sobota, 3 listopada 2012

Nowe posty (23)

Spowiedź zdrajcy V
– James, przecież masz dziewczynę, cholibka.
– Dziewczynę, która też chce walczyć i wie, co dzieje się z takimi jak ona poza szkołą. W świetle prawa jestem już dorosły, chcę założyć rodzinę, mieć gromadkę dzieci i cieszyć się z każdego spędzonego z nimi dnia. Jednak nie chcę, aby oni musieli przechodzić przez ten sam horror co ja. Nie chcę wiecznie się ukrywać i trząść ze strachu na myśl, że w każdej chwili któreś z nich zostanie zamordowane.
– Na co nam posady, na co nam egzaminy, gdy powoli nasz świat przestaje istnieć? Nie pozwolimy na to, nawet jeżeli dojdzie do tego, że w czwórkę staniemy przeciwko Voldemortowi! – zakończył Lunatyk.

Wpis jedenasty: Zimy czas
Spójrz mu prosto w oczy. - Usłyszałam roześmiany głos Toma.
No coś ty, to Snape – jęknęłam przerażona. Jednak Tom nie zwrócił uwagi na moje zmieszanie i strach. Byłam pewna, że zaciskam powieki, jednak na nic się to nie zdało. Popatrzyłam w czarną otchłań jego przerażającego spojrzenia.
- Jakiś problem, Weasley? - wycedził nauczyciel.
Mroczne macki zacisnęły się mocniej na moim umyśle, tworząc barierę, której nawet ja sama nie byłam w stanie przebić. Ból odebrał mi całą świadomość. W jednej chwili zapomniałam kim jestem. Nie znajdowałam się już w obskurnej klasie, nikogo nie było wokół mnie. Byłam sama. Otaczała mnie preria fluorescencyjnych barw, których migotanie rozpalało ogień w mojej głowie. Gorące płomienie trawiły serce. Krzyczałam, wrzeszczałam, zdzierałam sobie gardło... Na darmo.

Rozdział IV
– Witaj, słońce – powiedziała głębokim, miłym dla ucha, spokojnym głosem.
– Czym jest słońce? – Selvia przechyliła głowę na bok i dyskretnie sięgnęła ręką w głąb torby. Wymacała sakiewkę i ostrożnie wysunęła z niej sztylet.
– Och, dziecko! – odrzekła kobieta ożywionym głosem. – Słońce to jest jaśniejące piękno, piękno któremu zawdzięczamy życie. Jest jak matka, która zawsze pielęgnuje swoje dzieci. A gdy robimy źle, chowa się w swoim pokoju, za ścianą czarnych chmur i płacze. Wylewa krople deszczu, by wrócić i jak zwykle nam wybaczyć.
Selvia zacisnęła palce na powoli rozgrzewającej się, srebrnej rękojeści. Lustrowała wzrokiem właścicielkę tegoż dziwnego domu. Właściwie pokoju.

Rozdział XLI
- Nie radziłbym. A jeśli chłopak wyskoczy ci z nożem we krwi? - wydusił z siebie Diego. Nie mogłam brać jego słów na serio, ponieważ dom stał opustoszały i widać było, że nikt w nim nie mieszka od dłuższego czasu. Przekręciłam metalową kulkę i otworzyłam drzwi. Ni stąd ni zowąd kilka czarnych kruków wyleciało z wnętrza sypialni.
Serce o mało mi nie wyskoczyło z klatki piersiowej. Strach wziął górę i uciekliśmy do sąsiedniego pomieszczenia, by uchronić się przed ptaszyskami. Wylądowaliśmy w świeżo pomalowanym pokoju. Zdziwiłam się, gdyż pozostałe miejsca w domu były obskrobane z farby, a wyposażenia było zbyt mało, by ktokolwiek mógł tu mieszkać. Pajęczyny występowały chyba w całym lokum, prócz tego pokoju. Podłoga nie skrzypiała, a meble znajdowały się w dość dobrym stanie. Przy jednej nodze komody ujrzałam zakryte zdjęcie. Obok leżały rozsypane kawałki szkła, co świadczyło, że ramka ze zdjęciem musiała spaść. Podeszłam i podniosłam zdmuchując zawierający kurz.

Rozdział 7: Swing me, swing me, swing me little darlin
Evans siedziała na parapecie, podobnie jak na jego urodzinach. Lekko poruszała różdżka, a przed nią co chwila pojawiała się kolejna błękitna, świecąca gwiazdka, które dziewczyna podnosiła i zawieszała pod sklepieniem. Wzrok jednak miała nieobecny. Ponownie spojrzała za okno i wzdrygnęła się, równocześnie obejmując się wolną ręką. Z tej wysokości zdawało się, jakby spod korzeni Bijącej Wierzby wyskoczyło najpierw jedno zwierze, a zaraz za nim drugie, jakby trochę większe, a następnie wspólnie pognały w stronę Zakazanego Lasu.
Dziewczyna przyciągnęła kolana do siebie, obejmując je rękami, po czym oparła o nie czoło, głęboko oddychając. Gwiazdki wiszące nad jej głową zamigotały i zgasły, niczym przepalona żarówka, a po chwili, jedna po drugiej, zaczęły zmieniać się w obłoczki błękitnej mgły i znikały całkowicie.
– Ty się naprawdę o niego martwisz – Wyrwało ją z zamyślenia.

018. Gdy martwi wracają…
- Wydaje mi się, albo dorastasz. - usłyszała za sobą głos, oczy jeszcze bardziej zaszły jej łzami, uśmiechnęła się uroczo, ale dolną wargę przygryzła zębami, odwróciła się za siebie. Delikatny podmuch wiatru, odgarnął jej włosy z czoła. - Nie płacz, tyle razu Ci mówiłem, że gdy płaczesz puchniesz, a to nie wygląda sexy. - zaśmiała się. Mężczyzna usiadł obok niej. Delikatnie wyciągnęła do niego dłoń i położyła mu ją na policzku. -Wiesz, że jesteś wyjątkowa.
(...)-Nie, chodzi mi o to, że nigdy nie spotkałem kobiety takiej jak ty. Tak upartej, zadziornej, seksownej, a jednocześnie delikatniej i dziecięcej. - ponownie się zaśmiała tym razem, głośniej i bardziej donośnie, bardziej szczęśliwiej. Opadła mu na kolana i spojrzała w jego błękitne oczy.

V
Uruchomił się mechanizm, mechanizm poruszający się po określonej pętli, nie do zatrzymania, nie do przewidzenia... Dziwna maszyna, gdzie każdy z elementów chciał żyć, a było to po prostu niemożliwe, jeden stał się zbędny. Niepotrzebny trybik - Frigner.
Maszyna ruszyła dużo szybciej, Avolet coś krzyknął, nie wiem, jakich użył słów, czy to w ogóle były jakiejkolwiek słowa? Kotłowało się we mnie, stałam jak zamroczona i chociaż widziałam, co się dookoła mnie dzieje, dźwięki nie docierały, ciało nie słuchało, jakby stało się martwe, tak nagle nieposłuszne.

Rozdział 2: Rue de Rivoli
Otóż poznany wczorajszej nocy Victor okazał się naprawdę sympatycznym i interesującym mężczyzną. W jego towarzystwie, siedemnastolatka czuła się doroślej i zaskakująco swobodnie. Victor z pewnością różnił się od osobników płci męskiej, z którymi miała bliższe kontakty. Ale co się dziwić, miał w końcu dwadzieścia siedem lat, a nie siedemnaście.
Mówiąc bliższe kontakty, nie miała na myśli od razu uprawiania seksu. Fakt, lubi imprezować i doznawać nowych wrażeń, jednak nie o takie wrażenia tu chodzi. Nie ma zamiaru uprawiać seksu z przypadkowym facetem, będąc pod wpływem alkoholu. Wczorajszej nocy skończyło się na pocałunkach.

02. Złe dobrego początki
Dwudniowy zarost dodawał mu nieco niechlujnego wyglądu i Michelle zastanawiała się, czy wygląda lepiej z nim czy bez niego. Wyprostowana sylwetka mówiła o odwadze i pewności siebie emanującej z jego sposobu bycia. O tak, należał raczej do tych niegrzecznych chłopców, więc… co robił w policji?
- Mamy ciało – powiedział, nim zdążyła zastanowić się nad pytaniem, które przed chwilą pojawiło się w jej głowie. – Jadę na miejsce zbrodni.
- Jadę z tobą – oznajmiła od razu, podnosząc się ze swojego fotela.
- Nie ma mowy – uciął niemal natychmiast. – Zostajesz tutaj.
- Dlaczego? – spytała, kompletnie go nie rozumiejąc.
- W tym stroju? Na miejsce zbrodni? Zapomnij – oznajmił i odwrócił się od niej. Po chwili zniknął w windzie, a ona zrezygnowana z powrotem usiadła przy swoim miejscu pracy.

Rozdział 2
Dziewczynka znaleziona na ulicy. Cała i zdrowa. Rodzice biologiczni nieznani. Znaleziony został na jej szyi naszyjnik, nic poza tym. Na nim było wygrawerowane imię dziecka: Lucy. Nic więcej nie wiadomo. Rodzina Blythe jest zainteresowana adopcją. Proces trwa.
Wpatrywała się tempo w ekran, nie mając pojęcia jak zareagować na to, czego się właśnie dowiedziała. Miała rację...
(...)
- Tak, to właśnie nasza Wybrana - przemówił w końcu Michał.
Po tych słowach zniknęli w ten sam sposób w jaki się pojawili. Błysnęło białe światło, zniknęli, a powietrze zafalowało. Potarła dłońmi oczy, ale nie przywidziało jej się. Zerknęła na wisior, który znów był tylko granatowy. Teraz już czuła, że jej życie zmieniło się raz na zawsze.

Rozdział IV
- Pomogę ci – powiedział głos dochodzący zza jej barków. W normalnej sytuacji pewnie rozpłynęłaby się nad kuszącym tonem, jednak w owej, niezręcznej, tylko zacisnęła z wściekłości pięść.
- Nie potrzebuję pomocy – wysyczała, starając się włożyć w te słowa jak najwięcej jadu. Włosy opadały jej na oczy i była za to wdzięczna losowi, bo w przeciwnym wypadku, onyks zdradziłby jej nieporadność, ukrytą, jak za mgłą furii.
- Każdy czasem jej potrzebuje – odpowiedział łagodnie i Bellatriks mogła niemal zobaczyć jego uśmiech, malujący się gdzieś na twarzy. Dziewczynka zastanawiała się czy ktoś o tak ujmującym głosie, może być równie piękny. Chęć ujrzenia chłopca stała się tak silna, że wkrótce potem niechętnie odwróciła umorusaną twarz i spojrzała na ,,wybawcę". Serce podskoczyło jej do gardła, sprawiając, że przez chwilę miała ochotę je wypluć i ofiarować na talerzu chłopcu.

Rozdział XII
– Ładnie tu – powiedziałam przymilnie, choć pomieszczenie w efekcie nie wydało mi się urządzone w dobrym stylu. – Ma pan jakieś zwierzęta? – zmieniłam temat po chwili milczenia, chcąc nawiązać rozmowę.
– Niestety nie – odparł, siadając naprzeciwko i ponownie przyglądając mi się z niezwykłą dokładnością.
– Ja też – przyznałam, biorąc łyk herbaty. – Moja mama nie bardzo je lubi. Za to zawsze powtarza, że każdy dom nabiera życia, jeżeli są w nim dzieci – dodałam, co oczywiście nie było prawdą, ale musiałam jakoś naprowadzić Filipa na interesujący mnie temat. – Ma pan może dzieci? – spytałam nieśmiało.
Jego wyraz twarzy gwałtownie się zmienił i tym razem nie potrafiłam określić, co wyrażał. Mężczyzna wydawał się zupełnie zbity z tropu i zamyślony. Przez chwilę bałam się, że zdał sobie sprawę z tego, kim jestem.
– Miałem kiedyś córkę – odezwał się po dłuższym czasie chrapliwym głosem – ale ona… ona już nie żyje – dokończył zmieszany, siadając głębiej w fotelu.


5 komentarzy:

  1. Cześć, nie wiem, gdzie to napisać, ale blog http://pensjonat-pod-hawraniem.blogspot.com już nie istnieje. Więc można usunąć go ze spisu. Przepraszam, jeśli poinformowałam nie w tym miejscu. Pozdrawiam, Emanuela

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry kochana. Wiem, że pewnie masz dużo na głowie, ale gdybyś mogła zmienić obrazek w spisie pod moim blogiem Sztuka-zapomnienia.blogspot.com (Fanfiction - Gwiazdy i Fani), gdyż zmienił się szablon, i opis do niego na ten:

    Każdy student Królewskiej Akademii Sztuk w Londynie zna Tessę Evans. Osiemnastoletnia, pełna życia, energiczna, kochająca jazdę konną dziewczyna jest na pierwszym roku rysunku i malarstwa. Wychowała się w domu dziecka, to też wyobraźcie sobie, jak bardzo zdziwiła ją wiadomość o przyjęciu do tak wysoko ocenianej szkoły. Euforia możliwością rozpoczęcia życia od nowa niesie ze sobą również nie małe... konsekwencje. Tessa postanawia odkopać spod gruzów przeszłości starą, lecz trwałą przyjaźń, jaką jest Niall Horan. Czy wychowani w tym samym mieście, spędziwszy ze sobą całe dzieciństwo, będą w stanie odbudować więzi? Nie będzie to takie proste, zważywszy na kręcącego się wokół Irlandki przystojnego mulata...

    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wysłałam na Twojego maila (jaenelle@op.pl) wiadomość dotyczącą współpracy. Przepraszam, że prywatnie, a nie w odpowiedniej zakładce, ale wszystko wyjaśniłam w wiadomości.
    Byłabym wdzięczna za szybką odpowiedź : >

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy