sobota, 29 września 2012

Nowe posty (18)



11. Nie masz kultury, Weasley?
Zaciągnęła się papierosem i wydmuchała biały obłok dymu. Paskudny wiatr chciał, aby doszedł akurat do nozdrzy Malfoya.
- Nie masz kultury, Weasley? - zapytał po chwili.
- Mam jej więcej niż ty – syknęła.
Dzieliło ich jakieś kilkanaście metrów. Musieli minimalnie podnieś głos, aby choć trochę się usłyszeć. Gdyby ktoś obserwował ich z daleka, to najpewniej byłby przekonany, że oboje postradali zmysły.

- Skąd? - spojrzał na niego podejrzliwie, nadal nie wierząc w jego pokrętne tłumaczenie.
- Bo… tak mi przyszło do głowy. Wiedziałem, że nic lepszego nie wymyślisz - te słowa były jak zastrzyk adrenaliny. A przynajmniej tak właśnie zadziałały, bo już po sekundzie stali naprzeciw siebie mierząc się wrogimi spojrzeniami, a Sean przyglądał się temu wszystkiemu bezradnie.
- Jasne, bo co może wymyślić kolejna kopia pana cudownego?
- To, dlaczego nią byłeś?
- Bo… chciałem być twoim przyjacielem. Może, dlatego, dopiero teraz widzę, jaki jesteś, James. Dopiero teraz wiem, że nie było, kogo naśladować. Bo nie jesteś żadnym oryginałem. Tylko beznadziejną kopią dupka.

17-19 września
Wolała nie ryzykować, bo mogła nie dostać jedzenia lub, co gorsza, mogła znaleźć się po złej stronie Śmiertelnej Tablicy.
Łzy napłynęły jej do oczu, gdy na nią spojrzała. Pięć imion było już skreślonych od jakiegoś czasu. Przy jednym nawet była data — dwudziesty ósmy listopad. Przy innych też były, ale Karmen już nie widziała.
Wszedł do pokoju, palec obwiązany był bandażem, ale krew lekko się przebijała. Podszedł do Śmiertelnej Tablicy i skreślił kolejne imiona. Zadrżała, bo nie chciała skończyć swojego życia.
Odszedł, a ona odetchnęła z ulgą.
Roksana — dwudziesty stycznia.
Olga — dwudziesty stycznia.
W myślach skarciła się, że popełnia grzech. Matka uczyła ją, by nigdy nie cieszyć się z nieszczęścia innych. Jednak, co w takiej sytuacji zrobiłaby jej matka? Nie cieszyłaby się, gdyby dostała kolejny dzień życia? Cicho, by nikt jej nie słyszał, załkała. Tylko raz. Tylko na tyle się odważyła.
— Obyś zginęła następna, mała księżniczko — syknęła jedna z dziewcząt, która była przykuta w rogu pokoju.

Rozdział V
– Nie znoszę, kiedy to robisz.
Serce zamarło mi na ułamek sekundy, po to, by po chwili przyśpieszyć swój bieg, uderzając o żebra ze zdwojoną siłą. Nie musiałam otwierać oczu, by wiedzieć, kto stoi przede mną. I choć zaledwie kilka dni wcześniej wyrobiłam już sobie opinię o tej osobie, nie chciałam, by odchodziła. Przestałam przygryzać wargi, a z moich ust wyrwało się zrezygnowane westchnienie.
– Czego chcesz? – mruknęłam, prostując się i uchylając powieki. W tym samym momencie poczułam, że dłonie zaciskają mi się na czymś chropowatym i kłującym. Spojrzałam na to z przestrachem, otwierając szeroko oczy ze zdumienia.

Rozdział czwarty
Szłam korytarzem szkolnym zestresowana i rozglądałam się po wszystkich kątach, jakby szukając znajomej twarzy. Podświadomie rozglądałam się za Alyson i Grace. Kilka metrów ode mnie typowe plastiki dręczyły jakąś niską brunetkę w okularach. Chciałam przemknąć obok nich niezauważona, lecz ktoś podstawił mi nogę i upadłam. W tym samym momencie, gdy dotknęłam ziemi, moich uszu dobiegły głośne śmiechy. Ludzie śmiali się ze mnie.
- W Nowym Jorku nie nauczyli Cię chodzić?- wycedziła blondynka, a reszta uczniów znajdujących się na korytarzu parsknęła śmiechem.
Ignorując ich zachowanie, pozbierałam książki z podłogi i pobiegłam pędem do wyjścia. Biegłam, a łzawiące oczy nie ułatwiały mi ucieczki od szkolnej hierarchii popularności, która dopadła nawet publiczne liceum w Glendale, więc nic dziwnego, że w kogoś uderzyłam.

Rozdział 5
W tym czasie, ja podeszłam bliżej zwierząt. Tak, jak wcześniej, jeden z nich stał zadowolony, nie mogąc oderwać ode mnie wzroku. Natomiast drugi siedział wciśnięty w kąt, jakby w cale nie zauważył naszej obecności. Kucnęłam i wyciągnęłam rękę w ich stronę. Pierwszy przyjął moją propozycję zakumplowania się. Zaczął mnie lizać, a ja głaskałam go za uszami. Nie wiem, kiedy, ale w następnym momencie moja dłoń zaczęła krwawić. Potem wszystko działo się zbyt szybko, abym mogła pojąć. Zostałam odepchnięta w tył, a naprzeciwko mnie leżały martwe ciała szczeniaków.

IV Początek podróży
– Skąd masz tyle pieniędzy? – zapytał cicho.
– Tyle wynosi cena za twoje życie, panie.
Casper nie pozwolił sobie nawet mrugnąć.
– Kto? – zapytał tylko.
– Twój wuj, panie.
– Remus – powiedział niemalże od razu, choć pozostawał jeszcze Viktor, brat jego ojca.
Odszedł szybkim krokiem od Dariusa, próbując poukładać myśli, które pędziły z zawrotną prędkością. Miał ochotę płakać, ale łez tak jakby nie było – tak jakby nigdy nie powstały. Był mężczyzną, cholernym mężczyzną, a do tego jeszcze członkiem rodziny królewskiej – nie miał prawa do płaczu jako małe dziecko, więc dlaczego niby teraz? Poczuł się bezradny, tak strasznie bezradny, osamotniony i nagle, zupełnie niespodziewanie, zatęsknił do Margot. Zatęsknił do ciepłych słów siostry, do jej wiotkich ramion, które przecież były niemalże takie same jak u ich matki, do jej kojącego widoku i spojrzenia wielkich zielonych oczu, które – choć czasem zrozpaczone – zawsze zawierały w swej głębi choć odcień nadziei.
Poczuł się jak ten mały chłopiec, któremu ojciec zabił ukochanego konia, nazywając to lekcją życia.

Rozdział czwarty: Kanonada uczuć
I wtedy usłyszałam krzyk. Przeraźliwie nieludzki krzyk, rozchodzący się echem w mojej głowie. Ranił moje uszy, sprawiając, że natychmiastowo objęłam się ramionami, zaciskając mocno oczy. Skuliłam się, licząc na to, że to się jak najszybciej skończy. Że to przestanie tak cholernie boleć. Dziki wrzask wkręcał się w mój umysł, powodując szkody o jakich nawet nie śniłam. Zagłuszał mój własny jęk cierpienia, pozwalając mi na to, abym zaczęła się drzeć w niebogłosy. Dopiero po dłuższej chwili zauważyłam, że to robię. Czułam jak tracę władzę nad nogami, jak lecę w dół i uderzam kolanami o podłogę. Rejestrowałam wszystko w spowolnionym tempie, koncentrując zmysły na przeraźliwym bólu. Wiedziałam, że jeśli to zaraz się nie skończy stracę przytomność, a wtedy… Nie, nie miałam pojęcia, co wtedy. Wolałam o tym nie myśleć.

Orzeł i lilia cz.2
—Weź to – powiedziała. — Mnie chronił przez osiem lat, mam nadzieję, że i tobie pomoże w powrocie do domu...
—Do ciebie – wpadł jej w słowo.
Spuściła wzrok.
—Do mnie – powtórzyła szeptem, smakując te słowa, sprawdzając, jak układają się na języku. — Do mnie.
Podała Gwainowi długi, złoty łańcuszek, na którym zawieszono wisior w kształcie orła, który w szponach trzymał kwiat lilii, zbliżony do niego rozmiarem i wysadzany diamentami.
—To królewski klejnot – powiedział. — Nie mogę go przyjąć.
Arianna zacisnęła jego palce na wisiorze.
—Należał do mojego ojca. Chcę, żebyś go wziął.
—Kim jesteś, Arianno? Kim jesteś, że musisz to ukrywać?

Rozdział 13
Wtedy jednak po korytarzu rozniósł się taki huk, że aż zatrzęsło drzwiami od gabinetu, a z sufitu posypało się odrobinę tynku. Woźny, wrzeszcząc z wściekłości i wykrzykując jakieś przekleństwa, wypadł na zewnątrz, a za nim podążyła jego obmierzła kocica.
Evelyn nie mogłaby przegapić takiej okazji. Widząc, że Filch oddala się w kierunku źródła hałasu, błyskawicznie porwała z biurka na wpół wypełniony formularz swojego "przewinienia", po czym wybiegła z gabinetu.
Pokonując po dwa stopnie naraz, znalazła się piętro wyżej. Dopiero tam zdecydowała się przeczytać pergamin, a gdy to skończyła, potargała go starannie, a resztki wyrzuciła przez najbliższe okno. Wiedziała jednak, że nie może tu zostać, gdyż woźny mógł lada chwila wrócić do swojego gabinetu i odkryć jej zniknięcie. Ruszyła korytarzem, niemal biegnąc, lecz po chwili stwierdziła, że nie ma zielonego pojęcia, gdzie się obecnie znajduje.
Wspięła się po kolejnych schodach, ale już straciła rachubę, które to piętro. Zobaczyła jakąś idącą z naprzeciwka dziewczynę i w akcie desperacji postanowiła spytać ją o drogę do wieży Ravenclawu.

017. Utracone wspomnienia
-Wyglądasz przepięknie, lecz lepiej byłoby Ci w prostej sukni w rzymskim stylu, w takiej jak przed laty. Pamiętasz jak udawałaś, że się pobieramy, czy to się nie liczyło naprawdę.(...)-w samym środku wejścia stał Elijah.(...)Obawiała się, co może zrobić.
-Dobrze wiesz, że nadal Cię kocham, ale nasz związek z góry skazany był na porażkę, jesteś moją rodziną, jesteś mi jak ojciec. Taka powinna być nasza relacja, czysto rodzinna. Wybacz mi, że kocham Cię inaczej.

I Fryzjer: 13. Brak innego wyjścia
Gdy dotarli na miejsce, strażnik otworzył cele. Wchodząc do środka, więzień uśmiechnął się na jego widok. Przez chwile trwali w zupełnej ciszy, patrząc na siebie pobieżnie. Johnny zastanawiał się, jak przekonać skazańca do współpracy. Czy to w ogóle będzie możliwe?
- Ech, panie policjancie – odezwał się Fryzjer. – Przecież wiem, po co tu przyszedłeś. Wiesz, że ja wiem, kto zabija, a w nie wiecie nic – zaśmiał się drwiąco.
- I tu się mylisz – powiedział stanowczo Johnny. – Ben Davis, dwadzieścia cztery lata, twój podopieczny.
- Brawo, doskonale – pochwalił go sarkastycznie. – Jak wszystko wiecie, to po co tu jesteś?

Rozdział dwunasty
W tym momencie zderzyła się z czymś twardym. Byłaby upadła na ziemię, gdyby nie pomoc dwóch silnych, męskich dłoni, które złapały ją za przed ramiona i pociągnęły do przodu.
– Do jasnej... – Chciała przekląć, ale urwała, ponieważ majacząca w półmroku twarz wydała jej się być dziwnie znajoma.
Mężczyzna oddychał chrapliwie. Wypuścił ją z uścisku, ale ona wcale się nie odsunęła. Wciąż próbowała rozszyfrować, kto to taki. Oczy powoli przyzwyczajały się do częściowych ciemności, dzięki czemu dostrzegała coraz więcej szczegółów.
W końcu zobaczyła to, co spodziewała się zobaczyć: te duże, brzydkie, odstające uszy rozpoznałaby wszędzie.
– Mordka! – zawołała radośnie, po czym zarzuciła mężczyźnie ręce na szyję.
Jego ciepłe dłonie, oplotły ją w pasie. Gorący oddech, który poczuła na karku, przyprawił ją o dreszcze.
– Nachela... – westchnął Mordechaj Anielewicz, pieszczotliwie zwany „Mordkiem” lub „Aniołkiem”.

Rozdział 16: Mury cz. I
- Dlaczego tak bardzo zależy ci na odkrywaniu tajemnic tego zamku? – zapytał, a w jego melodyjnym głosie dało się wyczuć nutkę zadowolenia zmieszanego z ciekawością.
- Ponieważ zrozumiałam, że nigdy tak naprawdę go nie znałam.
Nie odpowiedział od razu. Szliśmy chwilę w całkowitym milczeniu, a ja wiedziałam, że to on musi przerwać panującą między nami ciszę. Kiedy jakiś czas później znów rozbrzmiał jego głos, był lekko przygaszony i smutny, a wypowiedziane przez niego słowa zdawały się wisieć w powietrzu przez dłuższy moment, jakby właściwe ich zrozumienie wymagało czasu.
- Być może zamek ukrywa sekrety tak straszne, że będziesz żałować, że je poznałaś.
- Możliwe – odpowiedziałam, starannie dobierając kolejne słowa. – Ale być może będę mogła mu pomóc… odbudować, co zniszczone, wydobyć, co w nim najlepsze.
- Rozmawiamy, oczywiście, cały czas o zamku.
- Dokładnie tak.

XXI Klątwa
Żaden z braci Vanthor nie potrafił kierować statkiem kosmicznym – nie mieli pojęcia jak funkcjonuje ta magia i jak nią kierować. O tym, że zaufanie Iridze w kwestii tego, że zaklęła Koczkodana tak, by dotarł do pałacu Vita, mogło być niewiarygodnie głupim i ostatnim w ich życiu błędem, pomyśleli, jak zwykle, równocześnie.
I za późno – kiedy na to wpadli, widzieli już pod sobą zarysy kontynentów, ewentualny skok ze spadochronem mógłby się skończyć bardzo źle. Pozostawało wierzyć, że kobieta ich nie oszukała. Naiwne, ale mając w alternatywie nastawianie się na nieuchronną śmierć, bracia wybrali naiwność. Była przyjemniejsza, a tego, co czekało ich na końcu drogi i tak nie mogli zmienić.

5. Gdyby ta dziewczynka wiedziała, jaki jestem naprawdę...
Timberlake odłożył telefon z powrotem na łóżko i sam położył się na miękkiej pościeli, mając w głowie wczorajsze 'szczęśliwe spotkanie'. Zupełnie nie spodziewał się tego, że Amy Walker to 10-letnia dziewczynka poruszająca się na wózku inwalidzkim. Przymknął oczy, próbując przypomnieć sobie roześmianą twarz dziecka. Od dawna nie słyszał tak wielu szczerze wypowiedzianych miłych słów. I były to same zalety. Amy wyznała, że jest jej idolem, że uwielbia jego muzykę i styl, że jest naprawdę przystojnym mężczyzną.
"Gdyby ta dziewczynka wiedziała, jaki jestem naprawdę..."- pomyślał i wziął głęboki wdech.
Otworzył oczy i wpatrywał się w biały, równy sufit, szukając jakiejkolwiek niedoskonałości.
On- inteligentny, z poczuciem humoru, utalentowany, przystojny wręcz idealny!
Tak cholernie niedoskonały...

Rozdział XVII
Nie obudziłam się sama. Coś po mnie… deptało? Było Boże Narodzenie i owe coś nie dawało mi spać. Zdenerwowana odwróciłam się na plecy, a to coś spadło ze mnie i w efekcie wylądowało pode mną. To było duże i wydało z siebie żałosny odgłos. Poderwałam się na nogi półprzytomna, ale zaraz rozbudziłam się po całości. To małe szaro-czarno-białe coś miało na szyi uwiązaną kokardkę i patrzyło na mnie słodko.
- Pingwin! - wydarłam się, a Victorie rzuciła we mnie poduszką.
- Tak wiem, że ci się podoba, ale możemy porozmawiać o tym później…

Część IV
Frigner demonstracyjnie wstał od stołu, odsuwając krzesło z impetem i z godną podziwu szybkością, zatrzymując je nogą. Przechadzał się po izbie, w końcu spojrzał na Cohela.
- Zacznijmy od początku. Wiem, że Rywa schował złoto, wiem też, że tylko wam powiedział gdzie ono jest. Jestem ciekawskim typem i chciałbym wiedzieć to samo – oparł się dłońmi o stół i pochylił, by ich twarze były naprzeciw siebie.
- Powtórzę, że nic o tym nie wiem...
- A mi się zdaje, że jednak coś wiesz.

Rozdział 6
– Czyli znowu jesteś aniołem? – przytaknął. Moim stróżem? – ponownie przytaknął. – I nie… wyparujesz? – zamachałam ręką jak Copperfield, prawie wylewając moją miętową herbatę..
- Nie – uśmiechnął się smutno, jakby coś go dręczyło, jakby chciałby to była prawda.
- Dobrze, więc mam jeszcze jedno pytanie. Czy to oznacza, że znów będziesz czytał mi w myślach?
Wiktor uśmiechnął się tylko szelmowsko, a ja już wiedziałam. No to po mnie.

04. Dobro vs zło
- To prawda? - zapytała Dorcas, uważnie przyglądając się Pannie Evans.
- Trochę z nim porozmawiałam. A Syriusz zrobił wielką sensację bo James pocałował mnie w policzek. - powiedziała Lily z wyraźnym rozbawieniem.
- Całowałaś się z Potterem? - Obie się poruszyły uważnie spoglądając na przyjaciółkę i czekając na jakieś wyjaśnienia.
- NIE! Dał mi tylko buziaka. - odparła z bulwersem Lily
- Zawsze zaczyna się od zwykłego nic nie znaczącego buziaka...

Rozdział 19: Przesłuchanie
Nagle poczułam jego dłoń na moim ramieniu. Spojrzałam na niego zaskoczona, kiedy usiadał obok mnie. Dlaczego pojawił się tak szybko? Nie powinien być w pracy?
- Już przyszedłeś? – zapytałam zdziwiona.
- Musiałem się wrócić, bo zapomniałem wziąć z biurka bardzo ważnych dokumentów do pracy – wyjaśnił. – Pan Worth powiedział mi, że jesteś w ogrodzie. Postanowiłem się przywitać, zanim udam się z powrotem do Ministerstwa.
- To miłe – uśmiechnęłam się, na co on zrobił łobuzerską minę. – Coś ukrywasz – oznajmiłam mu po chwili, chcąc dowieść prawdy. – O czymś nie wiem, a ty za wszelką cenę nie chcesz mi o tym powiedzieć. Mam rację?

Rozdział 5
Wilk gwałtownie złapał mnie za ramię, a ja krzyknęłam z bólu i przerażenia. Wyrwałam mu się z uścisku i zaczęłam cofać szurając ciałem po ziemi. Zwierzę podarło mi sweter na ramieniu. Nie rozumiałam takiego obrotu sprawy, poczułam strach, jaki powinnam zawsze czuć do wilków. Przez chwilę pomyślałam, że to koniec, że umrę w lesie zabita przez swoją głupotę, przez zaufanie do groźnego zwierzęcia, które prawie pokochałam. Czy w ogóle mogłam mówić o miłości w tym wypadku?

6 komentarzy:

  1. Dziękuję serdecznie za opublikowanie fragmentu mojego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym powiadomić, że zmieniłam szablon na wiecej-niz-slowa.blogspot.com. Prosiłabym o zmianę miniaturki :) [FanFiction Potterowskie -> Nowe Pokolenie]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmienię podczas najbliższej aktualizacji czyli gdzieś w okolicach piątku, soboty.

      Usuń
  3. Chciałabym poinformować o zmienia szablonu na www.oczy-odzwierciedleniem-duszy.blogspot.com, Historia Hilary Rose tytuł oraz chciałabym zmienić tytuł na Oczy Zwierciadłem Duszy. Z góry dziękuje.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy