czwartek, 6 września 2012

Wyniki konkursu: koszyk piknikowy


Witam Was serdecznie.
Wyniki konkursu miały pojawić się siedemnastego, ale z racji, że potem przypomniałabym sobie o wszystkim dzień przed, to wolałam zacząć wcześniej. Grupy nie będą publikowane po kolei, nie wiem, kiedy pojawi się kolejna (słoik ogórków). Może w środę, może wcześniej. W każdym razie zgodnie z planem wszystko zakończy się siedemnastego. Na koniec na pewno zostanie pluszowa maskotka, bo prace są tak do siebie podobne, że nie ma w czym wybierać.
Do konkursu zgłosiło się trzydzieści jeden osób, z czego otrzymałam dziewiętnaście prac. Pozostali nie raczyli nawet wysłać lub napisać krótkiej wiadomości, że nie dadzą rady nic napisać. Niektórzy to nawet ci sami, co ostatnio. Mi naprawdę nie zależało na ogromnej ilości uczestników i spokojnie mogłam stworzyć o jedną grupę mniej. Z tego powodu, jeżeli na Rejestrze zostanie kiedyś ogłoszony kolejny konkurs, ci, co już drugi raz olali to, nie będą mogli się zgłosić.
Tym razem (tyczy się praktycznie wszystkich grup) oryginalność znaczyła, że coś jest zniszczone i nie nadające się do dalszego użytku. Czasem szkoda, że nie było tych ładnych, miłych dla oka rzeczy.
Wszystkie prace będą do wglądu w zakładce obok.
Dyplomy dla zwycięzców wykonane oczywiście przez Elfabę.
Na pierwszy ogień koszyk piknikowy. Praca niestety doszła tylko jedna, dlatego zwycięzca jest oczywisty.

Autorka: She

Drzwi uchylił się z cichym i przeciągłym jękiem zardzewiałych zawiasów, a do jego nozdrzy wdarł się ostry zapach stęchlizny. Pomieszczenie wypełnione było po same brzegi sprzętami różnorakiej maści, gromadzonymi tu przez lata. Krążąc między półkami staroci dostrzegł poszukiwany przez siebie przedmiot i uśmiechną się tryumfalnie podnosząc mocno zakurzony i zniszczony wiklinowy koszyk. Jego kształty, zniekształcone odrobinę przez leżące na nim sterty rupieci, uformowały się w coś na wzór jaja o lekko skrzywionej osi. Grube witki splecone kiedyś ciasno u podstawy rozluźniły się nieco i przerzedziły jego dno tworząc szerokie prześwity, przez które mógł dostrzec kurz zalegający na startej podłodze. Druciane zawiasy dwóch małych klapek poluzowały się i pozwoliły, by jedna z nich całkowicie się oderwała ścieląc dno koszyka. Jego wnętrze, wyłożone kiedyś białym płótnem, poszarzało mocno i gdzie niegdzie zaszło zielonkawą pleśnią. Koszyk naznaczony był piętnem lat wielokrotnego użytkowania przez wiele osób. Jego rączka, choć wciąż trzymała wszystko razem, była już bardzo wytarta i powyciągana. Stał przez chwile z wyrazem zadumania na twarzy i przyglądał się nierównemu splotowi starej wikliny, która z pewnością wyszła z pod ręki dość niewprawnego rzemieślnika. Oglądał z uwagą stare wgniecenia i plamy pozwalając ponieść się wspomnieniom. Jego zamyślenie przerwał zniecierpliwiony kobiecy głos wołający go zza drzwi. Wzdrygną się i przyciskając swój niezgrabny skarb wyszedł do jasno oświetlonego pomieszczenia. Czuł na sobie karcący wzrok kobiety, a nonszalancja i wzgarda bijąca od nowiutkiego i jakże pięknego koszyka stojącego na stole, budziła w nim odrazę. Jego sploty były równe i ciasne, materiał śnieżnobiały i pachnący, a gruba raczka mocna i lśniąca. Stary rupieć staną obok nowego, a kontrast bijący z tego połączenia był niemal namacalny, los prawie przesądzony. Bo jakże stare może konkurować z młodym, a historia z dzisiejszym dniem? Oba tak różne i tak skrajne, a jednak… utkane tymi samymi rękami. 

Nagroda:



16 komentarzy:

  1. Szkoda, że niektórzy ludzie tak do tego podchodzą...
    Myślałam, że poczytam sobie krótkie, miłe opowiadania, a tu jak na złość- tylko jedno!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tekst całkiem zgrabny, szkoda, że nie ma porównania do innych. Ludzie są dziwni, że zgłaszają się, a jednak nie wysyłają prac. Ba, nawet nie tłumaczą tego : /

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  3. Straszliwie dużo potknięć jest w tym - krótkim, jakby nie patrzeć - opowiadaniu. Miałam problem z doczytaniem do końca, bo chwilami aż mnie skręcało. Nie rozumiem zasadności wprowadzenia do narracji kobiety, której zadaniem było tylko krytyczne patrzenie na mężczyznę, w dodatku powaliła mnie ilość zaimków i problemy z podmiotem domyślnym. I te okropne błędy z deklinacją (o interpunkcji już nawet nie wspomnę)...

    Szkoda, rzeczywiście, że tyle osób nie przesłało niczego, bo poza rywalizacją, taki konkurs zapewnia również pewne spięcie i ćwiczenie, poza tym jest po prostu sympatyczną zabawą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Miękko... tekst jest okropny. Nie wiele mówi, błędów jest od groma, zaimkoza panuje wszem i wobec. Tekst jest po prostu niedopracowany, zapewne przed wysłaniem nie był przeczytany nawet raz. Nie wiem na jakiej zasadzie wybierany jest zwycięzca, ale rozumiem że pozostałe teksty były jeszcze gorsze? Tylko czy jest sens nagradzania za coś, co się źle robi?
      Wiem, pewnie powiesz, że skoro wiem lepiej i tylko krytykuję, to czemu sama nic nie napisałam, lub coś w ten deseń...
      Za stara jestem na to. Poza tym nie rozumiem sensu tego konkursu, ot i tyle.
      Mam jednak nadzieję, że jakoś dobrniesz z tym konkursem do końca.

      Usuń
    2. Zdawałyśmy sobie sprawę, że ta praca najwyższych lotów nie jest i znalazły się w niej rożnego rodzaju błędy, ale była to jedna jedyna praca w tej grupie. A nie widzę sensu, aby karać kogoś za to, że inni olali sprawę i anulować tę grupę.
      W pozostałych grupach są już po co najmniej trzy opisy i tam jest w czym wybierać.

      Usuń
    3. No tak, w takim razie rozumiem.

      Usuń
  4. Pewnie dla autorki tekstu pocieszenie jest niewielkie, bo wygranie walkowerem jakieś szczególnie satysfakcjonujące nie jest :P Dobrze, że wyciągniesz z tego w przyszłości pewne konsekwencje, bo bez jaj.
    Aczkolwiek zgadzam się z osobami powyżej - trochę błędów w tym tekście jest. Chociaż pomysł na zakończenie mi się spodobał, to porównanie starego do nowego :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi teraz w tym momencie jest troszkę wstyd, że jednak nie wysłałam swojej pracy ://. Nawet próbowałam ją napisać, ale po paru zdaniach skasowałam, stwierdziwszy, że coś takiego się nie nadaje do wysłania.
    Ostatnimi czasy mam wenobrak nawet na własne opowiadania :/. Na tworzycieli też nic nie napisałam, ech :(. Mam strasznie słomiany zapał, jak się pojawił konkurs, to się cieszyłam, temat też w sumie był fajny, ale nie umiałam tego zgrabnie napisać.
    No, ale stało się.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że tak mało osób wywiązało się z konkursu i nawet nie wytłumaczyło i powiedziało, że nie dadzą rady. No, nic, myślę, że tłumaczenie się po fakcie i przeproszenie jest zgoła niewłaściwie, jednak lepiej później niż wcale, choć to i tak nic nie daje.
    Pozdrawiam.

    PS. Śliczny nowy szablon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po fakcie to jeszcze jakoś mogłabym znieść, ale nie wtedy, kiedy już o tym wspomniałam.

      Usuń
  7. Ekhm... ładny dyplom.
    Okej, bez ściemy, jestem mocno zaskoczona. Spodziewałam się, że będzie co czytać, nawet jeśli prace nie najwyższych lotów. Po prostu, zgłosili się - powinni wysłać cokolwiek.
    Mniejsza o to. Jestem niesamowicie ciekawa tych ogórków xD Wydaje mi się, że to był jeden z trudniejszych tematów i nie mogę się doczekać, aż zobaczę, jak inni z tego wybrnęli. No, i oczywiście oczekuję wyników mojej grupy z wielką ciekawością, choć raczej zbyt wielkich szans nie mam, skoro to jedyna wygrana walkowerem... :D

    Ślicznie tu teraz :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojej, ja też "popsułam" swój przedmiot. :D Ale w moim przypadku był to zabieg konieczny, bo ja kwiatków nie cierpię. Szczerze nienawidzę, serio. Jakbym miała się zachwycać nad idealnie symetrycznymi płatkami czy czort jeden wie czym, chyba bym umarła i dużo łatwiej mi było napisać, co w tym bukieciku było nie tak, niż jak wyglądał przed metamorfozą. Może nie powinnam iść na skróty, ale inaczej się nie dało. :D
    Żałuję, że nie zostałam przydzielona do ogórkowej grupy. Gdzieś w szufladzie mam swoją "Odę Do Kiszonej Kapusty", więc można powiedzieć, że mam doświadczenie w opisywaniu przetworów. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja też popsułam i poszłam w taki trochę turpizm nawet, ciekawie będzie, jak się okaże, że wszystkie teksty są o kwiatach poszły w tym samym kierunku. ^^
      (I nawet zrobiłam to z tego samego powodu, ja nie lubię kwiatów i kwiaty nie lubią mnie, wszyscy już dawno nauczyli się, że w moim otoczeniu wszystkie roślinki domowe umierają...)

      Usuń
    2. To się nie mogę doczekać pracy szanownej oponentki, bo się zapowiada bardzo ciekawie! :D
      U mnie się uchował tylko Kaktus Lisek Chytrusek, ale tylko dlatego, że ma lewe układy z babcią i to ona go podlewa. xD

      Usuń
    3. Moje kwiatki też długo raczej nie żyją, ale w sumie je lubię. Ja i mój strój balowy mimo wszystko nie spasowaliśmy sobie tak, jak miałam nadzieję, i ostateczny efekt był raczej średnio zadowalający, no. Ale pożyjemy, zobaczymy.
      Szkoda, że tak mało prac doszło. Można bylo chociaż napisać, że się nie da :P

      Usuń
    4. Ha, mi nawet kaktus umarł! Nie podlewałam go wcale, a mimo to zgnił (zbrązowiał, zakładam, że to oznaka gnicia, choć nie wydawał żadnego zapachu...), a potem usechł. Kaktus. Byłam w takim szoku, że nie wiedziałam co ze sobą zrobić, bo wcześniej nie przypuszczałam, że jest ze mną aż tak źle...

      Strój balowy, ojej, kojarzy mi się od razu z jakimś horrorem.

      Usuń

Obserwatorzy