sobota, 18 maja 2013

Nowe posty (51)

Rozdział XIII
– I, wyprzedzam teraz fakty, odpowiedź na twoje pytanie brzmi: nie. Nie będę latać za tym durnym tłuczkiem, tylko dlatego, bo ty sobie ubzdurałaś, że… Robisz tępe miny i mnie papugujesz, prawda?
Misty odwróciła się, a Dahlia odruchowo stanęła na baczność, podziwiając sufit. Charlotte walnęła ją w brzuch.
– Auaaaa – jęknęła blondynka, kuląc się. – A to za co?
– Ty wiesz za co… Po prostu nie lubię, kiedy z góry mnie w coś pakujesz, zakładając, że się na to zgodzę.
– Ale ty się zawsze zgadzasz – stwierdziła Dollynn oczywistym tonem, wciągając na siebie czerwone spodnie.
– I właśnie na tym polega mój problem, durna pało. – warknęła Misty, uderzając pałką w blond czuprynę.

Rozdział dziewiąty
Zdała sobie sprawę, że zachowywała się dziwnie- co ją tak wystraszyło? Demony? Nie raz stawała z nimi twarzą w twarz i nigdy nie stchórzyła. Nigdy, aż do dzisiaj. Przez ostatnie kilka godzin zachowywała się jak kompletna wariatka, nie myślała racjonalnie, działała impulsywnie. Zatrzymała się na poboczu, gdy rozległ się pierwszy grzmot i błyskawica.
- Co ty robisz, Liliano? – spytała swojego odbicia w szybie.
- O to samo chciałbym cię zapytać – rozległ się w pełni materialny głos obok niej. Kobieta podskoczyła i spojrzała w bok, instynktownie celując w przybysza bronią. Gdy tylko zorientowała się kto jest autorem tych słów, opuściła broń i spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Bug?
Demon uśmiechał się do niej dwoma rzędami idealnie prostych, białych zębów.

Rozdział 4
W domu rozpętało się pandemonium. Matka wpadła w jakiś dziki szał na mój widok. Nic jej nie zrobiłam, jedynie weszłam do kuchni prosto po powrocie, żeby się przywitać. Wyjątkowo wróciłam wcześniej; doktor Swarowski zagroził, że jeżeli mnie dzisiaj zobaczy w szpitalu, wygoni natychmiast i zabroni wstępu aż do końca życia w charakterze pracowniczki, którą formalnie nigdy nie byłam. Kazał iść do domu i się porządnie wyspać. Fakt, od paru dni dręczyły mnie bezsenność na przemian z koszmarami. Po prostu tortura. W dodatku po nocach często musiałam się uczyć, bo w dzień nie starczało mi nawet na to czasu. Zaczął się kiepski okres. Końcówka semestru, więc trzeba się choć trochę postarać. Choć udawać, że mi na tym zależy. Choć prawdę mówiąc... mam chwilowo to wszystko gdzieś. Mam dosyć. Nie wytrzymuję. Wysiadam.

Rozdział 1
- Czy wierzysz w Boga?
To pytanie zabrzmiało w uszach młodej dziewczyny, która wraz z swoją koleżanką spędzała upalne, majowe popołudnie w parku na ławce. Przez chwilę ciemnowłosa Lidia zawahała się z odpowiedzią i dając sobie kilka sekund więcej do namysłu, zaciągnęła się tytoniowym dymem wydobywającym się z papierosa. Monika, jej towarzyszka, bardzo często lubiła zadawać trudne pytania.
- Tak, chyba tak. Dlaczego się o to spytałaś?
- Ciekawość. Ostatnio sama zastanawiałam się nad tym, więc chciałam poznać twoje zdanie.
- To jest tak obszerny temat. Teoretycznie wierzę, dlatego tak często wieczorem się modlę, tylko tak po swojemu. Niby wierzę w naszego pana Boga, ale też tak nie do końca – westchnęła i ugasiła papierosa o kant ławki i wyrzuciła peta za siebie.

30. Zakład
Jego twarz zaczęła zbliżać się ku mojej. Nie chciałam mu pozwolić, by skradł kolejny pocałunek, ale silna wola gdzieś uciekła. Dzieliło nasze usta tylko kilka milimetrów, kiedy ten dupek musiał wszystko zniszczyć.
— Nie, to by było za proste.
I nastrój zniknął. Czar prysł.
— Wiesz co, Evans, ty mnie kochasz. — Chciałam zaprotestować, ale mi na to nie pozwolił. — I tylko marzysz o kolejnych pocałunkach.
— Nie prawda!
— Nie wierzę ci.
— Co, chcesz się założyć?
— Dobra. A o co konkretnie?
Dureń.
— Kto pierwszy się wykruszy i pocałuje, w usta — Dodałam z chytrym uśmiechem. — do północy, czyli to będziesz ty, bo tylko marzysz o moich ustach, Potter, przegrywa.
— Nie byłbym tego taki pewien, Evans. Jeśli przegrasz, umówisz się ze mną.
— Nie, jeżeli TY przegrasz, to TY umówisz się ze mną!

Chapter Five
-Jakie marzenie, czy ty naprawdę myślisz że chcę żebyś umarła. No powiedz mi dlaczego nie zawiozłem cię do twojego taty? No?! -miał racje gdyby naprawdę chciał mnie uśmiercić to od razu mógłby mnie tam zabrać -Myślisz że jak bym się czuł wtedy kiedy straciłbym kogoś kto nie udaje że jest moim przyjacielem, kogoś kto jest szczery, aż do bólu i potrafi nieźle wkurzyć człowieka. -powiedział uśmiechając się na samą myśl o czymś. Podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Tak jakby chciał odrobić dziesięć lat rozłąki. Nie wiem dlaczego, ale podobał mi się taki. Był czuły i miły. A co najważniejsze szczery. Widziałam to po jego oczach, uśmiechu, a co najważniejsze po tym co mówił.

10. Kilka spraw do wyjaśnienia
Słysząc czyjś głośny oddech za swoimi plecami nie dała po sobie poznać, że wie o czyjejś obecności. Siedziała dalej patrząc w wodę na odbicie ciemnej postury. Kiedy usiadł obok niej odrazy wiedziała kto to jest, zapach lawendy, którą zawsze nakładał na włosy, by było mniej tłuste dotarł do jej nozdrzy. Nie chciała jego obecności. Nienawidziła go, pomimo wszystkiego co razem przeszli w tym momencie gardziła nim.
- Możemy porozmawiać? - zapytał cichym szeptem, jakby bojąc się że ona to usłyszy.
- Nie.
Lily sama się zdziwiła twardością wypowiedzianego słowa. Spojrzała na swojego rozmówce oczami pełnymi wściekłości i nienawiści.

Sześć
Stworzenie bez wątpienia miało w sobie coś psowatego, ale przecież żaden pies nie chodzi na dwóch łapach. Żaden nie jest też kompletnie łysy i nie ma przy tym jakby za dużej, obwisłej skóry. Wielkie, czerwone oczy, których widok o mało nie przyprawił Dagmary o zawał serca, również nie są zwyczajnym widokiem u tych zwierząt.
Mikko nawet nie zwrócił uwagi, że coś jest nie tak, bo na zmianę krzyczał na nią i usiłował zostać zauważonym przez kierowcę nadjeżdżającego samochodu.
A kiedy światło reflektorów było już bardzo blisko, stwór wyszczerzył ogromne, ostro zakończone zęby.
Dagmara wrzasnęła głośno, jak jeszcze nigdy w życiu.
Samochód z piskiem opon zatrzymał się na środku jezdni. Mikko rzucił się ku Dagmarze, żeby pomóc jej wstać, a stwór zaczął zbliżać się, wyciągając przed siebie wychudzone, wyschnięte kończyny…
— Stój, bo strzelam!

Rozdział 9
Mądry masz umysł i mowę wszelaką,
Lecz różnie u ciebie bywa z odwagą.
Wierności pięknej zwykle dochowujesz,
Choć przyjaźń ludzi czasem marnujesz.
Sprytna jesteś, korzyść widzisz wszędzie.
Moc i potęga – chcesz, to przybędzie!
Domy w Hogwarcie są tylko cztery,
Najgłośniej woła cię właśnie Slytherin!

8. Wnętrze
Kiedy przebrnęła przez wejście pozbawione drzwi, stanęła jak wmurowana. W środku znajdował się ogromny plac o złotej podłodze, a na środku widniał gigantyczny posąg przypominający postać demona. Zacisnęła dłonie na swoich udach, a gdy chciała się cofnąć, uderzyła plecami o niewidzialną ścianę. Spojrzała za siebie, wejście zniknęło.
- Wspaniale, utknęłam tu...- przełknęła ciężko ślinę, ale w tym miejscu echa nie było. Z jakiegoś powodu posąg wyglądający jakby był zrobiony z lodu, przerażał ją. Nikogo jednak w pobliżu nie widziała, ani nie wyczuwała złej energii. Podeszła powoli, jakby na palcach do stojącego przedmiotu, mogła się bliżej przyjrzeć.- To kobieta...

Rozdział 57: Tam się pali?
- Czemu tak długo siedziałeś u Hagrida? - spytał, przygładzając sobie włosy.
- Centaurzyce nas zaatakowały - wyjaśnił pokrótce Potter - Mówię ci, to była jazda - uśmiechnął się tak, jakby opowiadał o przejażdżce na młyńskim kole, a nie o ataku wściekłych półludzi - I wiem już, dlaczego pani McLewis nie ma w szkole - pochwalił się.
- Czemu? - zdziwił się Jack. Chłopak bowiem nie zawsze potrafił kojarzyć fakty.

Rozdział 3: Chciał zmienić dla niej świat, lecz miała za dużo wad
Naprawdę nie miałam dziś ochoty na zabawę, wolałabym zostać w domu i obejrzeć Moulin Rouge. Ale podobno, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i Baco Mercat, to moja ulubiona restauracja. Taksówka zawiozła mnie pod samo wejście, gdy wysiadałam zadzwoniła Caroline.
- Mark, źle się poczuł, strasznie rozbolał go żołądek. Nie damy rady dziś przyjechać – mówiła tak szybko, że nie pozwoliła mi dojść do głosu – ale nie martw się, jest rezerwacja na nazwisko Lorens.
- Jasne, rozumiem. Nic się nie dzieje, życz Markowi szybkiego powrotu do zdrowia . A ja chyba wrócę do domu, Colin pojechał do rodziców i jestem sama.
- Nie kochanie, jest jeszcze Olivier. Z pewnością, czeka już w środku – poczułam w jej głosie, że to wszystko było zaplanowane.
- Olivier, mówisz? Czy to czasem, nie podstęp by umówić nas na randkę?
- Wiesz co muszę kończyć, strasznie słabo cię słyszę.

into dust, n #22
Ach, gdyby tak mogła wyłączyć wszystko co tylko się da! Po kolei. Metodycznie. Od początku do samego końca. Stać się kimś innym. Albo wyjechać. A potem zniknąć. Rozpłynąć się w nicości.
Piękna iluzja. Wszystko nią jest. I ten miły wieczór i dobra wola, której on nie posiada. Obdarza bruneta nieszczególnie ufnym spojrzeniem i lokując wzrok w jakimś kącie, bąka zniecierpliwiona: - Jeśli masz zamiar nawracać mnie na drogę marazmu i cnoty... bądź rzeczowy i pospiesz się. Zegar tyka. Minuta może ci nie wystarczyć.
Ten nieobowiązujący, ryzykowny ton mobilizuje go do równie niezobowiązującego i niedelikatnego ujęcia jej podbródka w dwa palce i szorstkiego:
- Kto cię tak zepsuł, kwiatuszku?
Wzgarda, bardzo nowa w wykonaniu Niny, odmalowująca się na jej twarzy jedynie utwierdza go w przekonaniu, że większą przyjemnością niż dbanie o jej komfort psychiczny będzie jej go pozbawienie.
- Ty.

Rozdział VI
Szedł lekko przygarbiony, ogromne szare skrzydła złożył ciasno na plecach. (...)Podniósł głowę i spojrzał na mnie z uprzejmą obojętnością. Jego twarz wciąż nosiła ten ponury wyraz, który zapamiętałem, a na ustach błąkał mu się nonszalancki uśmiech. (...) przyjaciela.
Kiedy wszedł na schody, jeden ze strażników sprawiał wrażenie, jakby chciał go powstrzymać, ale wystarczyło jedno gromkie spojrzenie granatowych bezdennych oczu, by zaraz z tego zrezygnował. Nie zamierzałem wstawać, ale kiedy stanął przede mną już byłem na nogach, wyciągając do niego dłoń, by go powitać tym prostym, mocnym gestem, którym już nikt mnie nie zaszczycał.
– Soth – Skinął lekko głową, przekrzywiając nieco swoją, jakby chciał mi się przyjrzeć z innej perspektywy. – Dałeś się wsadzić w koronę?
Uśmiechnąłem się kwaśno, siadając z powrotem na tym niewygodnym żelastwie, czego zaraz pożałowałem, bo teraz musiałem zadzierać podbródek, żeby na niego patrzeć.
– Świętej pamięci ojciec nie zdążył spłodzić nikogo lepszego…

Epilog
Do pomieszczenia weszła Gabriele. Z uśmiechem do nich podeszła, a gdy tylko spojrzała na swojego wnuka, niemal zapiszczała.
- O mój Boże – westchnęła, z trudem powstrzymując łzy. – Zupełnie taki sam, jak Johnny, kiedy był niemowlakiem. Jak go nazwiecie?
- Już wymyśliłam – odparła szybko Jessica. – Od dziś będzie się nazywał Jonathan Mark Brigh, imiona po dwóch dziadkach.
Johnny uśmiechnął się do niej serdecznie, a ona odwzajemniła gest. Gabriele już nie mogła się powstrzymać i uroniła łzy ze wzruszenia. Jessica ujęła jej dłoń, po czym oznajmiła, że może wziąć wnuka na ręce.

Rozdział 4
Była już noc. Leżałem w szpitalnym łóżku przyglądając się krajobrazowi za oknem.
- Mój łeb. – wysapał chłopak leżący na drugim łóżku robiąc grymas na twarzy.
- Trzeba było patrzeć gdzie lecisz. – odparłem złośliwym głosem. – To było moje pole.
- Wmawiaj to sobie Malfoy. – odpowiedział trochę zdziwionyy, że nie śpię.
- Nie moja wina, że jesteś ślepy. – warknąłem.
- Nie mów mi, że ty mnie widziałeś! – krzyknął, nie przejmując się, że Pomfrey może tu wpaść w każdej chwili.
- Wiedziałem, to chyba oczywiste. Myślałem, że mnie widzisz dlatego czekałem aż stchórzysz. – odparłem dość spokojnie.
- Nie rozśmieszaj mnie głupia fretko! – zaśmiał się, ale szybko zmienił minę, na grymas bólu.
- Licz się ze słowami Potter. – wycedziłem zaciskając pięści.
- Leże tu tylko dlatego, bo twoje pieprzone ego jest większe niż cały Hogwart.
- Nie. Leżysz tu tylko przez swoją głupotę.

Rozdział V
Niesforny wiatr przesuwał puszyste obłoki na niebie formułując ich kształty. Intensywnie fioletowe oczy dziewczyny, która siedziała na parapecie okna ulokowanego na drugim piętrze, obserwowały okolicę. Widok z jej pokoju nie był malowniczy, bo po drugiej stronie rozciągała się stara, zaniedbana kamienica, a na samym rogu śmietnik, w którym grzebały miejscowe psy oraz koty.
Wraz z nadchodzącym wieczorem Ayane czuła narastające przygnębienie. Znalazła się w martwym punkcie na własne życzenie, ale nie żałowała ucieczki. Nie wytrzymałaby pod jednym dachem z kłamcą, zwłaszcza, że był nim ojciec. Chociaż raz usłyszała prawdę z jego ust i pomimo, że zabolało ją to jak nic dotąd, przynajmniej wiedziała jak ma dalej postępować.

Rozdział XV
Nigdy nie lubiłam tańczyć. To znaczy nie publicznie, bo przed lustrem niejednokrotnie wyginałam się na wszelkie możliwe strony, na parkiecie zaś po długich namowach byłam skłonna jedynie do wolnego tańca obściskiwańca. Nie rozumiałam wiec w ogóle jakim cudem dałam się wyciągnąć na parkiet Klausowi. Mimo, że go nie lubiłam. Mimo, że wywoływał we mnie niezbyt przyjemne uczucie dyskomfortu. Stanęłam przy nim i zaczęłam nerwowo podrygiwać, wiedząc, że robię z siebie kompletne pośmiewisko. To znaczy robiłabym, gdyby ktokolwiek zwracał na mnie uwagę. Tymczasem ludzie w barze byli tak pochłonięci sobą, że nikt nie zwracał uwagi na dziewczynę, która poruszała się jakby właśnie dostała ataku padaczki. Nikt oprócz Klausa, ten nawet nie próbował powstrzymywać śmiechu. W końcu jednak przejął inicjatywę i chwycił mnie za rękę sprawiając, że wykonałam całkiem zgrabny piruet w wyniku którego znalazłam się bardzo blisko rudawego wampira. Hybrydy.

Rozdział 37
I jedynie jedna twarz, tak niepozorna i przystojna, o hipnotyzujących jasnoniebieskich oczach, okalanych przez czarne włosy, które połyskiwały gdzieniegdzie granatowymi pasemkami, wyróżniła się z tłumu, mówiąc bezgłośnie:
„Leć wysoko, mój motylku”.

Rozdział 6
Jednocześnie pociągnęliśmy za zasuwy. Te momentalnie puściły i klapa opadła z hukiem. Zeskoczywszy z wozu, rzuciliśmy się do biegu na oślep, a nasz prześladowca ruszył w pogoń za nami, raz po raz wymachując swoją siekierą z takim impetem, że ciągle uderzał nią w ziemię, co na kilka sekund go zatrzymywało. Dla własnego bezpieczeństwa uciekaliśmy drogą, by niechcący nie zahaczyć nogą o kamień, korzeń czy cholera wie, co jeszcze. To jednak nadal nie było dobre rozwiązanie, w takich sytuacjach najlepiej się rozdzielić.
- Ty na prawo, ja na lewo! - zawołałem do dziewczyny i oboje skierowaliśmy się na pola po przeciwległych stronach szosy.

Chapter XI: I've never thought that I'll ever meet you again
Poczułam szturchnięcie. Wyłączyłam muzykę i spojrzałam na towarzysza lotu.
- Co się stało? Dlaczego płaczesz? - zapytał chłopak z troską w glosie. Cholera, znam skądś tą barwę... I cholera, muszę się odzwyczaić od tego słowa. - Michael. - chłopak wyciągnął do mnie rękę, a ja spojrzałam mu w oczy.
O.
Mój.
Boże.
Otarłam łzy i uścisnęłam jego dłoń, przedstawiając się szeptem.
- Megan.
Chłopak otworzył szeroko oczy, ale nie cofnął dłoni.
- Myślałem, że usunąłem cię z mojego życia.
- Ja zawsze wracam.
I co wtedy zrobił?
Przytulił mnie. Najzwyczajniej w świecie.
- Przepraszam, Meg... - powiedział cicho, a ja znowu się rozpłakałam. - Dobra, nie myślmy o tym. Dlaczego lecisz do Madrytu?
- Uciekam.
- Od kogo? - zdziwił się. - John aż tak ci podpadł? Weź, to już przesada, nie uciekaj z kraju przez głupią kłótnię...
- Nie od Johna.
- to od kogo?
- Od mojego narzeczonego.

Rozdział XVII: Prawda wyzwala?
Bliżej godzin porannych w klubie zaczynał świecić pustkami. Muzyka stopniowo cichła i wraz z zejściem z parkietu ostatniej pary zgasły światła. Ochroniarz zamknął drzwi od środka na cztery spusty, a klucze powędrowały do rąk zmęczonej Thei. Chociaż ona w porównaniu z Minako trzymała się nieźle. Bała się, że jej przyjaciółka zemdleje i będą musieli znieść ją z sali. Jednak czarny scenariusz nie spełnił się, ale bursztynowłosa nie spuszczała oczu z Wenus. Chyba po raz pierwszy cieszyła się, że Yaten uparcie siedział przy barze. Przez cały wieczór stukał palcem w butelkę po piwie, zachowując się jak zazdrosny mąż.
Aino właśnie przebierała się na zapleczu, gdy poczuła czyjąś dłoń na nagich plecach. Od razu dostała gęsiej skórki, gdy nieznajomy dotknął zapięcia stanika. Odskoczyła jak poparzona, zasłaniając się bluzką i napotkała na iskrzące zielonym blaskiem spojrzenie Yatena. Wściekła się na niego, ale po całonocnej zmianie nie miała siły na awanturę.

Rozdział 11
-Tajemnice między nami nie mają sensu, Zuzanno.
-Dlaczego?
-Bo jesteśmy zbyt złymi ludźmi?
Nie mogłam uwierzyć w to, co powiedział. Nie mogłam uwierzyć w to, że mój brat- zawsze taki dumny, taki odważny, a jednak tak mało spostrzegawczy- był w stanie zdegradować siebie samego… do mojej osoby.
I zdziwiłam się jeszcze bardziej, kiedy dotarło do mnie, że oprócz faktu, iż jesteśmy piękni, jesteśmy chyba w jakiś sposób mądrzy, oboje w ten sam niezbyt inteligentny sposób, który absolutnie nie opierał się na ilości posiadanej wiedzy.
Uśmiechnęłam się do mojego brata, po raz pierwszy od bardzo długiego czasu wiedząc, że tam za tą cudowną twarzą naprawdę jest ktoś bliski.
-Ty zaczynasz, Piotrze.

Rozdział XII: Zabójcza blondynka
– Jestem pewna, że to on stoi za podpaleniem mieszkania Vesseliny.
Towarzystwo Niklausa tolerowałam. Darzyłam go większą ilością ciepłych uczuć, aniżeli jego rodzeństwo.
– Wiem – warknął. Wkurzył się nie na żarty; na jego twarzy pojawiła się prawdziwa furia. W wampirzym tempie znalazł się przed stołem w jadalni i mocno w niego uderzył. Mebel połamał się na pół, ale Klausowi to nie wystarczyło. Ze zwierzęcą siłą i zawziętością robił demolkę na parterze swojego pięknego domu. – Pomagała mu w tym jakaś czarownica z Chicago – dodał, gdy już skończył zwrócił na mnie swoje wykrzywione oblicze. – Ale ona już nie żyje. Osobiście tego dopilnowałem.

Rozdział trzeci
Przykry zapach nie był już tak bardzo dokuczliwy. Szybko przypomniała sobie, co powiedział Trevor Traves – dziewczyna wisiała na krótkim sznurze, a hak znajdował się prawie przy suficie. Morderca musiał być zdecydowanie wysoki i silny, aby dosięgnąć do haka. Mógł też użyć czegoś, na czym ustałby i podciągnął sznur razem z dziewczyną, ale wydawało jej się to zbyt skomplikowane. Na razie nie miała stuprocentowej pewności, ale coś mówiło jej, że morderca był prosty w działaniu – zabił dziewczynę jednym uderzeniem w czaszkę, po czym wykrwawiła się. Z drugiej strony jednak zadał sobie trudu, żeby ją tu przywieźć i zawiesić. Chciał, żeby znaleziono ją w tym brudnym, zapomnianym miejscu… Chciał im coś przekazać.

Rozdział 10
Płuca paliły mnie żywym ogniem, rozpaczliwie potrzebowałam tlenu. Zamachnęłam się ręką uderzając napastnika w twarz, ale nie sprawiłam mu najmniejszego bólu. Zaczęło mi ciemnieć przed oczami, miałam wrażenie, że tracę czucie w każdej z kończyn. Nie mogłam już zrobić żadnego ruchu. Zamordowana na ulicy, pomyślałam sobie.

6 komentarzy:

  1. Dziękuję za dodanie :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki waszemu katalogowi znalazłam nowe opowiadanie do obserwowania ;3 Dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Wysyłałam zgłoszenie na reklamę nowej notki - nie dotarło? Bo albo jestem ślepa, albo nie ma mnie w nowościach :( tylko-moja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reklamy nie ma, ponieważ "nowe posty" powstały, by polecać lepsze rozdziały, a nie każdy po kolei. Dlatego należy zgłaszać co drugi, trzeci nowy post.

      Usuń
    2. Ach, rozumiem. Już myślałam, że została odrzucona, ponieważ zawierała treści erotyczne ;)

      Usuń

Obserwatorzy