sobota, 20 października 2012

Nowe posty (21)


01 Rozdział: Idą zmiany
Spoglądałam na Muszelkę, mój dom, wznoszący się wysoko na morskim klifie. Patrzyłam na pobielone wapnem ściany, w których tkwiły muszle o różnych kształtach, barwach i rozmiarach. Kiedyś, choć teraz miałam wrażenie, że było to dawno, dawno temu, bawiłam się z Louisem, kto pierwszy znajdzie dwie takie same, identyczne. Żadnemu z nas się to nie udało. Każda miała jakąś cechę, której nie posiadała inna.
Tak samo było z ludźmi, jednak, pomimo tego, że miałam już piętnaście lat, nie potrafiłam tego zrozumieć, nie chciałam zrozumieć.

15. Rozwiane wątpliwości
Obudził mnie cichy zgrzyt drzwi. Kiedy przyzwyczaiłem wzrok do panujących wokół ciemności, ujrzałem w progu smukłą, czarną sylwetkę. Postać zbliżała się powoli, bezgłośnie stąpając po podłodze, stawiając małe, niepewne kroki. Wiedziałem, że to ona. Czasem w krótkim momencie po przebudzeniu ciężko przyswajać informacje z minionego dnia, jednak ja zachowałem wyjątkowo czysty umysł. Przez odsłonięte okno wpadała srebrnawa łuna księżyca w pełni, osiadając teraz gładko na ciele Elise, idealnie łącząc jej wewnętrzny mrok ze światłem nocy.

Demony przeszłości cz. 4
Objęłam się ramionami, czując nagłe zimno, przenikające przez sukienkę, skórę, docierające aż do serca. To strach, tak. Okropnie się bałam. Syriusz nie uśmiechał się, nic nie mówił, nawet się nie poruszył. Stał i obserwował mnie, a ja czułam się pod tym spojrzeniem coraz mniejsza i mniejsza, jakbym miała nie istnieć. Jego oczy zdawały się prześwietlać moją duszę na wylot.

Rozdział 15: Kochana Ginny
Dziewięć linijek zapomnianych znaków.
Trzy godziny spędzone nad tłumaczeniem.
Osiem chwil zwątpienia.
Dwa krzyki rozpaczy.
Jeden cudowny moment – ten zaraz po zapisaniu na pergaminie ostatniego słowa.

Sprawy z przeszłości ujrzą światło dzienne.
Umarli dojdą do głosu.
Winowajcy poniosą karę.
Wiedza jest potęgą,
nadzieja mocą.
Na niebie jaśnieją trzy gwiazdy
odwrócone do siebie plecami,
każda zwiastując nadejście idealnego ładu.
4 24 0 2 1 7 13 0 1

Chapter III
Kiedy tak siedziały siorbiąc ciepłe napoje lub będąc pogrążone w zadumie, nagle usłyszały kichnięcie, a następnie wybuch jaki towarzyszy odpaleniu petardy.
Wszyscy podskoczyli w miejscach gdzie stali, lub siedzieli.
- Mogłabyś uważać! – Wrzask jaki się podniósł był równie niepokojący co wybuch. Wszyscy zaczęli rozglądać się w poszukiwaniu sprawcy zamieszania, którymi okazały się dwie dziewczyny – ruda i blondynka, obie o kręconych włosach sięgających ramion. Krzyczała rudowłosa. – Jak wiesz, że kichniesz to nie celuj w ludzi, co! Mało to mam ponadpalanych rzeczy?!

Rozdział siódmy: Cela
Dziewczyna siedziała nerwowo zagniatając skraj zielonej sukienki. Coś zrobiła, tylko co? Czy ponownie wysłać magię na zbadanie tego? A może lepiej nie, bo jeszcze pogorszy sytuację? Nerwowo pociągnęła za kosmyk ciemnych włosów, który wysunął się spod niedbałego upięcia.
Drzwi jej celi otworzyły się głośno uderzając o ścianę. Stojący w nich Anzelm spoglądał na nią groźnie. Z gniewnym spojrzeniem, zaciśniętymi pięściami i mocno zaciskający zęby, wyglądałby strasznie, nawet gdyby pozostałe szczegóły jego wyglądu zniknęły. Otóż pomarańczowy płaszcz mężczyzny był brudny i poszarpany. Dość krótkie i siwe włosy były w nieładzie i pobrudzone sadzą, podobnie jak twarz.
- Co. Ty. Wyprawiasz - wycedził przez zęby.

015 ROZDZIAŁ: Harry na Grimmlaud Place
Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje. Byłam jednocześnie przeszczęśliwa, że znowu mogę być tu z mężczyzną, z którym kocham, ale bałam się, że narobię sobie nadziei, a później nic z tego nie wyjdzie. Słyszałam ciche westchnienia. Niektóre należały do mnie, niektóre do niego. Czułam jakby ogień buzował w moich żyłach. Nic innego nie liczyło się prócz tej chwili.

Rozdział XXXV WF część II ból
Gdy kobieta odeszła poczułam na sobie zimny dreszcz i pot, który oblał całe czoło. Silny ucisk w klatce piersiowej spowodował, że wstrzymałam oddech na parę sekund. Ujrzałam ciemną postać, która kryła się za drzewem. Ostatnie co poczułam, to jak ów tajemniczy mężczyzna pomaga mi położyć się na ziemi.

W sieci – trzy
Cisza opuszczonego domu powoli zaczyna przytłaczać nawet najbardziej wytrawnego złodzieja. W każdym szmerze odnajdujesz skrzypnięcie podłogi pod stopami zaniepokojonych mieszkańców. Obracasz się co chwila, gotów odeprzeć atak zdenerwowanego pana domu, lub, w gorszym przypadku, wziąć nogi za pas. Zawsze przygotuj sobie drogę do ewentualnej ucieczki - mówił Przemo, zanim poszedł do wojska. - Nigdy nie daj się zepchnąć w kozi róg.

Rozdział czternasty
– Musi podporucznik zrozumieć jedną rzecz – rzekł, wreszcie, podnosząc nań oczy i patrząc mu w twarz. – Prawo tworzymy my. Rządzący, znaczy się. Możemy je dowolnie zmieniać, naginać, by wymierzać sprawiedliwość.
– Taka pozbawiona prawdy sprawiedliwość raczej nią nie jest.
– W waszym odczuciu, podporuczniku.
Dorf uniósł w górę palec wskazujący lewej dłoni, usiadł wygodniej na krześle, którego siedzisko było najwyraźniej niewystarczające dla jego ogromnego zadu. Na jego szerokiej, poszarzałej twarzy o niezdrowej cerze pojawił się ślad satysfakcji. Zamlaskał, po czym kontynuował:
– Sprawiedliwość jest taka, jaka chcemy, żeby była. My, rządzący – uściślił, przełykając ślinę niczym wielka jaszczura. Ukryte pod kilkoma podbródkami jabłko Adama zadrgało wyraźnie. – Sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Znaczy nas…
– Rządzących – dokończył za niego Veit, uśmiechając się drwiąco.

Rozdział 20: Dobra wiadomość
Mimo iż jesień w kalendarzu, za oknem można było dostrzec piękne bezchmurne niebo. Świeciło słońce, a chłodny wiatr lekko bujał korony drzew. Uwielbiałam, gdy była taka pogoda. Ani za ciepło, ani za zimno.
Dzisiaj miałam wizytę kontrolną u pana Dowsona. Musiałam odebrać wyniki, aby dowiedzieć się, czy wszystko jest ze mną w porządku. Trochę się denerwowałam. Mimo iż ciągle powtarzałam sobie w duchu, że będzie dobrze, to i tak nawiedzały mnie złe myśli. A co jeśli po tych wynikach dowiem się, że jednak doszło do komplikacji i, że nie będę mogła mieć dzieci, pomimo iż uzdrowiciel wcześniej zapewniał mnie, że jest inaczej? Byłam w takim stresie, że przed wyjściem nic nie przełknęłam. Wzięłam głęboki wdech i przekroczyłam próg Św. Munga.
Westchnęłam zrezygnowana, widząc, jakie tłumy są w poczekalni do uzdrowiciela. Pani od recepcji miała mnóstwo pacjentek, które czekały w kolejce po swój eliksir. Wszystkie krzesła były zajęte, ale gdy uzdrowiciel zawołał następną pacjentkę do siebie, zwolniło się jedno miejsce.

Rozdział 3: Z drogi mej zabierajcie się precz!
-Nie masz serca... -wyszeptał bez cienia strachu.
-Zabrał mi je. -uśmiechnęła się smutno.
-Im też? -zapytał zaciskając palce na naszyjniku. Skinęła głową całując go w czoło.
-Im i wielu innym. Wciąż to robi. -pogłaskała go po policzku uśmiechając się smutno.
-Gdzie jesteśmy? -zapytał po chwili milczenia. Zaśmiała się odrzucając głowę do tyłu.
-W tobie.
-We mnie?
-Tak. W twoim sercu, umyśle i duszy. W tobie.
-We mnie... Nie rozumiem. -pokręcił bezradnie głową.
-Nie musisz. Kiedyś wszystkiego się dowiesz, mój drogi.
-Destinée... Tak masz na imię. -wyszeptał...

Rozdział XXIII
Zatrzymałem się i zacząłem nasłuchiwać. Prócz zwykłych odgłosów lasu nic nie zwróciło mojej uwagi. Problemem było po prostu zbliżające się do mnie źródło chakry, skądś mi znanej, ale i tak, stanąłem w pozycji obronnej. Usłyszałem coś na wschodzie, po czym natychmiast odrzuciłem w tym kierunku kunai. Nie trafiłem oczywiście...
Cholera... Przeciwnik ukrył chakrę. Zawsze muszę na kogoś trafiać? Miałem walczyć dopiero za kilka godzin. Boże, marudzę jak baba...
Szrrrr... Coś nagle pojawiło się za mną, ale od razu zniknęło. Poczułem znajomy zapach fiołków, a do tego, tak mnie to otumaniło, że nawet nie wiedziałem, kiedy zaatakować. Stałem ogłupiały, jak słup soli, czekając na kolejny atak, który, nie nastąpił? Okręciłem się dookoła własnej osi, ale nadal nic. Jestem aż tak żałosny, że zaczynam podejrzewać swój własny cień?
Oparłem się o pień drzewa, nie wiedząc, co dalej, gdy pół metra ode mnie, nagle pojawiła się Kin i bez jakiegokolwiek słowa przywitania, pocałowała mnie.

4. Prototyp zero
— Stworzyłeś mnie po to, abym mogła być żywicielem jakiegoś cholernego pasożyta? — Dziewczyna zeskoczyła ze stolika i okrążyła biurko dookoła. Zmarszczyła czoło, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że nie ma najmniejszej ochoty uczestniczyć w nowym eksperymencie.
— Taki był pierwotny zamysł — przyznał uczciwie Taira. — Muszę jednak stwierdzić z przykrością, że jesteś moim najbardziej nieudanym eksperymentem — odparł i niechętnie odwrócił wzrok od prototypu. — Weź te ampułki, które znajdują się na drugiej półce z lewej strony.

Rozdział 150: Nieudany plan
Przytłoczony niespodziewanym obrotem spraw udał się ponownie do swojego pokoju, gdzie spała Any. Usiadł na brzegu łóżka i przypatrywał się jak jego ukochana śpi. Kiedyś bardzo często przyglądał jej się jak zasypia, jak przewraca się z boku na bok, jak mamrocze przez sen. „Kiedyś było inaczej” – przemknęło mu przez głowę. Maxer tak bardzo chciał cofnąć czas i iść na imprezę do Martina, tą samą podczas której Any została zgwałcona przez jego ojca. Rozmyślając nad tym co było nie zauważył nawet kiedy zasnął obok rudowłosej.

Rozdział 18
Ciekawa była, czy Maxwell nadal będzie się tak uśmiechał, kiedy Evelyn będzie się tłumaczyć przed opiekunem domu. W tym momencie było to całkiem prawdopodobne, dlatego dziewczyna wzięła sobie do serca jego radę i zaczęła kombinować nad jakąś wymówką. Niestety jednak każda następna była jeszcze gorsza i bardziej bezsensowna od poprzedniej, więc dała sobie spokój, uznając, że najwyżej będzie musiała pójść na żywioł, lub, w najgorszym przypadku, zarobi kolejny paskudny szlaban.
— Powiedziałam już, że nie chcę wracać do Hogwartu! Nie z tobą! Nie w taki sposób! - krzyknęła tak głośno, że z dachu pobliskiego domu zerwało się kilka najwyraźniej spłoszonych wróbli.
Ponownie wyrwała się i odsunęła, mężczyzna jednak tylko parsknął śmiechem, po czym podszedł do dziewczyny i jednym ruchem przerzucił ją sobie przez ramię.
— Nie pójdziesz po dobroci, to sam cię zaniosę - rzekł, chichocząc cicho.

1 komentarz:

Obserwatorzy