuta lub godzina, kiedy rozmowy zamieniły się w paniczne krzyki. Ludzie zaczęli uciekać, nie zwracając uwagi na pozostałych. Każdy myślał tylko o sobie, o swoim życiu.
Mercedes wstrząsnęła nagle głową, wyrywając się z tego dziwnego transu, który ją ogarnął. Wszechobecny niepokój otulił również ją. Rozejrzała się uważnie dokoła, a w jej głowie pojawiło się jedno słowo, z niewyobrażalną siłą uderzające w jej duszę.
Ogień.

3. Dziewczyna spojrzała w jego oczy, a mężczyzna zrobił lekko zawstydzoną minę.
Z czystej ciekawości spojrzała w stronę otwartego pomieszczenia. Ujrzała tam mężczyznę, który siedział na czerwonym fotelu. Obrócony do niej plecami, nie zdawał sobie sprawy, że ktoś go obserwuje. Po chwili wstał i zaczął zdejmować czarną marynarkę i bladoniebieską koszulę.
Obserwowała każdy jego ruch, każdy centymetr jego ciała. Spojrzała na nagie, lekko opalone plecy i na wysportowane ramiona. Po chwili brunet obrócił się w jej stronę, ukazując tym samym zupełnie nagi tors. Dziewczyna spojrzała w jego oczy, a mężczyzna zrobił lekko zawstydzoną minę. Ola odwróciła szybko wzrok i wyszła z powrotem na wielki hol. Było jej głupio, że znalazła się w tak niezręcznej sytuacji. Oprała się o ścianę i przymknęła oczy. "Idiotka" skarciła się w myślach. Nie wiedziała, co widzi w nim jej przyjaciółka, ale teraz zdawała sobie doskonale sprawę, że Justin Timberlake jest jednak bardzo przystojnym mężczyzną.

10. To uczucie, gdy twojego idola ratuje żona
Zamigotało. Robin ściągnął nakrycie głowy i strzepnął z niego śnieg. Po drugiej stronie panowała dużo wyższa temperatura, a Goodfellow nie chciał, by potoki wody ściekały mu za kołnierz. Trudno brać na poważnie kogoś, kto zostawiał za sobą mokre ślady.
– Hej, to ja! – zawołał wesoło. – Jak się dziś miewacie?
Odpowiedziała mu cisza. Robin uśmiechnął się pod nosem, spostrzegając, że przy drodze rosną maliny. Niewiele myśląc, napełnił owocami swój kapelusz, po czym poszedł dalej, napawając się uroczymi widokami. Nie wyglądał, jakby mu się spieszyło. Cóż, w końcu wiedział, że gospodarzy zastanie o każdej porze dnia.
Jak zwykle, najpierw dostrzegł Sigyn. Stała, naprężona niczym struna, próbując powstrzymać drżenie uniesionych ku górze rąk. Gdy zauważyła Robina, misa w jej dłoniach zachybotała niebezpiecznie, ale jej (na szczęście) nie wypuściła.
Za to Loki był już gotowy do manewru obronnego, w razie gdyby żona nie zdołała utrzymań naczynia. Szarpnął się raptownie, dzwoniąc pętającymi go łańcuchami.

Rozdział dziewiąty: Insomnia
Nie mija nawet pół minuty, nim mały Castor traci przytomność. Dopiero wtedy rodzice reagują, jakby wybudzili się z letargu. Jest już za późno. Mała Charlize staje między nimi a swoim bratem, a oni nie są w stanie przekroczyć niewidzialnej bariery. Widzą, jak ich syn oddycha coraz słabiej, jak jego dłonie podrygują. Jeszcze chce walczyć. Wciąż się nie poddał. Ma w sobie wolę walki i życia. Niewiele jednak jest w stanie zdziałać, gdy jego siostra unosi dłoń, a ściany młodego gardła zaciskają się, bezlitośnie odbierając oddech. Chłopak dusi się, wierzga i rzuca się na piasku. Trwa to jeszcze kilka krótkich chwil. Sekundy, gdy mój brat upada bez ruchu. I nie ma już nadziei czy walki. Przegrał. J A wygrałam.
Dopiero gdy kapią na dekolt, czuję, że po moich policzkach spływają łzy. Cały czas powtarzam imię brata niczym litanię, licząc, że może mnie usłyszy. Że mały, ośmioletni Castor obudzi się, wstanie.

9 komentarzy:

  1. Również bardzo dziękuję za informację tutaj, ale niestety w tytuł posta wkradł się błąd ;) nie wiem, czy to moja wina, jest to bardzo prawdopodobne, ale teraz nie mogę już tego sprawdzić, gdyż zgłoszenia już nie ma. Tytuł posta to: Insomnia, nie Insominia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł posta kopiowałam, ale już poprawiam.

      Usuń
    2. Dziękuję, napisałam też, że bardzo prawdopodobne, że to była moja wina.

      Usuń
  2. Chciałabym prosić o zmianę adresu bloga na http://looking-for-angel.blogspot.com/
    (kategoria Fantastyka/Fantasy, tytuł: Szukając Aniołów)
    Z góry bardzo dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam prośbę.
    Zmieniłam szablon i czy mogłabyś zmienić również obrazek mojego bloga?
    FF-Gwiazdy i fani.
    www.jt-foreplay.blogspot.com
    z góry dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy