sobota, 26 stycznia 2013

Nowe posty (35)



Hide another mistake #13
Coś rozbłysło, zgasło i z głuchym łoskotem spadło na drewnianą zarzyganą podłogę. Leżał bez ruchu, na wznak, prawdopodobnie pośród własnych wymiocin, w koszulce przesiąkniętej zapachem szkockiej i podartych jeansach. Jeszcze nie martwy, ale też nie całkiem żywy. Jako bohater łzawego melodramatu czuł się niemal wyśmienicie. Był wolny i taki... zanieczyszczony. No i kochany. Coś od jakichś piętnastu minut krążyło nad nim niczym sęp i siarczyście przeklinało. Wreszcie mocno pochwyciło go za ramiona i dźwignęło w górę. Nie protestował. Bo jak? Nie był w stanie ruszyć ani ręką ani nogą, a co dopiero otworzyć usta. Jednego nie rozumiał. Czym też sobie zasłużył na to bezpardonowe wpychanie do klaustrofobiczne małego pomieszczenia?

XII Promyki, przesyłki i bolesna strata
Im bardziej zagłębiała się w treść listu, tym bardziej jej ręka z niedojedzonym tostem opadała na stół. Niedowierzające oczy przesuwały się po linijkach tekstu napisanego czarnym atramentem. Jakby z oddali dobiegały słowa Rona.
- Mama przesyła wam pozdrowienia. Pisze, że… - głos chłopaka stawał się coraz mniej wyraźny, zlał się z panującym dookoła hałasem.
Hermiona jeszcze raz przeczytała wiadomość, szukając jakiegoś dowcipu, który ukrył się między wierszami, którego wcześniej nie dostrzegła. Niestety, tym razem również go nie znalazła.
[...]
List mimo, że był niewielkich rozmiarów, ciążył w ręce dziewczyny niczym ogromny głaz. Uczniowie obojętnie przechodzili koło niej. Czas się zatrzymał, stale gnając do przodu. Kolejne tsunami pochłaniało Japonię, kolejny huragan udał się na spacer po miastach Stanów Zjednoczony. Lecz teraz była w Wielkiej Brytanii, mlekiem i miodem płynącej zielonej Brytanii.

Rozdział 16
- Jak miło znów wrócić do szkoły. Właśnie z tej okazji urządzam imprezę- powiedział Kol.
- Ty? Przecież ty…
- Zmieniłem się siostrzyczko, czas byś się do mnie przyłączyła. Będzie niezła uczta- wyjaśnił Kol przerywając Rebece.
- Zabijanie niewinnych osób jest twoją zabawą?- zapytała Lisa.
- Oczywiście, że tak, ale jeszcze lepszą jest patrzenie jak cierpisz. Już nie mogę się doczekać tego dnia kiedy w końcu umrzesz a mój brat będzie żył- powiedział z uśmiechem Kol.
- Nie bądź tego taki pewien- powiedziała Rebekah.
- Już zapomniałaś siostrzyczko jak to jest pożywić się ludzką krwią? Swoją drogą krew twoich rodziców była okropna. Pamiętam ich ten wzrok, który…
Lisa nie wytrzymała. Ze złości bardzo szybko rzuciła długopisem w Kol’a, lecz Pierwotny też był szybki i go złapał.
- Nigdy więcej tego nie rób bo możesz pożałować- powiedział Kol z uśmiechem.
Uśmiech wampira doprowadzało pannę Evans do szaleństwa. Jej złość osiągnęła najwyższy punkt.

Rozdział III: Brawo Sherlocku
– Ciii – uciszyła go, kładąc palec na jego ustach. Poczuła, że jego oddech przyśpiesza. Oparła dłonie o ściany windy po obu stronach jego ciała i przysunęła się jeszcze bliżej, raz spoglądając na jego oczy, raz na usta. – A teraz muszę nieco inaczej, ale mimo wszystko, podziękować komuś jeszcze. Komuś, kto ci pomógł dotrzeć do tego wszystkiego i zidentyfikować ofiarę.
– Masz na myśli Ryana? – spytał, wpatrując się jak zahipnotyzowany w jej oczy.
O, cholera. Wydałem właśnie kolegę na pożarcie lwu. A raczej lwicy, przemknęło mu przez myśl.
– Dzięki, Castle – powiedziała ironicznie i momentalnie odsunęła się od niego. Winda ruszyła w dół, a on wciąż starał się zrozumieć, co właśnie właściwie się stało.

Rozdział dziesiąty: Rozterki cz. 1
- Cześć, Sophie – powiedział zalotnie. – Chciałbym ciebie zapytać, czy nie zechciałabyś pójść ze mną…
- Tak, Scorpius – odparła z wielkim rumieńcem na twarzy. Scorpius był mile zaskoczony, że dziewczyna tak od razu się zgodziła. Wszystko wskazywał na to, że jego przyjaciel miał racje i dziewczyna darzyła do niego jakimś uczuciem. Wszystko szło dobrze, a przygotowana przez Chrisa przemowa była już zbędna. Widocznie bycie już samym Malfoyem wiele znaczyło.
- To bardzo się cieszę. – Uniósł kąciki ust, aby dziewczyna wierzyła, że był bardzo zadowolony, że zgodziła się być jego partnerką taneczną. Nie wiedział, co dalej z tego będzie, lecz domyślił się, że Tivens coś w tej kwestii wymyśli. – Do zobaczenia.
Dziewczyna wciąż milczała i uśmiechała się. Gdy tylko się oddalił, pomachała mu. Scorpius uśmiechnął się, a kiedy tylko odwrócił się od blondynki, przestał się szczerzyć i powrócił do obojętnej miny, która na co dzień często mu towarzyszyła.

Rozdział 26: Też cię kocham
Widziałam w jego oczach pożądanie i coś jeszcze. Jakieś sprzeczne uczucie, które starał się ukrywać; tlił je w sobie, a ono nagle wybuchło ze zdwojoną siłą. Czyżby coś zbliżonego do gniewu? A może nienawiść? Nie, to było coś innego. Tylko co?
Jego usta były dla mnie magnesem, przyciągały mnie, pomimo że starałam stawać stawiać opór.

Rozdział drugi: Sowy
– A i jeszcze coś. – Powiedział a ja przystanęłam ale się nie odwróciłam.
Nagle jego osoba znalazła się tuz przy mnie w nieprzyjemnie bliskiej odległości. Ten gościu naprawdę za dużo sobie pozwalał, zamieniliśmy dwa zdania i przekracza granice których nie przekroczył nawet jeden z moich przyjaciół których znam dwa lata. Nie żebym kiedykolwiek na coś takiego pozwoliła, ale wolę podkreślić ze w ogóle go nie znam. Po raz kolejny poczułam jego oddech na skórze, tym razem był bliżej. Tuż przy moim lewym uchu. Do moich policzków dopłynęła krew tworząc ognistoczerwone rumieńce złości. Zaczęłam się trząść ze złości, tego było za wiele.
– To ja mam na imię Dean. – Szepnął i się odsunął.

Rozdział 28
Dokładnie o północy Hermiona i Draco czekali już na szczycie najwyższej wieży Hogwartu. Trzęsąc się z zimna wypatrywali w drzwiach postaci dwóch niemalże przezroczystych mężczyzn, unoszących się nad ziemią.
Gwiazdy tej nocy świeciły nadzwyczaj mocno, zwiastując dobrą pogodę na kilka najbliższych dni. Pomimo ogromnego chłodu czekali cierpliwie z nadzieją, że być może ich poszukiwania nabiorą wreszcie jakiegoś kierunku.
Gryfonka szczelniej okryła twarz beżowym szalikiem mając nadzieję, że to chociaż odrobinę uchroni jej skórę przed ogromnym mrozem. Malfoy natomiast stał niewzruszony, oparty o kamienną barierę osłaniającą taras. Nagle zerwał się silny wiatr, którego nie sposób było pomylić z niczym innym. Ten rodzaj podmuchu zwiastował tylko i wyłącznie przebywanie w pobliżu ducha. No, może kilku duchów, biorąc pod uwagę siłę powiewu.

40. Róża w butelce
Nagle znalazł się w górach. Zdziwiony rozejrzał się dookoła, zastanawiając się, jak to wszystko możliwe… Był w dormitorium, szykował się do snu, a tu znikąd… wyrosły przed nim skalne urwiska i wzniesienia. Spojrzał w zachmurzone niebo, dostrzegając wolno sunące w powietrzu ptaki. Nie potrafił określić gatunku… były wielkie i czarne. Zrobił kilka obrotów wokół własnej osi, starając się zorientować, gdzie jest. Nie poznawał tego otoczenia, to nie były żadne znane mu skalne góry.

2.14 Złote sieci - część trzecia
Przeklęła pod nosem nadawcę liściku za brak szczegółów. Doszła do wschodniej części ogrodów, ale co dalej? Miała czekać przy wyjściu, ryzykując, iż zostanie złapana? Iść na oślep w głąb, bez jakichkolwiek wskazówek co do kierunku?
— Pst!
Odwróciła się w stronę, z której dobiegał dźwięk. Gdyby się nie odezwał, w ogóle by go nie zauważyła: mężczyzna z twarzą ukrytą pod kapturem przyczaił się pomiędzy krzewami. Musiał czekać pochylony, gdyż wyprostowawszy się, najwyższe gałązki sięgały mu tuż poniżej piersi.
— Kim…? — zaczęła, lecz uciszył ją gestem, po czym wskazał, by poszła za nim.

Rozdział 2: Wkraczając w przeszłość
Bardziej jednak intrygowała ją postać samego Marcina. Nie miała złudzeń, sądząc, iż jest pogodnym człowiekiem. Wystarczyło spojrzeć na jego roześmianą twarz. Co gorsza, potrafił zarażać pogodą ducha otaczających go ludzi. Nie wiedziała, jakie sztuczki stosuje. Liczył się efekt.
Był też towarzyskim osobnikiem. Nie potrafił usiedzieć w miejscu, ani skupić się na rozmowie z jedną osobą, gdyż zaraz znikał, a w chwilę później pojawiał się o kilku uczniów dalej. Czyżby używał jakiegoś typu teleportacji?
- Przestań się na niego gapić – usłyszała w uchu głos ALIego. Zachmurzyła się.
- Nie gapię się. Tylko obserwuję – burknęła, czując się nieco zażenowana.

Rozdział dziesiąty: Żyję Twoimi obietnicami
Dzień zaczął im się wcześnie, ale bardzo przyjemnie, szczególnie Lilianie, która została obudzona przez swojego chłopaka delikatnymi pocałunkami. Po krótkich, lecz miłych pieszczotach wstali, aby doprowadzić się do stanu używalności, w końcu przed nimi jak dobrze pójdzie cztery godziny jazdy, ale patrząc na to, że wszystko zasypane jest białym puchem, jest to okres przedświąteczny to czas podróży na pewno będzie dłuższy niż powinien.

Rozdział I
Obudziłam się z uczuciem, którego, jak mi się zdawało, nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Moje myśli nadal zajmował sen, który odszedł zaledwie chwilę temu, do tego stopnia, że z początku trudno było mi odróżnić rzeczywistość od wymysłu wyobraźni. Ilekroć przymykałam oczy, znów miałam przed sobą otwarte drzwi mieszkania, za którymi bezpowrotnie zniknęła kobieta. Dobrze wiedziałam, kim była, choć początkowo uznałam, że tylko wymyśliłam sobie łudzące podobieństwo. Charakterystyczne rysy twarzy od razu skojarzyły mi się z mamą.

Jesień tego roku była bardzo mroźna. Wszyscy mijający Novę przechodnie byli ubrani w ciepłe kurtki, na głowach mieli wełniane czapki, szaliki wokół szyj i rękawiczki na rękach. Niektórzy, przechodząc koło Novy, komentowali jej ubiór, wspominając coś o lodowatym mrozie i upadku na głowę. Nova jednak machała ręką na każdą podobną reakcję i w duchu śmiała się drwiąco ze ślepoty innych.
Gdyby tak chociaż jeden z przechodni przystanął na moment i przyjrzał się ciemnowłosej kobiecie, dostrzegłby, że zarówno jej włosy jak i peleryna powiewają jedynie pod wpływem ruchów właścicielki. Wiatr nie docierał do Novy – blokowała go swoim Darem. Również dzięki Darowi nie czuła chłodu. Powietrze wokół siebie po prostu podgrzewała.

5: Ta gra trochę potrwa
Kelle miała zakaz zabawy w strefie. Protektor był nieubłagany. Dokładniej mówiąc miała absolutny zakaz tańca (poza oznaczonym miejscem zatrudnienia). Jako rusałka spijała energię życiową z towarzyszących jej tancerzy, co oczywiście samo w sobie nie było jakimś problemem, kłopot w tym, że Kelle uwielbiała występować na podwyższeniu, a jej taniec oddziaływał nie tylko na ludzi. A to w takim mieście, jak Warszawa nie było akceptowane.

Rozdział 12
- Nie pisała tego listu ze świadomością, że on tu jest, bo skoro zrobiła kilka literówek w trzywyrazowym SMS-ie, to w czymś tak długim byłoby ich mnóstwo. Tutaj miała czas, pismo jest ładne, wyraźne, bardzo czytelne. Sądząc po ilości kurzu na kopercie, ten list leżał tu już od jakiejś chwili. Wiedziała - podsumował Gregoire. - Od samego początku wiedziała, że nie chodzi tylko o papirus, ale i o nią samą. Zdaje się, że była kimś na kształt wybranej. Jedynej, prawdopodobnie zaraz po jej ojcu, która byłaby w stanie sprawić, żeby papirus się scalił. Mówisz, iż napisała, że "sam się złożył"? Nie wierzę, że to powiem, ale... ta dziewczyna najwyraźniej ma w sobie jakąś magiczną moc, jakkolwiek idiotycznie i naiwnie by to nie zabrzmiało. A raczej: "miała".
- Nie mów o niej w czasie przeszłym - warknął ostrzegawczo prawnik. Detektyw prychnął.

Rozdział III: Siostra
Magda trzymała Olgę mocno za nadgarstek.
– Odbiło ci? – krzyknęła.
– Nie. To tylko wampir, zabawka – odparła Amber. – Może się zakochałaś? – prychnęła z sarkazmem. Magda poczuła się jakby ktoś kopnął ją w brzuch.
– Nie kocham go. Kocham Mat… – zaczęła dziewczyna, lecz po chwili umilkła. Zawstydzona puściła ramię Olgi.
– Bardzo dobrze – odparła łowczyni ignorując niedokończone zdanie nastolatki i ruszyła w głąb korytarza. – Zapomniałabym. Możesz przywołać duchy – rzuciła jeszcze przez ramię Olga ku wściekłej dziewczynie, po czym zniknęła za zakrętem. Po holu rozległ się jej szyderczy śmiech.

Rozdział 2
Sofia gryzła w skupieniu końcówkę pędzla. Patrzyła na płótno, jednak go nie widziała, myślami uciekając gdzieś indziej. Próbowała przywołać z otchłani umysłu obrazy ze snu, czując potrzebę, by wyrzucić z siebie niepokojące myśli.
Z każdą chwilą przypominała sobie coraz więcej szczegółów. Walające się wszędzie, kartonowe pudła, leżące na stołach śrubki, zakurzona podłoga, wiszący na krzywym wieszaku cylinder. Kiedy ułożyła już w głowie plan pomieszczenia, został jej do obmyślenia centralny punkt obrazu. Z radosnym uśmiechem na twarzy zanurzyła pędzel w ciemnej farbie.

Rozdział jedenasty
Wpatrywał się we mnie jak w obrazek, jakbym była jego boginią, jego kobietą, jego własnością. Nie odrywał ode mnie oczu, więc rzuciłam w niego tubką z szamponem, która trafiła go prosto w głowę. On gapił się na mnie, ja na niego. To była tak niezręczna sytuacja, że miałam ochotę zmienić tożsamość i wyjechać jak najdalej od niego. Jego oczy kontra moje oczy, jego spojrzenie kontra moje spojrzenie. Byłam nim tak zafascynowana, że nie zaprotestowałam, gdy podszedł bliżej mnie

Rozdział XXV
- Już dawno straciło wszystkie swoje wartości – powiedziała głosem, tak bardzo innym od tego, który zapamiętałem.
Zerwał się wiatr, na co moja siostra jeszcze bardziej zatrzęsła się z zimna. Ktoś się do nas zbliżał. Wyczułem go już dawno, lecz zignorowałem ten fakt na korzyść Dyary. Ona była natomiast już tak słaba, że nie była w stanie rozpoznać nadchodzącego zagrożenia. Obiekt zbliżał się nieuchronnie w naszą stronę. Po chwili okazał się być nim chłopak, który natychmiast złapał zziębniętą dziewczynę, gdy ta miała właśnie upaść.
- A ty to kto? – spytałem. Mam to wszystko w dupie. Muszę wrócić do kwatery i to wszystko dobrze przeanalizować.
- Jestem jej kompanem z drużyny – wysoki, dobrze zbudowany brunet, trzymał Dyarę w mocnym uścisku, nie mając zamiaru jej puścić zapewne.

5 komentarzy:

  1. Dziękuję bardzo za wstawienie informacji. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny blog, pomoże mi w znalezieniu perełek do czytania ;) dodaje Cię do elity, jak tylko opublikuję u siebie pierwszą refleksje zgłoszę swojego bloga ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy