sobota, 6 kwietnia 2013

Nowe posty (45)



Rozdział III
Po mojej prawej biegła Rina, a z lewej Raiga Kurosuki – dość znany w Kiri ninja. Potężny, władczy i nie posiadający żadnych zasad. Towarzystwo marzenie. Przemieszczaliśmy się w milczeniu. Każdy zajęty był sobą i nie miał ochoty wdawania się w jakiekolwiek konwersacje. Słońce dopiero wschodziło, tworząc na niebie przepiękną, pomarańczowo-żółtą łunę. Chłód nie doskwierał mi już tak, jak kilka godzin temu, a jedyne co mnie irytowało to przemoczony but. Muszę pamiętać, aby go wysuszyć na postoju, bo inaczej cienko widzę moją dalszą wędrówkę…
Biegliśmy przez Las Cieni. Nazwany tak został nie bez powodu. Mnóstwo drzew tworzy mnóstwo cieni – to część logiczna tej zagadki. Do tego mieszkają tu dziwne zwierzęta. Z reguły wszystkie specjalizują się w wydawaniu różnorodnych odgłosów oraz specyficznym, krótkotrwałym genjutsu. To niebezpieczne miejsce, w które nikt o zdrowych zmysłach nie zapuszcza się samemu. My jednak tak liczną grupą, teoretycznie powinnyśmy być bezpieczni.

Rozdział drugi
Obcasy długich butów mocno uderzają o posadzkę, głucho miarowo jak serce dudniące w piersi. Ponura uliczka na obrzeżach Nowego Jorku wiedzie przez półmrok. Po obu stronach ciemnego zaułka, pod kamiennymi ścianami, wszędzie były porozstawiane śmietniki. Gdzie, nie gadzie było słychać pomruki kotów walczących o kawałek jedzenia.
- Fuj, obrzydlistwo. Dlaczego akurat wybrał to miejsce.- Kobieta nie mogąc się powstrzymać zaczęła patrzeć tylko przed siebie.
Całość oświetlał księżyc. To tylko on był światkiem spotkania, gdzie odbędzie się w starej opuszczonej fabryce.

Rozdział VII
- Zastanawiałem się, jak długo będę musiał na ciebie czekać, Wasza Wysokość – powiedział nie racząc nawet podnieść się z krzesła. – Ciemność jest nużąca. Szczególnie wtedy, kiedy człowiek jest w tej ciemności sam.
- Nie filozofuj mi tutaj, proszę – rzuciła ostrzegawczo. – Jeśli miałabym ochotę słuchać gładkich frazesów zostałabym na zamku. Co robisz z Elathą w Camelot?
- Jak zwykle rzeczowa, prawda?
Jorah podniósł z blatu stołu sztylet i zaczął bawić się ostrzem przerzucając je z dłoni do dłoni.
- Ktoś z nas musi być – zauważyła westchnąwszy ciężko. - Odpowiesz?
Mężczyzna podniósł na nią wzrok i otaksował ją spojrzeniem. Czuła się wyjątkowo niekomfortowo pod naporem siły kryjącej się w jego oczach. Bała się, że jak zwykle, z dziecinną łatwością, zda sobie sprawę ze wszystkiego, co ją trapi. Tak, jak robił to jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy ćwiczyła z nim w Isle.
- Przyjechałem do ciebie – podjął po dłuższej chwili z wyraźną niechęcią.

04. „ale nim wstanie świt po cichu powiesz że było warto.”
Spojrzała w jego niebieskie oczy. Rozpoznała go bez najmniejszego problemu. W jednej krótkiej chwili przez jej myśli przewinęło się dokładnie wszystko co wydarzyło się między nimi tamtej nocy. Miała wrażenie jakby było to zaledwie wczoraj, a nie kilka miesięcy temu. Poczuła się tak jakby zdradziła Mateusza, a przecież nie mogła tego zrobić, bo wtedy jeszcze go nawet nie znała.
-Musiałeś mnie z kimś pomylić – musiała skłamać.

Rozdział 3: On
W otwartych drzwiach do szatni Gryfonów stoi wysoka postać, ubrana w czarny płaszcz, na głowie ma ciemny kapelusz z niezbyt szerokim rondem, a w dłoniach otulonych skórzanymi rękawiczkami trzyma białą różę. Mężczyzna, jak szybko orientuję się po jego posturze, gładzi delikatnie palcem płatki kwiatu. Mrużę oczy, chcąc przypatrzeć się nieznajomemu.
Skąd on w ogóle się tu wziął?
Dostrzegam znajome rysy twarzy, kształt nosa, ciemny zarost na brodzie i policzkach, charakterystyczny uśmiech wykrzywiający usta...
Zatrzymuję się gwałtownie, stając jak wryty.
Do moich nozdrzy momentalnie dociera mocny, kwiatowy zapach.
Syriusz.

01.   Nocny koszmar
Żadne z nich nie zdążyło zareagować. Berło rozbłysło na dziwny zgniły odcień zielonego. Telonechowi przeszło przez myśl, że klątwa to nic dobrego. W ciągu dwóch tygodni on, jego rodzeństwo i wszyscy ludzie, których kiedykolwiek spotkał będą martwi.
Zazwyczaj w takich chwilach pojawiały się przed oczami najważniejsze osoby. Sam nie wiedział, czemu, ale zobaczył to małe dziecko, dziecko trzymane na rekach przez młodą dziewczynę, którą spotkał tylko raz dziesięć miesięcy temu. Wiedział, że nie będzie mu dane już zobaczyć ani dziewczynki, ani Kyreny. Gdy zgniłe światło przybrało na sile tak, że nie było widać oprócz niego nic innego, do jego uszu dobiegł krzyk, który należał do jego matki. Wtedy też pośród tej zgnilizny zobaczył małe jasne światełko. Potem nastała ciemność.

Rozdział 4: Kocham cię najbardziej na świecie
-Cześć tato – przywitałam się niepewnie i spojrzałam na zdjęcie wiszące obok imienia i nazwiska. Wyciągnęłam wcześnie zakupiony znicz i zapałki. Odpaliłam go i położyłam na marmurowym blacie nagrobka.
W ciągu jednego dnia już drugi raz nie wiedziałam co powiedzieć, od czego zacząć. Usiadłam na schodku i zatopiłam twarz w dłoniach. Momentalnie łzy zaczęły napływać mi do oczu. Poczułam siłę i jednocześnie potrzebę wypłakania wszystkich swoich żali, pretensji, a także słów, których nie zdążyłam Mu powiedzieć.

Chapter  IV
-Nie odchodź, proszę zostań - powiedziała zachrypłym i z ciszonym głosem. Podszedł do łóżka i położył się obok nastolatki, a ta przykryła go ciepłym kocykiem. Położyła się na jego barku i spojrzała mu w oczy. -Chciałabym żeby zawsze tak było.
-Nie martw się zawsze tak będzie - przekręcił się w jej stronę i ucałował jej rozgrzane czoło - Mam taką nadzieję - wyszeptał w czubek głowy niebieskookiej. Przymknęła oczy i próbowała usnąć. Jego bliskość nie dawała jej spokoju. Otworzyła oczy i spojrzała na Parsons'a. Właśnie w tej chwili szybkim sposobem chłopak zamknął oczy. Udawał że już dawno usnął. Tak samo jak Natalie bliskość drugiej osoby nie dawała mu zasnąć. Chciał żeby była bezpieczna. Po chwili poczuł że ktoś muska jego policzek. Wiedział że to ona, ale nie ważył się otworzyć oczu. W środku był uradowany jak mały straszny potwór (czyt.dziecko). Skakał ze szczęścia, ale na zewnątrz tego nie okazywał.

Upadła Nike (VII)
– A więc o niego chodzi – stwierdziła ze smutkiem. – Może nie powinnam tego mówić, ale... spróbuj ostatni raz – zaproponowała kobieta. Victoria spojrzała na nią zdziwiona, jednak Maritt nie żartowała. Brunetka podeszła do barierki schodów, wychyliła się i wtedy chłopak spojrzał jej w oczy.
– Chance, może zabierzesz mnie na koncert?

Rozdział 7
Dorosła panna i jeszcze boi się ciemności? – naśmiewał się ze mnie Bradley, gdy w końcu zwierzyłam się mu z moich dziwnych spostrzeżeń. Wiedziałam z jego oczu, że nie uznał mnie za wariatkę, jednak nie mógł powstrzymać się od jakiegoś komentarza.
- Nie o to mi chodzi! – mruknęłam, udając frustrację. – Po prostu nie rozumiem, jak Ślizgoni mogą tam wytrzymywać.
I to nocą – dodałam ze zgrozą w myślach, nie mogąc zapomnieć niewyraźnych konturów prześladującego mnie widma.

Part 2
Postukiwał delikatnie w metalowe struny gitary, równocześnie błądząc nieprzytomnym wzrokiem po salonie. Nie starał skupić się na niczym konkretnym; przez jego umysł przetaczała się fala bezsensownych myśli.
Może to właśnie nimi usiłował zagłuszyć cichy jęk, jaki wydawała jego dusza?
Co pewien czas zatrzymywał zmęczone oczy na pojedynczych przedmiotach w pokoju. Rzeczy mniejsze i większe, wielkością nieadekwatne do swojego znaczenia. Zdjęcia w ramkach poustawiane schludnie na drewnianych półkach, stały tuż obok licznych pamiątek z miejsc, gdzie dotychczas grali. Pierwszy album; pierwsza trasa. Na myśl o zbliżających się występach, grymas mimowolnie pojawił się na jego twarzy. Z niewidomych przyczyn koncerty nie dawały mu już takiej radości, jak półtora roku temu. Codziennie powtarzanie sobie, że właśnie taki żywot sobie wymarzył, nie przynosiło już większych skutków. Okłamując siebie każdego dnia, w rezultacie nie mógł już z czystym sumieniem przyznać, że podobało mu się to co robił. Życie zdawało się być tylko jednym, nieprzyjemnym zgrzytem, kiedyś mającym zgasnąć niczym płomień pod wodą.

Nowy Strażnik
- Nie będę cię zmuszał ani nalegał, ale... pogadaj z nim. - Popatrzyłam chwilkę na niego.
- Niech ci będzie... - rzuciłam. Nastolatek uśmiechnął się szeroko i wrócił do reszty Strażników. Ja spojrzałam na błękitną tarczę nieba. - No i co? Jestem tutaj, bo, zdaje się, ty tak chciałeś. Tylko pytanie: po co? Jestem... człowiekiem. Zwykłym, niewyróżniającym się z tłumu człowiekiem. O co Ci więc chodzi? - Ostatnie pytanie zabrzmiało już bardziej rozpaczliwie.

Rozdział 13
Mogą mnie spalić, wygonić z Volterry czy co tam sobie chcą. Nic mnie już nie obchodzi. Weszła do swojej komnaty i usiadłam na łóżku. Poczekam, aż oprzytomnieją i przyjdą mnie spalić.
Czekałam pół godziny, i ktoś wszedł do mojej komnaty. Już myślałam, że Kajusz wysłał kogoś do zniszczenia mnie, ale to był Alec.
- Czemu to zrobiłaś? - spytał.
- A czemu nie? - odparłam obojętnie. - I co zrobił Kajusz?

Rozdział 16
Kocham go od kiedy jeszcze byliśmy dziećmi. A on zdaje się przyjmować to do wiadomości tylko kiedy mu to pasuje. – Jej głos przesiąknięty był goryczą i smutkiem. – Pieprzymy się kiedy potrzebuje wyluzowania, szepcze słodkie słówka jak ma dobry humor, a gdy coś idzie nie po jego myśli odcina się ode mnie. Wyładowuje wszystkie swoje żałosne frustracje, a potem każe się wynosić i nie przeszkadzać.

Rozdział 6: Gwiazdka z nieba
Naiwnie wierzył, że to tylko sen – długi, przerażający koszmar, że jak tylko tu przyjdzie zaraz się obudzi i będzie jak z lat dzieciństwa. Trzej bracia z marzeniami jak stąd do krańca świata, że nikt ich nie zatrzyma, ale…
— Nawet jeśli szukałbym w głębinach najbardziej odległych mórz… Możemy się już nigdy nie spotkać, prawda?
Oblizał usta. Były słone, dokładnie jak woda, która go otaczała.

Rozdział IV
Ktoś załomotał w drzwi i nie czekając na odpowiedź wparował do środka.
– No ja pierdolę… – skomentował Randy, patrząc na moją zieloną twarz. – Wystarczy, że mnie braknie na chwilę i już tu umieracie.
Podszedł do mnie i złapał za podbródek, przyglądając mi się z bliska, po czym wzdychając, sięgnął do swojej torby, z którą niemal nigdy się nie rozstawał i wyciągnął mały, przezroczysty flakonik. Zauważyłam, że wciąż ma na sobie podróżny płaszcz, zanim odchylił mi głowę do tyłu, wkrapiając coś do oczu.
– To kto cię tak urządził? – zamknął buteleczkę, wracając do przeszukiwania swoich rzeczy.
– Nikt.
Przerwał wywalanie zawartości torby na pościel, żeby rzucić mi pełne ironicznego zdziwienia spojrzenie.
– No dobra, sama się tak załatwiłam – skorygowałam, mrugając szybko oczyma. –Przewróciłam się…
– Dziewczyno, ile razy ci mówiłem, że przy twojej dozie zaradności i niebywale zrównoważonym zmyśle równowagi, nie powinnaś wychodzić z płytowej zbroi.

Rozdział V: Czas podjąć ryzyko
Jej wzrok prześlizgiwał się po całym biurku. Zatrzymał się na białej, kartonowej wizytówce. Klara sięgnęła po nią i obracając w dłoniach, przyglądała się jej. Minęło już trzy dni, a ona wciąż nie zdecydowała, co ma robić. Z jednej strony, kobieta mogła się okazać terrorystką, wariatką albo seryjną morderczynią. Ale z drugiej... Kto tak po prostu znika?! To pytanie wciąż nurtowało ją. Nie mogła tego zrozumieć.
Westchnęła zirytowana samą sobą. Nigdy nie była tchórzem. Nauczyła się stawiać czoła problemom i dziwnym... przypadkom. Dlatego własna niepewność, drażniła i złościła ją. Od dłuższej chwili wpatrywała się w telefon. Chwycona impulsem, sięgnęła po niego i wykręciła numer. Zawsze może się rozłączyć.
Czekała kilka sygnałów. Wreszcie usłyszała znany, kobiecy głos.
- Nie sądziłam, że będę musiała tak długo na ciebie czekać. Wahanie jest do ciebie całkowicie niepodobne Klaro

Rozdział I
Światła wszystkich wozów błyskały zawzięcie przyciągając coraz większe rzesze gapiów. Przemykając wzorkiem po rosnącym za policyjną taśmą tłumie, Yennefer zdała sobie sprawę z tego, że większość z nich ma na sobie kurtki w pośpiechu zarzucone na nocne koszule.
Zegarek, który miała na przegubie, wskazywał czwartą.
- Pasożyty – warknęła pod nosem sama do siebie.
- Nic na to nie poradzisz – westchnęła Jasmine, która usłyszała wypowiedź siostry. – Z tego gapiostwa tylko tyle dobrego, że być może stoi tam zabójca. Powiedz mi, co widziałaś.
Yen wzruszyła ramionami.
- Nic nie widziałam. Zadzwoniłam na policje i zgłosiłam, że znalazłam ciało.
- Jesteś pewna, że nie widziałaś nikogo w okolicy?
- Nie, Jasmine. Nie widziałam.
- Nie ułatwiasz mi zadania.
- Jakbym mogła, to bym ci ułatwiła. Wiadomo chociaż, kto to jest? – zapytała skinąwszy głowa w kierunku karetki.
- Nie. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów.
- Mogę iść do domu?
- Tak. Pewnie. Idź. Jak coś, zadzwonię do ciebie.
Yennefer zsunęła się z maski radiowozu i przemknąwszy się pod policyjną taśmą zaczęła mozolnie przedzierać się przez tłum gapiów.

07. Niczym feniks z popiołów cz.1.
– Zapomniałaś o mnie czy już po prostu nie chcesz pamiętać? – miękko zapytał ktoś znajdujący się za nią.
Poczuła delikatny dotyk na swoim ramieniu i mimowolnie przymknęła oczy. Znała doskonale tę osobę, która w tym momencie stała za nią i nawiązywała rozmowę, jednak dziewczyna dalej nie chciała się obudzić. Sytuacja wydawała jej się nierealna i całkowicie pozbawiona sensu.
– Ty nie żyjesz – szepnęła cicho i rozchyliła powieki.
(…)
– Tak, ja nie żyję – odparł spokojnie na jej stwierdzenie, śledząc uważnie każdy jej ruch. Jego twarzy nie wyrażała żadnych emocji, a dziewczyna czuła się jak na jakimś przesłuchaniu.

Rozdział 17
To co powiedział potem Embry sprawiło, że poczułam ból.
-Nicol chodźmy stąd, nie wytrzymam już z nią.
Przedtem wpatrywał się we mnie z uwagą, a ja ze strachu unikałam jego spojrzenia.
Nicol także spojrzała na brata ze zdziwieniem, nic nie rozumiejąc. Jasper zachował całkowity spokój i po raz pierwszy poczułam do niego obrzydzenie. Jak on tak mógł?! Embry, mój najlepszy przyjaciel mówi, że ze mną nie wytrzyma, a on sobie stoi. Zimny, kompletnie bezuczuciowy marmur.

4 komentarze:

  1. :*

    Dzięki za pracę jaką w to wkładasz, służy niepomiernie nam wszystkim ;) Ależ przywaliłam z patosu. No, ale taka prawda w sumie, no co ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam!
    Mam pytanie. Zgłosiłam się do katalogu, ale moje zgłoszenie zostało usunięte, a nie zostałam dodana do spisu. Czy złamałam jakiś punkt regulaminu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Punkt piętnasty.
      Oczywiście można zgłosić się poprawnie ponownie.

      Usuń

Obserwatorzy