sobota, 27 października 2012

Nowe posty (22)



Rozdział 29: Pakt
– Zanim ugościmy was w naszym obozie, chciałbym poznać cenę. Wątpię, abyście nie zażyczyli sobie niczego w zamian. Mam rację?
Coś sprawiło, że chciał odpowiedzieć, że zgadzają się na bezinteresowną pomoc, że to wielki zaszczyt. Przecież nie wierzył w bogów, nie obchodziły go potyczki między rasami bliźniaczych planet, nawet jeżeli chodziło tu o demony czy inne piekielne istoty. Dlaczego po słowach Valygara chciał krzyczeć ile sił w płucach, że niczego im nie trzeba?

13. Jedno pytanie
Uśmiechnęła się. Efekt zaskoczył nawet ją samą. Nałożyła czarne pończochy do połowy uda, zasady to zasady, i ciemne, wiązane buty na wysokim obcasie.
Draco Malfoy chciał się spotkać? Proszę bardzo. Chciał zdradzić jej sekret? Jeszcze lepiej. Miała zjeść z nim kolację? No dobrze. W ostateczności może się na tyle poświęcić. Jakby nie patrzeć miała wakacje, a na wakacjach można robić głupie rzeczy, prawda? Prawda?

Rozdział 4: Eliksiry nad eliksiry
Był to szalony pomysł, te mury były stworzone do chronienia miasta przed atakami. Były wysokie na piętnaście, a szerokie na trzy metry. Do tego szczęk metalu, który rozniósł by się po okolicy, gdyby ostrza tylko musnęłyby jakikolwiek kamień. Na szczęście miałam przygotowany plan ucieczki z tego miasta.
Zawsze bawiło mnie robienie z „ważnych” Cesarskich zwykłych idiotów.

2. Niespodziewane spotkanie
Jak każda szkolna sensacja i ta, po krótkim czasie, zeszła na dalszy plan, wyparta przez nowsze. Amelia jednak nie mogła pozbyć się wrażenia, że właśnie zakończył się jakiś znaczący rozdział jej życia, a co gorsza - że ten nadchodzący najpewniej nie będzie należeć do najprzyjemniejszych. Czuła, że tuż za nią zatrzaśnięto właśnie jakieś drzwi, by już nigdy ich nie otworzyć, umożliwiając jej tym samym powrót do beztroskich dni. Czas przesypywał jej się przez palce, ale nawet nie próbowała z tym nic zrobić, zafascynowana widokiem opadających, białych drobinek.

Rozdział 8: Sectumsempra
Mój kuzyn stał spokojnie z różdżką wymierzoną w stronę nieprzytomnego - lub co gorsza – martwego Colina Creeveya, który wisiał w powietrzu głową do dołu, a z ran na jego ciele obficie sączyła się krew.
- Sectumsempra! – usłyszałam.
Na ciele Colina pojawiły się kolejne rany. Miałam już wstać, powstrzymać go, ale w ostatniej chwili rozmyśliłam się.
- Idziemy – nakazałam, a Marylin i Kate o nic mnie nie pytając wstały i podążyły za mną w stronę dormitorium.

Rozdział trzeci
-Jak już słyszałaś. Nie wchodź nikomu w drogę, ani nie pchaj się tam, gdzie cię nie chcą, a wszystko będzie świetnie. Jeśli nie… - zatrzymał się chłopak i spojrzał na Noelle z uwagą. – Cóż, zrobi się nie miło… - zaśmiał się cierpko, a w tłumie zawtórowała mu duża grupa osób.
Odsunął się do dziewczyny i chwycił butelkę wódki stojącą na komodzie obok. Podniósł ją do góry i krzyknął:
- Czas rozkręcić tą imprezę! – wybuchnął śmiechem, kiedy uczniowie krzyknęli na znak zgody, a muzyka na nowo została głośno puszczona. To zabawne – pomyślał brunet, pociągając łyk alkoholu z butelki. – Ludzie mają go za jakiegoś władcę, który ma zawsze ostatnie słowo. Nie pasowało mu to, jednak nie robił nic, aby to zmienić.

Rozdział 13
Ogień ją dopadł. Widziałam jak stała w płomieniach. Odwróciłam wzrok, nie mogłam patrzeć na śmierć własnej babci. Słyszałam tylko krzyk dwóch osób. Babuni i mój.
Po chwili wszystko ucichło. Nikt nie krzyczał, nie wołał o pomoc, dźwięk towarzyszące spalaniu. Jakby nie wydarzyło się tutaj nic strasznego.
- Anna, chodź. – Usłyszałam niewyraźnie.
Czułam, jak ktoś mnie podnosi. Rozpoznałam po zimnej skórze, że to był Chris. Jego dotyk był zimny, ale jednocześnie i ciepły, kojący. Chciałam, żeby trzymał mnie, przytulał przez wieczność.
- Musimy stąd uciekać.
Otworzyłam oczy i … Wrócił ból, wróciły wrzaski, głośne odgłosy palącego drewna.

Rozdział V: Pytania bez odpowiedzi
– Chcesz, czy nie? – naciskał.
- Nie wiem. To wszystko jest dziwne. Ten cały świat, ty, nawet to drzewo! – Wskazała dłonią na brzozę, a Gerard parsknął śmiechem.
- Zabiorę cię do niej.
- Myślałam, że cię nie lubi – znowu się zdziwiła, przypominając sobie rozmowę Diane z Gerardem.
- Ona mnie lubi. To G i F mnie nie lubią.
- No dobra – zgodziła się Synne, wstając i otrzepując spódnicę z grudek ziemi. – Lećmy.
- Okay.
Nick rozwinął skrzydła – eMki!, skarciła się w myślach. Były piękne. Czarne i lśniące, lekko postrzępione. Emanowało z nich coś dobrego, coś przyjaznego, co popchnęło Synne ku nim. Były gładkie. Zwróciła uwagę, że za plecami schował ogon – równie czarny i lśniący, co eMki, zakończony krzywym grotem strzały. Objął ją w pasie, zamachał Magnifikatami i wzbił się powietrze.

into dust, n #06
Winna.
Nie jest jej z tym do twarzy. Nina Welch swoje słabości wpycha na samo dno torebki. Ale teraz torebka jest pusta. I dobrze. Benjamina i tak by nie pomieściła. Nie zwraca uwagi na walające się po podłodze drobiazgi. Pośród nich szuka jedynie kluczy.
Są. Podnosi się z klęczek i wkłada jeden z nich do zamka. Próbuje przekręcić. Pudło. Bierze drugi. Chciałoby się. Trzeci. Dzięki, Chloe. Czwarty. Naprawdę?
Piąty. Czuje się jak złodziejka. Szósty. Ostatni. Mocno już zniecierpliwiona przekręca go w zamku.
Drzwi nie ustępują.

Rozdział szósty
Czy ten rozdział jest ciekawy? Nie wiem, sami zdecydujcie. Chociaż moim zdaniem nie ma w nim zbyt wiele akcji. Jednakże w życiu każdego opowiadania przychodzi taki rozdział, trochę... luźny, co za tym idzie- nieciekawy. Sądzę jednak, że na całości się nie zawiedziecie. Resztę pozostawiam dla Was :)

4. We will come back, I promise
Proszę, wróć z Katią do Rosji… proszę…- usłyszał w słuchawce słaby i zrozpaczony głos(..)-Proszę, wróćcie…- wiedział, że ona płacze.
-Wrócimy(..)Obiecuję.
*
Oderwała się od ekranu słysząc krzyki. Kłótnia(…)
Przez lekko uchylone drzwi zajrzała do środka. (…)
-To, że zostawiłeś nas, że przestałeś kochać, nie znaczy, że my przestaniemy ją kochać! (…)to jest nasz obowiązek, by być przy niej! (..)
(…) Chcesz, żeby Katia też ciebie znienawidziła?!
-Nie zamierzam was z powrotem wysyłać do Rosji! A szczególnie Katii!(..)ale ty tego nie rozumiesz… myślisz tylko o sobie!
-Ja?! Ja myślę o sobie? To chyba jakieś żarty…- Maksim nerwowo przeczesał włosy ręką.- Ty chyba do reszty zdurniałeś! Zależy mi i na Katii, i na mamie! I to dla nich dwóch, chcę wrócić!- Próbując trochę szerzej uchylić drzwi sprawiła, że cicho zaskrzypiały. Dimitr i Maksim obrócili się w stronę Katii.
-Dlaczego się znowu kłócicie…?- wyszeptała.- I czemu Maksim chce wrócić do Rosji.
-Mama umiera

Rozdział XVII
- Raito...
Przez chwilę miałam wrażenie, że znajduję się w równoległym wszechświecie, że to tylko jakiś głupi żart, a ja, zaraz wrócę normalności - bycia przykutą do ściany bez towarzystwa mojego starego znajomego. Co on tu robi?! Jego wizyta tu, już kompletnie poprzestawiała mi w głowie wszystko, co było możliwe. Najpierw mnie aresztują, potem zakuwają w kajdany pod napięciem, następnie mam styczność z Korzeniem i próbą czytania mi w myślach, po czym co najlepsze, w jakimś nie znanym mi celu, do mojego chwilowego więzienia wchodzi chłopak, którego kiedyś znałam.
- Uchiha? - spytał niskim, głębokim, lekko niepewnym głosem.
- Raito - teraz już na sto procent byłam pewna, że to on, ale nadal nie mam bladego pojęcia o tym ... wszystkim?
- Nieźle Cię urządzili - rzucił sarkastycznie. Zgromiłam go wzrokiem.
- Co tu robisz? - nie wiem, czy mogę mu ufać. Nie powinnam, nie mogę... A może jednak? Awrrrr...

Rozdział 8
Dzisiaj.
Powinien był jej powiedzieć. Rano. Chociaż przecież zupełnie nie umiałaby tego przyjąć. Teraz też nie potrafiła. Zazwyczaj miała trochę czasu, by się oswoić z myślą, że najdroższa sercu osoba, a w tym wypadku dwie, nie licząc innych przyjaciół, będą się niepotrzebnie narażać na śmierć. Akurat w tym dniu! Cóż za ironia.
***
- Scorpis Malfoy złapał znicz!

39. Nagłówki
– Sama zobacz. – Marcello wychylił się przed szereg i podał mi gazetę. – Największy nagłówek, na pierwszej stronie.
Jeszcze przez moment przyglądałam im się, jakby chcąc ich zmusić do powiedzenia prawdy, ale w końcu się poddałam i opuściłam wzrok na gazetę. I zamarłam, widząc na pierwszym planie swoją własną twarz.
Zdjęcie musiało zostać zrobione tuż po naszym wyjściu z limuzyny. Właściwie dwa zdjęcia, jedno obok drugiego. Na pierwszym stałam przytulona do eleganckiego Alessandra w smokingu, uśmiechając się do obiektywu aparatu, a on obejmował mnie lekko w pasie. Na drugim z kolei Alessandro właśnie podawał mi ramię, patrząc mi prosto w oczy; ja nadal się uśmiechałam i wyglądało to tak, jakby ten uśmiech był przeznaczony wyłącznie dla niego. Nasze pozy wyraźnie wskazywały, że byliśmy bardzo blisko.

22. Sekretne schronienie
– Nie wiem dokładnie, jakiś czas temu, będzie pewnie z parę miesięcy. – Każde słowo staruszki sprawiało, że gdzieś w środku mnie rósł coraz większy kłębek nerwów. I niepokoju. Panowałam jednak nad wyrazem twarzy, a przynajmniej taką miałam nadzieję. – Kręcił się tu już wcześniej.
– Jest pani pewna? Dzisiaj przywiozłam go tu po raz pierwszy.
– Na twoim miejscu upewniłabym się co do tego. – Staruszka rzuciła mi porozumiewawcze spojrzenie, które zignorowałam, zajęta opanowywaniem coraz bardziej szalejącego w mojej duszy niepokoju. – Takiego mężczyzny nie zapomina się łatwo, sama musisz mi to przyznać. Jestem przekonana, że to był on. Pokręcił się po okolicy, a potem odjechał. Był nawet tym samym samochodem, dlatego jestem pewna.
Spojrzałam niepewnie w stronę Ryana, który niecierpliwie stał w wejściu do domu, oglądając się na mnie. Przez moment nasze spojrzenia się spotkały i w jego oczach dostrzegłam jakąś twardość, zdecydowanie, na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Może to jednak dlatego, że ostatnio nie dawał mi powodów, by w niego wątpić. A teraz? Sama nie wiedziałam, co o tym myśleć.

2. Zgadzam się
Jej rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Podniosła słuchawkę i rzekła:
- Tak słucham?
- Dzień dobry, pani Beato. Zdaje się, że tydzień temu prosiłem panią o wynajęcie pokoju dla trzech osób. Nie było wolnych miejsc i miałem zadzwonić po tygodniu. Więc oto jestem i słucham!
Aha, to ten Niemiec! Zupełnie o nim zapomniałam!
- Tak, oczywiście, że mamy wolne miejsca.
- Więc zgadza się pani? – w jego głosie było słychać radość.
- Zgadzam się.
- To pięknie! Przyjedziemy za dwa dni około 10:00!
- Dobrze, wszystkie formalności załatwimy po przyjeździe. Miłego pobytu! – pożegnała się Beata.
Odłożyła słuchawkę i popatrzyła w roześmiane oczy swojej matki. Tak, śmiej się, śmiej… Ciekawe, czy ty też musiałaś gościć jakichś Niemców… - pomyślała i odstawiła zdjęcie. Po chwili pensjonat pogrążył się we śnie.

Koszmar na jawie, część pierwsza
Miałem ochotę się uśmiechnąć. W końcu za moment na nowo będę w swoim żywiole, pomyślałem. Powstrzymało mnie jednak to delikatne ukłucie w sercu, zapowiadające nadchodzącą falę delikatnego stresu. Pomimo tego że dawaliśmy już wspólnie setki koncertów, ja i tak zawsze czułem to napięcie, związane z wyjściem przed tak ogromny tłum. Wszystko zawsze było opanowane do perfekcji, staraliśmy się bowiem, żeby cały czas trzymać ten sam, wysoki poziom, który sami sobie narzuciliśmy. Cóż z tego, jak i tak zawsze przez te kilka sekund sterczenia na scenie, nim w końcu ja wchodziłem z wokalem, czułem się, jakbym był zrobiony z waty cukrowej. Później wszystko szło gładko.

Rozdział 4
-Potrzymaj mi tego na chwilę – podałam Emily mój kubek z sokiem mrożonym. Byłyśmy właśnie w supermarkecie pooglądać ubrania, płyty i inne interesujące nas rzeczy. Nie miałam za wiele pieniędzy przy sobie, więc kupiłam jedynie bluzkę w kolorze błękitnym. Podobała mi się, bardzo przypominała mi kolor oczu Matta. Emily zabrała mnie do empiku i przeszukiwała wszystkie półki z gazetami w poszukiwaniu Vogue, lecz nie udało się jej znaleźć. Bardzo lubiła modę, sama kiedyś chciała pozować do zdjęć. Nawet mogłaby być dobra w tym fachu, miała ładne ciało i fotogeniczną twarz.

Rozdział 22
W oddali słyszała szum samochodów i głośniejsze słowa przechodniów. Gdzieś daleko szumiało morze. Słyszała także bardzo wyraźnie wiatr - tę siłę, której działanie widać i czuć, ale nie można dostrzec jej fizycznej postaci. A z tyłu ktoś za nią stał. Doskonale wiedziała, kto to – przynajmniej teoretycznie, gdyż równie dobrze mógł to być ogromny znak zapytania. Czuła ciepło jego ciała. W końcu usłyszała głośne bicie swojego serca.
Tu-dut, tu-dut.
- Wciągnij głęboko to nocne powietrze – nakazał, a jego słowa zostały porwane przez wiatr.
Tak ulotne i delikatne jak motyl.
Wzięła głęboki wdech. Rześkie powietrze wypełniło jej układ oddechowy, nieco pobudzając zmęczone już zmysły.
Rytm miasta zaczął zlewać się z rytmem bicia serca.
Tu-dut, tu-dut.
Była częścią tej muzyki, choć w rzeczywistości stała wyżej. Jakby była ponad to. Ona, Evelyn, stoi na dachu świata wraz z największym przestępcą dwudziestego pierwszego wieku. To nie serce bije w rytmie miasta, to miasto podporządkowuje się jej.
Nam.
- Jesteś gotowa wyfrunąć, motylku?

2 komentarze:

  1. Hej, mam małą prośbę: prosiłabym cię o zmianę adresu bloga z http://pseudonim-faust.blog.onet.pl/ na htttp://pseudonim--faust.blogspot.com/
    Dziękuję i pozdrawiam
    Anonyma

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy