sobota, 23 lutego 2013

Nowe posty (39)



Rozdział III: Jedyny trop
Stamme przełknął głośno ślinę, po czym z duszą na ramieniu przekroczył próg laboratorium. Już na wejściu uderzył go silny zapach spalenizny.
- Tato? - jękną, zdając sobie sprawę, że nawet jego cień by tego nie usłyszał. - Ojcze?!
Zero odpowiedzi. Chłopak szedł między regalami zapełnionymi po brzegi dziwnymi goglami, kołami zębatymi czy starymi, metalowymi śrubami, których nikt już nie używał. Minął wieszak obwieszony brudnymi fartuchami roboczymi i stoły kreślarskie, na których piętrzyły się ręczne projekty. Wstrzymał oddech. Miał wrażenie, że od trzynastu lat nic się tu nie zmieniło.

No. 31 — Przyjacielu!
Wiem,
jak łatwo można przegrać.
Udowadniasz,
jak łatwo można się podnieść.

7. Heart beats harder
Uniosła głowę, spoglądając na niego. Uśmiechnął się do niej tak, że po karku dziewczyny przeszedł delikatny dreszcz. Gdy składał zamówienie, kilkukrotnie złapała się na tym, że wpatruje się w jego zaróżowione wargi. Przez jej głowę, przeleciała myśl, że czasem chciałaby wejść mu do głowy, zobaczyć co tam naprawdę jest, co się dzieje gdy ją widzi.

Rozdział 2
Denerwowało ją teraz niemalże wszystko, ale nie chciała, żeby ktokolwiek to widział. Dzisiaj spotkała na korytarzu profesora Dumbledore’a.
– Panienka Figg! Co u panienki słychać?
– Wszystko dobrze, panie profesorze.
Chyba skłamała. Bynajmniej nie czuła się dobrze, ale co miała mu powiedzieć? Nie, profesorze, tak naprawdę czuję się fatalnie i najchętniej bym stąd uciekła? Nie, panie profesorze, mam wszystkiego dość, chcę umrzeć?

Rozdział 7: Śnieżnobiała pościel z wizerunkiem Buzza Astrala
Wędrowałam. Samotnie wędrowałam pomiędzy starymi uliczkami. Nic nie miało sensu. Każde drzewo, każdy człowiek wydawał się niewidzialny. Moje zeszklone oczy ukazywały jedynie smutek. Było pusto, na ulicach rzadko ułożony sznur samochodów...

Rozdział 7
Podniosła bluzkę i na swym brzuchu wykonała kilka głębokich cięć. Krew zaczęła płynąć zaskakująco szybko. Ciemnowłosa była w specyficznym amoku, szale. Kaleczyła swe ciało bez zastanowienia, ani chwili oporu.

into dust, n#15
Żyj, Adrien, żyj. Dokładnie tak, jak zawsze tego chciałeś. Udawaj. Oszukuj. Manipuluj. Broń tej małej egoistki. Czyż nie o to właśnie chodziło od samego początku? Zegar tyka. Pieprzone dwa tygodnie. Rób dobre wrażenie. Tak dobre aż wszyscy zmuszeni będą westchnąć z zachwytu i zaprzestać szukania innej prawdy.
Prawda ponoć zabija.
Amen.

Rozdział dziesiąty
Harry w pierwszej chwili patrzył na Malfoya z otwartymi ustami. Nie spodziewał się takiego gestu po Malfoy’u. Chciał mu nawet zrobić na złość i wyśmiać jego gest, ale powstrzymał się w ostatnim momencie. Co jak, co, ale mu też zależało na zaliczeniu tego testu. I właśnie do tego potrzebny był mu Regulus.

London Fashion Week: Riri's collection for RI
Modelki podczas pokazu chodziły po wybiegu przywodzącym na myśl coś a'la rusztowanie ale zbudowane w poziomie. Co przykuło moją uwagę to ultrasmukłe figury modelek. Czytałam już komentarze, że dziewczyny były zbyt chude, ale według mnie każdy zawód się z czymś wiąże i takie figury w tej branży to żadne zaskoczenie. O czym jeszcze warto wspomnieć, to że dobrą połowę modelek stanowiły modelki czarnoskóre, które świetnie, dynamicznie prezentowały sety. Pod koniec pokazu kiedy na wybieg wyszły wszystkie modelki, przyszła też Rihanna i szybko ukłoniła się widowni jak to robią projektanci i zniknęła dalej gdzieś w backstage'u.

Rozdział 7: Zdrada
Rose powoli podniosła głowę, chciała spojrzeć mu w oczy i powiedzieć cztery magiczne słowa. "To ja jestem Rose". Spojrzała najpierw na Dżi, która uśmiechnęła się do niej, a potem prosto w oczy profesora Malfoya. On również spojrzał w głąb jej oczu. Nastała chwila niezręcznej ciszy, podczas której wpatrywali się w siebie.
- Te oczy... - powiedział odsuwając się od jej stołu jak najdalej.
Nagle stało się coś dziwnego, Draco upadł, łapiąc się za lewą rękę, nieco poniżej łokcia. Zaczął krzyczeć. Podwinął rękaw płaszczu a oczom zebranych ukazało się czerwone znamię, Mroczny Znak wypalany przez Voldemorta śmierciożercom. Już teraz wiedział że to ona jest wnuczką Sami-Wiecie-Kogo.

Rozdział 19: Dawna nauka
„Za pieniądze możesz sobie kupić zegarek, ale nie czas. Za pieniądze możesz kupić łóżko, ale nie sen. Za pieniądze możesz sobie kupić dom, ale nie rodzinę. W tym domu możesz postawić kominek zdobyty dzięki pieniądzom, ale nie kupisz ludzi, którzy pomogą ci sprawić, aby ogień w tym kominku nie przestawał płonąć. Co więcej, aby ci ludzie byli iskierkami, z których złożony jest ogień. Za pieniądze możesz sobie kupić książkę, ale jesteś zbyt biedny na zakup wiedzy, bo dla wiedzy nikt nigdy nie śmiał utworzyć ceny.

Rozdział 6: Zemsta
- Nie wierzysz mi? – Wykrzyknął wzburzony – Dobrze, więc inaczej ci to udowodnię! - Żadna z nich nie zauważyła, kiedy wyciągnął krótkie ostrze z kości słoniowej, które zawsze nosił przypięte przy pasie. Spojrzał na nie i zanim zdążyły pojąć, co chce zrobić, wbił je sobie w serce. Ciszę rozdarły połączone krzyki dwóch kobiet. Krew rozprysła się im na twarze i ubrania. Niewiele myśląc, Karina podbiegła do niego i złapała zanim upadł na ziemię. Diana znalazła się przy nich chwilę później.
- Uciekaj stąd! – Rudowłosą nic już nie obchodziło. Wampirzyca mogła uciec, byleby tylko nie zbliżała się do Erica. Nie byłaby w stanie jej od niego odsunąć. A istniało ryzyko, że legenda jest prawdziwa, czyli oni faktycznie byli złączeni. A w takim wypadku nie mogła jej zabić, nie zabijając jednocześnie mężczyzny.

Rozdział dziewiętnasty
-Co tym razem? – spytałem obracając się.
-Dziękuje. – powiedziała cichutko.
-Za co? – spytałem jakbym nie wiedział. W niektórych sytuacjach za bardzo upodabniałem się do Sebastiana.
-Dziękuje ci, że mnie zabrałeś ze sobą i pozwoliłeś przeżyć najpiękniejszy dzień w całym moim życiu. – odpowiedziała a potem pocałowała mnie policzek i natychmiast odeszła zostawiając mnie zszokowanego na środku jej podwórka.

VIII
Deszcz siąpił okrutnie. Znalazł w końcu drogę między liśćmi klonu, tak, by dosięgnąć Linsona i zmoczyć go od góry do dołu. Dostrzegł dziwną zależność między intensywnością padania a kończącą się gorzałką. Był niemal cały mokry, a flaszka stała się dokuczliwie pusta. Postanowił wracać, nie skłonił go do tego ani deszcz, ani zbliżający się wieczór, była to raczej chęć wypicia jeszcze większej ilości alkoholu. Ostrożnie zsunął się z ławki, jednak nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Poślizgnął się na mokrej trawie i wpadł w rosnącą za sprawą deszczu kałużę. Zaklął niewyraźnie. Wygramolił się i z trudem, dysząc z wyczerpania, siadł z powrotem, nie myśląc już o tym, by wrócić do domu. Postanowił zostać i poczekać aż przestanie padać i nawiedzi go jako taka trzeźwość umysłu.

Rozdział trzeci
- Zawsze istnieje drugie wytłumaczenie zdarzeń z dzisiejszego Ceremoniału – rzucił Declan. - Izzy może być po prostu Żywiołakiem Ziemi. Wstrząsy tektoniczne wywołałyby fale, a pożar i wzmożony wiatr… - zawiesił dramatycznie głos, wzmacniając tym samym zaciekawienie słuchaczy jego wywodem. - Nie możemy wykluczać, że ktoś jeszcze odkrył swoją moc. Chociaż wcale w to nie wierzę i wy z pewnością również. Ta wersja nie tłumaczy tego, że kataklizmy przybrały zbyt dużą siłę jak na moce Żywiołaków, w żyłach Izzy płynęły ewidentnie strumienie czterech żywiołów, a Dary zaczęły świecić.

Rozdział piąty: Dotyk Mocy
Przerażający krzyk rozdarł milczącą noc. Mój krzyk. Pogłębiający się za każdym cięciem szponów na ciele. Głębokie rany szybko wypuściły krew, a ta powoli spływała po ciele, barwiąc oszronioną ziemię. Czułam, jak zostaję uniesiona w górę. Powietrze z płuc zaczęło uciekać, ustępując miejsca bólowi.
Ręka stwora unosiła się nade mną. Ociekała krwią. Moją krwią. Zbliżyła się do mojej twarzy i gdy tylko szpony dotknęły powiek, usłyszałam:
Niech ciemność pochłonie twoją duszę.

II Rozdział: Rozmowy
Wychodząc za Anabelle wiedziałem jakie podejmuję ryzyko. Byłem świadomy jej zaaranżowanych zaręczyn, mężczyzny, który został dla niej wybrany i teraz, prawdopodobnie, jest jej mężem. Wiedziałem o tym wszystkim. Co noc, kiedy byliśmy jeszcze w Hogwarcie, Bell wypłakiwała się z tego powodu w moje ramię. Przytuleni tak do siebie, zasypialiśmy razem i budziliśmy się. Kochaliśmy się. A ta miłość popchnęła mnie do tego, co zrobiłem. Oświadczyłem się jej, sprzeciwiając się nie tylko jej rodzinie, ale również i jej narzeczonego. Musieliśmy ponieść konsekwencje. Tylko dlaczego dopiero teraz?

Rozdział piaty: Czy chcesz byśmy dostały zawału!?
Pobiegłyśmy w stronę wyjścia z lasu. Już się nauczyłam by zawsze mieć przy sobie sztylet, więc miałam broń przy sobie. Cleo też miała, nie wiem czy zapamiętała to co mówiłam że zawsze powinno się mieczy przy sobie swoją broń, czy dlatego że kiedy byłyśmy w kuźni wybierając dla niej odpowiedni sztylet (bo chciała mieć sztylet, nie miecz) i mogła go zostawić u siebie. W każdym razie miała go przy sobie. Gdy wybiegłyśmy z lasu naszym oczom ukazał się wąż. Nie taki zwykły wąż, dziewięcio-głowy wąż.
- Hydra! - krzyknęła Cleo
A jednak mnie słuchała, chyba że już spotkała hydrę. Zamyśliłam się i o mało co potwór mnie nie spalił. Cleo osłoniła mnie swoim sztyletem który się troszkę osmolił, ale poza tym nic mu się nie stało. Podziękowałam jej i zaczęłyśmy walkę z hydrą. Ten durny wąż nie dawał sobie dojść do klatki piersiowej, jakby wiedział że od tego zależy jego życie…

Rozdział trzeci
Iwan Aleksandrowicz najzwyczajniej w świecie czuł się urażony.
To, że był młody, w żaden sposób nie upoważniało szanownego pana dyrektora do traktowania go protekcjonalnie. Nie upoważniało go to do odkładania spotkań z nim na bliżej nieokreślone kiedyś. Nie upoważniało go to do wygłoszenia mowy pełnej pretensji, kiedy Iwan Aleksandrowicz – zgodnie ze swoją wcześniejszą zapowiedzią – pojawił się w jego gabinecie w piątek o osiemnastej. I ta wątpliwej moralności dama goszcząca u dyrektora też nie miała powodu, aby wrzeszczeć tak głośno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy