sobota, 9 lutego 2013

Nowe posty (37)



Rozdział 3: AS pik
Miał to potraktować jako zaproszenie do „zabawy”? Wieloletnie praktyki w zawodzie nauczyły go rozwagi, ale Smoker nigdy nie należał do osób odznaczających się cierpliwością, dlatego w miarę swoich możliwości postanowił wszystko przyspieszyć.
— Wiatr w żagle. Ruszamy na Lacroix — zagrzmiał w stronę pani kapitan i ludzi G-5.
Nie miał pojęcia dlaczego, ale gdy tylko obracał w dłoni pikowego ASa, przed jego oczami zarysowała się sylwetka Portgasa D. Ace’a. Człowieka, który w jednej chwili wywrócił jego życie do góry nogami.

Usłyszała świst strzały i szept wypuszczanego powietrza z płuc.
Błyskawicznie się odwróciła mieczem odbijając strzałę tuż przed swoją twarzą.
- Odbiła. - jęknął jeden z strażników.
- Nie rozdzielajcie się, trzymamy się ciasno w kupie! - zakomenderował zapewne dowódca straży. - Dobrze ją przywitamy.
Dziewczyna ospale przeskoczyła nad głowami strażników i zgrabnie wylądowała na podłodze ślizgając się po wypolerowanej posadzce i niszcząc parę bardzo ładnych kakemono* z żurawiami i kobietami trzymającymi wachlarze. Padło także kilka niecenzuralnych przekleństw po nazwiskiem Tokugawa.
- Sabaku no Hana*... - wyszeptał drżącym głosem jeden z strażników.
- Kto ? - spytał zaskoczony strażnik.
- Nie słyszałeś o niej z naszych legend? - jeszcze bardziej zdziwił się wymachując mieczem.
- Hide-chan*, ja nie chodzę z głową w chmurach.
Hideki począł gonić swojego kolegę grożąc, że jeśli jeszcze raz nazwie go "Hide-chan" to zetnie mu głowę i wybije cały jego klan*.
- Możesz sobie być z rodu Takeda, ale mnie nie złapiesz, Hide-chan!

05. Złoty środek nie istnieje
Pracowała z zapałem, szybko zapełniając małą, białą tablicę, o którą poprosiła kapitana, kiedy wczorajszego dnia jej partner pojechał obejrzeć miejsce zbrodni. Nagle poczuła, jak na jej ramionach zaciskają się czyjeś dłonie. Zamarła, zorientowawszy się, że tak bardzo skupiła się na tym, co robi, że nawet nie usłyszała, jak ktoś nadchodzi. Starała się uspokoić bicie serca, które wypełniało ciszę, dudniąc jej w uszach. Nie była w stanie się poruszyć ani zareagować. Stała, pozbawiona myśli i nasłuchująca oddechu osoby znajdującej się tuż za nią.
– Muszę przyznać, że dzisiaj wyglądasz zdecydowanie lepiej – szepnął mężczyzna tuż obok jej ucha, a ona rozluźniła się, rozpoznając głos.

BONUS: Kawałki serca
- Powiedziałeś kiedyś, że łzy zmazują ból. Proszę zmyj mój, bo moje łzy nie wystarczą – jej głos był smutny, a słuchać było w nim potrzebę bliskości. Odezwała się po raz pierwszy. Robert uniósł głowę. Ręki jego córki rozłożyły się. Podszedł do niej i przytulił z całych sił. Oboje łkali w swoje ramiona, oboje znowu poczuli swoje wsparcie, a następny kawałek serca Scarlett powrócił i miał się dobrze. Dusza powróciła na swoje miejsce z kilkoma ranami, ale jednak. To był przełomowy moment.

Rozdział III
-Zapomniałem, że nie jesteś człowiekiem, tylko bezdusznym potworem.
-W sumie, rzecz biorąc nie mam duszy. Więc nie będę się o to spierać.-uniosła ręce w geście poddania się.-Za to ty nie masz serca. Jak już sobie wytykamy.
-Co?
-No dobra, masz mięsień pompujący krew, ale nie umiesz kochać. To pompowanie krwi też nie idzie twojemu sercu najlepiej bo jak wiesz umrzesz na zawał.
-Co? To, ty jesteś potworem, który gardzi ludzkimi uczuciami.-oburzony zaczął mówić podniesionym głosem.-Zjawiasz się znienacka i zaczynasz prowadzić swoje gierki!

Czym też jest miłość
Ciepły, letni poranek. Siedzę na pachnącej, świeżo skoszonej trawie. Promienie słoneczne leniwie łaskoczą mnie po twarzy, a głowę przepełniają monotonne myśli. W koło zadaję sobie to samo pytanie:
Czym też jest miłość?
Namiętnym seksem.
Subtelnym pocałunkiem.
Czułym trzymaniem za ręce.
Wspólnym oglądaniem zachodów słońca.
Patrzeniem sobie w oczy z ekscytacją i pożądaniem.

10. Za to, że jesteś
Dostrzegłam jak uśmiech na twarzy chłopaka w jednej chwili zgasł. Nawet nie wiem kiedy i jak to się stało, ale po chwili czułam już usta Ville na swoich. Początkowo całował mnie delikatnie tak jakby chciał wybadać teren. Kiedy zdał sobie sprawę, że go nie odrzuciłam położył swoje dłonie na mojej tali. Czułam nacisk jego ciała na moje. Znajdowałam się pomiędzy nim, a ścianą w łazience, która była wykona z zimnych płytek. Cieszyłam cię, ze ten zimny ich dotyk mógł choć trochę ostudzić moje ciało. Pod wpływem dotyku Ville było mi bardzo gorąco. Nigdy nie czułam takiego żaru pocałunku jak teraz. Całował mnie z taką pasją, jakby myślał, że już więcej nie danę będzie mu tego doświadczyć. Podobało mi się to.
Jednak w jednej chwili w mojej głowie pojawił się on i scena z tamtego wydarzenia.
-Adam nie! Nie chcę. Zostaw. – krzyknęłam po polsku wyrywać się tym samych z objęć Larinto. W moich oczach pojawiły się łzy.

Rozdział 7: Oskarżenia
- Severus! Harry! – powiedział głośnym, acz opanowanym tonem Dumbledore, a obaj mężczyźni ucichli, jednak palce Harry’ego wciąż zaciskały się na ramieniu Hermiony.
- Dyrektorze, naprawdę musi to być akurat Snape?!
- PROFESOR Snape, Harry!
- Taki z niego profesor, jak ze mnie wróżbita! – warknął cicho Harry, wbijając palce w ciało przyjaciółki.

III Strefa Zagrożenia: 00. Prolog
Z Queens znalazł się w Manhattanie. W mieście, w którym został schwytany przez policjantów. Stanął koło dębowego drzewa i spojrzał ostatni raz na most, który był granicą obu dzielnic. Uśmiechnął się cynicznie, po czym odwrócił się na pięcie i skierował się w stronę miasta. Nałożył na głowę kaptur i wszedł na aleję Will Street. Na jego szczęście ulica nie była zbyt tłoczna. Ludzie, którzy go omijali, nie zwracali na niego uwagi. Każdy zajmował się własnymi problemami. Nie wiedzieli, że ten czterdziestoletni mężczyzna właśnie uciekł z więzienia i pod dresem trzymał broń oraz środki nasenne, które zarekwirował karetce pogotowia.

Rozdział dwudziesty drugi
– Zrobię ci coś do jedzenia. I zagrzeję wodę do kąpieli. Nie chce być niedelikatny, lecz oboje cuchniemy, Rachelo Blum – powiedział, tym razem najzupełniej normalnym tonem.
W odpowiedzi jedynie wzruszyła ramionami. Mężczyzna wyciągnął spod stolika duży, emaliowany sagan. Potem wyszedł. Dziewczyna słyszała jednostajny szum wody. Po kilku chwilach Faust wrócił. Postawił gar na kuchni, zapalając pod nim ogień. Potem zakręcił się, trzaskając talerzami, stojącymi na niewielkim blacie.
– Jedzenie, jedzenie… – mruczał, bardziej do siebie, niż do niej, unosząc pokrywki, pod którymi ktoś przezornie wszystko ukrył. – Pojęcia nie mam, czy cokolwiek z tego jest koszerne. Pewnie nie…
– Kto chciał w getcie zachować koszer, ten umarł z głodu – skomentowała.
– Nie chce uwłaczać jakimkolwiek zasadom twojej religii – mruczał dalej, tak jakby nie usłyszał jej uwagi. – Powidła? – zapytał, pokazując jej jeden ze słoików.

Rozdział 7: Dominująca potrzeba
Ocucił go ziąb. Nie nastąpiło to nagle. Stopniowo otępiały umysł zaczął rejestrować drastycznie niekorzystną aurę. W głowie kołatały się jeszcze strzępki wspomnień o ciepłym lokum, seksie z nieznajomą i wspólnej kąpieli… Nie było to już istotne. Ważniejsze były dreszcze, deszcz, chłód i przemoknięte ubranie, dojmująca potrzeba ciepła.

XIV Gabinet, paczka i stan nieważkości
Gdyby ktoś znienacka wszedł do gabinetu byłego Mistrza Eliksirów, mógłby odnieść mylne wrażenie, że jest świadkiem sceny wyciętej wprost z mugolskiego filmu grozy. Główny bohater w akcie desperacji, spowodowanej zbyt słoną zupą, celuje naładowanym i odbezpieczonym rewolwerem w swoją głowę. Oddaje strzał. Rozlega się odgłos dziurawionego mózgu, łudząco podobny do dźwięku mokrych szmat spadających na podłogę. Zgon w samotności, naprawdę przykre.

Rozdział piętnasty
Znów podszedł do mnie i zrobił coś nieoczekiwanego. Pogłaskał mnie po głowie(co ja kot jakiś czy coś?) po czym pocałował w czoło wprawiając w osłupienie. Już się obróciłam by iść do szkoły, gdy zatrzymały mnie jego słowa.
-Daj szansę Sebie. Potrzebuję cię bardziej niż ja – usłyszałam.
Nie wierzyłam w to co słyszę. Powoli szłam do szkoły próbując pojąć całą tą pokręconą sytuację.
Lekcje minęły normalnie ale Seba się na nich nie pojawił. Kilka minut po piętnastej, gdy było już ciemno, wyszłam ze szkoły i stanęłam jak wryta gdy zobaczyłam Sebastiana.

Perfekcyjny wywiad
Kolejny wywiad do mojej jakże zacnej kolekcji wywiadów :D Tym razem na moje pytania odpowiedział team dziewczyn z polskiej strony o chłopakach z B.A.P Na moje pytania odpowiedziały PandaChan(P), Mizuki(M) i Nakashima(N) :)
(B.A.P-Best Absolute Perfect)

Rozdział XV: Na tropie sygnetu
– Czerwony pasowałby ci bardziej. – Usłyszała za sobą znajomy głos. Wyprostowała się gwałtownie, czując, jak trzęsie się ze strachu, a jej ciało zaczyna pokrywać gęsia skórka. Z trudem spojrzała przez ramię, ale nikogo nie dostrzegła. Opuściła stoisko, szukając między regałami Mikołaja, ale nigdzie go nie znalazła. Byłam pewna, że to jego głos. Zdenerwowana nie zauważyła nadchodzącej kobiety. Wpadła na nią i wytrąciła jej koszyk z rąk, który wywrócił się, rozsypując zakupy po podłodze. Alicja pomogła pozbierać je z powrotem, co róż przepraszając kobietę za swoją nieuwagę. Waruję! Teraz słyszę głosy. Świetnie, co dalej? – westchnęła bezradnie. Dobrze, że to wszystko się dziś wyjaśni. Nie przejmując się, że nie skoczyła z robieniem zakupów, pobiegła prosto do kasy z nadzieją jak najszybszego opuszczenia sklepu.

Rozdział XXVIII
Dobranoc mój aniele, czas zamknąć oczy,
I zostaw swe pytania na inny dzień.
Myślę, że wiem, o co chcesz mnie zapytać.
Myślę, że wiesz, co próbuje powiedzieć.
Obiecałam, że nigdy Cię nie opuszczę,
I powinnaś zawsze to wiedzieć
Gdziekolwiek pójdziesz
Nieważne gdzie jesteś
Nigdy nie będę daleko…
Patrzyłam na nich, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Zostawiłam swe pytania na inny dzień. Nie miałaś pojęcia, o co chciałam zapytać oraz co próbowałam powiedzieć. Obiecałaś i zawiodłaś, zostawiłaś mnie. Jesteś daleko mamo. Nawet nie wiesz, jak bardzo daleko…

5 komentarzy:

  1. Dzięki za dodanie postu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. chciałam tylko poinformować, że nastąpiła zmiana adresu w kategorii "pamiętniki" z milczenietwoich oczy na black-reaven i nowy opis "ta szara rzeczywistość, w której milczymy i nienawidzimy, a zabarwiona jest wyobraźnią, której nie dostrzegamy"

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy