sobota, 4 maja 2013

Nowe posty (49)

2. Zamieszanie w ministerstwie
Tym razem to Ginny pierwsza odzyskała panowanie nad sobą. Chwyciła Malfoya za rękę i zaczęła biec przed siebie, skutecznie odbijając zaklęcia rozbrajające.
- Zablokować kominki!
Kobieta odepchnęła od siebie wysokiego, szczupłego mężczyznę. Osobnik zatoczył się niebezpiecznie i skołowany upadł na posadzkę. Ich spojrzenia spotkały się na kilka sekund i wtedy zrozumiała, że ma do czynienia ze swoim ojcem. Chciała się zatrzymać, pomóc mu jakoś, ale Draco z całej siły pociągnął ja za rękę.

3. Cainteanna Cosc Iomlán
– Prawdę mówiąc, nie sądziłem, że przyjdziesz. – rzekł smok, patrząc z ukosa na Julię. – Nie podoba mi się, że nosisz ten strój.. Pachnie krwią. I śmiercią.
– Spostrzegawczy jesteś. – burknęła. – Nie mam nic lepszego, w co mogłabym się ubrać.
Nastąpiła chwila ciszy. Z nozdrzy Danned'a wydobył się niebieskawy dym.
– Chodź za mną. – powiedział i zgrabnie odwrócił się, ale Julia musiała odskoczyć, by nie zostać powalona na ziemię jego ciężkim ogonem zakończonym strzałką. Posłusznie podążała jego śladami, co jakiś czas kierując się jedynie dźwiękiem, jaki wydawał grunt pod naciskiem smoczych łap. Wreszcie zobaczyła jego ślepia, ale nie była to jedyna rzecz wyróżniająca się na tle nocy. Wystąpiła naprzód i z jej gardła wydobył się zduszony okrzyk.

Rozdział V: Czasem Za Swe Czyny Płacimy Wysoką Cenę
Ostry smród uderzył jej w nozdrza. Machinalnie wstrzymała oddech i zatkała nos. Po chwili uświadomiła sobie jednak, że tak nic nie zdziała. Postanowiła wytrzymać w tych okropnych warunkach.
- Rose! – krzyknęła. Nikt jednak jej nie odpowiedział. W tym samym momencie usłyszała odgłos zamykanych drzwi. Światło zgasło.
- Petrificus Totalus! – krzyknął ktoś jadowitym głosem. Dziewczyna upadła jak kłoda na podłogę. Nie mogła wykonać ruchu. Pierwszy raz w życiu była naprawdę przerażona.

Epilog
Przypomniałam sobie, jak bardzo Cię kochałam, gdy byłeś jeszcze w moim łonie. Pokochałam Cię od samego początku. Potem, gdy po raz pierwszy mogliśmy na Ciebie spojrzeć, pierwszy swój wzrok skierowałeś prosto na tatusia, a po jakimś czasie na mnie. Twoje oczęta mówiły: „Cześć, jestem tutaj!”.
[...]
Ojcowie i synowie powinni rozmawiać z sobą częściej. Wielu z nas boi się okazywać swoje uczucia. Nie chcę jednak, by coś takiego zaszło między nami! Zawsze chciałem powiedzieć Ci, co czuję.
Tak jak teraz.
Tylko że, to takie trudne, Scorpiusie. To najtrudniejsza rzecz, jaką w życiu musiałem komuś powiedzieć.

Rozdział V: Atak z ciemności
Anaelia odskoczyła w tył, wbijając ogłupiałe spojrzenie w ścianę lasu. W ciemności, jedne po drugich, zapalały się dzikie ślepia o najróżniejszych barwach; szkarłatne, złociste, jadowicie zielone, białe albo zupełnie czarne – jak pustka.
- Przyprowadzili je do nas! – krzyknął jeden z pierwszych mieszkańców, którzy rzucili się do ucieczki. – Poszły po śladach krwi! [...]
Czarna fala z każdą sekundą coraz bardziej zalewała plac. Nikt nie zauważył, że zaatakowała zaledwie garstka bestii. Pozostałe czaiły się wśród leśnych cieni, przyglądając się rzezi pustymi ślepiami. Pojedynczy żołnierze jeszcze raz podejmowali próby walki, lecz ich ostrza po zetknięciu z czarnymi cielskami topiły się jak lód na palącym słońcu. [...]
- Odeszły?... – szepnął ktoś z absolutnej ciemności.
Dowódca oddziału ledwie usłyszał te słowa.
- Nie – odparł głosem ochrypłym i zrezygnowanym. – Czekają.

Rozdział 3
Jego łzy spływały po policzkach, kiedy zobaczył, jak trumna spuszczana była coraz niżej. Podszedł bliżej otworu, by spojrzeć w głąb ziemi, po czym rzucił czerwoną róże, która lekko opadła na wieko trumny. Potem każdy robił to samo, oddawał hołd dwudziestoczteroletniej Camile Smith, niedoszłej modelce, która kochała swoje życie, kochała pomagać innym, kochała muzykę, taniec, śpiew ptaków… kochała Lucasa, a on wiedział o tym doskonale.
Wracały do niego wspomnienia, gdy pierwszy raz się spotkali. Zdarzyło się to przypadkiem, kiedy wracał z siłowni do domu. Wpadła na niego i rozlała mu na koszulę gorącą kawę. Przeklął przed nosem, chcąc nawrzeszczeć na sprawczynię, lecz gdy spojrzał w jej niebieskie oczy, złość minęła. Nie przejmował się tym, że ludzie gapili się na jego poplamione ubranie. Camile wciąż przepraszała, a on wpatrywał się w te błękitne tęczówki. Od razu zapytał się, czy nie miałaby ochoty się raz jeszcze spotkać, aby zadośćuczynić ten wypadek. Kobieta od razu się zgodziła i wymienili się numerami. Tak zaczęła się jego przygoda z blondynką.

Rozdział 18
- A ty Uchiha chyba nie zostaniesz tu sam? - Uśmiechnęła się złośliwie do Itachiego.
- Tobi zostanie z Itachim-senpai!
Chłopak spojrzał na nią chłodno. Uśmiechnęła się szeroko, w odpowiedzi unosząc brew. Rzucała mu wyzwanie. Czemu nie.
- Idę z wami - oświadczył grobowym tonem.
- Świetnie. To zbieramy się panowie! – Radośnie ruszyła przodem z Deidarą pod rękę.

Rozdział V: Czas na wyjaśnienia
- Proszę cię, wyjdź - wymruczała, zaciskając pięści. - Nie chcę, żebyś widział mnie w tym stanie. Jak wyjdę ze szpitala, to do ciebie zadzwonię, obiecuję - zaczęła nerwowo się usprawiedliwiać. Niestety, nie byłem na tyle głupi.
- Naprawdę jesteś głupia - powiedziałem szeptem, po czym ukradkiem przeszedłem na drugą stronę łóżka i przykucnąłem przed twarzą Konan. - Tyle razy już cię widziałem płaczącą, że to naprawdę nie jest dla mnie nic nowego - dodałem, starając się uśmiechnąć jak za dawnych lat.
Konan od razu chciała uciec przed moim wzrokiem, jednak nie miała takiej możliwości. Kiedy już ją zobaczyłem, rozpłakała się jeszcze bardziej. Nie powiem, bo serce zaczęło mnie cholernie uciskać. Nigdy nie lubiłem, gdy ktokolwiek z moich przyjaciół - szczególnie dziewczyn - przy mnie płakał. Zawsze spełniałem stanowisko osoby, która wszystkich rozwesela swoimi żartami lub wygłupami. Jedynie Konan wiedziała, że mam też inną część, która sama siebie zabija w środku.

Rozdział 11
Otworzyłam nagle oczy, a moja ręka złapała go za tą cześć działa, której grzeczne dziewczynki nie dotykają.
- Pocałuj mnie jeszcze raz bez mojego pozwolenia, a co to trzymam nie będzie ci już nigdy w życiu potrzebne rozumiesz?- Mówiłam wolno i wyraźnie. Patrzyłam prosto w jego oczy, które znajdowały się nie dalej niż centymetr ode mnie, a dłoń zaciskałam tak by go bolało, ale nie zrobić mu krzywdy. Kto wie, może jeszcze mnie się kiedyś przyda ta jego część ciała.

Chapter Three
Odjechałem wraz z nastaniem burzy. Robiło się coraz ciemniej. Nawet światła nie pomagały. Prawie nic nie widziałem. Mimo takiej pogody ona nadal spała. Miałem szczęście że do domu taty jechało się dziesięć minut, ale one coraz bardziej się dłużyły. Miałem wrażenie że przejechałem już dawno z godzinę, a tak naprawdę tylko minutę. Nie przyspieszałem za bardzo, nie chciałem znów spowodować jakiegoś wypadku. Widocznie słoneczne Melbourne, nie jest takie słoneczne

Rozdział 3: Ten jeden papieros
Wzięłam zapalony papieros z ust i chwytając jego rękę, docisnęłam palącego się papierosa do skóry, tak, że skrzywił się. Nie wydał jednak z siebie żadnego głosu, chociaż widać było w jego oczach, że jest mocno poirytowany i zdenerwowany.
- Nie waż się mnie tknąć! – warknęłam mu do ucha z wściekłością i rzuciłam papierosa na ziemię. Wstałam i odrzuciłam włosy za plecy, posyłając mu piorunujące spojrzenia.
- Suka… - mruknął cicho, kiedy zbliżałam się do wejściowych drzwi, jednak nie zwróciłam na niego uwagi. Wiedziałam, że nie było warto.

Rozdział 2
- Na czym zatem polega Dziki Łów? - Máiréad odsunęła od siebie owsiankę i westchnęła ciężko, jakby na sercu leżał jej ogromny ciężar. Widziałem, że nie bardzo nie chciała odpowiadać na to pytanie.
- Uczestniczą w nim demoniczni jeźdźcy - powiedziała w końcu, odwracając wzrok. - Ktokolwiek stanie im na drodze, tego będą prześladowały same nieszczęścia albo, co gorsza, umrze. Dlatego tak bardzo obawiamy się wychodzić po zmroku, zwłaszcza w nowiu, gdy są najaktywniejsi.
- Widziałaś ich kiedykolwiek, chociażby z daleka? - Pokiwała przecząco głową.
- Są tacy, którzy zaklinają się na wszystkie świętości, że udało im się ujrzeć ich twarze, ale ja w to nie wierzę. Boję się, że samo patrzenie na nich może się bardzo źle skończyć.


Rozdział 11: Spalone mosty
— Dlaczego to się stało? Dlaczego mama miałaby spotykać się z kimś innym? Nie kochała Jamesa?
Snape wykrzywił wąskie wargi.
— Życie to nie bajka, Potter, a miłość nie jest piękną opowieścią o księciu na białym koniu i jego księżniczce. Ludzie robią rzeczy, o które wcześniej nigdy by się nie posądzali, na przykład ze strachu, zawiści czy żalu. Miłość nie zawsze jest wierna, ani cierpliwa, ani łaskawa, nie zawsze jest też do końca swoich dni.

Rozdział VIII: Przyjaciel sprzed lat
– Kościste place zacisnęły się wokół szyi chłopaka. Śmierć uniosła go w górę.
– Będziesz robić co Ci każę! – krzyknęła, a szyby zadrżały. – Masz się jej pozbyć. Namów ją do zaprzestania pożywiania się. A kiedy jej dusza pozostanie ledwie wspomnieniem zastrzel ją. Jest niebezpieczna. Zniszczy mój plan, a twoja praca pójdzie na marne. Stworzenie jej było największym błędem, jaki mogłam popełnić. Pamiętaj dałam Ci nowe życie, więc mogę ci je także odebrać – Emil otworzył szeroko usta, jak ryba próbując złapać oddech. Po pomieszczeniu rozniósł się zapach siarki, gdy Śmierć zniknęła w obłoku dymu.

Rozdział pierwszy
Pod tym całym rozgardiaszem, rzekomo nazywanym placem budowy, głęboko pod ziemią, w starych, zapomnianych przez wielu mieszkańców kanałach, siedział na krzesełku mężczyzna. Krzesełko trzeszczało za każdym razem, kiedy się poruszał. Okryty ciemnym płaszczem, z kapturem na głowie, cicho pogwizdywał, układając w tym samym czasie puzzle z widokiem Placu Czerwonego. Co chwilę dołączały do niego syczące rury i skapująca nie wiadomo skąd woda. Wybijała cichy, ledwo zauważalny rytm dziewiątej symfonii Beethovena. Żarówka zawieszona przy suficie smętnie dyndała, jakby poruszał nią jakiś nieodczuwalny podmuch. Oświetlała ciemne, zawilgocone ściany pokryte obrzydliwą mazią i różnokolorowymi rozpryskami farby, układającymi się w szaloną wizję niespełnionego artysty malarza. Z oddali niosło się echo szczurzych pisków i niejednoznacznych dźwięków, stłumionych przez grubą warstwę ziemi nad tunelem.

Rozdział 39: Karta przetargowa
W pomieszczeniu słychać było wrzaski. Klątwy uderzały w ściany i ludzi. Harry cisnął zaklęciem oszałamiającym w śmierciożercę, z którym walczył, lecz ten zdążył odskoczyć. W ogóle się tym nie przejął. Rzucił w niego pierwszy lepszy urok, który zdołał odbić. Promień ledwie minął jego ramię, uderzając w mur. Mężczyzna wściekle atakował rzucając wszystkimi możliwymi zaklęciami. Raz z jego różdżki wyleciała Avada Kedavra, która rozbiła się o ścianę. Powietrze przejął Cruciatus tuż przed nosem zwolennika Riddle’a, co Harry wykorzystał. Zasypał go gradem klątw, spychając pod mur. Urok fajerwerków trafił pod jego stopy. Facet z wrzaskiem wyleciał w powietrze wśród wystrzałów i uderzył głową w sufit. Furia przerwał zaklęcie, a ten runął na ziemię nieprzytomny. Harry dołączył do Neville’a odpierającego atak na tarczę ochronną aurorów i Zakonu Feniksa. Wspólnymi siłami zyskali przewagę, jednak to jakiś zbłąkany promień powalił śmierciożercę na ziemię.

7
Hermiona próbowała skupić się na czymś innym, żeby nie myśleć o krwi, której tak panicznie się bała. Spojrzała na twarz mężczyzny, na której malowało się wielkie skupienie. Patrzył na jej przedramię, z którego krew skapywała do metalowej probówki. Przeniósł na chwilę wzrok na dziewczynę. Przez moment patrzyli sobie prosto w oczy, jeszcze nigdy nie byli tak blisko siebie jak w tym momencie. Dzieliło ich niewiele. Speszona dziewczyna jako pierwsza odwróciła wzrok, znów była przeraźliwie blada.
- Boli? – spytał cicho, wciąż patrząc na nią z pewnym uporem. Jego czarne oczy nie zdradzały żadnych uczuć czy emocji.
- Trochę – mruknęła zachrypniętym głosem. Kiwnął głową.
- Jeszcze chwilę poboli, Granger – rzucił, a widząc, że dziewczyna coraz bardziej blednie, dodał ostrzegawczo: - Postaraj się nie zemdleć, Granger, jasne? – spytał, a kiedy zobaczył, że dziewczyna słabnie, warknął i złapał Hermionę w pasie, przytrzymując ją w pionie. Jedną ręką obejmował ją w pasie, drugą przytrzymywał fiolkę, pobierając resztę krwi, której potrzebował.

03. W szpitalu
- Ginny, kochanie... - Ten głos rozpoznała od razu. Należał do jej matki. Kobieta uklęknęła obok niej i otarła jej z twarzy łzy. - Kochanie, powiedz coś.
- Mamusiu... - szepnęła ledwo dosłyszalnym głosem. - Co się stało...?
- W trakcie wesela zaatakowali nas śmierciożercy. Nie pamiętasz?
- Nie...
Gdzieś w tyle usłyszała głośne westchnięcie. Była wściekła na siebie, że nie może przyzwyczaić oczu do panującego mroku i chmury pyłu.
- Molly, ona potrzebuje uzdrowiciela.
- Wiem, Remusie.

Rozdział VI: Tuszując prawdę
Przemierzając pusty korytarz, od razu zwróciła uwagę na fragment salonu, który ukazał się jej jako pierwszy. Weszła do środka i zatrzymała wzrok na imponującej kolekcji książek. Kierowana impulsem podeszła bliżej i zaczęła sunąć ręką po okładkach, aż w końcu trafiła na powieści pisarza. Zatrzymała dłoń i ze zdziwieniem przyglądała się tytułom. Były tu wszystkie jego dzieła. Co do jednego.
– Alexis zawsze czyta jakąś książkę, kiedy tu przyjeżdża – szepnął, stając tuż za nią. Kate w tym momencie bardzo cieszyła się, że światło jest zbyt słabe i w tej delikatnie poświacie mężczyzna nie może dostrzec rumieńców wypływających na jej twarz.
– A ty? Nigdy nie czytasz swoich dzieł? – spytała, odwracając się w jego kierunku.

Rozdział drugi
Przekręciłam się na drugi bok i… zamarłam.
Otworzyłam szeroko oczy, wpatrując się w postać Aidena, która znikąd pojawiła się tuż obok mnie. Siedział na ławce, bez skrupułów patrzył w moje oczy, jak to miał w zwyczaju robić. Uniósł kąciki ust nieco ku górze, po czym przeczesał dłonią swoje idealnie ułożone włosy. Mrugnął do mnie zawadiacko, po czym odwrócił się w drugą stronę.
- Aiden… - szepnęłam, lustrując go wzrokiem.
Zachowywał się tak, jak gdyby mnie nie słyszał. Odwrócił się dopiero po kilku sekundach. Po raz kolejny spojrzał prosto w moje tęczówki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy