piątek, 16 listopada 2012

Nowe posty (25)



102 Rozdział: Historia domu przy Spinner’s End
Zapaliłam. Dym drażnił moje płuca. Zakaszlałam głośno, a mężczyzna śmiał się dalej. Opanował się dopiero po kilku minutach, po czym zaczął opowiadać historię człowieka, którego kiedyś bardzo kochałam, człowieka, który w co drugim słowie karmił mnie kłamstwami. Nigdy, nawet w najgorszych koszmarach, nie spodziewałam się takiej mrocznej przeszłości...

into dust, n #08
Blond loczki, pucołowata buźka, białe tenisówki. Na ziemię właśnie zstąpił anioł. Aureoli tylko brakuje. Na zewnątrz słodki niczym pół kilograma cukru, w środku zaś… wyjątkowo diabelsko usposobiony.
- Domenico Rizzo.
Chłopak posyła jej najpiękniejszy uśmiech spośród całej puli swych wypracowywanych przez długie lata uśmiechów. Ten mówiący: spójrz mi w oczy, kotku, a powiem ci kim jesteś.
Nina go odwzajemnia.
Przedwcześnie.
- Nina Welch. Najbardziej oczekiwany powrót ostatnich lat. Obiecujący jak cholera, ale czyż trochę nie rozczarowujący? – mówiąc to Rizzo mierzy brunetkę od stup do głów, zatrzymując wiele mówiący wzrok akurat na kobiecie zwanej WW*.
- Domenico Rizzo. Najmniej urzekająca persona w mieście, mały chłopiec do bicia, czyż jego nadmiar nie prowadzi do mdłości?
Wpatrują się w siebie przez dłuższą chwilę.
To on pierwszy wybucha śmiechem.
- Wygrałaś. Tak samo błyskotliwa, co piękna, nawet w tych uroczych ciuszkach. Miło znowu cię widzieć, czarująca istoto. Uważasz, że powinienem wejść?

Rozdział IX: Nadzieje i obawy
Alicja wpatrywała się w nich z zachwytem. Zapomniała nawet o swojej złości na kruka. Wiktor wydawał jej się zarówno władczy jak i troskliwy. Musiała przyznać przed sobą, że Hades prezentował się równie imponująco z potężnym dziobem i pięknie, mieniącymi się w słońcu czarnymi piórami. Włosy Wiktora są równie ciemne i połyskujące, co kruka – uśmiechnęła się do swoich myśli, ale zaraz też spoważniała, słysząc słowa brata.
– Och, ja wiem, co w niego wstąpiło – zaczął chłopiec – to się nazywa zaloty – powiedział uśmiechając się dwuznacznie.

Rozdział XXIV
Najpierw poczułam czyjeś dłonie obejmujące mnie w talii. Potem czyjś tors, przylegający do moich pleców. A na samym końcu czyjąś głowę na swoim ramieniu. Byłam aż chorobliwie szczęśliwa. To przekraczało wszelkie granice. Pomimo wszechogarniającej radości, w moim umyśle wciąż jednak krążyła egzekucja, przez co nie mogłam się w stu procentach skupić, na Shen'ie, a uwierzcie mi, chciałam.
Odchyliłam głowę do tyłu, co chłopak natychmiast wykorzystał. Po prostu moja szyja w efekcie została odsłonięta. Zaczął składać na niej krótkie pocałunki, na co ja zareagowałam dość dziwnie. Oddech przyspieszył, zrobiło mi się gorąco (w tej zimnej jaskini!). Zamruczałam z zadowolenia. Shen skomentował to chichotem. Uwierzcie mi, że chichot faceta z niskim głosem, jest strasznie seksowny.

Rozdział 21
— Hogwart jest bardzo... interesujący - mruknęła w końcu, odwracając wzrok od błoni i spoglądając prosto w złote oczy aurora, który wciąż stał obok niej, zachowując się tak, jakby przywykł do zabierania przypadkowych uczennic na wieżę astronomiczną w czasie, gdy nie wolno było tu przebywać.
— Mogłabyś rozwinąć swoją wypowiedź? - poprosił mężczyzna, delikatnie odsuwając błękitny kosmyk z policzka dziewczyny.
Nie potrafił się powstrzymać przed tym drobnym gestem, widząc, jak rozwiana grzywka wpada dziewczynie do oczu.
Evelyn zadrżała, czując jego ciepłe palce muskające jej policzek, po czym odsunęła się o krok, spoglądając na niego ze zdziwieniem. Mężczyzna czym prędzej zabrał dłoń i włożył ją do kieszeni, zdając sobie sprawę, że chyba za bardzo się zapędził.
— Czasem trudno mi się tutaj odnaleźć - wyznała po długiej chwili milczenia.

017 ROZDZIAŁ: Wyznania i przesłuchanie
Pokochałam tylko ciebie. Mojego księcia. Ze wszystkimi twoimi zaletami i wadami, bo wszystkie twoje cechy wydawały mi się piękne. Kobieta może wybaczyć wszystkie wady, lecz nie braku obecności. Ale ty zawsze, przez te wszystkie lata byłeś w moim sercu i zajmujesz w nim wyjątkowe miejsce. Zadomowiłeś się w nim na stałe i przez ten czas rozłąki, byłeś przy mnie, lecz nie mogłam znieść myśli, że nie mogłam cię dotknąć, przytulić, pocałować...Byłeś. a jednak cię nie było. Moje serce pękło. Dalej miałam w nim ciebie, Harry'ego, rodziców, Jamesa, Lily, Remusa, lecz ono przedzieliło się bo nie mogłam znieść braku waszej obecności, waszego ciepła. A wiesz co się dzieje z człowiekiem, któremu pękło serce? - popatrzył na mnie uważnie i zachęcił mnie do dlaczego mówienia, gładząc mnie po policzku. - Niby zupełnie nic. No przecież żyje, pije herbatę, je ciastka, bierze prysznic, czyta książki. Czasem nawet się uśmiecha na wspomnienie o kochanych przez niego ludziach. Z tym, że każda z tych czynności nie ma wtedy najmniejszego sensu, rozumiesz? - zapłakałam cicho, a Syriusz kiwnął głową i przytulił mnie do siebie całując w czubek głowy.

rozdział trzynasty
- Charles Brandon? – zapytał z udawanym angielskim akcentem.
Nieznajomy uniósł wysoko złote brwi, a na jego czole pojawiła się marsowa zmarszczka.
- Owszem. Z kim mam przyjemność?
- Nazywam się Damon i mam do ciebie pewną sprawę – jego wargi wykrzywił koci uśmiech – Znasz Katherine Pierce?

Chapter two
Samantha skierowała się w ich stronę, jednak zatrzymała się nagle, po usłyszeniu komentarza Hugona, który najwidoczniej także zauważył nowoprzybyłego chłopaka.
- To twoja córka? No proszę… - zagwizdał ciemnowłosy i zaśmiał się cicho.
- To moja siostra, niedorozwoju – warknął Andrew. (...)
(...) - Wiesz co jest najgorsze? – spytała głosem przepełnionym goryczą. – Ja doskonale wiem, do jakiego stanu doprowadza człowieka alkohol. Mieszkam z osobą, która jest najlepszym tego przykładem. Ja widzę, co się dzieje z ludźmi, którzy uzależniają się od alkoholu. A ja kroczę tą samą ścieżką! Do diabła, wszyscy kroczymy tą samą ścieżką. Ja, ty, Blake, Hugo… Jedynie Drew próbuje sobie poradzić z życiem….

Rozdział piąty
- Nikomu wcześniej o tym nie powiedziałaś? – spytała szeptem Olivia, patrząc na nią z powagą i współczuciem. Noelle pokręciła przecząco głową a kosmyki jej ciemnych włosów zawirowały wokół zmęczonej twarzy.
- Boże… Nawet sobie nie wyobrażałam, jak musiałaś się czuć, kiedy przeżywałaś to wszystko sama – Olivia z niedowierzaniem westchnęła i przytuliła przyjaciółkę. Wciąż w myślach przyswajała sobie nowe informacje.
- Otaczali mnie sami fałszywi ludzie, Liv. Nikomu nie mogłam tam zaufać. Wolałam cierpieć w samotności, niż znosić współczujące spojrzenia. Maskowałam więc wszystko, wyładowując swój gniew i smutek na innych. Wtedy byłam najgorsza. Byłam suką, naprawdę. Gorszą od Alice.

Rozdział szósty: Miłość zwycięży nawet największe zło.
- To jest jakiś absurd - wymamrotał Max, po czym opierając się o ścianę usiadł na podłogę. Nie mógł wytrzymać, dopiero teraz zdał sobie sprawę jak bardzo ta zielonooka piękność zawróciła mu w głowie.
- Wszystko będzie dobrze, stary. - Marcel poklepał go po ramieniu i pomógł wstać.
Nie było sensu dłużej siedzieć pod salą, w końcu prędzej czy później i tak by ich stamtąd wyrzucili. Dochodziła prawie osiemnasta, Georgio poszedł do domu, a grupka przyjaciół skierowała się nad Wisłę. Nie mieli ochoty wracać na próbę czy też do domów. Wszyscy kochali Lilianę, oczywiście nie tak jak Lisza, ale kochali ją jak siostrę. Kupili kilkanaście piw i postanowili tak spędzić cały wieczór, a może i noc. Nie mówili wiele, przez większość czasu każdy był pogrążony we własnych myślach. Dopiero, kiedy zrobiło się już zupełnie ciemno, a świat rozjaśniał tylko księżyc w pełni i gwiazdy zebrało im się na zwierzenia.

Rozdział pierwszy: Tnij stal
Ekran ożył.
Tę scenę Stark pamiętał dokładnie. On sam pędzący w powietrzu w zbroi, tak szybko, że przypominał jedynie zamazaną czerwoną smugę i goniący go zygzakiem pomiędzy wieżowcami, wielki i opasły lewiatan. Ujęcie trwało może półtorej minuty, przez cały ten czas Makepeace milczał.
A potem włączył pokaz nieruchomych już slajdów, ukazujących zburzone wieżowce. Dopiero wtedy Tony zorientował się, że to te same, pomiędzy którymi manewrował i z jakiegoś powodu uleciała z niego cała furia, zastąpiona przez zimną grozę.
Oczy agenta były nieruchome.
- Widzi pan, panie Stark – powiedział w końcu cicho. – Uznał pan za świetną zabawę bawić się z… tym czymś w kotka i myszkę. To były biurowce. W godzinach szczytu. Mówię „były”, ponieważ teraz nie istnieją. Pana kotek zburzył je, zapewne przez przypadek, ponieważ pan nie pomyślał o tym, aby wyprowadzić go na teren, który nie byłby zabudowany na tej wysokości.
Makepeace spojrzał na niego.

6. Everything gonna be alright
Już koniec. Było już po wszystkim. Walizki ponownie spakowane, hotel opuszczony, taksówka zamówiona, bilety na samolot kupione, dom w San Diego przygotowany na powrót rodzeństwa.
Katia i Maksim szli obok siebie. Starszy o kilkanaście minut bliźniak objął siostrę ramieniem. Nie wiadomo skąd, dlaczego i jakim cudem mnóstwo paparazzich znalazło się na lotnisku w Moskwie.
Flesze błyskały co chwilę, aż w końcu obojga rozbolały oczy.
Gdy siedzieli już w samolocie, a Katia spała, Maksim skorzystał z laptopa i włączył pierwszą lepszą stronę plotkarską. To co zobaczył, mocno go zdziwiło.
Kilka artykułów na temat tego, kim jest rodzeństwo. (...)
Ale był jeszcze jeden artykuł. Jeden jedyny. Ten, który zranił Maksima tak mocno, bo wiedział, kto sprzedał prasie informacje. Artykuł piszący o śmierci matki rodzeństwa. I wiedział co zrobi jak dolecą. Dobrze wiedział.

Rozdział szesnasty
– Jak się nazywasz? – powtórzył pytanie.
– Rachela Blum – powiedziała, tym razem nieco pewniejszym głosem.
– Rachela – powtórzył, jakby chciał sobie zapamiętać to imię. – Zatem, Rachelo, dlaczego nie zapytasz mnie kim jestem i dlaczego rozmawiam z tobą zamiast rzucać inwektywami i batożyć?
– Kim jesteś? – zapytała posłusznie.
Tak, tamci w warsztacie z pewnością nauczyli jej karności. Uśmiechnął się. Oczy dziewczyny stały się jeszcze większe, chociaż myślał, że to już niemożliwe
– Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro – wyrecytował.
Panna Blum gapiła się na niego bezmyślnie. Rozchyliła lekko usta, uniosła brew do góry, skrzywiła się. Wzięła go za wariata. Wzniósł oczy ku niebu, jakby szukał tam sprawiedliwości.
– Kim jesteś? – powtórzyła pytanie, tym razem z większym niedowierzaniem.
– Mów mi Faust, Rachelo. Bo wkrótce się zobaczymy i znów usłyszysz te słowa. Pomogę ci – odpowiedział.

Rozdział trzeci
- Coś ty powiedziała? – Jechał nie patrząc na drogę, w sumie nie musiał na nią patrzeć, wypadek i tak nam nie groził.
- Darujmy sobie te gierki Damon – odparłam, zmęczona ciągłym udawaniem niczego nieświadomej idiotki – wiesz, co powiedziałam, a raczej co chciałam powiedzieć.
- Może wytłumaczysz mi skąd i co wiesz? – Już dawno minęliśmy miejsce ogniska, właściwie znaleźliśmy się gdzieś w środku lasu. Damon zatrzymał auto i kazał mi wysiąść. Teraz pewnie mnie zabije, albo nie – wyciągnie wszystkie informacje, pożywi się i dopiero wtedy mnie zabije. Na uginających się nogach wysiadłam z samochodu i usiadłam na trawie. Wampir przykucnął tuż obok mnie. To było jedno z najgorszych uczuć jakie znałam. Jego bliskość wyzwalała szybsze bicie serca i drżenie dłoni, a strach sprawiał, że było mi niedobrze. Nie wiedziałam jak mu to wszystko wytłumaczyć.

4 komentarze:

  1. Dlaczego tym razem aktualizacja i nowe posty pojawiły się wcześniej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawiły się wcześniej, ponieważ w weekend mam dużo nauki na głowie i nie dałabym rady wszystkiego ogarnąć. Prawdopodobnie dzisiaj wieczorem lub jutro rano dodam jeszcze jedną edycję do aktualizacji.

      Usuń
  2. Przepraszam za zawracanie głowy, ale w... hm, jak to nazwać... w naszym "kąciku" doszukałam się błędu. Jako tytuł widnieje napis "Beautyful charms" a nie "Beautiful charms". Prosiłabym o tą małą poprawkę :) Być może to u mnie, w zgłaszaniu się nastąpił błąd i wpisałam złą literkę, ale mimo wszystko prosiłabym o poprawkę. Z góry dziękuję i bardzo przepraszam za zamieszanie. Pozdrawiam, Lacrima [beauty-of-charms.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy