sobota, 1 czerwca 2013

Nowe posty (53)

06: Dla dobra dzieci
- To może powiesz nam – kontynuował Artur, cały czas nie spuszczając różdżki. - Dlaczego chciałaś przenieś się do innej lokalnej drużyny quidditcha, skoro rozgrywki zostały zawieszone? Albo z jakiego powodu wpisałaś zupełnie innego kapitana Harpii? A może wytłumaczysz nam złą datę? I moje ostatnie pytanie: dlaczego wpisałaś na dokumencie, że nazywasz się Ginevra Molly Weasley?
Molly jęknęła, oczy Fabiana zrobiły się dwa razy większe, a Ginny miała ochotę płakać. Jak mogła zapomnieć, że zostawił na biurku ministra tamten dokument?

Rozdział 10: Sprawa Sally Collins
Mężczyzna podszedł do drzwi po prawej stronie i otworzył je, wsuwając się do środka jako pierwszy. Laurie i June, spoglądając na siebie ukradkiem, poszły w jego ślady.
Przedpokój wyglądał całkiem normalnie poza tym, że był urządzony dość skromnie i nijako. Kelly domyśliła się, że na miejsce to zostały już rzucone zaklęcia zabezpieczające miejsce zdarzenia przed pojawieniem się niepożądanych osób. Kiedy przechodziła przez korytarzyk, czuła, jakby przenikała przez cienką barierę, jednak była w stanie ją pokonać. Zaklęcia zwodzące miały stanowić zabezpieczenie przede wszystkim przed mugolami, którzy, próbując tu wejść, najprawdopodobniej w jakiś sposób zostaliby zmuszeni do odwrotu.
Charles poprowadził je jednak dalej, do kolejnego pomieszczenia, w którym krzątało się już dwoje aurorów. Laurie, której wzrok błądził po podłodze, dopiero po dłuższej chwili dostrzegła ciało.

 
#8 Whisper
Mów do mnie
Strugą rzeki
Zalewaj
Me uszy

Mów do mnie
Szumem wiatru
Pieść
Zmysły duszy

Mów do mnie
Szaleństwa wirem
Wypełniaj
Umysły

Mów do mnie
Szeptem


Rozdział VIII: Przygotowania i niespodzianki
Gdy wzięła do ręki ostatni, jasnoróżowy kwiat oleandra, poczuła jak ta sama jasna dłoń pomaga jej wstać. W tym momencie spojrzenie młodej hrabianki spotkało się ze wzrokiem osoby, która ją potraciła.
- Mon Dieu! - krzyknęła dziewczyna, widząc twarz młodzieńca, który pomógł jej wstać.
- Inimaginable! To naprawdę ty! - Usłyszała w odpowiedzi. – Witaj, Estelle! Co za miłe spotkanie. Tyle czasu, po raz ostatni ponad rok temu na balu w Operze Wiedeńskiej.
- Książę Maximilien… - dziewczyna poruszyła lekko ze zdumienia koralowymi ustami.

VIII Oswoić, zaakceptować, zaprosić
Czuła swoją moc. Widziała ją oczyma duszy. Zaczęła zdawać sobie sprawę, że towarzyszyła jej przez całe życie, ale ukryta gdzieś głęboko. Widziała ją wewnętrznymi oczami. Pulsująca kula światła, która to przybliżała się, to uciekała. Jak spłoszony, mały szczeniak. Kula rosła z każdą chwilą, każdą przyjazną myślą, wabiona słowami-myślami Anny. W końcu odważyła się przypłynąć bliżej. Wyobrażona ręka cały czas wyciągnięta była w jej kierunku. Powoli, bardzo powoli i niemalże strachliwie, dotknęła jej palców. Anna poczuła mrowienie. To było jak słoneczny poranek. Jak leniwy dzień. Jak ciepły deszczyk i dotyk miękkiej trawy pod stopami, jak dotyk żyznej, ciepłej ziemi. Wszystko rozbłysło kolorami tęczy. Moc weszła w nią, zagnieździła się w sercu

 
Rozdział 5
Mężczyzna uniósł jedną rękę i nie odrywając od niego wzroku i nie otwierając ust wysadził dziurę w ścianie korytarza. Nie, nie wysadził. Nie było żadnego dźwięku, jedynie idealnie okrągły otwór ziejący w ścianie. Kish podszedł trzy kroki. Otwór nie poprzestał na jednym korytarzu. Dalej trzy inne ściany wyglądały dokładnie tak samo, za nimi była już tylko otwarta przestrzeń nie mogąca ucierpieć od mocy nieznajomego.

Zatrzymała się przed zwłokami swojej pierwszej ofiary. Były w stanie głębokiego rozkładu i roztaczały wokół siebie silną woń gnijącego mięsa. Najzabawniejsze było to, mężczyzna nadal siedział w fotelu a na jego zdeformowanych ustach błąkał się cień uśmiechu. Trup groteskowo przekrzywiał głowę przez co wyglądał jeszcze bardziej upiornie i trupio niż by mu wypadało. Ruda pożałowała swojego wilczego węchu z obrzydzenia marszcząc nos. Zwaliła go z fotela po czym wygodnie się na nim rozsiadła. Tapicerka do cna przesiąkła trupim smrodem. Zabawne. - pomyślała - W tym fotelu zawsze przesiadywał mój ojciec.
Jakże złożona historia właścicieli. - powiedział głos. - Odziedziczyłaś po nim fotel.
Och, wracaj tam gdzie cię teraz nie ma. - warknęła czując rosnące poirytowanie.
Ja, jestem wszędzie i nigdzie, Shiwo. - zamruczał w odpowiedzi. - Nie możesz mi rozkazywać.
- Jednak gorzej być może. Moje sumienie zrobiło się niezależne. Pierdolona feministka.
Masz chociaż płeć? Rozprawiam o feminizmie.
ZAMILCZ! - zagrzmiał głos.

Rozdział I: Moc
Krzyknęła. Spróbowała się podnieść, jednak ból głowy ponownie rzucił ją na kolana. Zaczęła pełznąć w stronę drzwi. Musiała się ratować. Musiała uciec! Byle jak najdalej od niego.
Szarpnął ją za nogę. Tak mocno, że ręce, którymi podpierała się niepewnie rozsunęły się na boki, a ona uderzyła twarzą o brudną posadzkę.
Poczuła jego dłonie na swoich biodrach, kiedy próbował ściągnąć na siłę jej spodnie. Wierzgnęła. Zaklął.
Ponownie podjęła morderczą wędrówkę do drzwi.
Skórzany pas świsnął w powietrzu dotkliwie uderzając w osłonięte jedynie bawełnianą bluzką ciało. Po raz kolejny krzyk zawibrował w niewielkiej kuchni.
- Drzyj się ile chcesz, głupia kurwo! – Usłyszała jego zdyszany głos. – I tak nikt się nie pojawi, żeby ci pomóc. Wszyscy mają cię w dupie!

Rozdział IV
- Ona nazywa się Weasley! I doskonale znasz powód! - Harry zacisnął pięści, powstrzymując się ostatkiem sił, by nie rzucić się na Blondyna.
- Czyżby? - Głos Malfoya przeciął powietrze, niczym lodowaty sztylet. - Powiedz Potter, z przyjemnością cię wysłucham. - Kiedy cisza pomiędzy nimi przedłużyła się, uniósł brew, patrząc drwiąco na bruneta i uśmiechnął się triumfalnie - Właśnie, Potter. Skoro nie zamierzasz nic powiedzieć, to wynoś się z mojego domu.
Harry zacisnął mocniej pięści i spojrzał uważnie na Dracona.
- Doskonale wiesz o czym mówię i nie pogrywaj ze mną, Malfoy! Niczego w ten sposób nie osiągniesz i możesz być pewien, że tego dopilnuję.
- Spieprzaj z mojego domu Wybrańcu! Nie masz tu czego szukać, a twoje groźby są tylko szczekaniem przerażonego psiaka. - Syknął.

Rozdział 9
Prowadził ją prostym korytarzem o białych ścianach, nad podłogą unosiła się lekko widoczna mgła. Bardzo lubiła to miejsce. Wszystko tu było albo białe, albo niebieskie, a coś co pojawiało się absolutnie wszędzie to oczywiście mgła. Uśmiechnęła się. Ten widok przypominał jej mgielne sny. Te najspokojniejsze, będące odpoczynkiem od świata i bólu. Uwielbiała przechadzać się w nich po czystych zielonych łąkach, przyglądać się błękitnemu niebu i patrzeć na pochłaniającą ją coraz bardziej mgłę. Po takiej nocy wstawała dużo radośniejsza, z chęcią do życia i miłością do ludzi. To tak jakby dostawała malutki prezent od życia. Taki, za który była najbardziej wdzięczna.

Rozdział 29: Królowa
– Wiesz, dlaczego Granger była taka wściekła? – wycedził szesnastolatek z największą pogardą. – Bo od pewnego czasu czegoś bardzo pragnie. A gdy ludzie nie dostają tego, co chcą, zazwyczaj się… denerwują.
– To znaczy? – wychrypiał Stone, mrużąc oczy. Jego policzki coraz bardziej się czerwieniły.
Teodor w momencie go puścił i odsunął się od niego na pewną odległość.
Nie mógł dać mu satysfakcji.
– Już ci powiedziałem, że traktuje mnie poważnie. – Nadal trzymał różdżkę w pogotowiu, tak na wypadek, gdyby Stone’owi zechciało się zrzucić kogoś ze schodów. – Bardzo poważnie. A dzisiaj okazało się, że kilkoma pocałunkami nie dostanie się wszystkiego.
Och, Boże, jak on kłamał.
Piekło już na niego czekało.

 
2.4 Szklana Droga
Kobieta wyjrzała przez okno i przez chwilę mierzyła się spojrzeniem z Damianem Goodwinem, którego twarz umieszczono na pokaźnym bilbordzie, zajmującym znaczną część ściany sąsiadującego z redakcją budynku. Polityk się uśmiechał, ale jego cera bez skazy wydawała się śmieszna. Żadnych rozszerzonych porów skórnych, zacięcia po goleniu lub zbędnego włoska na brodzie. I brwi, które były jak spod linijki. Wzorowy obywatel ze wzorową aparycją. Wyglądał normalnie, jak szczęśliwy ojciec dwójki dzieci, czyli głowa wzorowego modelu rodziny. Gdy patrzyło się w jego szare oczy, miało się wrażenie, że to osoba godna zaufania. Człowiek prawie zaczynał wierzyć we wszystkie kłamstwa, które w formie haseł zdobiły plakat wyborczy.

 
Bardzo zlozona historia milosna cz. 1
- Pola to pies!
Dziewczyna natychmiast wybucha płaczem.
Pola Peżarnicka (14 lat)
Chłopak zerwał z nią na korytarzu przed lekcją matematyki.
On był moim całym życiem? Jak mógł mi to zrobić? Ja chyba się przez niego powieszę!

Rozdział dziesiąty
Nieświadomie podeszłam bliżej pobladłej Izzy, chowając palce w rękawach, pewna iż termometr wskazałby o kilka kresek niżej niż przed opowieścią. Czas przykleił do mnie błyszczące, jakby zaklęto w nich księżyce, oczy. Mogłabym przysiąc, że zanim zacmokał z zatroskaniem, widziałam na jego twarzy uśmiech rekina.
- Ups. Oszczędziłem ci chociaż odrobinę apetytu?
- Muszę odpowiadać? – rzuciłam kwaśno. Gdyby przyporządkować gatunek mojemu dotychczasowemu życiu, byłoby programem kulinarnym. Czasem czarną komedią. Przekreślając moje wszelkie żywieniowe plany na najbliższe godziny, Czas zamienił je w horror. Grał rolę oprawcy.

Rozdział XV
- Boję się.
Przełknęłam ślinę. Postawił mnie w zupełnie odwrotnej sytuacji.
- Zawsze się boję – Powiedział głosem pełnym goryczy.
W jego oczach zbierały się łzy i po chwili odwrócił głowę. Ja zaś stałam tak bez słowa, jak głupia.
- Nie chcę, żebyś widziała mnie słabego.
- Nigdy nie byłeś słaby – Zaprzeczyłam cichym i spokojnym tonem – Jesteś najsilniejszym człowiekiem, jakiego znam.
Przez chwilę słychać było jedynie szybko bijące serce Matt’a, szum drzew i traw.
- Annabeth? – Odwrócił głowę ku mnie – Dziś… Będziesz… Będziesz przy mnie?
- Zawsze byłam.

 
Rozdział 8
Pozwoliliśmy, by nas minęli. Ja jednak, kierowany niezrozumiałym instynktem, skoczyłem na ostatniego z konnych, strącając go z widmowego zwierzęcia. I choć, o dziwo, w momencie spadnięcia na ziemię demon do złudzenia przypominał człowieka, to tuż po wbiciu mu przeze mnie sztyletu między żebra stał się podobnym upiornemu kierowcy szkieletem, ubranym jednak w podarty, czerwony mundur ze złotymi epoletami i innymi dystynkcjami. Staroangielskie. A zatem to, co mówiła Máiréad, było najszczerszą prawdą...
Pozostali uczestnicy Łowu momentalnie się zatrzymali, słysząc niepokojące, przerażające wręcz rżenie wierzchowca jednego z ich towarzyszy. Poczułem na sobie wzrok dziewięciu czarnych oczodołów, z których wyzierała nieludzka pustka i jednocześnie żądza mordu. Jak jeden mąż dobyli swoich mieczy.

Rozdział czwarty: Ogień
Wszystkie konie, jak na komendę, zarżały dziko. Woły również się odezwały niespokojnie. Rozległy się okrzyki, by szybko zapalić lampiony, bo kupcy pogubią się na rozstajach. Puf, zgasły kaganki na wozach ostatnich i już tylko przód jarzył się nikłym światłem. W powietrzu poniosło się coś, co przywodziło na myśl chichot. A może to tylko wiatr drwił z wędrowców…? Puf, już tylko na jednym wozie paliły się kaganki. Wali gwałtownie wstrzymał konia i odwrócił się przerażony w stronę tonącej w mroku karawany.

06. Ostatnie ostrzeżenie
Miliony sztyletów wbijało się w jej rozgrzaną skórę. Zacisnęła palce na rudych włosach, wyrywając sobie z głowy całą garść. To była nawet przyjemna odmiana...
- Przestań! Już jej wystarczy! - krzyknął ktoś.
- Ja wiem lepiej, kiedy powiedzieć dość. Crucio!
I znów to samo. Tylko teraz, jakby ze zdwojoną siłą. Miała wrażenie, że ciasne obręcze zaciskają się na jej wnętrznościach. Cała zawartość żołądka podeszła do gardła. Nie krzyczała, nie mogła złapać tchu.

Rozdział XXII: Mniejsze zło
Dlaczego to tak długo trwa? – pomyślała zdenerwowana, kolejny raz, niby przypadkiem, przechodząc obok drzwi. Może to dobry znak? Gorzej by było, gdyby Krystian nie chciał z nim w ogóle rozmawiać. Oparła się o ścianę, zakładając na piersi ręce. Ale to stanowczo za długo trwa. Gabriela już coś podejrzewa. Zaraz zacznie mnie szukać i tym razem nie uwierzy, że poszłam się tylko przejść. Denerwowała się, nie wiedząc, jak to wszystko może się potoczyć. Była pewna, że Wiktor jest niewinny i uważała, że Krystian powinien pomyśleć tak samo. Bała się jednak reakcji Gabrieli. Z całego serca nienawidziła Roberta i wszystko, co miało z nim coś wspólnego doprowadzało ją do furii. Jak zareaguję, gdy dowie się, że Wiktor z nim współpracował? Czy weźmie pod uwagę to, że został do tego zmuszony? – zastanawiała się. Ostatnim czego chciała, to skłócone rodzeństwo Kierwińskich, z którymi przecież tak bardzo się zżyła.


Rozdział ósmy
- Po śmierci Liuvy Noah pragnął, abyś przybył jak najszybciej i wziął to, co ci się należy, jednocześnie uwalniając go od ciężaru, jakim jest odpowiedzialność.
Mirza wyciągnął zachłannie rękę w stronę pierścienia. Szyna była tak mała, że najwyraźniej pasowała tylko na mały palec.
Kapłan cofnął jednak dłoń, jednocześnie ją zamykając. Uśmiechnął się lubieżnie, widząc zaskoczenie w oczach Lothava.
- Ale ja nie jestem Noahem.
- To mój...!
- Twój – kiwnął głową – i dam ci go z miłą chęcią, ponieważ nie jest mi potrzebny.
Teraz się nie dziwię, że Nea mu nie ufała. Mirza zacisnął mocno szczękę, przełykając wszystkie inwektywy.
- Czego chcesz w zamian?
- Jedynie jednej przysługi. Jednej małej przysługi, od was obojga, która dla was może być błahostką, ale dla mnie znaczy wszystko.

Wygląda, jakby na głowie nosiła pudla
- Fajne zajęcie, co, Louis? Szpiegowanie przyjaciół – rzucił mocnym tonem, kładąc nacisk na ostatnie słowo.
- Ja… Ja, nie… Ja… Byłem ciekaw, i… - zawahałem się, jednak odrzuciłem wszelkie tłumaczenia na bok i skierowałem swoje myśli na jedno, zasadnicze pytanie: - Dlaczego ona?
- Proszę, nie mów Harry’emu. – Jego ton diametralnie się zmienił. Nie był już szorstki i wymagający, teraz był… niemalże błagalny, choć mówił z lekkim dystansem do sytuacji.

 
Rozdział ósmy
– To niemożliwe! Przed kolacją jeszcze ją miałaś, widziałem! – stwierdził król i spojrzał niespokojnie kątem oka na Zuzannę. Nadal dusiła się i kaszlała, wydawało mu się, że jest nawet już trochę sina na twarzy. Piotr wypadł przez drzwi i zaczął wołać o pomoc. Spokojnym krokiem przyszedł Tisrok i Tabiasz oraz jakaś niewolnica.
– O co chodzi? – zapytał znudzonym głosem władca. – Panie? – zreflektował się i podniósł wzrok na dużo wyższego i silniejszego Piotra.
– Królowa Zuzanna się dusi! – krzyknął rozwścieczony. – Zróbcie z tym coś!
Nagle kaszlenie i charkot z sali ustał. Przestraszony, a jednocześnie pełny nadziei Piotr zajrzał do środka.

1 komentarz:

  1. O łał, jestem losowym blogiem tygodnia :) Dzięki wielkie! Przyznam szczerze, że biorąc pod uwagę liczbę zarejestrowanych blogów, nie spodziewałam się, że zostanę wybrana tak szybko :)
    Jeszcze raz dzięki!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy