sobota, 2 marca 2013

Nowe posty (40)



Rozdział 9
Rozejrzała się dookoła uważnie, wypatrując zagrożenia. Z pozoru nic nie rzucało się w oczy i wyglądało jak zawsze, ale z drugiej strony, dziewczyna wyczuwała w otoczeniu strach i mord. Spojrzała w stronę domu i aż pisnęła z przerażenia. (...) Zlustrowała otoczenie dokładnie i, ku jej uldze i radości, dostrzegła po swojej prawej stronie drewnianą altankę. Schyliła się i pobiegła szybko w stronę schronienia, łudząc się, że nikt jej nie zauważy. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. Wyjrzała przez szparę w ściance altany. Drzwi nadal były wywarzone. To nie zwiastowało nic dobrego. Skuliła się, modląc się, by napastnicy – kimkolwiek byli – nie dostrzegli jej. (...) Zerknęła znowu przez szparę, a widok, który ujrzała, sprawił, że serce jej na moment stanęło w piersi. Z domu wyszła dwójka postawnych, wysokich mężczyzn, odzianych w czarne i długie do ziemi szaty, ciągnąc za sobą parę skrępowanych ludzi. Dziewczyna z przerażeniem rozpoznała w nich swoich rodziców.

Rozdział II: Pędząc pod wiatr
Lilith zagryzła dolną wargę, przypierając dłońmi do chropowatego pnia drzewa. Jej towarzysz, odpychając jednego z napastników, zyskał na czasie. Była to jednak tylko chwila, bo zaraz drugi z nich kopnął go w bok, przez co chłopak skulił się z jękiem. Zbój przyparł do niego i własnym sztyletem poderżnął gardło.
Skryta w krzakach dziewczynka zasłoniła usta dłonią, przegryzając wargę, z której teraz zaczęła spływać strużka ciemnoczerwonej krwi. Palce od razu stały się lepkie i wilgotne. Oczy momentalnie zapiekły od łez bólu i strachu.
[...]
Stworzenie momentalnie zwróciło się w jej stronę, a dziewczynka ze strachu przestała oddychać. Wpatrywała się w nią para krwistych oczu bez źrenic. Zwierzę, jak chciała je w myślach nazywać blondwłosa, otworzyło paszczę i wydało z siebie ryk, przywodzący raczej na myśl charkotliwe wycie. Dostrzegła szablaste, pożółkłe zęby, niczym nieprzypominające kłów jakiegokolwiek ze stworzeń, jakie do tej pory widziała. Ślepia błysnęły głodem, czarny kształt zaczął obracać się w jej stronę.

Rozdział 3
- Tak, wybaczcie, że nie mamy żadnego tortu ani szampana, ale nikt się nie spodziewał – warknęła głośno.
(...)
- Myślę, że to nie będzie konieczne.
Nie wytrzymała. Bachor Lucyfera stał niedaleko niej. Bezszelestnie podniosła się ze swojego miejsca i podeszła do młodszego chłopaka. Jej ręka w zabójczym tempie pomknęła w kierunku jego policzka. Głośnie uderzenie sprawiło, iż Robert odwrócił się do nich, zaskoczony.
- Mnie brutalnie, Anita, będzie nam jeszcze potrzebny.

Rozdział dziewiąty
- Pasujecie do siebie z Styles’em. – Nie odstąpił tematu. – Potrzebował dziewczyny. – Stwierdził.
- Dlaczego tak uważasz? – Nerwowo zaczęłam stukać palcami o blat. Znów to cholerne uczucie. Ponownie ktoś stwierdza, że dobrana z nas para. Tylko po czym oni to stwierdzają?
- Zawsze uważałem go za kolesia, który nie szanuje kobiet. Jest zwykłym podrywaczem i nie potrafi powiedzieć innego komplementu niż „ dobra dupa z ciebie”. Aż nagle pojawiasz się ty, a o nie widzi po za tobą świata. – Mówił z poważnie cały czas patrząc mi się w oczy. – Z resztą nie dziwię mu się, jesteś śliczna. – Uśmiechnął się ponownie ukazując słodkie dołeczki.

Rozdział V: Spotkania
- Wątpię, żeby można było nazwać cię łatwym celem – powiedział spokojnie.
Shay, rozbawiona, wzruszyła jedynie ramionami.
- Chętnie posłałbym z tobą jednego z moich ludzi – podjął po chwili młody władca. – Niestety wszyscy mają już przydzielone zadania na jutro. Nie chciałbym, aby reszta poczuła się urażona, jeśli jeden z nich zostanie odwołany od swoich obowiązków, by jechać z tobą.
- Chyba, że ktoś miałby to potraktować jako kolejny przykry obowiązek – zauważyła kobieta z uśmiechem. – Ale oczywiście rozumiem… W takim razie wybiorę się sama. – Zamilkła. Po chwili jej twarz rozjaśniła się w radosnym uśmiechu, który mógł oznaczać jedynie, że wpadła na jakieś rozwiązanie swojego problemu. – Poproszę Ginewrę, żeby mi towarzyszyła. Z pewnością nic złego nie może się nam stać tak blisko Camelot, to po prostu ja jestem przewrażliwiona.
Kobieta podniosła się z krzesła.
- Przepraszam, że zajęłam ci niepotrzebnie twój cenny czas. Dobranoc, Wasza Wysokość.

Demony przeszłości, część 7
– Za chwilę zostanie ogłoszony wyrok. Proszę o ciszę – oznajmiła głośno, acz spokojnie Amelia. I ona stała, a obok niej nieustannie unosiło się samopiszące pióro. Minister założył okulary, podniósł dokumenty i oznajmił tubalnym głosem:
– Dnia dwudziestego trzeciego września, tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego pierwszego roku, o godzinie trzynastej, obecnych tu oskarżonych Marcusa Campbella, Christiana Rossa, Nolana Brooksa oraz Bradleya Cartera uznaje się – przerwał, chcąc najwyraźniej sprawdzić zachowanie zebranych. Dziennikarze wstrzymywali oddechy. Uduszą się, pomyślał Knot, może lepiej już to powiem.

Pergamin 07
– Oni nie są dla nas zagrożeniem, braciszku. Tu jest dobrze. Tak, jak jest. Z nimi, w nawiedzonym zamku, w Sennarille. Tak jest dobrze, też to czujesz, prawda? – szepnęła, uśmiechając się łagodnie.
Chłopak odwrócił wzrok, zaciskając zęby.
– To jeszcze nie powód, by zdradzać im całą naszą historię – zauważył, jednak z jego głosu zniknęła złość, zniknęło napięcie, posłał siostrze blady, zmęczony uśmiech.
I dziewczyna już wiedziała, że wygrała tę dyskusję.
– Nie musimy mówić im wszystkiego. Nie muszą wiedzieć o Errie. Jeszcze nie muszą. Ale… ale o tobie… – urwała, uciekając wzrokiem w bok.
Sain zmrużył oczy, Cannetille poczuła, jak na nowo się napina.
– Dobrze wiesz, że takie nerwowe sytuacje wyzwalają w tobie… złe zachowanie. Że im więcej stresu, tym większe prawdopodobieństwo, że przemiana nastąpi bez udziału księżyca. Dobrze wiesz, że bycie… bycie… – zacięła się i umilkła.
Choć nauczyła się z tym żyć, nadal ta nazwa nie potrafiła przejść jej przez gardło, nadal się tak naprawdę nie pogodziła z tym, co spotkało brata.

Rozdział XII
Sama nie wiem co mnie obudziło. Zapach kwiatów, tętniący ból głowy, przyciszone głosy pielęgniarek za ścianą, czy może swędzenie stopy. Otworzyłam oczy i głęboko wciągnęłam powietrze w płuca. Rozejrzałam się dookoła. Tak, to była ta sala, którą widziałam zeszłej nocy. Wtedy jednak nie zauważyłam tych kwiatów, a było ich mnóstwo. Na szafce obok łóżka, na mini lodówce stojącej przy drzwiach, na parapetach i na podłodze. Cała masa powstawianych w wazoniki, słoiki i butelki po wodzie mineralnej, czarnych róż. Chciałam się pozastanawiać od kogo są, pomarzyć, że od Damona, ale ból głowy skutecznie uniemożliwiał mi myślenie o czymkolwiek. Przypomniałam sobie jak wniknęłam w ciało Damona i aż jęknęłam. Teraz na pewno się tu nie pojawi. Dałam mu popalić i ogólnie rzecz biorąc zachowałam się jak zazdrosna panienka po odstawce. No cóż. Któż by pomyślał, że moralność i zahamowania w zachowaniu to zasługa ciała, a nie umysłu? Ja w każdym razie się tego nie spodziewałam.

Piąty: Więzień klejnotu
- Nie czujesz się tu jak w klatce? - pyta.
- Przeważnie tak. W tym miasteczku jest trochę, jak w zamknięciu. Raz zagościsz, a później nie potrafisz się od niego uwolnić. Może nie zawsze cieleśnie, ale myślami. To przytłacza, ale z biegiem czasu można do tego przywyknąć i pogodzić się z faktem, że tak miało być i nikt, nigdy tego nie zmieni – stwierdza, zaciskając dłonie w pięści. - Ta miejscowość robi z ludźmi co chce. Czasami mam wrażenie, że to miasteczko jest żywcem wyjęte z horroru. Trochę straszne, ale prawdziwe. Niestety.
- Przecież tu jest pięknie. To właśnie dzięki temu miejscu, otoczeniu znów zacząłem pisać – rzecze, próbując przekonać Taemina do swoich racji.
W odpowiedzi słyszy jego dźwięczny śmiech.
- Nie daj się zwieść temu sztucznemu urokowi. Z biegiem czasu wspomnisz moje słowa i zobaczysz, że miałem rację. Miasteczko to więzienie, a jezioro jest jego sercem.
- A mimo tego i tak tu przychodzisz.

Ucieczka
Znów spotkało mnie parę złych rzeczy. Starałam się dać sobie jakoś radę, ale... Cóż, szybko straciłam siłę, przestałam walczyć. Wczorajszy dzień był dla mnie szczególnie trudny, więc... Postanowiłam uciec. Szybko przypomniałam sobie o miejscu, w którym mogłam powiedzieć o wszystkim, co mnie bolało. No i oto jestem - taka sama, a zupełnie inna.

Rozdział XXX
Bez skutku próbowałam go uspokoić. Patrzyłam jednak dwojako na jego ból. Z jednej strony chciałam mu natychmiast pomóc, poruszyć niebo i ziemię! Ale z drugiej... Przecież i tak się obudzi, to tylko kwestia czasu. Co za różnica, kiedy? Głaszcząc go po policzku, czułam delikatną skórę, którą pokrywał lekki zarost, a po chwili również pot i łzy. Płakał przez sen, wzywając brata, a ja byłam w kropce. Nie wiedziałam, którą część siebie uwolnić i której pozwolić działać. Jeśli będę tego kiedyś żałować...
Uniosłam się na łokciach i przyciągnęłam głowę chłopaka do piersi. Wtulił się we mnie i objął cały czas śpiąc. Nie otworzył oczu, przestał jedynie nawoływać, aczkolwiek nie usatysfakcjonowało mnie to do końca. Położyłam się ponownie i zsunęłam w dół, abyśmy byli na równi. Niepewnie wzięłam z dłonie jego twarz i przybliżyłam się, aby po chwili złożyć na jego ustach delikatny pocałunek. Tak też zrobiłam, a po chwili spotkałam się z odzewem.

Rozdział czwarty
- W imieniu całej społeczności magicznej, kierując się przede wszystkim dobrem ogółu, Rada Magiczna postanowiła wydać wyrok, według które potępia organizację zwaną Proteus i, pod groźbą nawet kary śmierci, zakazuje magom spoufalania się z jej członkami, a już tym bardziej wstępowania w ich szeregi! Wyrok ten, spowodowany zdradą wobec Rady Magicznej, złamaniem warunków sojuszu z organizacją Speculum oraz zbytnią agresją wobec ludzi, zostanie uprawomocniony w przeciągu kolejnych czternastu dni! Srada Magiczna zamyka posiedzenie!
Pierwszy Mirza zapłakał głośno i upadł twarzą na posadzkę, tę porcelanową posadzkę, na której jeszcze przed chwilą znajdowało się morze czerwonej, obrzydliwie słodkiej, do szaleństwa słodkiej, powodującej mdłości herbaty. Teraz jednak szczeliny wypełniła krew zamieszana ze łzami, a przestrzeń wycie.

Rozdział 25: Wyznanie Dracona
Musiałam to w końcu oznajmić, aby Draco zrozumiał, co w chwili obecnej czuję. Widocznie rozmowa, którą odbyliśmy w styczniu, nic nie dała do myślenia Draconowi. Nie domyślił się, że rzeczy, które wciąż mi kupował, te suknie, biżuterię, to nic nie znaczyły, w porównaniu z tym, jeśli usłyszałabym z jego ust, że mnie kocha.
- Astorio, gdybym mówił ci te słowa, to nic by nie znaczyły – odparł.
- Ale chciałabym od czasu do czasu je usłyszeć! – oburzyłam się.
Westchnął ciężko, chowając twarz w swoje dłonie. Wiedział, że nie miał już wyboru. Musiał w końcu zebrać się i wyznać mi, czy mnie kochał, czy też nie.
- Choć, Scorpiusie, czas spać – rzekł do małego, biorąc go na ręce. – Mama i tata muszą sobie poważnie porozmawiać.
- Powodzenia w jego usypianiu – rzekłam, kiedy Draco szedł z naszym malcem do pokoju dziecinnego.

Rozdział 14
- Yo. – Usłyszała we własnej podświadomości, potworny, niski głos. – Dawno mnie nie karmiłaś.
Las przed nią zalał się czerwienią i w jednej chwili zrozumiała. To nie żaden intruz przejął panowanie nad jej ciałem. To ona. Potwór w niej siedzący – jej żądza mordu. I właśnie domagał się krwi.
- I krzyków rozpaczy niewinnych ofiar. – Dopowiedział głos.
- Czy to musi tak boleć? – Wymamrotała, wijąc się w spazmach bólu na ściółce leśnej. Wbiła paznokcie w skórę głowy, a z jej gardła wydobył się agoniczny jęk
- To zależy od ciebie. Od nas. Jesteśmy jednością. Właściwie to mnie nawet nie powinno być, sama mnie stworzyłaś, żeby jakoś odgrodzić się od tego szaleństwa.

Rozdział 14
-Słyszałam, że miałeś też problemy z rówieśnikami. – Była to prawdopodobnie kolejna plotka, którą ludzie powtarzali sobie w szkole, jednak dziewczyna i tak chciała wiedzieć. Michael wybuchnął śmiechem. Weszli akurat w pustą uliczkę, więc głos chłopaka odbił się echem.
-Moi znajomi byli… specyficzni – stwierdził po chwili. – Nie chciałabyś się znaleźć w takim towarzystwie i ja także tego żałuję. Błędy młodości często ciągną się za nami latami.
-Twoje nadal się za Tobą ciągną? – Kira chciała zapytać, jednak zabrzmiało to raczej jak stwierdzenie. Mimo to chłopak przytaknął kiwnięciem głową.
-Moja przeszłość jest jeszcze zbyt blisko. Cały czas próbuję się od niej uwolnić, jednak nie zawsze się udaje. Ludzi ocenia się po tym, co czynią. Ja robiłem rzeczy, z których nie jestem dumny i dlatego większość osób nie daje mi szansy.

Rozdział dwudziesty pierwszy
-To co? – wpadła mi słowo Tośka.
-To znów pożałujesz – wstałem, oparłem dłonie na stoliku i pochyliłem się ku niej.
-Oooo. No jestem tego bardzo ciekawa co też panicz Sebastian wymyśli – również wstała, pochyliła się ku mnie i spojrzała na mnie
-Nie chcesz wiedzieć.
-Owszem chcę – nadal się we mnie wpatrywała. Byliśmy tak blisko siebie a jednocześnie tak daleko. Nie mogłem tego dłużej znieść.
-Tsss… Myślisz, że tak łatwo ze mną wygrasz? – zakpiłem i usiadłem.
-Już dawno z tobą wygrałam – powiedziała prostując się dumnie. Arek i Diana pokładali się ze śmiechu a ja miałem ochotę przytulic Tośkę do siebie.

Rozdział V
Wtedy stało się coś dziwnego. Sasuke czuł, że zaczyna odpływać. Pytania wciąż mu zadawane stawały się coraz cichsze, stłumione przez dźwięk w jego uszach. Przymknął oczy, które szczypały od brudnej krwi, która płynęła z łuku brwiowego. Zdawało mu się, że kręci się na karuzeli i było to całkiem przyjemne, bo ból słabł i kopnięcia nie miały już takiej siły. Zdawało mu się, że nie leży na ziemi, a wisi w powietrzu nad wielką przepaścią, która ma stać się jego grobem. Spod półprzymkniętych powiek patrzył w oczy śmierci, która chciała zabrać go, łapiąc się jego zmęczenia, złamań i niezdrowej bladości. Zawsze uważał się za czło... Zawsze uważał się za wojownika silnego, który nie ulegnie byle komu i nie padnie trupem od zwykłego przesłuchania. Teraz czuł, jak bardzo się mylił. Cisza piszczała wręcz w jego uszach, które odrzucały większość dźwięków. Stało się spokojnie. Stało się cicho. Pytania mu zadawane ucichły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy