sobota, 25 maja 2013

Nowe posty (52)

Rozdział 1: Niespełnione nadzieje
– Przemyślałam sobie wszystko dokładnie i postanowiłam, że nie wrócę w tym roku do Hogwartu – powiedziała na jednym wydechu, zrzucając ciężar, który zalegał na jej sercu od czasu zbiorowej ucieczki więźniów z Azkabanu.
– Kochanie, przecież w szkole jest Dumbledore, nie masz czego się bać.
– Nie boję się! – zaprzeczyła szybko Anastazja zgodnie z prawdą.
W końcu czego jej ojciec miałby od niej chcieć? Wątpiła, aby w ogóle pomyślał o rodzinie, którą kiedyś miał. Zapewne bardziej zajęty był knuciem niecnych planów u boku swego wielkiego mistrza. Poczuła nieprzyjemny dreszcz na samą myśl o tym.

Rozdział II
Zaniemówiłam. Stał za mną wysoki, mniej-więcej trzydziestoletni mężczyzna w kremowym garniturze szytym na miarę. Jego twarz, choć wydawała się młoda, była przeorana zmarszczkami i innymi bruzdami, jakie mógł wywołać tylko upływający czas. Wydawał mi się taki rześki (o ile tak można nazwać człowieka), świeży, a zarazem zużyty i wyczerpany.
Największą uwagę przykuwały jego skrzydła. Białe, ale nie lśniące, raczej wyblakłe. Miały rozpiętość sześciu metrów i zajmowały idealną szerokość pokoju. (...) Mimowolnie sięgnęłam dłonią by dotknąć skrzydła Raphaela. Kiedy poczułam jego delikatne, cienkie pióra, moje serce zrobiło fikołka. (...) Poczułam jak moje nogi uginają się i uderzam kolanami o posadzkę, a czyjeś silne, duże dłonie łapią mnie za ramiona i podciągają do góry, ale to ja byłam silniejsza. Opadłam na ziemię, wyrywając Raphaelowi kilka piór.

Wpis czternasty: Wściekłość Scorpiusa
- Nie dotykaj tego! – wrzasnął, gdy tylko zorientował się, że przymierzała się do złapania Dziennika Śmierci. Nie darowałby sobie, gdyby rudowłosa miała w ręce ten notatnik. Dziewczyna odskoczyła, patrząc na niego beznamiętnie, po czym wstała na równe nogi, rezygnując z pomocy pozbierania jego osobistych rzeczy. Chłopak odetchnął z ulgą, wkładając opasłe tomy z powrotem do torby.
Trwali w milczeniu. Rose nie odzywała się do niego ani słowem, ani on do niej. Chodzili w tę i z powrotem, w całkowitej ciszy, ignorując siebie wzajemnie. Milczenie trwało zbyt długo, bo ponad piętnaście minut. Ciszę jednak przerwał krzyk jakiejś dziewczyny. Scorpius i Rose popatrzyli na siebie i czym prędzej popędzili w stronę hałasu.

Rozdział 4
- A więc to prawda - szepnął.
- Co jest prawdą, Tutanchatonie?
- Jesteś piękna. I niezwykła jak zawsze, Anches...
Jej ciało zadrżało. Gdy byli dziećmi właśnie tak ją nazywał.
- Być może chcesz pozostać tylko moją przyjaciółką, ale ja mogę myśleć tylko o tobie. Zamiast uczyć się w szkole, czy brać nauki jazdy rydwanem, myślę o tobie - zamkniętej w swych apartamentach, słodkiej i niewinnej... - oddychał głośno, a jego głos przepełniała namiętność. Co jeszcze miał jej powiedzieć? Serce biło mu tak szybko, że miał wrażenie, że za moment wyrwie się z jego piersi. Te frustrujące oczekiwanie na jakąkolwiek jej odpowiedź doprowadzało go do szaleństwa. Gdyby tylko mu pozwoliła - uczyniłby dla niej wszystko! Przegryzł wargę pohamowując rozpacz. Była jego obsesją!

Rozdział VIII
W lokalu ludzi odwracających uwagę, kolorowych, głośnych, wulgarnych było sporo, ale mimo to bez problemu ujrzała postać wyalienowaną, stroniącą od wszystkich i od której wszyscy stronili. Już z daleka i bez dokładnych oględzin rozpoznała w człowieku tym Sasuke, choć twarz przysłaniał dłońmi i świeżymi, dla odmiany, włosami. Siedział na końcu lady, z dala od choćby cienia, którejś z osób tłumu.
Może i przez chwilę zawahała się, czy powinna naruszać jego prywatność i potrzebę większej przestrzeni osobistej, ale szybko stwierdziła, że w tej chwili bardziej chciała dbać o swoje samopoczucie niż jego. Dosiadła się więc obok. Na tyle blisko, by go słyszeć, ale na tyle daleko, by on nie słyszał jej myśli, które czasem ujawniały się w szybszym biciu serca.

Rozdział 22
Pukanie do drzwi było tym, czego spodziewał się najmniej. Odłożył do połowy opróżnioną butelkę piwa obok tych pustych, ściszył telewizor i podszedł do drzwi. Zdziwił się jeszcze bardziej, kiedy po otwarciu na wycieraczce zastał brunetkę.
- Mogę wejść? – zapytała nieśmiało.
- Umm… Jasne, odsłonił jej wejście do stylowego mieszkania na dwunastym piętrze wieżowca. Przeszła przez wąski korytarz wyłożony białymi kaflami na podłodze i powiększającymi przestrzeń lustrami, zawieszonymi na ścianie. Mężczyzna zamknął za nią drzwi i gestem zaprosił, by nie krępowała się wejść głębiej. W salonie wyprzedził ją i pozbierał cztery puste butelki i tą, niedokończoną, wrzucił wszystkie do kosza, a ze skórzanej, czerwonej kanapy zdjął niezłożone ciuchy i wrzucił je do szafy w sypialni.
- Przepraszam, za ten bałagan, ale nie spodziewałem się mieć gości po północy.
- Jest przed dziesiątą – zaopiniowała na co machnął ręką.

Jedynka
Podekscytowana, bo jakże inaczej można byłoby to nazwać, otwierała kopertę drżącymi rękoma, delektując się miękkością papieru, wykwintnością napisów które widniały na bladoróżowym pergaminie. Wyjęła go z środka, szybko otworzyła i poczuła nagłe ukucie w brzuchu. Miecz. Klątwa. Przekleństwo. Sen. Dziura w brzuchu. Krew. Krzyki. Silne ramiona Albusa. Wyczulone zmysły. Śmierć?

01. Narodziny
Ostrożnie wstałam,lecz zaraz przerażona opadłam czując znów ten parzący ból. Przeraziło mnie to że zamiast rany na stopię miałam gładką,bladą skórę. Oddech mi przyspieszył. Bałam się. Bałam się tego miejsca,tego że nie mogę wstać z łóżka,oraz tego,że nie czułam się sobą.
Zapiekło mnie gardło. Marzyłam o wodzie,o czymkolwiek. Pieczenie nie ustawało. Chciałam krzyczeć by ktoś mnie stąd wypuścił,dał coś do picia,ale z gardła wydobył mi się tylko cichy jęk.

Rozdział 5
Nawet nie zauważy, że ktoś tu był, a jutro w nocy wszystko zwrócę i będzie po sprawie, nikt się nie dowie.
Rzuciła ostatni czar i odetchnęła z ulgą, a na jej twarzy pojawił się mały uśmiech triumfu. Odwróciła się i zamarła.
Dwa metry przed nią, oparty o ścianę, stał Severus Snape.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy