sobota, 16 marca 2013

Nowe posty (42)



20. Pierwszy mecz
- Pilnujesz podobno porządku – stwierdził Neville. - Może powinieneś sprawdzić, czy bramki stoją w równych odstępach od siebie. Poza tym, grają gospodarze, co w sumie może być dość podejrzane, nie?
- Nie przesadzaj, Longbottom. To jest quidditch, niby jak mieliby oszukiwać?
- Może tak, jak robili to Ślizgoni?
- Co ty pieprzysz, Longbottom. Kompletnie nie masz pojęcia o tej grze – oburzył się Draco.
- Dobra, uspokójcie się – zażądała Ginny, idąca pomiędzy nimi. - Każda drużyna w Hogwarcie miała swoje za uszami. No, oprócz Gryfonów, oczywiście.

2. Białe i czerwone róże
Londyn, 28.08.96
Droga, Amando.
Piszę do Ciebie cztery miesiące po Twoich szesnastych urodzinach i dokładnie szesnaście lat po narodzinach. Choć Cię nie poznałem, domyślam się, że nie jesteś już dzieckiem, tylko prawię dorosłą, młodą kobietą, która nie wie nic o tym, co zostawiła w Wielkiej Brytanii.
Zostawiłaś mnie, Amando! Razem ze swoją matką, która z kolei kilka lat później opuściła Ciebie. Ona myślała, że przeszłość można zetrzeć magiczną gumką i napisać własną… Myślała, że o Tobie zapomniałem… Nie zapomniałbym córki…
Czas, żebyśmy mogli znowu być razem. Niedługo dotrą do Ciebie pewne wieści, nie opieraj się, bo dotyczą mojej osoby. Nawet, jeżeli będziesz zbyt zszokowana lub przestraszona, żeby odpisać, wkrótce się odezwę.
Twój ojciec, Peter Pettigrew.

Demony przeszłości II Rozdział 1
– Jak myślisz, byłbym w stanie ci odmówić?
Czy byłby? Dorcas zmrużyła oczy. Podpuszcza ją? Czy ona w ogóle może mu ufać?
Nie, co za głupie myśli. Co się ze mną dzieje?
– Kobieto, czy ty wiesz, co ty ze mną robisz? – jęknął nagle Syriusz, po czym usiadł obok Dorcas. Zakrył jej dłonie swoimi. – Zbyt wiele dla mnie znaczysz, żebym pozwolił ci ruszyć samej na tę samobójczą misję.
Dorcas odetchnęła z ulgą. Nie będzie tej nocy sama. Nie, co za głupie myśli. Co się ze mną dzieje?

- Czemu ich nie zabiłeś?- zapytał Kisame gdy weszli do gabinetu Lidera.
- A jak myślisz? Czy Hyuna chciałaby z nami współpracować gdyby się dowiedziała że zabiliśmy jej przyjaciół?- Rudy popatrzył na rekina, a ten pokiwał głową że rozumie.
- Czyli ta cała walka była na pokaz?- zadał kolejne pytanie. Lider pokiwał głową. Wtedy Kisame wyszedł z gabinetu.

Wpis 17: Człowieczeństwo
Teraz byłam wolna, byłam sama, tylko ja, tylko Ginny Weasley.
Kobieta wypowiedziała hasło. Wydawało mi się, że powinnam znać każdy szczegół tego dnia, ale tak nie było. Kiedy po latach próbowałam sobie przypomnieć niektóre wydarzenia, miałam kompletną pustkę w głowie. Białe plamy zapełniały mój umysł.

XVII Więzy, tortury i podjęta decyzja
Jej oczy ślepo wpatrywały się w jeden punkt, nie mogąc pojąć, co widzą. Dopiero po chwili zrozumiała, że leży na miękkim, szmaragdowym dywanie. Uwagę przykuwały białe warkocze na jego brzegach. Pozornie nic nie znaczący szczegół najbardziej zapadł w pamięci dziewczyny.
- Zabijcie mnie – wyszeptała do jasnych frędzli.
Naprawdę pragnęła śmierci. Chciała wyjść jej naprzeciw i paść w kościste ramiona, przywitać się z nią jak z najbliższą przyjaciółką. Odczuwana męka, nie pozwalała Hermionie na inne myśli. Zresztą i tak nie miała już dla kogo żyć. Rodzice umarli. Rodzeństwa nie miała. Draco… Draco okazał się tym, za kogo zawsze go uważała. Nic się nie zmienił… Ani o jotę.

Rozdział I
- Co z Riną, Mei, Mangetsu? Chcesz ich tu zostawić? – uniosłam się lekko, mając nadzieję, że chłopak zaraz uświadomi sobie to, co powiedziałam.
- Przecież poradzą sobie – mruknął, a ja ponownie na niego spojrzałam.
- Gdyby zaszła taka potrzeba, mnie też byś zosta… - nie dane było mi skończyć, ponieważ Utakata naparł na mnie swoim ciałem, przyciskając do podłogi, a tym samym zamykając moje usta pocałunkiem, który od razu odwzajemniłam. To jak na mnie patrzy, myśląc, że tego nie widzę. To, w jaki sposób mnie dotyka, bojąc się, że mnie zrani. To wszystko i jeszcze wiele innych gestów i niewypowiedzianych słów składa się na „coś”, co nas łączy. Tylko tego ”czegoś” nikt jeszcze nie zdefiniował.
- Nigdy tak nie mów – szepnął mi prosto do ucha,, gdy się od siebie oderwaliśmy – nigdy – dodał, gdy oparł głowę na moim ramieniu.

2.2 Szklana Droga
– Nic z tego nie rozumiem – rzuciła w końcu ze złością i cisnęła gazetę na podłogę.
– Ktoś je zmieniał?
– Przecież wiesz, że każdy idzie do Komitetu.
– Sama je tutaj przywożę! – krzyknęła Elain.
– Cicho. Zapomniałaś, że nie powinnam siedzieć w tym gabinecie?
– Po prostu dziwna sytuacja. Przecież Komitet nie dopuściłby czegoś, co może wywołać burzę.
– Czytałam ten wywiad jeszcze po powrocie w teczkach. – Giselle ukryła twarz w dłoniach.
– Mogły być dwie teczki… musiały zostać podmienione.
– Nie możemy postawić takiego zarzutu. Zrozum, stałabyś się za to odpowiedzialna, a jeżeli Nowej Przyszłości byłoby to nie na rękę… przyjdą po ciebie.
– A Komitet?
– Nie bądź śmieszna. Oskarżenie Komitetu to pakowanie dłoni w pysk niedźwiedzia.
– Niebezpieczne, ale efektowne.
– Idiotyczne i bezcelowe, Elain.

Rozdział 2: W Central Parku
Kelly, chcąc nie chcąc, musiała się z tym zgodzić. Inne możliwości nie wydawały jej się być zbyt prawdopodobne, dlatego też przychyliła się do wniosków mężczyzny. Przez chwilę notowała, zastanawiając się intensywnie, po czym zaczęła spacerować w tę i z powrotem. Takie przemieszczanie się zawsze pomagało jej poukładać sobie wszystko w głowie. Riley tymczasem wciąż przyglądał jej się z lekkim zdumieniem, zapewne nie do końca rozumiejąc, dlaczego Biuro przysłało tutaj tylko jednego aurora i to w dodatku jeszcze niezbyt doświadczonego jeśli chodzi o pracę w terenie. Laurie Kelly była na to stanowczo zbyt młoda.
Kobieta zlustrowała wzrokiem podłoże, zastanawiając się, gdzie znajdował się martwy mężczyzna, zanim trafiło go zaklęcie. Ziemia alejki była tak udeptana, że nie sposób było precyzyjnie określić właściwego miejsca, ani dociec, gdzie dokładnie stał sprawca, kiedy zaatakował swoją ofiarę. Laurie wywnioskowała jednak, że odległość dzieląca nieznanego czarodzieja i jego ofiarę nie mogła wynosić więcej niż kilkanaście metrów.

Szachy
Mam dla ciebie propozycję: zagrajmy w szachy. Odmawiasz? Mnie się nie odmawia. Nie wywiniesz się kłamstwem, że nie znasz reguł tej gry. Ja doskonale wiem, iż jest inaczej. Zresztą nie interesuje mnie zbytnio twoje zdanie. Przecież partia już się rozpoczęła. Chroń króla.

Rozdział XX: Obrazy
Mieszkaliśmy pod jednym dachem i nie tylko ze sobą nie rozmawialiśmy, ale też się nie widywaliśmy. Odpowiadała na każde zadanie pytanie, ale oprócz tego nic. Nie uśmiechała się, nie kpiła, nie plątała pod nogami. Zupełnie nic. Wychodziła z domu lub siedziała w swoim pokoju. A ja ani razu nie przerwałem jej samotności. Nasze życie skupiało się wokół posiłków, tak jakbym wykrakał to swoim tekstem o wspólnej lodówce.

Rozdział 5: Zmyślony stan
Całkowicie omamieni skierowali się w stronę łazienek. Wszystko działo się tak nagle.
Jasne pomieszczenie i cichy szum wody. Trzask zamykanych drzwi. Chłodne kafelki ścienne pod plecami, potem jedno ciało na drugim. Postacie właściwie trawione podnieceniem od środka. Skóra paliła i jedynie dotyk pożądanej osoby mógł ten żar ugasić.
Drobne ciałko jednak przestało reagować. Piękne, czekoladowe oczy zamknęły się szczelnie. Niczym marionetka, której ucięto sznurki, zaczął osuwać się na jeszcze chłodniejszą posadzkę.

III Strefa Zagrożenia: 05. Nagranie
- Wiesz kim oni byli? Znasz ich? – zapytał chłopaka Johnny, lecz ten spuścił głowę w dół, gdzie jego blond włosy opadły na twarz.
- Matthew, pan cię pyta, czy ich znasz? – odezwała się do syna.
- Znam ich – powiedział cicho. – Oni są z klasy maturalnej. Inkwizycja.
- Co?! – zdziwili się, słysząc słowa nastolatka.
- Mieliśmy już z nimi problemy – odezwała się dyrektorka. – Pani McDonald, czy mogłabym panią na chwileczkę przeprosić. Niech pani zaczeka, to odwiozę panią do domu. – Kobieta kiwnęła głową, po czym jego dawna nauczycielka poprowadziła ich w głąb korytarza. – Zastraszają mi szkołę, Johnny – odezwała się, chwytając go pod ramię, co czarnowłosego nieco zdziwiło, lecz nie przejmował się już tym. – Kradną telefony i pieniądze innych uczniów. Pobili także kilkoro pierwszoroczniaków. Nie możemy sobie z nimi dać rady.
- A zgłosiła pani to na policję? – spytała Jessica.
- Zgłaszałam, ale te pobite dzieciaki nie chcą mówić. Boją się tego cholernego Inkwizytora.

Rozdział 9: "Jednak w jej sercu struna jakaś uparła się drżeć przy każdym jego spotkaniu i śpiewać jej o nim w godzinach ciszy"
-Widzę, że się nie mogłaś powstrzymać -powiedział zabawnie poruszając brwiami i znów zaczął mnie całować. Niestety musiałam to przerwać bowiem, chciałam się tyle dowiedzieć.
Odsunęłam go delikatnie i usiadłam na łóżku w znacznej odległości.
-Hej... Wiesz mam parę pytań - powiedziałam
-Tylko parę? Spodziewałem się, że będziesz chciała znać wszystko...Całą

To już koniec?
Rozmawialiśmy trochę, a w końcu zmęczeni usiedliśmy pod jednym z drzew. Żeby nie zamarznąć, wtuliłam się w Jacka. Co prawda, on sam w sobie był zimny, jednak będąc tak przytulonym, potrafi się zrobić cieplej. W pewnym momencie jakby zebrał on szron z drzewa i uformował z niego kwiat. Był piękny, nie powiem. Niestety, gdy tylko go trąciłam palcem, rozsypał się niczym śnieg. Mimo wszystko, ten gest ze strony Białowłosego niezwykle mi się spodobał.

Rozdział 4
- Chyba wiesz po co cię tu wezwałem? - warknął lodowatym tonem lider.
- Tak wiem, wiem pokryje koszty za tą ścianę.. - mruknęłam.
- Nie o to mi chodzi... - odpowiedział, a do pomieszczenia wszedł Uchiha.
- A o co? - zapytałam mrużąc oczy. Rudowłosy podał mi zdjęcie dziewczyny około mojego wieku.
- Kamira Senju jedna z popleczników Orochimaru obecnie znajduje się w Kraju Gorących Źródeł macie przyprowadzić mi ją żywą - powiedział.
- Do czego ci ona? - zapytałam marszcząc brwi, była niewysoką blondynką stwierdzając ze zdjęcia.
- To nie jest twój interes masz tylko wykonywać moje rozkazy - prychnęłam na tą odpowiedź.
- Dlaczego nam zlecasz taką bezsensowna misje równie dobrze mógł by iść po nią Tobi czy...
- Wyjść - przerwał mi, a ja mruknęłam wiązankę przekleństw pod nosem. Odwróciłam się do drzwi, a Uchihy już nie było. Pewnie wyszedł od razu z zapoznaniem się misji.

Rozdział III: Pytania i odpowiedzi
– Masz takie znajome oczy – rzekł, marszcząc brwi. – I usta także. – Wyciągnął rękę, jakby chciał dotknąć policzka Rosjanki, ale zatrzymał się w połowie drogi do jej lica. Opuścił dłoń i odwrócił się do reszty towarzyszy. Viera zauważyła, że jego spojrzenie zatrzymało się dłużej na Elenie. Potem znienacka zaatakował. Nawet wiedźma była zaskoczona, gdy przyparł ją do ściany i przytrzymywał głowę tak, by nie mogła odwrócić wzroku. Usłyszała pisk, krzyki i szuranie krzeseł, a tymczasem widziała tylko hipnotyzujące oczy Damona.

Rozdział 25
-Diana nie mogę. Wysłuchaj mnie – nalegał ale ja nie potrafiłam mu ulec.
-Po co to było to wszystko? Po co była studniówka i te wszystkie miłe słówka, no po co? – po moim policzku spłynęła łza a za nią kolejna – Nie potrzebuję twojej litości. Nic od ciebie nie potrzebuję!
-Diana… - wyszeptał tylko. Moje imię w jego ustach zmiękczyło moje serce i już miałam się poddać, ale przypomniałam sobie co mi zrobił. Wróciło logiczne myślenie.
-Nie Arek. Ty masz swoje życie, ja mam swoje. Nie mieliśmy prawa się poznać. Wracaj do swojego życia – powiedziałam spokojnym, opanowanym ale i stanowczym głosem. Odeszłam. Nie poszedł za mną. Słyszałam jak odjeżdża z piskiem opon.

16. Wielki mecz
W pewnym momencie zobaczyła na horyzoncie postać, całą czarną, która zmierzała ku niej bardzo szybko. Odruchowo zacisnęła palce na różdżce, którą miała w kieszeni, ale cały czas szła naprzód. Istota była coraz bliżej, mniej już przypominała dementora, ale i tak coś było nie tak. Po kilku minutach dostrzegła twarz Dracona Malfoya. Była bardzo zdziwiona, co musiało być widać, bo blondyn uśmiechnął się kpiącą i ironicznie puścił do niej oko. Zatrzymała się na chwilę i popatrzyła na oddalającą się osobę, po czym ruszyła dalej. Naraz pojawiło się miliona pytań: co on tu robi o tej porze? Gdzie właściwie idzie? (...) Zaczęła się bać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy