sobota, 15 grudnia 2012

Nowe posty (29)

Rozdział 37: Ofiara
Ruszył do ataku. W ułamku sekundy znalazł się przy niej, w ruchu biorąc potężny zamach. I wtedy to się stało. Poczuł ostre ukłucie w prawym boku. Nagle cały świat zaczął wirować. Miał pewność, że ją uderzył, ale cała siła jakby wyparowała z niego w jednej chwili. W oddali słyszał czyjś krzyk, upadł na ziemię, zielona ściółka wydawała się taka chłodna w porównaniu z ogniem, który płonął w jego ciele. A może to ciało płonęło? Wszystko zdawało się dobiegać z tak daleka. Szepty, otaczające go szepty i coś jeszcze, ale nie potrafił tego zidentyfikować. Wtedy nastała ciemność. I nie było już nic, nawet bólu i ognia.

Rozdział 2: Spotkanie
Drzwi uchyliły się z lekkim piskiem i oboje weszliśmy do domu. Nie wiem gdzie było zimniej - na zewnątrz czy w pokoju w którym się znajdowaliśmy. Nie zdejmując ciepłych, zimowych ubrań pobiegliśmy do piwnicy rozpalić w piecu. Przyjemnie rozżarzone węgielki płonęły światłem tysiąca pochodni. Po kilku minutach zrobiło się na tyle ciepło, abyśmy mogli spokojnie usiąść w salonie z herbatą w rękach. Uśmiechaliśmy się do siebie nawzajem. Jako przyjaciele nie potrzebowaliśmy słów, aby rozmawiać. Było to trochę jak zaklęcie. Przez chwilę wydawało mi się jakby czas przestał biec, jakbyśmy zatrzymali się w błędnym kole naszych wspomnień i myśli...

Rozdział szósty: List i quidditch
- Dasz radę. Jeśli będziesz naprawdę dobra, to Malfoy cię przyjmie. Jego marzeniem jest pokonanie Gryfonów, więc może nie będzie patrzył na to, kogo lubi, a kogo nie – Roderick posłał Blackównie ciepły uśmiech. Ta spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- Chyba sam nie wierzysz w to, co mówisz.
Dardington pokiwał głową.
- Nie wierzę. Ale mogłabyś podziękować za próbę podniesienia cię na duchu – powiedział obrażony. Obie dziewczyny zaśmiały się. Ich rozmowę przerwał wlot kilkudziesięciu sów do Wielkiej Sali.

VI
- Może się zdziwisz Soronie, ale wiem czego będzie dotyczyła pogawędka twoja i lorda Atillo, wiem też, że oczekuje twojej wizyty. I w związku z tym mam dla ciebie pewną ofertę. - Pod wpływem uśmiechu zadrżała mu broda, a wraz z nią rosnąca na niej kępa siwych włosów.
- Wiesz dobrze, że zawiodłem się na twoich obietnicach, oferty są w tej samej szufladzie, a więc zapomnij o jakimkolwiek interesie związanym z moją osobą, Docme. Nie mam zamiaru znów się ośmieszać. - Wstał i zaczął chodzić po komnacie.

Przepis na romansidło
Wbrew pozorom, stworzenie romansidła nie jest aż tak proste. Potrzeba do tego wielkiej wyobraźni, aby stworzyć problemy, których prawie nie ma, intrygi, które nie mają miejsca no i bohaterów, których mało wymagający czytelnik polubi. Co więcej: mało wymagający czytelnik musi się wzruszyć i zapragnąć być częścią romantycznego świata.

8. I will be quiet
Wpatrywali się w wschodzące słońce i pili letnią herbatę.
-Nie jest ci zimno?- spytał się Ryan widząc, że Katia ma na sobie krótkie spodenki i bluzkę z krótkim rękawem.
-Nie. Ty mnie nie lubisz, prawda?- spytała nagle zmieniając temat. Sheckler westchnął i chwilę milczał układając sobie w głowie co powie.
-Katia, naprawdę…- zająknął się.-To nie że ciebie nie lubię, tylko…
-Wiem, Shecky. Wiem o co chodzi. Nie wiesz za co mnie nie lubisz… po prostu tak było jak mnie poznałeś. Ale ja myślę, że jakbyś chciał, mógłbyś mnie polubić. Na przykład moglibyśmy kiedyś pójść pojeździć na rolkach. Albo nauczyłbyś mnie jeździć na deskorolce… byłoby fajnie, wiesz?
-Wiem- uśmiechnął się lekko do dziewczyny, która odwzajemniła gest.- Ale ja myślę, że oprócz tego mogłabyś czasem mniej gadać- Katia roześmiała się i lekko przytuliła sportowca.

Rozdział pierwszy
Marzył o zapomnieniu. O utracie pamięci i pełni wspomnień ukazujących żar ich przebłyskowej namiętności, która zadając mu periodyczne, bolesne ciosy sprawiała, że zatracał się w niej jeszcze bardziej. Nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, że z każdym spojrzeniem, pocałunkiem, dotykiem coraz bardziej go niszczyła. Ślamazarnie spuścił głowę na wspomnienie rozkosznej blondynki, która ujęła jego wielkie serce w swoje bezlitosne szpony. Jej lodowate, przerażające swoim błękitem tęczówki obramowywał wachlarz długich, czarnych rzęs sięgających aż do skierowanych ku górze, brązowych, cienkich brwi. Spiczasty, zgrabny nosek przykrywała mleczna cera, a włosy którymi kosmykami uwielbiał się bawić, jasne jak wanilia.
– Byłaś jak biała czekolada... – mruknął do wspomnienia dziewczyny – słodka, tucząca serce i sztuczna.

VII Eta
Z jego gardła wydobył się zwierzęcy ryk, nie miał pojęcia, kiedy zaczął płakać. Soczyste łzy spływały po jego policzkach, skapywały na posadzkę, zamazywały mu obraz, który zdawał się czernieć. Jego siostra, jego kochana siostra, jedyna bliska mu osoba na świecie, jedyna, która została, jedyna, którą zdołał ochronić dziesięć lat temu...
Płakał, płakał jak nigdy, bardziej niż dekadę temu, gdyż wtedy miał jeszcze ją, a teraz? Cóż mu pozostało? Nie miał już niczego, nikogo, pozostawała ta zemsta, ta głupia zemsta, która nagle przestała mieć jakiekolwiek znaczenie i stała się pustką. Pustką, która go wypełniła, jak wszystko inne, co zostało: puste, bezbarwne, bezsensowne. I już nie wiedział, po co w ogóle zgodził się służyć Panu, nie wiedział, dlaczego stanął na czele tych żołnierzy, nie rozumiał, przeciw czemu chciał walczyć. Pozostały mu pustka i łzy, łzy i pustka, to, co rozdzierało jego duszę na kawałki, coraz mniejsze kawałki, aż ona całkiem nie zniknie.

Trzeci
A potem stanąłem sparaliżowany wpatrując się w postać, która szła powoli przez mostek i ostatecznie oparła się na samym jego szczycie, wpatrując się w krajobraz przed nią.
To niemożliwe. Nie tutaj. Nie teraz.

Rozdział piąty
– Kilka razy próbowałem wszcząć śledztwo w sprawie tych zgonów, ale władza bardzo zręcznie mnie uciszała. W końcu wysłali mnie na emeryturę z pieczątką załamania nerwowego. Po tym jak odszedłem nikt się tym już nie interesował, a teraz zginęła ta Prince. Powieszona? Dobre żarty. Wiem od jednego z chłopaków, dobrego ale kompletnie żółtego, że patolog i tym razem stwierdził zamarznięcie. Wszystkie organy wewnętrzne, bez zmian zewnętrznych, stały się bryłą lodu. Ci idioci jednak nadal nie widzą związku między nią, a tamtymi. Ja jednak wiem, że za tym stoi jeden i ten sam człowiek.
Człowiek, pomyślał Gabriel, to dopiero dobry żart.

Taniec z Ciemnością (rozdział XVI)
Śmierć uśmiechnął się triumfująco, uniósł dłoń, przyjrzał się jej dokładnie i zacisnął pięść. Krew powoli spłynęła po jego nadgarstku, próbując dostać się niżej. Miałam nieodparte wrażenie, że zaraz ją zliże. Na całe moje szczęście i ku ogromnej uldze nic takiego się nie stało.
Na moich oczach ranki zaczęły się sklepiać, nie zostawiając za sobą najmniejszego śladu. Jedynie plamy posoki świadczyły o tym, że coś było nie tak.
Stałam, w całkowitym szoku, przyglądając się niemożliwemu.
Był Śmiercią.
Nigdy nie powinnam tego zapomnieć.

Rozdział siódmy (part 1)
Nadszedł luty, a z nim Walentynki. Tego dnia Hogwart był ustrojony w przeróżnej wielkości serca, ze sklepienia w Wielkiej Sali sypało płatkami róż, a na grzbietach sów latały Kupidyny, rozdające kartki walentynkowe.
Po lekcjach, zakochani jak co roku mieli się udać do Hogsmeade na romantyczną kolacje w Kawiarni Pani Puddifoot. Było to najbardziej romantyczne miejsce w całym miasteczku.
Nie był to jednak dla wszystkich nadzwyczajny dzień. Osoby, które nie miały swojej drugiej połówki, mdliło na samą o tym święcie. Między innymi taką właśnie osobą był Albus, który jedząc śniadanie, powiedział do siedzących obok kolegów:
- Rzygam już tęczą, a to dopiero poranek - włożył palec do gardła udając odruchy wymiotne.
- Ej, ja tu jem! - obruszył się Scorpius z wyraźnym niesmakiem na twarzy.
- I co oczekujesz od nas, że będziemy ci z tego powodu bić brawo? - zadrwił z uśmiechem Potter.

Chapter 2
Przez kolejny tydzień nic szczególnego w życiu młodego czarodzieja się nie wydarzyło. Przez Norę nadal przewijała się masa ludzi chcąca złożyć kondolencje czy też po prostu pobyć przy rodzinie.
Harry chodził z kąta w kąt nie mogąc znaleźć sobie miejsca ponieważ nadal nie otrzymał odpowiedzi od profesora co bardzo go martwiło, nie wiedział czy stan Mistrza Eliksirów jest tak ciężki, że nie może się z nim skontaktować czy też po prostu nie wie co ma mu poradzić.


Rozdział 18
– Potrzebne mi są fałszywe dokumenty – rzekł w końcu.
– Dla kogo?
– Dla mnie.
Rylski zamrugał szybko. Był wyraźnie zdziwiony faktem, iż esesman mógłby potrzebować fałszywek.
– Jakie to mają być dokumenty?
– Takie, w których będę mógł udawać polskiego lekarza z pozwoleniem na wejście do getta.
Mruganie powtórzyło się. Szybsze, bardziej nerwowe niż poprzednio.
– Oczywiście. Ale będziesz potrzebował pielęgniarki. Bez niej nie będziesz wyglądał wiarygodnie.
Veit był wdzięczny, że Antek nie zadawał żadnych pytań. Z pewnością pojawiły się one w jego głowie, ale nie wypowiedział ich na głos. Miał dług wobec Veita, więc spłacał go wykonaniem zadania. Nie on był osobą, która miała prawo do zadawania pytań.
– Jest jedna dziewczyna, która się na to zgodzi – odparł szpieg.

Rozdział siódmy
- Stęskniłam się za tobą. - wypaliła ni z tego, ni z owego. Jej twarz rozświetlił lekki uśmiech. - Dawno nie widziałam u ciebie takich worków pod oczami.
- To samo mógłbym powiedzieć o tobie. - odparował, przeczesując palcami włosy. - Chyba nie tylko ja mam za sobą kilka nieprzespanych nocy, co Evans?
Zaśmiała się melodyjnie, odchylając głowę do tyłu.
- Już zdążyłam zapomnieć, jaki jesteś spostrzegawczy. - upiła łyk drinka i wytarła dłonie o kolana. - Dlaczego siedzisz tutaj sam? Gdzie się wszyscy podziali?
Wzruszył lekceważąco ramionami.
- Skąd wiesz, że nie przyszedłem tutaj sam?
- Bo znam cię i wiem, że to nie są twoje klimaty. - wymownie nakręciła w powietrzu koło palcem, jakby mogła zmieścić w nim cały klub. - Nie lubisz takich imprez.
- Ty również, a jednak jesteś tutaj i wyglądasz... - uniósł brwi ku górze. - Zjawiskowo. Nie wiedziałem, że masz w domu takie kiecki.

6. Sztuczna inteligencja
— Znasz mnie pod nazwą Prototyp 0 — przedstawił się krótko.— Choć po prawdziwe wolałbym, ażebyś mówiła do mnie Odlion — dodał jeszcze, jakby to było dla niego priorytet. Rzucił ukradkowe spojrzenie na jej dłoń i uśmiechnął się szerzej, ukazując już nie tylko rząd nierównych zębów, ale także kawałek górnego dziąsła.
Isztar wbiła w niego zaskoczone spojrzenie. Nie rozumiała już nic.
— Nie mam czasu na żarty — rzuciła zdruzgotana, zaciskając tak mocno dłoń na czarnej rączce, że aż knykcie jej zbielały. Kolejny już raz otaksowała go spojrzeniem. Nie był tym robotem o idealnych rysach twarzy, którego niegdyś widziała na zdjęciach, wyeksponowanego jak słoneczniki van Gogha. Miał wiele niedoskonałości – orli nos, gęste czarne brwi, włosy niedbale zaczesane za ucho, trochę odstające uszy, nierówny zgryz i liczne piegi przyozdabiające policzek.

Rozdział 36: Jak oswoić wilka?
Życiodajna krew wypełniła moje usta. Nie wiedząc skąd się brała, po prostu przyjmowałem ten cenny dar. Pragnąłem jej coraz bardziej z każdą mijaną sekundą. Łapczywie ssałem i oblizywałem skórę ofiary. Czułem się jak kiedyś, jak łowca, jak morderca...
I właśnie w tamtej chwili dotarło do mnie, że nie powinienem chcieć tego doświadczyć.
Metaliczny posmak był jednak zupełnie inny od wszystkiego tego, czego w życiu próbowałem, choć większość z tych smaków było tylko moim wymysłem, mógłbym powiedzieć, że esencja była cudowną słodyczą.
Otworzyłem oczy, by ujrzeć obiekt moich wewnętrznych pragnień. Sen na jawie nagle przeobraził się w najgorszy w świecie koszmar! Elena opadała z sił, czułem jak życie przechodzi z jej ciała na moje, niewiele myśląc odepchnąłem ją od siebie. Otarłem usta zewnętrzną stroną dłoni i wyplułem nagromadzoną w ustach krew. Dane mi było patrzeć jak bezwładnie opada na ziemię, jak ciężko oddycha, ale żyje!

Rozdział VII
Moje pomysły jednak nigdy nie miały szansy powodzenia. Świadczył o tym fakt, że ktoś właśnie szturchał mnie za ramię.
- Lepiej się obudź, bo zamarzniesz.
Ktoś przemawiał do mnie znajomym głosem, jednak ja nie zamierzałam się budzić. Postanowiłam przespać te święta i tak zrobię, choćby nie wiem co.
- Olivia, nie żartuję, otwórz oczy!
Ten głos, kto to był? No tak Damon. Jak to Damon?! On nie mógł wejść do mojego domu! Jak to zrobił? Natychmiast poderwałam się i mnie olśniło. Damon nie mógł wejść do mojego domu i tego nie zrobił. To ja leżałam na werandzie. Obok mnie w reklamówce leżały nietknięte wina, a zza drzwi dobiegało rozpaczliwe miauczenie Iana. Damon wyglądał na wściekłego. Popatrzyłam na niego błędnym wzrokiem i zadałam jedyne słuszne pytanie.
- Co się dzieje?
- Nigdy nie znałem równie żałosnej kobiety co ty. – No tak, miły jak zawsze.

3 komentarze:

  1. Cześć,chciałabym prosić Cię o usunięcie z rejestru blogi: Dangerous life, który znajduje się w kategorii Kryminalne oraz Cover girl, który znajduje się w kategorii Gwiazdy i fani.
    Dziękuję i przepraszam za problem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, chciałabym prosić o pewną zmianę. Mianowicie, jest tutaj mój blog, w starej wersji i na starym adresie, a więc potrzebuję by zmieniono na:
    adres: http://szamanska-kukielka.blogspot.com/
    tytuł: Szamańska Kukiełka

    Jeżeli to nie jest kłopot.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy