piątek, 29 marca 2013

Nowe posty (44)



Rozdział V
-Canis humi raro similis lupo nigro. -czarnowłosa kobieta przeczytała wyryty w medalionie napis. -Oto czym się staniesz, skarbie. Pamiętaj o tym. Noś go aż do pierwszej prawdziwej pełni. (...)
Głowa trupa skierowana jest w moją stronę. Zgniłozielone oczy obserwują mnie z pogardą i swego rodzaju wyższością, co absolutnie nie współgra z przerażeniem malującym się na jego twarz i krzykiem, który zamarł na sinych wargach.
Mój wzrok pada nieco niżej. Widzę podarte zabłocone ubranie nieboszczyka. Następnie dostrzegam coś błyszczącego na jego smukłym, lecz obślizgłym palcu. Po chwili stwierdzam, iż jest to złota obrączka. Facet był żonaty.
Ręce mężczyzny pokryte są ohydną zieloną mazią, przypominającą galaretkę. Musiał tu już leżeć co najmniej kilka tygodni...
Zginam się w pół i zwracam wszystko, co znajduje się w moim żołądku.

Rozdział 4
Pożegnała się z Michelem, po czym udała się do gabinetu Maxime chwiejnym krokiem. Czuła się, jednym słowem, bardzo dziwnie. Stało się to, o co by siebie wcześniej nie podejrzewała - straciła nad sobą kontrolę - i dla kogo? Dla tego denerwującego i nudnego kujona, którego tak nie lubiła. Jednak, jego usta, jego dłonie i głębokie, gorące pocałunki na dachu, pod październikowym niebem, szumiały jej teraz w głowie. Przedtem z nikim się nie całowała i nikogo nie kochała. Mimo wszystko, wiedziała, że nadal nie potrafi kochać...

Rozdział 12: Czarna Mgła
Następne nazwiska przyszły mu z łatwością, ponieważ nikogo bezpośrednio nie znał, jedynie ze starć Quidditcha. Gdy napisał ostatnie zdanie, zamknął dziennik, szybko po sobie posprzątał i czym prędzej powrócił do Wielkiej Sali. Zauważył tam istne piekło, które rozprzestrzeniło się po całym pomieszczeniu. Wszystkie dekoracje zostały doszczętnie zniszczone. Walka wciąż się toczyła. Nie sądził, że aurorzy nie dadzą sobie rady z czterema nastolatkami. To, co ich opętało, musiało być związane z czarną magią. Większość sali zabezpieczona była ochronnymi zaklęciami, aby nie zraniło pozostałych uczniów w czasie walki z nieznanym zjawiskiem.
- Scorpius, gdzie się podziewałeś? – usłyszał zrozpaczoną matkę. Odwrócił się, a ku nim kroczyli jego rodzicielka, ciotka oraz przyjaciele. Na ich twarzach zobaczył zmęczenie i ulgę. Blondyn jednak nie odpowiedział na zadane mu pytanie, spojrzał jedynie na swój zegarek, który nosił na lewym nadgarstku.
„Jeszcze dwadzieścia sekund” – pomyślał w duchu. Parzył na poruszające się wskazówki i odliczał w pamięci każdą sekundę. A gdy doliczył się ostatniej, podniósł wzrok.

Rozdział drugi
Siedząc na monotonnej lekcji profesora Delko, wierciłam się co chwilę na niewygodnym krześle. Spoglądałam raz po raz na nauczyciela, aby następnie przenieść wzrok na okno. Obserwowałam powolną wędrówkę kropel po szybie. Tworzyły kręte dróżki, znane tylko dla nich. W pewnym sensie było to piękne. Stwarzały wrażenie obojętności, nic nie wyrażającej, kamiennej twarzy. Po prostu płyną. Płyną, bo muszą. Podobnie jest z ludzkim życiem. Człowiek rodzi się, a następnie przebywa wyznaczoną dla niego drogę.

Smok wschodni
Smok wschodni, nazywany także longiem (chiń. „smok”), wywodzi się z Chin, skąd wyemigrował do innych części Azji. Badacze historii dopatrują się początków jego legendy w odnajdywanych na pustyni Gobi gigantycznych kościach dinozaurów, dzięki którym w mentalności Chińczyków zakorzeniło się przekonanie, jakoby smoki były pierwotnymi mieszkańcami tamtejszych ziem oraz ich pierwszymi cesarzami. Zapewne dlatego wielu z nich określa samych siebie jako „Potomków Smoka”.

Rozdział 6
- Jaki jest twój problem, do jasnej cholery? – syknęła druga osoba. – Kurwa mać, przecież wiesz, że to się nie powinno stać!
- Ale stało się . Nie zmienisz tego, Louis! – warknął Harry. Dopiero teraz Amy go rozpoznała. Kiedy jego głos stał się stanowczy i z naciskiem wypowiadał każde słowo.
- Jesteś pijany – odpowiedział lekceważąco Louis.
- Nie pierdol – warknął młodszy chłopak. – Ty też jesteś pijany. Z resztą pijany czy nie… - warknął Harry, jednak niedane było mu dokończyć, gdyż rozmowę przerwał im wrzask Liama, który został wybudzony z błogiego snu:
- Czy możecie, do jasnej, cholery obaj zamknąć jadaczki? Ja tu próbuję spać, Boże! – jęknął i zatrzasnął drzwi od swojej sypialni.
Po słowach zdenerwowanego szatyna, rozmowa między Harrym, a Louisem się zakończyła. Ciemnowłosa jeszcze przez chwilę siedziała nieruchomo, raz po raz analizując ich słowa.
O co chodziło?

SasukuSasuku II
Gdy przerzuciłem swój wzrok na Sakurę, ta ruszyła w stronę Larwy, która nadal bezradnie siedziała w błocie po pas, co chwilę powtarzając moje imię. Schyliła się do niej i szepnęła coś na ucho. Mina Rudej zrzedła, a Haruno oddaliła się od niej z cwaniackim uśmieszkiem na ustach.
- Maaashi-kuuuun! – kolejny pisk przeszył powietrze, przyprawiając mnie o głęboką irytację. Już chciałem coś powiedzieć, gdy…
- Tak, kochanie? – ku mojemu zdumieniu Harashi właśnie … wyskoczył zza krzaków i podpełznął do Karin. W sumie to zastanawiam się, dlaczego nasz drużynowy pedał nagle przerzucił się na Rudą. Nie, żebym narzekał, czy coś, ale z tego co wiem, to jest on gejem, a z moich informacji wynika, że Karin jest dziewczyną, co wewnętrznie się kłóci. A to podobno kobiety są skomplikowane. A jeśli Mashi nie jest mężczyzną?!
- Znajdź mi okularyyyyy – wyglądali przesłodko, aż do porzygu. Dwójka ciot, klęczących po pas w błocie, mizdrzących się do siebie. Szczyt marzeń…

24. Tata
Sandra westchnęła tylko i, gdy Aleks pożegnał się ze Sławkiem, poszła za brunetem. W przedpokoju zatrzymał ją w pół kroku, chwytając za przedramię i odwracając w swoją stronę. Pocałował ją mocno, aż na moment straciła oddech. Potrafił ją zaskoczyć, chociaż mogła się domyślić, dlaczego chciał, aby go odprowadziła. Kiedy poczuła, że odrywa swoje wargi, wspięła się na palce, by nie pozwolić mu uciec jeszcze przez krótką chwilę. Doskonale zdawała sobie sprawę, że najwcześniej zobaczy go dopiero jutro, dlatego chciała wziąć sobie pocałunków jak najwięcej, jakby na zapas.

Rozdział czwarty
- Majewska, masz zadanie! – upomniała mnie nauczycielka.
- Nie robię, nie umiem, nie chcę – odparłam, wzruszając ramionami. Młynarczyk już otwierała usta, kiedy spadł na nas deszcz. Deszcz szkła. Jedna z tysiąca wielkich szyb poszła z trzaskiem. Dziewczyny piszczały, chłopcy patrzeli oniemiali na swoje podrapane ciała. Dżaki przeklinała pod nosem, a Mikołaj z Kubą… Nie było ich. Błagałam, modliłam się w duchu, żeby to ktoś inny rozwalił tę szybę, nie oni.

Otwórzmy swe kubki smakowe
Smak pierwszego jest niesamowity- na początku piekielnie ostry, ale później język się przyzwyczaja i dopiero można spokojnie zjeść. Kiedy kupiłam po raz pierwszy zupkę krewetkową (bo tym razem zrobiłam to świadomie) i zadowoleniem zrobiłam sobie w miseczce, nie byłam świadoma, co mnie czeka. Kiedy zjadłam pierwszą łyżkę, mój przełyk chciał opuścić swoje normalnie miejsce i wziąć prysznic. Na szczęście nic takiego stać się nie mogło, więc szybko musiałam znaleźć butelkę wody i kontynuować obiad.
To nic nie dało.
Ale przecież nie można dać się pokonać zupce z Tajlandii!
Wtedy musiałam sięgnąć po ostatnią deskę ratunku. To był mój pierwszy raz, kiedy zupę z makaronem zagryzałam bułką… ale podziałało! Kosmiczne doświadczenie.
Później na tapetę poszły napoje. Pośród zielonych herbat i soków aloesowych dopatrzyłam się napoju, którego nie potrafiłam połączyć z czymkolwiek co znałam. Albowiem był to napój z Tamaryndowca.
Yyy… czego? No właśnie! I o to chodzi!...

3. Hell
To kłamstwo. Żadna śmierć nie prowadzi do zbawienia. Żadna modlitwa cię nie ocali. Nie daj się oszukać. Zrozum, że nasze życie zostało już zaplanowane. Jesteśmy tylko pionkami w Wielkiej Grze. Grze, o której istnieniu nie mamy pojęcia, w której nie mamy prawa głosu. Bezsilność to jedyne, co nam pozostaje.

Rozdział 9
Zawiadomienie jakie otrzymał od S.A.W.M. zaniepokoiło go. Wszystko wskazuje na to, że w Warszawie wykryto moc podobną do tej, jaka pojawiła się, gdy w Gabrieli przebudził się talent magiczny. Jednakże tym razem były doniesienia o dwóch ośrodkach mocy, co świadczyło o tym, że mogło pojawić się dwóch nieszkolonych magów.

Rozdział 6
Nasze twarzy były oddale od siebie o milimetry, nie wiem co mnie podkusiło ale gdy zobaczyłam jego usta tak blisko moich, odruchowo wysunęłam koniuszek języka i dotknęłam jego dolnej wargi, przejechałam po niej od jednego kącika do drugiego.
- Igrasz z ogniem.- Moją twarz owinął jego gorący oddech.
- I co z tego?- wyszeptałam z zadziornym uśmiechem.
- Będziesz tego żałować- dodał.
- Mam to gdzieś, i tak poluje na mnie dwóch facetów, jeden z nich to ten seksowniejszy i gorętszy. Czemu nie mam z tego skorzystać?- spytałam, przyciągając go bliżej siebie.

Rozdział IX
- Przyprowadziliście ich? – spytał władczym głosem Alezort, słysząc, jak do pomieszczenia weszło parę osób.
Od razu wiedział, że to na pewno ta trójka wampirów, którą posłał na misję – jako bóg potrafił zajrzeć w przyszłość i zawczasu wiedzieć o wizycie. Niestety, mógł to zrobić tylko w Piekle; sceny z ziemi nie pojawiały się w jego umyśle.
Blady mężczyzna o szkarłatnych oczach zwany Doremianem otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, lecz bóg ze złością machnął ręką, uciszając go.
- Wiem – warknął rozeźlonym głosem. – Nie macie ich. Obserwowałem was, jak tylko z powrotem tutaj się pojawiliście. A to był błąd.
- Panie... Ojcze... – wyjąkał Doremian, padając przed nim płazem. Ustami prawie całował dywan.
- Mówiłem wyraźnie – cedził z wściekłością, ignorując słowa wampira – żebyście nie pojawiali się, jeśli ich nie złapiecie. – Odwrócił się, patrząc z wyraźną pogardą na płożących się mężczyzn. Zero godności, pomyślał.
- Ojcze... – Doremian spojrzał ze strachem na boga, upewniając się, czy ten pozwoli mu mówić.

VERUME: Rozdział trzeci
- Miałeś ją tylko zabrać, a nie rozszarpywać jej współlokatorkę na kawałki! – Uderzył pięścią w ścianę, próbując rozładować negatywne emocje, lecz wściekłość wciąż rozpierała go od środka. Jego oczy momentalnie przybrały kolor głębokiej czerni, a wtedy uczucia wzięły górę nad człowieczeństwem. – Ostatni raz po was sprzątam, bezmózgie sługusy! – wykrzyknął po raz ostatni i podszedł do przeszklonej gabloty, otwierając ją, by zyskać w ten sposób bezpośredni dostęp do metalowego gwizdka. – A ty będziesz wiadomością dla swoich braci, że moje rozkazy wykonuje się, jak należy.

„Numery. Czas uciekać” – Rachel Ward
Lubię się dzielić, zwłaszcza czymś dobrym. Dobra książka, jak powszechnie wiadomo, zła nie jest, dlatego zaryzykowałam i wzięłam się w garść, by ponownie rozruszać ante-somno. Jak mi pójdzie? Jeszcze nie wiem, ale potrzebuję wsparcia, dlatego też przedstawiam "Numery. Czas uciekać" i jestem ciekawa efektu.

Rozdział 28
Co on sobie w ogóle wyobrażał? Traktował mnie jakbym była jego własnością, choć dobrze wiedział, że nie dam sobą pomiatać. Nie mógł mi rozkazywać. Wszystko było dobrze, dopóki ni stąd ni zowąd pojawił się Wiktor. Na jego widok serce omal mi nie wyskoczyło. Wrócił. Moja pierwsza prawdziwa miłość wróciła w momencie kiedy postanowiłam dać szansę Sebastianowi. W jednej chwili wszystko się posypało. Wszystko to, co do tej pory układałam i próbowałam złożyć w całość, rozsypało się w jednej sekundzie. Rozsypało się w momencie gdy wrócił Wiktor. Całe uczucia, które żywiłam do Sebastiana przyćmiło uczucie do Bruneta. Seba to dostrzegł. On wiedział, że nigdy nie przestałam kochać Bruneta.

Rozdział 12
Nie sposób opisać jaki strach opadł nagle na cały Hogwart. Fioletowe, zielone błyski, krzyki, dym. Znowu wszystko, co odbudowano od ostatniej bitwy nagle znów runęło. Całe moje dotychczasowe życie, mury tego zamku... Wszystko to obróciło się w proch.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy