niedziela, 23 czerwca 2013

Nowe posty (56)

Rozdział 62: Plac Spokoju
Powoli przechadzał się między nimi, w napięciu czekając, aż coś się w końcu wydarzy. Wiedział, że tak się stanie. Coś chciało wyjść na zewnątrz, dążyło do tego, wołało jakąś mroczną siłę, by udzieliła pozwolenia. By po raz kolejny dała kłam śmierci, aby powrócić.
Coraz wyraźniej słyszał pieśń rozlegającą się z ziemi. Jednak to nie ziemia Mua Dong ją śpiewała, a plugastwo, które musiało się w niej zagnieździć. Ziemia jest dobra i przyjazna, nigdy nie śpiewałaby w taki sposób. Ale coś wołało zimną, nieśmiertelną panią, mającą po raz kolejny wezwać ich zza grobu. Pozwolić wyjść na zewnątrz, by znów zbezcześcić pamięć o tych, którymi zawładnęła obrzydliwość.

1 ROZDZIAŁ: początek historii
Poczuła, jak na jej twarz spada grad ciosów. Bach, bach, bach. Jej ciało było zahartowane, więc ból nie był aż tak wielki. Potrafiła o nim nie myśleć. O wiele gorsze było upokorzenie i bezsilność. Bach, bach, bach... Nie dawała rady złapać oddechu. Powinna przyznać się do porażki, ale nie zamierzała tak łatwo odpuścić, kto jak kto, ale na pewno nie ona, wnuczka dwóch największych mistrzów sztuk walki.

41. Więc bądź i przyjdź i pozwól na to bym mógł z tobą być.
- Jak wam się drogie panie podoba nasz nowy Tomuś? – zagaduje wesoło i podbródkiem wskazuje kąt, gdzie wysoki mężczyzna strzyże Chorwata. Wokół stołka leżą gęste włosy, a gitarzysta wydaje się wyglądać jeszcze lepiej. Nie mogę ocenić tego dokładnie, bo siedzi do nas bokiem. - O czym się tu rozmawia, co?
- Shannonku, lepiej powiedz, co CIEBIE do nas sprowadza.
- Patrzcie, co mam.
W następnej chwili perkusista pokazuje nam BlackBerry Jareda, przybierając demoniczny uśmiech.
- Skąd masz dziecko Jareda? – pyta, z udawanym oburzeniem Vi.
- Nie ważne jak, ważne po co.
- Więc, po co? – wtrącam. Przeczuwam, że nie skończy się to najlepiej. Nagle mam pomysł. – Gracie koncert w Polsce?
- Pff, zaczynamy od niego trasę festiwalową po Europie! – odpowiada mi z wyrzutem, że jak mogę tego nie wiedzieć.
- Daj mi ten telefon.
- Eeeee nie tak szybko, potem to znów mi się dostanie…
- I tak ci się dostanie!

Rozdział 27
Pół śpiąc kiwnęłam głową. Na dobranoc pocałował mnie i szepnął:
- Muszę już iść. Do zobaczenia.
Ewidentnie czułam, że pomógł mi zasnąć. Dziękowałam mu.
***
Dziwne szuranie i świst... W nocy? O 1 w moim pokoju? To jest... Już codzienność.
Ktoś jest u mnie w pokoju!
Zerwałam się z łóżka. Nawiedziło mnie uczucie déjà vu. Ktoś u mnie jest, a moja pierwsza myśl: to Jasper. I tym razem nie zgadłam. To nie była nawet Victoria. Tego gościa nie znałam. To chyba źle?
Podszedł do mnie i szepnął:
- Przysłała mnie Victoria, twoja przyjaciółka - zaśmiał się ironicznie.
Zamarłam.

Rozdział 4: Na Pokątnej
- Krzywisz się jak upośledzony troll.
Mort podskoczył i wrzasnął, jakby użądliła go sklątka. Rąbnął ramieniem w brodę Kayleigha, który pochylał się nad nim, wyciągając chciwe łapska w kierunku stosu monet.
- Skąd się tu wziąłeś?!
- Wszedłem drzwiami – mruknął Kayleigh z rozdrażnieniem, masując szczękę i łypiąc na niego z urazą. – Kogo się spodziewałeś, kretynie? Dementora w przebraniu?
- Zamknąłem je na klucz – burknął Mort, zerkając w kierunku drzwi, jakby spodziewał się zobaczyć wypaloną dziurę w kształcie człowieka albo przynajmniej wyłamany zamek. Zmarszczył brwi.
- Wujek nauczył mnie paru sztuczek – rozwiał jego wątpliwości Kayleigh, ironicznie machając mu przed oczami dziwnym, metalowym instrumentem, który Mortowi skojarzył się z jakimś upiornym, średniowiecznym narzędziem do wyłamywania kciuków.
Czasami zapominał, że tutaj, na Nokturnie, dzieciaki – zamiast czytać i wycierać nos w chustkę, a nie w rękaw – uczono sztuczek z rodzaju „jak otworzyć zamek w trzy sekundy” oraz „jak bez pudła rozpoznać pieprzonego szpicla”.
Sposępniał.

Rozdział piąty: czyli pierwsze koty za płoty
...O nie, dziękuję - myślę natychmiast - dwa czasochłonne umierania na dzień mi w zupełności wystarczą. Poza tym schodzenie z tego świata jest nad podziw nudne. Starając się zejść z drogi piorunom strzelającym z oczu Zawadzkiego, próbuję wstać. Lecz tak, jak i rano całe moje ciało odmawia współpracy. A człowiek myśli, że, co jak co, ale własne fizjonomia go nie zawiedzie. Ale gdy nadchodzi czas próby, to nawet własne mięśnie (pielęgnowane czekoladą i piwem) mają cię w głębokim poważaniu.
- Co ty sobie myślałaś? - dochodzi do mnie syczące pytanie Gabriela, który czubkiem buta trąca powalone cielsko zboczeńca.
Wzruszam ramionami, które zaczynają dygotać od zimna. Ta cholerna woda jest potwornie lodowata!
Zawadzki nie doczekawszy się odpowiedzi ponownie poświęca mi swoją uwagę wzrokową. Nie powiem, żeby mi się to spodobało. Ślepia bazyliszka i gałki oczne Meduzy, to przy spojrzeniu chłopaka, potulne baranki. Takie fluidy idą w moją stronę, że mam ochotę złożyć dłonie jak do modlitwy i błagać o wybaczenie.

Rozdział 1: Ciemność jest we mnie
- O czym ty do jasnej cholery mówisz?! - zdenerwowałam się. Nagle wszystkie auta w pobliżu uaktywniły alarm - Nigdy nie zabiłam człowieka, nie byłam potworem i nie jestem - zaczął towarzyszyć nam zimny wiatr - Nie pozwolę, aby ktoś obrażał mnie w ten sposób. Nie jestem złą istotą. Jestem człowiekiem! - po chwili wszystkie auta uniosły się w górę, a moje oczy przybrały czarny kolor. Na powierzchnię mojego ciała wyłoniły się żyły. Byłam wściekła i jedyne o czym myślałam, to zemsta.
- Uspokój się - powiedział spokojnie, jednak w jego oczach widziałam strach. Gwałtownie wszystkie auta opadły na ziemię, a wiatr ucichł. Wszystko się uspokoiło wraz ze mną. Michael miał rację. Byłam czymś nadprzyrodzonym, jednak wciąż nie miałam pojęcia na czym to wszystko polegało. Byłam ciemnością.

Rozdział 1: Pakt Krwi Cz.1 - Początek
Mógł się pochwalić nie małym brzuchem. Zazwyczaj nosił kraciaste dziadkowe szorty i biały zaplamiony żółtą cieczą bezrękawnik. W bloku nazywali go zdziadziałym zrzędą, ponieważ ciągle skarżył się na hałasy od sąsiadów. Siedział sobie na starej kanapie z czerwonym obiciem i dwoma poduszkami. On był po prostu dziadkiem
- Więc po co tu przyszłaś? Czego chciał Ksiądz Roger? - od razu spytał o cel wizyty. Dziewczyna zaczęła układać w głowie odpowiedzi tak by delikatnie powiedzieć mu o niefortunnym wypadku z rzeźbą. By jeszcze jaśniej pomyśleć wzięła zieloną filiżankę z napojem i upiła jeden łyk.
- Przyszłam tu gdyż w zdarzył się wypadek. Niestety figura matki boskiej uległa zniszczeniu. Ksiądz prosił abyś ją odbudował. - Powiedziała mu całą sytuację, ale miała lekkie wahania. Bała się, że się zdenerwuje jak się o tym dowie. Po usłyszeniu tych wieści dziadek zszokował się tą wieścią a potem się zeźlił, ponieważ wiele lat pracował nad tą figurą, a teraz w jednej sekundzie jego praca poszła na marne.

Rozdział 3: Trupolandia
Izzy wyciągnęła rękę do dziewczyny, na co ta zareagowała automatycznie, odwzajemniając gest. Już otwierała usta, by zapytać, dlaczego kobieta nosi właśnie takie przezwisko, ale się powstrzymała. Na jej gardle zobaczyła bowiem ciągnącą się przez całą jego przednią powierzchnię grubą kreskę. Tak, jakby ktoś specjalnie przejechał po delikatnej skórze nożem, czy innym ostrym narzędziem. Była ona całkowicie przecięta. Gdyby nie fakt, że gardło kobiety zostało zszyte, na pewno widać byłoby przez nie odsłoniętą krtań.
- Ja poproszę napar z żuka z wywarem z oka traszki – powiedział Zenon, jakby było to czymś naturalnym.
Izzy z uśmiechem zapisała jego zamówienie, natomiast Otwarta Żyła wytrzeszczyła oczy w zaszokowaniu. Na jej twarz wstąpił wyraz obrzydzenia. Przez chwilę miała nadzieję, że towarzysz stroi sobie żarty, ale grubo się myliła. Trupia Czaszka, widząc jej zachowanie, zaśmiał się cicho, po czym uniósł swoje kościste palce.
- Dwa razy. Nasza nowa zdobycz jeszcze nie wie, jak pyszne napoje przyrządzasz.

Rozdział XXI: Złudne nadzieje i ukryte pragnienia
Kocie oczy Yatena lśniły w kolorowych światłach reflektorów, gdy chłopak lustrował salę w poszukiwaniu braci. Upewniwszy się, że nie ma po nich śladu, a na parkiecie szaleją małolaty, ścisnął pewniej dłoń Minako. Nie podobało mu się, iż uparła się, żeby pracować. Proponował wyście do innego klubu, aby mogli spędzić czas razem, lecz dziewczyna uparła się. Przez godzinę przerobili chyba wszystkie powody dla których powinna zostać w domu. Włącznie jej stan zdrowia. Niestety nie potrzebnie poruszył drażliwy temat, bo mało brakowało i rozpętałby awanturę na pół osiedla. Życie dało mu kolejną lekcję, ponieważ musiał ustąpić, ucząc się odrobiny pokory.
Kou nie był ślepy i zaniepokoiło go dziwne zachowanie ukochanej. Nie pozbył się wnikliwej czujności, która podpowiadała mu, że jeśli teraz nie rozwiąże problemu, to później możne być za późno. Od wczoraj Mina w niektórych momentach odpływała myślami, a jego zalewała od środka żółć. Sądził, że będą sobie ufać.

Rozdział 10
Kilkanaście metrów pode mną bezwładne ciało Máiréad dryfowało na wodzie, raz po raz targane potężnymi falami, jakby grożącymi, że w każdej chwili mogą ją porwać, skoro już im się nadarzyła taka nie lada okazja.
Chryste...
Pospiesznie zbiegłem na dół i wszedłem po kolana do przeraźliwie zimnego morza. W tym samym momencie ponad huczącym, nieustającym wiatrem dało się słyszeć dobiegający z góry tętent końskich kopyt, który po chwili zaczął stopniowo się oddalać. Jeźdźcy wyruszyli na łowy. Gdyby nie niesprzyjające okoliczności, zakradłbym się do ruin i, być może, znalazł jakiś sposób, by dostać się do środka, ale w tej chwili były inne priorytety.

Rozdział trzeci: Reguły wymiaru Limbo
Będąc w pod bramkowej sytuacji zgodziłam się na jego plan, którego sukces był równy 0 i skoczyłam mu na barana. Kurczowo się trzymając jego plerów modliłam się o nie przerwanie swojego żywota i patrzyłam na to co on wyczyniał. Cofną się daleko jak to było możliwe od krawędzi i zaczerpnął oddechu. Następnie biegał w takim tempie, że nawet najlepszy sprinter mógł mu po zazdrości. Byłam tym zdumiona, że tak szybko biegał z takim bagażem, którym byłam ja. Niestety wrażenia zostały popsute przez strach gdy dobiegł do krawędzi i skoczył ku bez dennej otchłani co zmusiły moje powieki do zamknięcia. Jednak poczułam coś dziwnego pod czas spadania. Wiatr muskał mą twarz od frontowej strony, a nie od dołu jak przy spadaniu. Na dodatek czułam jak coś miękkiego i delikatnego okrywało moje ręce. Postanowiłam otworzyć oczy by zobaczyć co się działo... a tu niespodzianka.

Rozdział 7: Nie bój się. Nie odejdę tak łatwo.
Kolorowe liście już dawno opadły z drzew i ułożyły się na wilgotnej od deszczów ziemi, gdzie powoli butwiały. Powietrze stało się cięższe i chłodniejsze, przez co zniechęcało uczniów do wizyt na błoniach. Księżyc szybciej witał na niebie i jak na złość, nie chciał ustąpić słońcu miejsca, kiedy była na nie pora. Listopad.
Chyba najgorszy miesiąc w roku…

Mjöllnir
Takiej burzy dawno nie widziały żadne istoty na Ziemi. Pioruny błyskały raz po raz, aż grzmoty nie nadążały za ich lśnieniem. Silny wiatr zerwał się, miotając drzewami, chcąc wyrwać jej z matczynej gleby, chmury układały się w wir, gotowy niebawem porwać wszystko, co spotka na swojej drodze. Budziło to niepokój mieszkańców, którzy zaczęli schodzić do piwnic, w obawie przed nieokiełznanym żywiołem.
Ale nie on. On spoglądał na to wszystko ze spokojem siedząc na ogromnym fotelu na wprost ogromnego okna w rezydencji swoich przyjaciół. O ile mugole zaczynali panikować, co było dla nich dość charakterystyczne, o tyle on czuł, że za tymi niezwykłymi w swojej sile zjawiskami stoi coś więcej niż zwyczajne spięcie atmosferyczne. Intrygowało go to. Nigdy czegoś takiego nie widział, nie tutaj, w rodzimej w Anglii.

Rozdział 24
Odtrąciłem jej pomoc, ale dziewczyna nalegała. Odeszła na chwilę, a gdy wróciła w jednej ręce miała kamień, a drugą zranioną. Czułem jak po raz kolejny kły się pojawiają, oczy się zmieniają. Doleciał do mnie zapach metalu. Nie mogłem się powstrzymać. Ugryzłem ją. Krew płynęła przez przełyk. Odzyskiwałem siłę. Rany się goiły i siniak pod okiem znikł.
Krew czarownic jest inna niż zwykłych ludzi. Anna smakowała … Nawet nie da się tego opisać. Piłem z wielu dziewcząt i żadna nie była taka jak ona. Przy wykonywaniu tej czynności czułem się doskonale. Jakbym znów był człowiekiem: wciąż żył, mógł wychodzić na słońce bez strachu przed promieniami. A krew widziałem tylko w filmach.

Rozdział IX
Zajęcia na basenie zdawały się trwać wiecznie. Dla Chou, która wodę tolerowała w odległości co najmniej 15 metrów od niej, już kilka minut na takiej głębokości było torturą. Jako mała dziewczynka bawiła się na plaży z braćmi, a w wodzie moczyła jedynie stopy i zawsze trzymała się boku Taikiego, ponieważ Yaten uwielbiał ją straszyć. Gdy teraz starała się być jak najbliżej krawędzi, asekurując się deską, to jednak wolałaby zamknąć się w jednym pokoju ze swoim bliźniakiem. Nie przyznała się, iż nie potrafi pływać, gdyż bała się, że na tym ucierpi jej duma. Chociaż bardziej bała się tylko pająków oraz burzy.
Nikt nie zwracał uwagi na nieporadną blondynkę, ponieważ większość par oczu była zwrócona na Fumiko. Tylko szmaragdowe tęczówki Usuia śledziły każdy ruch dziewczyny. Przez cały czas zastanawiał się, co u diabła wyprawia ta wariatka. Ledwo trzymała się na powierzchni i chłopak z trudem powstrzymywał się, by nie wyciągnąć jej stamtąd, a potem porządnie nie przetrzepać skóry.

Rozdział IX
Coraz bliżej. Z każdym metrem auto stawało się coraz większe. Ale ja stałam, choć gotowa zemdleć. Gdy ciemnowłosa zadowolona z makijażu spojrzała przed siebie, a ja zobaczyłam w jej oczach przerażenie. Krzyk kobiety wydawał się być głośny, ale stłumiony przez silnik. Wyrzuciła szminkę, złapała za kierownicę. Wszystko jak w zwolnionym tempie. Jak w filmie. Jednym ruchem wykręciła kierownicę i rozległ się pisk. Byłoby po mnie. Byłoby...

Chapter Three
-To ty -usłyszałam nie znany mi do tond męski głos. Odwróciłam się w stronę jego właściciela i zauważyłam mężczyznę. -Opiekowałaś się Mattem?
-Tak, to chyba normalnie skoro jestem jego nauczycielką -mruknęłam zdenerwowana zachowaniem brązowowłosego.
-Chodzi o ten artykuł -powiedział dość głośno by zagłuszyć jadące samochody, które trochę przeszkadzały w naszej rozmowie. -Jestem Wojtek
-Amanda -podołam mu ręką, którą od razu uścisnął.

Rozdział VII: Magiczne sztuczki
Gdy poczuł lekki uścisk, przez moment znieruchomiał i zadrżał na całym ciele… Eloise? Dotyk jej miękkiej dłoni nigdy jeszcze nie wywołał w nim tyle emocji… Czyżby wreszcie poczuł prawdziwą miłość do córki markiza? Wcześniej wszystko było rywalizacją pomiędzy nim, a Alessio. Teraz mógł naprawdę się w niej zakochać. Jednak miał dziwne przeczucie, że to nie może być jego ukochana. Dłoń była drobna, także lekko drżąca i… nasuwała mu na myśl pewne wydarzenia z przeszłości. Do kogo należy ta dziewczęca dłoń? Pierwszy raz poczuł coś takiego, jakby nagle uderzył w niego piorun… Czy dlatego, że ich ręce drżały niespokojnie. Wyładowania elektryczne, plus i minus. Zupełnie różne charaktery, a gdy zbliżą się do siebie… iskrzy.

Rozdział 2
-A więc-kontynuował lew-Jak już mówiłem zbliża się wielka wojna, która zadecyduje o przyszłości Narnii i innych światów. We wszechświecie musi panować równowaga. Tysiące lat temu urodziła się Marisa. Najpotężniejsza czarownica jaka kiedykolwiek istniała. Podczas jej panowania, istniał jeszcze jeden świat. Nazywał się Menes. Piękne miejsce, w którym istniały magiczne istoty o dobrym sercu. Każde z nich posiadało magiczny dar, lub posługiwało się magią, robiąc silne mikstury. Był to jeden z najpotężniejszych światów, lecz Marisa widząc zagrożenie dla siebie, postanowiła go zniszczyć. I tak też, niestety zrobiła. Nie zostało po nim kompletnie nic.

Rozdział 24: KŁAMIESZ!!
-Czemu ta szlama tutaj przyszła?
-Odczep się w końcu od mojej narzeczonej! – ryknął Dracon, podnosząc się z siedzenia. – Tak! Ona jest moją przyszłą żoną! Szlamą nie jest, bo należy do rodziny Potterów, a niedługo stworzymy własną rodzinę!
-W ogóle nie masz pojęcia, co to jest rodzina. – wycedził.
-A ty niby wiesz?! – podniósł głos.
-Tak! A teraz zabierz ją stąd! Bo inaczej…
-Bo co? – wtrącił się. – Zabijesz ją i mnie tak jak to zrobiłeś z matką?!
Malfoy milczał. Zamurowało go.
-Synu… odpuść. – stwierdził.
-Jaki synu?! Nie jesteś moim ojcem i tak naprawdę nigdy nim nie byłeś!
-Jak śmiesz tak do mnie mówić?! – ryknął. Wyglądało na to, że zaraz rozpocznie się między nimi walka.
-NIE! – krzyknęła. – DRACO! OBIECAŁEŚ MI COŚ! NIE PAMIĘTASZ?!
Blondyn spojrzał na szatynkę. Była wystraszona. Przypomniał sobie.
"-Co takiego? - ciągle tulił dziewczynę, a ona także go uściskała.
-Nie próbuj się mścić na swoim ojcu.

Wpis szesnasty: Kłopoty
Malfoy odłożył talerz na bok i zaczął przypatrywać się pierwszej stronie. Mimowolnie zamarł, kiedy tylko zobaczył wytłuszczony tytuł artykułu.
NOWY CZARNOKSIĘŻNIK PRZEMAWIA DO TAJEMNICZEGO CZARODZIEJA, KTÓRY W NIEWIADOMY SPOSÓB SPRAWIŁ, ŻE JEGO SPRZYMIERZEŃCY PODDALI SIĘ WALKOWEREM!!!
Scorpius w tej chwili czuł się, jakby ktoś odebrał mu tlen, aby mógł swobodnie oddychać. Musiał się uspokoić, by jego przyjaciele nie poczuli u niego strachu, który całkowicie zawładną jego sercem. Po raz pierwszy poczuł się słaby, odkąd posiadał ten Dziennik Śmierci. Nie spodziewał się takiego obrotu akcji; mógł się domyślić, że za tam kryje się jakaś większa ryba, która kieruje swoimi sprzymierzeńcami niczym lalkarz bawiący się swoimi kukiełkami. Teraz i on wpadł w jego sidła, będąc marionetką w jego rękach. Bał się przewrócić na następną stronę, w której ukazała się wiadomość skierowana prosto do niego.
Drżącymi dłońmi przewrócił papier gazety i odważył się spojrzeć na treść artykułu, który od razu rzucił mu się w oczy.

Dwójka
- Rose!? – moi rodzice chyba dopiero teraz zauważyli, że tam jestem. Mama wyrwała się z objęć taty i podbiegła połowę drogi dzielącej ich od nas. Chciałam już krzyczeć żeby się cofnęła, żeby odeszła stąd i zostawiła mnie w spokoju, jednak nie mogłam.
- Cofnij się Ann, kochanie – Voldemort odezwał się pierwszy raz od wypowiedzenia niewybaczalnego zaklęcia. Mama ustała w miejscu, bojąc się tego co może jej zrobić, a raczej tego co może zrobić mi.
Teraz nie słuchaj, Rose, dobrze? Nie chcę żebyś słyszała to co im powiem. Dowiesz się w odpowiednim czasie, wypełniając swoje przeznaczenie…
Nagle zrozumiałam co chciał właśnie mi zrobić. Poczułam zaklęcie uderzające mnie z całą swoją siłą, a potem opadłam na ziemię, czując jak odrętwienie ustępuje osłupieniu. Czując, że zasypiam.
- Roseeeee!
- Nie czas na rozpaczanie, synu, nic jej nie jest..

Rozdział 1
W tym nieoczekiwanym obniżeniu stopnia cały czas doszukiwał się jednak jakiegoś podstępu bądź prowokacji. Odpowiadał co prawda za podwładnych, którzy nie przypilnowali i nie rozbroili podejrzanego, oczywiście, ale dlaczego, na Boga, od razu odpowiedzialność zastępcza? To było ich zaniedbanie, on przecież wydał wszelkie potrzebne rozkazy. Ciekawe, że tylko jemu się dostało, a bezpośredni sprawcy uszli bezkarnie. To na pewno była jakaś forma czystki wśród przełożonych. Chcieli go złamać, by sam odszedł na wcześniejszą emeryturę, a czyhające na jego miejsce pieprzone sępy zaraz się na nie rzucą jak jakaś wygłodniała dzicz. Niedoczekanie, prędzej go wywalą, niż sam się podda bez walki.

1.       Fajerwerki
Sylwia chyba miała rację – to facet najbardziej mnie męczył i ta nieszczęsna potrzeba bycia wreszcie kochaną. Właściwie to pragnienie mogło zostać zaspokojone, ale ja wciąż wzbraniałam się przed uczuciem do Czarka. Owszem, dawała o sobie znać jego nieokrzesana natura, jak podczas tego sylwestrowego pocałunku i wyczekiwania prawie pod moją kamienicą, ale on już był taki łapczywy i od samego początku chciał mnie mieć tylko dla siebie. Kiedy tak sączyłam alkohol, uznałam, że dodaje mu to pewnego uroku. Czuły, pomocny, cierpliwy, wierny – najchętniej nie opuszczałby mnie na krok. Kiedy obejmował mnie swoim ramieniem, czułam się bezpiecznie. Z Cezarym było... miło. Zastawiałam się nad tym całymi dniami i dochodziłam do wniosku, że z tego mogłoby urodzić się coś więcej. Wciąż jednak moich rozmyślań nie opuszczał tryb przypuszczający.

Rozdział 24
Kapsel od butelki wydał hałaśliwy brzdęk, kiedy zderzył się z czarno białymi kaflami, ułożonymi we wzory imitujące gwiazdy. Podniósł go, wyrzucił do śmieci, jednak kiedy chwycił butelkę ciemnego piwa, jego telefon zaczął wibrować, a głośny dzwonek zrobił nieco hałasu, który skutecznie zagłuszał komentatora meczu lecącego w tle. Podniósł swojego czarnego iphone’a i spojrzał na wyświetlacz. Uśmiechnął się do siebie, kiedy okazało się, że rzeczywiście dotrzymała słowa.
- Cieszę się, że dzwonisz – rozpoczął.

Rozdział 22
Leire upadła na ziemie, a obok niej jej różdżka. Chłopak stał w miejscu całkowicie zszokowany. Jednak otrząsnął się i ruszył w jej kierunku. Zaczął wołać jej imię, mając nadzieje, że był pierwszy. Chwycił jej twarz, a na jego bladej skórze pojawiły się kropelki potu.
Dostrzegł czerwony ślad na jej bluzce, ale dalej mówił do niej, oczekując jakiejś reakcji. Pierwszy raz w życiu przejął się tak drugą osobą. Nie miał pojęcia czemu, on Draco Malfoy martwi się o kogokolwiek.

7 komentarzy:

  1. Z przykrością chciałabym zgłosić, że mój blog choć zgłaszany do rejestrowych nowych postów już dwa razy, został dwa razy olany. Nie wiem czemu, skoro do rejestru należę i poraz drugi już zgłaszam nową notkę. Komentarz ze zgłoszeniem zniknął a informacji jak nie było tak nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ na blogu widniała informacja o zawieszeniu dłużej niż miesiąc, zgodnie z regulaminem został on z Rejestru usunięty, dlatego informacja się nie pojawiła.
      Zawsze możesz zgłosić blog ponownie do katalogu.

      Usuń
    2. Super wiadomość szkoda jedynie, że nie zostałam poinformowana o usunięciu mojego bloga z Rejestru.

      Usuń
    3. Nigdy o tym nie informuję, bo nie mam na to czasu.

      Usuń
  2. Szablon na moim blogu uległ zmianie, w związku z tym, czy mogłabym prosić o zmianę buttonu w spisie? :) Tytuł: Dziewczyn Phoenixa
    Z góry dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam wielką prośbę do Ciebie, Jeanelle. Pamiętasz konkurs na drugie urodziny Rejestru? Byłabym niezmiernie wdzięczna, gdybyś usunęła stamtąd moją pracę, która znajduje się w kategorii Strój Balowy. Bardzo mi na tym zależy, tym bardziej, że nie mogę korzystać z tej pracy, gdy jest tutaj opublikowana.
    Pozdrawiam
    Locofuego

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy