sobota, 2 lutego 2013

Nowe posty (36)

Rozdział 43: Bitwa RM19
– Statek jest uszkodzony. Będziemy mieć awaryjne lądowanie na najbliższej nadającej się do życia planecie.
– Czyli? – zapytał Kaelas jedynie po to, by się odezwać. Nie znał się na strukturze kosmosu, więc każda nazwa będzie dla niego równie obca. Szczególnie, że znajdowali się na wschodzie.
– Ziemia w układzie słonecznym.

34. I'm comming to find you.
- Halo?- Odezwał się tajemniczo Jared, rozśmieszając mnie tym. Wygłupy były najlepsze na doła czy chandrę. Jednak po chwili nabrał powagi. – Tak... Tak… Tak… Nie. Czy mogę wiedzieć, o co chodzi? – W tej chwili osoba po drugiej stronie słuchawki zaczęła mu chyba tłumaczyć, bo Jared na chwilę zamilkł. – Dobrze, przyjadę. – Rozłączając się, przetarł dłonią twarz. Spoglądając na niego, czułam, że coś jest nie tak. – Po prostu wspaniale. Dzwonili z komisariatu, znaleźli auto Shannona, zatrzymując w nim jakiś gówniarzy.
- Co?! A Shannon?
- Nic nie mówił. Auto jest zarejestrowane na mnie, dlatego zadzwonili. Wszystko wyjaśnią mi na miejscu. Musimy tam jechać. – Odpowiedział mi spokojnie Jared, podnosząc się ze stołka. Zostawiając mnie kompletnie zszokowaną, poszedł po kurtkę. Ten człowiek wciąż mnie zaskakiwał.
Po około dwudziestu minutach byliśmy pod posterunkiem policji, który na pierwszy rzut oka przypominał, co najmniej sąd. Był to ogromny i stary budynek, nic nie zdradzający na pierwszy rzut oka.

Rozdział 7
- Obiecuje – powtórzył Ron, jakby chciał zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa. Czerwonowłosa w końcu wysunęła w jego kierunku swoją dłoń i po chwili stali już razem przy miotle. Weasley przywołał ją na wysokość swojej ręki, a następnie położył dłoń dziewczyny na niej.
- Nie zmuszam cię do niczego. Jednak możesz pokonać swoje lęki, jesteś w stanie. Ja w to wierzę. Więc jeśli będziesz gotowa, to możesz spokojnie na nią wsiąść. Ja będę cały czas obok. Jeśli nie, to po prostu pójdziemy sobie stąd – zaproponował Ron cały czas utrzymując z nią kontakt wzrokowy. Ta wpatrywała się w niego, jak zahipnotyzowana w dłoni ściskając kawałek drewna. Nie odzywała się i nawet nie drgnęła z miejsca przez dłuższy czas.
Weasley w tej chwili wydawał się bardzo opanowany i jednocześnie dodający otuchy. Słowa wypowiadane z takim spokojem i delikatnym, zacisznym tonem mogły oczarować...

12. Just remember that death is not the end.
Pierwszym dźwiękiem, który przerwał ciszę, był odgłos odsuwanego krzesła. Jako pierwszy, równocześnie z dyrektorem, wstał James Potter, a tuż za nim pozostali huncwoci. Cała czwórka powoli wyciągnęła swoje różdżki w górę, w miarę jak wstawał nieomalże każdy Gryfon, Krukon i Puchon. Powstała również część Ślizgonów; nawet oni uważali, że takim bohaterom należało oddać hołd. Sekundy później z każdej wzniesionej różdżki wystrzeliły kule świata, które wzniosły się aż pod sufit. Był to niemy wyraz szacunku, nieomalże wdzięczności. Magiczny świat potrzebował bohaterów z krwi i kości.

Rozdział pierwszy
Kiedy, do diabła, na Ziemi pojawiło się tylu ludzi, że zapanował taki obłęd na punkcie zmniejszenia populacji za wszelką cenę? To szaleńcze i bardzo entuzjastyczne propagowanie związków homoseksualnych, aborcje, za które nie dość, że rząd płacił to jeszcze wypłacał bardzo wysokie odszkodowanie, przez które niektóre matki celowo zachodziły w ciążę i usuwały dziecko, te brednie, że dobry obywatel całego świata (nieudolnie starano się odejść od podziału na kraje i kontynenty, a cały świat miał się stać jednym państwem) to ten, który poświęca się karierze i dobru ogółu, a nie może tego robić, mając rodzinę, to płacenie strasznie wysokich podatków za urodzenie dziecka, te farmazony, że mając taki dostęp do operacji gwarantujących chwilową (choć nie było to takie chwilowe) bezpłodność, skuteczniejszych niż kiedykolwiek środków antykoncepcyjnych – podobno niektóre były w dziwny sposób niedopilnowane i sprawiały, że kobiety stają się zupełnie bezpłodne – oraz, już wspomnianej aborcji – to urodzenie dziecka jest zamachem na dobro całego narodu i taki obywatel powinien się za siebie wstydzić.

Rozdział VI
- Nie waż się jej tknąć. - wysyczał groźnie. Jego stalowe oczy błyszczały złowrogo, a z ust dobył się cichy warkot. Zdezorientowany Leo uniósł dłonie w poddańczym geście.
- Stary, spokojnie. Tak tylko żartowałem.
Blondyn wziął głęboki oddech, a następnie z całej siły uderzył go pięścią w twarz. Z satysfakcją usłyszał cichy chrzęst łamanej kości. Leonard zawył z bólu i osunął się na kolana. Draco odszedł kilka kroków, napawając się widokiem skulonego na ziemi przeciwnika. Między jego chudymi palcami dało się dostrzec niewielkie smugi krwi. Wspaniałomyślnie pozwolił mu trwać tak przez kilka sekund, a następnie chwycił za szatę i jednym sprawnym ruchem poderwał z powrotem do pionowej pozycji. Czarnooki oderwał ręce od twarzy i spojrzał na niego z wściekłością. Nos miał nienaturalnie wybrzuszony, a po jego podbródku kapał cienki, burgundowy strumyczek.
Draco prychnął i odwrócił się niespiesznie, machając różdżką. Na stole pojawiła się butelka Ognistej Whisky i jeden nieduży kieliszek.

Rozdział III: Sidła w worku
Pierwsi napastnicy pojawili się na polanie. Ich postaci wyglądały przerażająco w niewyraźnym blasku płomieni. Każdy z mężczyzn dzierżył inną broń. Mieli na sobie różne, najpewniej zdobyczne, opancerzenie. Wszystkich, chociaż byli tak bardzo od siebie różni, jak to tylko możliwe, łączyła jedna cecha – na ich twarzach malowała się rządza mordu.
Dzierżący miecze rycerze wystąpili do przodu i starli się z pierwszą linią napastników.
Shay nie zastanawiała się nad tym, co powinna zrobić. Po prostu zaczęła działać.

21. Cisza przed burzą
A gdyby tak zagrać Aleksowi na nosie?, pomyślała. W końcu on całował się z Julią i najwidoczniej nie żałował tego bardzo. Po prostu zrzucił winę na alkohol i uznał, że sprawa jest zamknięta. Franek natomiast wyraźnie dawał jej do zrozumienia, że nie zapomniał. Ba! Żałuje, że ją stracił. Nie było z nim tak źle, prawda?

Capítulo uno: Ionhar
Ionhar Joyce o wypadku dowiedział się z telewizji.
Na drugi dzień miał mieć ważny test z biologi. Dlatego, po raz któryś dzisiejszego dnia powtarzał materiał. Chociaż nie musiał tego robić, ponieważ wszystko miał w małym palcu.
Od nauki oderwał go krzyk pokojówki. Na początku pomyślał, że kolejny raz została wystraszona przez Lorcana i jego kumpli. Dlatego zbytnio się tym nie przejął i wrócił do czytania.
Lecz, kiedy ze łzami w oczach weszła do jego pokoju i od razu włączyła telewizor na kanał informacyjny, zrozumiał co się stało.
Na pasku informacyjnym widniał napis „Z ostatniej chwili: Nie żyje burmistrz Cork i jego żona!”

Rozdział 07
Nie miałam pojęcia ile już siedziałam w tym parku płacząc i trzęsąc się zimna. Nie obchodziło mnie to, że jutro będę miała gorączkę. Zresztą kogo obchodzi moje zdrowie. Nikogo. Nikomu na mnie nie zależy. Chyba najlepiej byłoby gdybym w ogóle nie istniała. Sven woli jakąś panienką ode mnie. Rodzice mieli mnie dość i wysłali do Sebastiana, a ten nie ma wyboru i musi się ze mną użerać.
Poczułam zapach męskich perfum, a po chwili na moich ramionach znajdowała się męska kurtka. Odkręciłam głowę, żeby zobaczyć kto za mną stoi.
-Cii… Już wszystko dobrze. Jestem przy tobie.

5. First impression
Spojrzała na niego zauważając, że podwinął wcześniej opuszczone rękawy kraciastej koszuli, która idealnie opinała się na jego ramionach. Jej uwagę przykuła jego prawa, niemalże cała wytatuowana ręka od nadgarstka po łokieć. Dostrzegła rzucający się w oczy napis “ZAP”, “Chillin”, niedużą czaszkę oraz dwa napisy w języku którego nigdy nie widziała.
Uniosła głowę napotykając na drodze czekoladowe tęczówki mulata. Uśmiechał się do niej.
Kiedy ktoś jest tak wyjątkowy, wiesz o tym prędzej, niż się spodziewasz. Poznajesz to instynktownie i masz pewność, że cokolwiek się stanie, już nigdy nie będzie nikogo takiego jak on.

Rozdział X
- Oczywiście, że ci pomogę. Już nie będziesz się męczył z tym wszystkim. – Uśmiechnęłam się słodko widząc w jego oczach błysk ulgi, a następnie zaskoczenie, kiedy szybkim, silnym ruchem przekręciłam jego głowę o sto osiemdziesiąt stopni, skręcając tym samym kark Klemensa. Bezwładne ciało mężczyzny opadło na ciemną wykładzinę. Wyglądał tak niewinnie. Jak wtedy, gdy zobaczyłam go po raz pierwszy.

Rozdział 8
- Co to? - Odwróciła się, gdy po raz trzeci usłyszała popiskiwanie. - Zaraz... To Fobos?! - krzyknęła, zdając sobie sprawę, że to co słyszy to skowyt psa. Spojrzała na chłopaka, który wszedł do pomieszczenia. Nawet się nie obejrzał. - Darden! - powtórzyła, a jej głos dziwnie zapiszczał. Chciała, żeby spojrzał na nią i powiedział, że wcale nie zamknął go ze starymi rupieciami, a to co słyszy to nie jest jego głos. Na samą myśl bezradnego psa w małym, ciemnym miejscu miała łzy w oczach.
[…] Pies leżał ściśnięty w kącie obok podartych pudeł. Pewnie szukał czegoś do zjedzenia. Spojrzał na nią wielkimi oczami. Przykucnęła i dotknęła jego pyska. Jak on mógł zamknąć swojego psa w jakimś schowku na stare graty?

11. Kolej na radość
- Dzień dobry Pani Profesor! - odparł z entuzjazmem, odwracając się i stając twarzą w twarz z opiekunką gryfonów – Ładnie pani dziś wygląda. Czy to nowa fryzura?
- Panie Potter...
- Ale to naprawdę nie miało tak brzmieć. Chodziło mi o to, że nie ma żadnego mugola tak wspaniałomyślnego jak pani profesor.
- Panie Potter...
- On ma racje nie chciał niczego złego powiedzieć – wtrącił się Syriusz tłumacząc przyjaciela.
- Widzi pani? On też tak mówi, to znaczy że taka jest prawda.
- Możecie się wreszcie zamknąć? - warknęła w końcu profesorka
- Ale ten szlaban to nie będzie czyszczenie... - zapytał błagalnie Rogacz, po czym zdał sobie sprawę ze słów profesorki i zamilkł.

II Jak ogień i woda, cz.3 - Niefortunne zderzenie
Raptownie usłyszała za sobą wołanie i bez zastanowienia obróciła się w biegu za siebie. Nie spostrzegła ani kto, ani skąd ją nawoływał, gdyż uderzyła w coś bardzo twardego, lądując płasko. Głośnie westchnienie owiało jej twarz. Otworzyła gwałtownie oczy, napotykając parę innych, które wpatrywały się w nią z dziwnym błyskiem.
Oparła dłonie po bokach głowy poszkodowanego.
- Gdzie tak pędzisz, Inuzuka? – Usłyszała w końcu jego głos. – Może byś na przyszłość patrzyła pod nogi?
Zmarszczyła gniewnie brwi. Próbowała się podnieść, lecz mocne ramiona uniemożliwiały jej jakikolwiek ruch.
- Nie jesteś wcale taka leciutka jak myślisz. Przygniatasz mnie swoim ciężarem – burknął, choć kąciki jego ust niebezpiecznie drgały.
Fuknęła groźnie, raz jeszcze próbując się podnieść.
- Łatwiej by mi było wstać, gdybyś mnie nie przytrzymywał! – Warknęła wściekle. – Uchiha! Nie pogrywaj ze mną!

Rozdział III
Dopiero po kilku chwilach zdałam sobie sprawę, że one obserwują mnie z podobnym zainteresowaniem, może nieco bardziej żarłocznym. Najwyższa z nich, czarno-pióra, przekrzywiła głowę i wbiła pazury w ziemię, jakby gotowała się do odlotu… albo ataku. Poczucie zagrożenia odblokowało moje funkcje samoobronne. Harpia spojrzała na moje dłonie, udekorowane teraz buchającymi groźnie płomieniami i załopotała skrzydłami na swoje towarzyszki, które zaczęły mnie okrążać. Miały pokraczny, ciężki krok, ale nie łudziłam się, że to da mi jakąś przewagę.
– Błękitno. Włosa – przemówiła ochrypłym głosem. – Nie. Bądź. Niemądra.
Nie odpowiedziałam. Wyrzuciłam dłonie ku ziemi, by otoczył mnie niski, niebieski krąg. Skrzydlate zaskrzeczały i cofnęły się o krok. Wszystkie, prócz ich przywódczyni, która tylko zmrużyła oczy, a z jej gardła wydobył się warkot.

Rozdział 5
Kiedy doszła do ogromnych stalowych drzwi zobaczyła nad nimi napis który zidentyfikowała jako oznaczenie biblioteki. Pchnęła je i pod jej naciskiem ustąpiły. W środku panował zaduch i było dość ciemno. Podeszła do wysokiej lady która kojarzyła jej się z ladami za którymi pracował bibliotekarz. Poczekała kilka minut ale nikt się nie pojawił, postanowiła się rozejrzeć.
- Dość ponura ta biblioteka. Myślałam, że będzie tu pełno ludzi? – mówiła na głos by dodać sobie odwagi. – Poszukam może czegoś pod „A”.
[...] Po kilkunastu minutach usłyszała łomot, który prawdopodobnie spowodowały książki.[...] Zobaczyła jak wielka sterta książek porusza się, bluzgając pod nosem. Zaśmiała się w głos, choć z całych sił próbowała się powstrzymać.
- Ktoś tu jest? – zapytał stłumiony przez książki męski głos.
- Może pomogę? – zaproponowała hamując napad śmiechu.
- Było by miło. – usłyszała.
Ukucnęła przy stercie książek i zaczęła je odgarniać na bok. W końcu po chwili dokopała się do niego i pomogła wstać.

Epilog
Wszystko przemija, nic nie jest wieczne. Ludzie odchodzą, by już nigdy nie powrócić. Zostają po nich tylko nagrobki, które za każdym razem gdy na nie patrzę przypominają mi o was. Nie da się zapomnieć waszych twarzy, wymazać wspomnień. Nie byliście epizodem w moim życiu, lecz jego dużą częścią. Tęsknię za wami każdego dnia. Choć ciebie Kin znałem dość krótko, naprawdę byłaś dla mnie siostrą, o której zawsze marzyłem. Spełniłaś wszystkie moje wymagania, a uwierz, że poprzeczkę ustawiłem dość wysoko.
Shen... od zawsze byliśmy razem. Wychowywaliśmy się obok siebie. Ramię w ramię kroczyliśmy przez życie. Uwierzysz, że nadal pamiętam słowa, które wypowiedziałeś w Konoha? Mówiłeś je chyba do siebie, ale stałem obok, a takiego monologu nie sposób przepuścić wolno...

Rozdział trzynasty
-Martwię się o Wiktora – mówił ten pierwszy. To nie było grzeczne podsłuchiwać najbogatszych chłopaków w szkole, ale mówili o Brunecie, chłopaku, w którym nieświadomie się zakochałam.
-Nie możemy zabronić mu jechać. Wiesz, że to dla niego ważne – mówił Arek.
-Więc dlaczego umówił się z Tośką na studniówkę, skoro wiedział, że i tak na nią nie pójdzie? – usłyszałam głos Jake’a i po tych słowach przestałam ich słuchać. Wybiegłam ze szkoły nie mogąc uwierzyć, w to co słyszałam. Wiktor opuszcza miasto, wystawiając mnie do wiatru, zostawiając moją miłość do niego na zmarnowanie. W jednej chwili mój świat się zapadł a marzenia o studniówce odeszły w dal.

Rozdział 12
Patrzyli jak zaczarowani. Było coś pięknego w tym niesamowicie brutalnym spektaklu. Swego rodzaju mroczny urok. Statyści jeden po drugim padali na ziemię martwi, scenerie barwiła gęsto, czerwona jucha. Aksamitna czerń spowijała niebo a główna aktorka błyskawicznie pozbawiała życia kolejne ofiary. Gracja i zwinność w jej ruchach przywodziły na myśl taniec. Przerażająco bezlitosny i namiętnie czarujący. Widzowie jak zahipnotyzowani przyglądali się przedstawieniu.
Czas na wielki finał i owacje na stojąco. Gwiazda wieczoru skłoniła się nisko.

Aoi Haru – recenzja
Grono pedagogiczne w tej szkole jest nietypowe. Mamy dyrektora-rasowego dresa, z łysą głową, adidaskach zapewne z bazarku i dresie :D Mamy też nauczyciela od wszystkiego, czyli no tak jak w podstawówce-jeden nauczyciel uczy nas wszystkiego xD Tak też jest tutaj. W jednej scenie owy nauczyciel mówi o czymś innym a w następnej już tłumaczy równania z "x". Szkoła posiada również nauczyciela W-F,którego niespełnionym marzeniem było zostać sławnym bodajże beisbolistą,jednak nie udało mu się. Ów nauczyciel lubi grac w mahjong a za namową przyjaciela opuszczą szkołę i wstępuje do yakuzy.


6 komentarzy:

  1. Bardzo dziękuję ;)

    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym prosić o zmianę nicka z Lena Linnegren na Maarit w następujących blogach:
    Noc polarna (Fantastyka - fantasy)
    Internetowe Kompendium Wiedzy Fantastycznej (Inne)

    Dziękuję i przepraszam za kłopot ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie było by problemu zmiana obrazka przy opisie? Bo mam nowy ładny szablon. Jakby co "Miłosna wyliczanka" w kryminałach. Dzięki z góry :D

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy