niedziela, 9 czerwca 2013

Nowe posty (54)

21. Oszaleć z pożądania
Po chwili jego ciepłe palce musnęły zewnętrzną część jej dłoni. Wstrzymała na chwilę oddech i zacisnęła powieki, kiedy on zaczął gładzić ją natarczywie. Nie, nie, nie – krzyczały jej myśli. Przecież była silna, mogła w każdej chwili to przerwać. Gdyby nie ten dziwny paraliż, już dawno dałaby mu w twarz.
No właśnie, paraliż. Cóż to było za nieznośne uczucie, które nie pozwalało jej nawet poruszyć ustami. Czuła się jak intruz we własnym ciele. Jęknęła, ale nie była w stanie usłyszeć własnego głosu. Jak to możliwe? Co ten idiota robił z jej umysłem?

Pierwsze Prawo Magii [Miecz Prawdy cz. I] – recenzja
Pierwsze Prawo Magii to początek długiej, bo aż dwunastotomowej powieści Terry'ego Goodkinda, poczytnego amerykańskiego pisarza. Seria zdobyła dosyć dużą popularność i (jak mi się wydaje) zdobyła ją paradoksalnie przez wszystkie te zgrzyty, o których zaraz Wam opowiem i które mnie osobiście doprowadziły do pasji.

[17] Powrót
Musiałam przyznać, że Kraków miał swój unikalny urok, którym już mnie do siebie zdecydowanie przyciągnął. Jednak brakowało mi tu jednego istotnego szczegółu, nie było tu Ville.
Przez cały czas staram się wymazać go z pamięci, ale efekty są zupełnie odwrotne. Nie ma dnia, w którym bym o nim nie pomyślała. Wiele razy trzymałam już telefon w ręku z wybranym do niego numerem, ale za każdym razem rezygnowałam z zadzwonienia do Larinto. Sama nie wiem po co zachowałam do niego numer kiedy zmieniałam telefon. Chciałam go usunąć, ale nie potrafiłam tego zrobić.

Rozdział 5
- Wiesz, Lucasie – odparła po chwili – kiedy lekarz wtedy zapytał mnie, czy mogą pobrać narządy Camile, od razu powiedziałam „tak”. Wiedziałam, że dobrze robię, bo ona na pewno by tego chciała. Pragnęła całym sercem pomagać ludziom, robiła to za życia i bezwątpienia chciałaby, aby i po śmierci mogłaby w jakiś sposób pomóc. Dzisiaj po raz pierwszy poczułam ulgę, ponieważ zdałam sobie sprawę, że podjęłam naprawdę słuszną decyzję.
Zamilkła. Po chwili jednak z kieszeni płaszcza wyciągnęła białą kopertę, którą przez chwilę miętoliła w rękach, po czym dała ją Lucasowi. Przyjrzał się papeterii, czytając umieszczone na niej napisy w lewym górnym rogu: Bank Organów w Nowym Jorku.

Rozdział XI: Przyjęcia ciąg dalszy
- A oto moja wnuczka - rzekła staruszka po francusku,lecz z wyraźnym, włoskim akcentem. - Przedstawiam wam Héloïse, jedną z córek mojego syna, markiza de Saint-Blaune.
- Eloise, babciu! Mów na mnie Eloise! - Estelle nie myliła się, dawna przyjaciółka jej kuzynki, pojawiła się na przyjęciu, tak jak przewidywała.
Smukła blondynka, wystrojona w bladoróżową suknię z atłasu i kapelusz ozdobiony herbacianymi różami, uśmiechnęła się zalotnie, podchodząc do Alessio i Maxime’a.

07. Niczym feniks z popiołów cz.2
– Zmieniłam zdanie. Zawieź mnie do domu – poprosiła, nie spoglądając na niego. Pokręcił tylko głową i wysiadł z auta, aby podejść do drzwiczek i jej je otworzyć.
– Za późno – stwierdził, wyciągając do niej dłoń, a ona spojrzała na niego ze smutkiem w oczach i w końcu po chwili wahania podała mu rękę, wysiadając z samochodu.
Szli w ciszy, patrząc w dwie zupełnie inne strony. Ona po lewej, on po prawej delikatnie ściskający jej dłoń w wyrazie otuchy. Ona ze spuszczoną głową pogrążona w walce wewnętrznej przed ostateczną konfrontacją, on rozglądający się w poszukiwaniu nagrobka. Lekki wiatr gładził ich zmęczone twarze, a popołudniowe słońce zbliżające się do zachodu oświetlało wąską alejkę prowadzącą prze niewielki cmentarz.

Rozdział 7
Pod progiem już tylko ja chciałem wejść do środka.
Nie dziwcie się! Tam pachniało jedzeneim, a my nie jedliśmy nic od... Nie wiem ile to, ale jestem głodny. Spojrzałem na Annabeth, która zacisnęła rękę na swoim sztylecie. Ona zawsze tak robi? No, nieważne. Grover zdawał się węszyć.
-Eeeee...Słuchajcie tu jakoś dziwnie pachnie. Czuję potwory. - powiedział.
Zanim zdążyliśmy jakkolwiek zareagować drzwi otworzył lekki powiew wiatru. Zachojraczyłem i wpadłem do środka jakby od tego zależało moje życie. Pomieszczenie wyglądało jak sklep ogrodniczy. Tylko, że tutaj było pełno rzeźb i sztucznych kwiatów, a pajęczyny pokrywały większość powierzchni. Usłyszałem jęk Annabeth. Jej długie palce wbiły się w moje ramie. No i wtedy zrozumiałem.
-Boisz sie pająków? - spytałem.
Widziałem, że szuka jakiejś wymówki, ale w końcu powiedziała:
- Jak wszystkie dzieci Ateny. Kiedy jakiś pająk jest niedaleko mnie ja zawsz o tym wiem i ... Przekleństwo.- jęknęła.

Rozdział 13: Witaj Syriuszu!
Syriusz Black zawsze spodziewał się, że umrze w walce, a także że w chwili śmierci zobaczy anioły piękne jak jutrzenki, które wystąpią spośród jasności przy chórze trąb i tym podobnych. Jednak tego, czego nie brał pod uwagę, to bólu w każdej kości oraz wdzierającego się w nozdrza smrodu spalonych desek. Otworzył oczy i jęknął. A tak dobrze wszystko się zapowiadało — wykonał zadanie i miał wrócić do Anglii.
Zdrętwiałymi palcami sięgnął do kieszeni. Złoto zabłyszczało w słońcu. Kluczyk. Roześmiał się słabo.

Rozdział 16
– W końcu będziesz musiała mi pójść na rękę – wysyczał mi do ucha, jeszcze bardziej odbierając mi dopływ tlenu.
– Raczej w to wątpię. – Szarpnęłam się resztkami sił i wycelowałam w niego ognistą kulą. Odleciał parę metrów w tył, a ja opadłam na kolana, biorąc kilka głębokich wdechów. Dziura w jego koszuli na wysokości serca ukazywała czerwony ślad na piersi. Zszokowana spojrzałam na swoją dłoń i na niego. Gdy kula ognia uderzyła Asmodeusza nic mu nie zrobiła, ale najwidoczniej... Lukas jest bardziej podatny na mój dar. Widząc, że Anioł podnosi się, zrobiłam to samo. Jego twarz była wykrzywiona wściekłością i bólem.
– Pożałujesz tego... – Ruszył w moją stronę.
– Nie radziłabym. – Podniosłam dłoń, która była już gotowa do następnego ataku. Gdy tylko to zobaczył od razu stanął w miejscu. A ja? Cóż, ja uśmiechnęłam się złośliwie, usatysfakcjonowana tym, że mam nad nim jaką taką przewagę.

Rozdział 9
W końcu wszedłszy do pokoju od razu skierował się w stronę leżących na stole książek, jedna z nich była otwarta. Była to książka traktująca o historii zaklęć i ludzi, którzy są autorami i twórcami ich, a była otwarta na rozdziale "Zaklęcia i uroki używane za dawnych dziejów". Harry nie przypominał sobie by zostawił ją otwartą. Rozglądając się dookoła speszony trafił wzrokiem na leżącą niby niedbale karteczkę pergaminu z zapisanym jednym zdaniem, które wprawiło go w lekki przestrach graniczący z lękiem. Na kartce było napisane: "Wiem o Tobie wszystko, Harry".

Rozdział 5: Nie można swej przeszłości wyciąć, jak wycina się nieudany kadr filmu.
John powiedział mi kiedyś, że pierwsza miłość jest najsilniejsza, najtrwalsza i nie da się z niej wyleczyć. W każdą kolejną dajesz mniej siebie, bo boisz się, że ktoś cię zrani. Nie chciałam mu wtedy uwierzyć. Przekonałam się o tym dopiero, gdy odszedł. Wtedy zabrał ze sobą wszystko, oprócz miłości do niego. Zniknął z mojego życia bez słowa, powracał do niego tylko w moich myślach. Nie chciałam go znać. To, że potrafił mnie zostawić i po prostu odejść, zabolało równie mocno jak to, że ma żonę i dzieci.
(...) Często mówiliśmy też o rodzajach miłości. Tak naprawdę, każdego można obdarzyć inną. Sztuką jest, wiedzieć komu, którą powierzyć, by nie odnieść strat.

Rozdział 20: Umieram za każdym razem kiedy odchodzisz
1464 godzin później.
Leniwe popołudnie wlało się do mieszkania przez drzwi i okna, farbując ściany na brzoskiwiniowo, a z radia wybrzmiewały piosenki zespołu Kings Of Leon.
-Dlaczego z nim nie porozmawiasz? Unikasz go już dwa miesiące. - Odezwała się Delfina. - O, popatrz, właśnie dzwoni. - Spojrzała na wyświetlacz komórki Julity, na którym wyświetliło się zdjęcie uśmiechniętego Sergio, którego z dwóch stron opatulały szczeniaki rasy labradora. - Nie odbierzesz? - Podała zachęcająco siostrze telefon. Julita złapała go i od razu odrzuciła połączenie, i odłożyła telefon na to samo miejsce na stole.
-Może chce ci wszystko wyjaśnić? - Zapytała siostrę.

Rozdział 20
Itachi z reguły nie zwracał uwagi na otoczenie, obdarzał wszystkich lodowatym spojrzeniem, skąpił słów i mimiki twarzy. Nie jej. Dla niej zawsze był odrobinę cieplejszy. Odrobinę bo przecież nie mógł na raz zmienić się w czułego i radosnego gościa. Lubiła go takim. Wyluzowanym od czasu do czasu i tylko przy niej. Bardziej otwartym i czułym. Ale teraz zamienił się na powrót w całkowicie zobojętniały, lodowy postument.

Rozdział XVII
- Kim jesteś i co zrobiłaś z Amber?
Spojrzałam na Rachel i sądziłam, że mówi to sarkastycznie, ale miała rację.
To nie była ta słodka szesnastolatka, którą kilka tygodni temu prawie zabiłam. Jej twarz była blada, pozbawiona makijażu. Zielone, żmijowate oczy, były podkreślone czarną kredką. Blond włosy były rozpuszczone, ale grzywka była większa i całkiem roztrzepana. Ubrana była w czarną koszulkę bez rękawów i jasne dżinsy. Czarne trampki wyglądały, jakby wyciągnęła je psu z gardła, ale chyba właśnie taki był ich cel.
Bransoletka z ćwiekami i masa łańcuszków, naszyjników i koralików na szyi stawiały kropkę nad „i”.
Dziewczyna podpierała się o kolana i ciężko dyszała. Jakby nie zwróciła uwagi na pytanie Rae odezwała się:
- Gdzie oni są?
- Kto? – Zmarszczyłam brwi.
- No to stado – Przełknęła ślinę – Mam z nimi do pogadania.

1. Zatruta dusza
- Nie rozumiem, co tobą kierowało, ale wpakowałaś się przez to w niezłe bagno, jak-ci-tam, wiesz dlaczego? Teraz ta piątka nie tylko będzie szukać mnie, ale również ciebie, jeśli myślisz, że oni tak jednorazowo ganiają za ludźmi, to się grubo – przeciągnął samogłoski – myślisz. Jesteś większym bagnie teraz niż wtedy kiedy biegłaś, słonko.
Zamrugał kilkakrotnie, wydął głupkowato policzki, jakby chciał mi dać do zrozumienia, że właśnie moje życie wzbogaciło się o kolejny problem mogący je ukrócić… Cudownie.
- Jestem Liliana Lozańska – powiedziałam bezmyślnie, całkowicie nie wiedząc, jak zareagować na jego słowa, które zupełnie zbiły mnie z pantałyku, takiego obrotu sytuacji nie przewidziałam. KURWA, dlaczego ja zawsze robiłam coś, a dopiero później zastanawiałam się nad konsekwencjami?
- Imiona żywych trupów nie mają dla mnie znaczenia – powiedział, otwierając drzwi. – Przy okazji, dzięki za ratunek, nie trzeba było, pobiliby, pobili i puściliby ledwo żywego, ale żywego. Teraz musisz się mieć się na baczności, słonko

Rozdział VII
Jesienny, lecz wciąż ciepły wiatr wdarł się do wnętrza murów Kitaharo przez otwarte drzwi. Lekcje jeszcze się nie rozpoczęły i uczniowie rozproszyli się na boisku lub tyłach szkoły. Natomiast Ayane wjechała na desce do szatni, a potem zmieniła trampki na szkolne kapcie. Schowała swój skarb do szafki, ale jej myśli wypełniło przykre zdarzenie z poprzedniego dnia. Negatywnie zareagowała na Shin’a, lecz nie dlatego, że o płci przeciwnej generalnie nie miała dobrego zdania. Z tym chłopakiem było coś nie tak i nie rozumiała, czemu Fumiko nie dostrzegała problemu. Przecież to było widoczne gołym okiem!

XIX: Napraw
Seiya bywał bardzo wyrozumiały, ale ucieczki ze spotkania służbowego nawet on nie umiał sensownie wytłumaczyć. Musiał przeprosić Alana i poprosić go przełożenie rozmowy na inny termin. Ten naturalnie zgodził się, wykazując się wspaniałomyślnością. Zażartował, że związek Yaten i Minako z pewnością wszedł w etap płomiennej namiętności, więc para najzwyczajniej nie wytrzymała by nacieszyć się sobą. Lider Three Lights dał się zwieść manierom swojego managera i wyraźnie uspokojony opuścił biurowiec.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za brunetem, z twarzy Colins'a znikł cukierkowy uśmiech. Od razu poprosił sekretarkę o filiżankę mocnej kawy, a wracając do siebie natknął się na szarą marynarkę powieszoną na oparciu sofy. Nie miał wątpliwości, iż należała do najmłodszego z barci Kou, dlatego wolał szybko pozbyć się zguby.

Rozdział 3
Powierzchnia morza pozostawała jednorodna, nic nie zakłócało szarej płaszczyzny tam w dole, jeśli nie liczyć paru kutrów rybackich, na które natknęli się krótko po starcie. Tony skupił się na prowadzeniu maszyny. Co prawda z tyłu głowy ciągle kołatała mu się myśl o obserwatorze. Czy chłopak na pewno wie, na czym polegają jego obowiązki? Czy nie marznie, wychowany na Cejlonie niby ten cieplarniany kwiat, za przeproszeniem? Pogadać się z nim za bardzo nie dało – szum wiatru i hałas silnika uniemożliwiały konwersację. W każdym razie Henry Vincent nie sprawiał wrażenia zagubionego. A że się trząsł? Nic dziwnego, cały samolot się trząsł.

Rozdział trzeci
Neal Caffrey stał kilka metrów przede mną, unosząc kąciki ust w czarującym uśmiechu. Choć znałam go zaledwie dzień, domyślałam się, że tego rodzaju uśmiech był nieodłączną częścią jego wizerunku. Nie wątpiłam, że niejednokrotnie wykorzystywał swój urok osobisty, próbując rozwiązać sprawy. Jego obecność wśród agentów federalnych z pewnością była najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjęli.

3 komentarze:

  1. Proszę uprzejmie o usunięcie bloga Sztuka-Zapomnienia (Fan Fiction > Gwiazdy i fani) ze spisu, ponieważ blog już niestety nie istnieje, a tylko zaśmieca piękną stronkę :) pozdrawiam Jaenelle, kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o stronę! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Jaenelle! Zawiesiłam swojego bloga, niedługo go pewnie usunę, więc można go również usunąć z Rejestru. Blog to (Nie)dokończone historie w zbiorach opowiadań.
    Pozdrawiam i przepraszam za kłopot!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy