niedziela, 30 czerwca 2013

Nowe posty (57)

Rozdział 4: Tarot
Anastazja wyciągnęła rękę, by wyjąć ostatnią kartę, jednak zawahała się przez chwilę. Miała ona symbolizować zakończenie. Po usłyszeniu znaczenia pozostałych, zaczynała się obawiać tego, co może przedstawiać. Ale przecież teraz nie mogła się wycofać, stchórzyć przy głupiej wróżbie. Chociaż z drugiej strony mogła, pewnie Albert pochwaliłby to zachowanie.
Wyjęła ostatnią kratę i odwróciła ją powoli. Była to Śmierć.

Absurd II
Harry zawstydzony schował się pod kołdrą. Zauważył, że z pod poduszki wystaje jakaś gazeta. Był to kolejny numer Playboy'a, który od lat prenumerował. Na okładce widniała roznegliżowana Narcyza Malfoy. Musiał przyznać, że jak na swój wiek prezentowała się lepiej niż Ginny i Hermiona razem wzięte. Już miał się rozmarzyć, gdy nagle usłyszał trzask. Ktoś się teleportował do jego dormitorium. Wychylił głowę spod kołdry i ujrzał Zgredka, który wąchał właśnie stopy Hermiony. Dziewczyna była nadal nieprzytomna, a Ron korzystając z okazji robił jej usta usta. Seamus, Dean i Neville stali w kolejce i ponaglali Rudego, aby się zamienił.

#10 Nameless faces
Bezimienne twarze. Głębokie, zbroczone zaschniętą posoką i krwią szramy obsiadły muchy. Bezimienne twarze. Skóra płatami odchodzi od kości. Bezimienne twarze. Na wpół przeżarte gałki oczne zapadły się w oczodoły. Bezimienne twarze. Z rozwartych ust wydobywają się glizdy, po pełnych wargach zostały tylko wyżarte, czarne kreski. Bezimienne twarze. Brudne policzki już nigdy nie pokryją się rumieńcem.

Rozdział XXXII
Ta jego powierzchowna radość niedługo minie. To szczęście, które stara sobie teraz wpoić też zaraz wyparuje. Przeszłość i tak znów go dopadnie, czy on tego chce, czy nie.
Już w ciszy zapakowaliśmy się do końca. Żadne z nas nie miało już ochoty rozmawiać. Dobry nastrój prysł jak bańka mydlana, nie pozostawiając po sobie ani krzty dobrego nastroju. Wiem, jak to jest wmawiać sobie coś, co przez moment wydaje się dobre. Przez moment jest inaczej, lepiej. Gdzie więc znajduje się problem, aby było ich więcej?
To nadal tylko jeden moment, jeden z wielu…
Momentu nie przemienię w całe życie, a chwila nie stanie się wiecznością.
Ból będzie przychodził falami, szczególnie ten spowodowany niemocą, czymś nad czymś nie mamy władzy. Wcześniej na chwilę potrafił o nim zapomnieć, wtedy na plaży. Skupił się całkowicie na mnie i to pozwoliło mu się zatracić. Lecz pakowanie nie pochłonęło całej jego uwagi, przez co mechanicznie wkładając ubrania do plecaka, myślał o czymś innym, co jedynie prowadzi w naszym przypadku do rozpamiętywania przeszłości.

Four
Późną godziną siedziałam przy ladzie w jednym z opustoszałych barów Konohy. Odpalam papierosa zupełnie niepotrzebnie, i wypuszczam z dymem te myśli mi obojętne. Jedną dłonią objęłam szklankę z zawartością alkoholu. Podniosłam ją do góry obracając w dłoni, ciecz delikatnie falowała po szkole. Zaciągnęłam się po raz kolejny tego wieczoru. Wypuściłam jedną wielka chmurę śmierci. Kątem oka spojrzałam w swoje prawo, pustka. Przy ladzie siedziałam całkowicie sama. Zgasiłam piątego papierosa tego wieczoru. Ponownie chwyciłam szklankę w dłoń i zamoczyłam wargi w zimnej, gorzkiej cieczy. Wypiłam na raz ukrywając delikatne skrzywienie. Przychodziłam tu po, każdej misji. Mogłam nazwać to moim odprężeniem po wędrówce.
-Ma być jeszcze jeden ?- zapytał mnie barman. Spojrzałam na niego. Czyścił jeden z pokalów do alkoholu. Kiwnęłam głowa na znak, wyciągając pieniądze z kieszeni. Zabawne, przepiję cała wypłatę.
-Ja stawiam- obok siebie ujrzałam szarowłosego ubranego w codzienny strój, ale tym razem bez tej idiotycznej zielonej kamizelki, której nigdy nie włożę.

Rozdział 8
Byłam odrobinę zdenerwowana wychodząc ze szkoły. Aleksis unikała kompletnie odpowiedzi, A Nathan od bardzo długiego czasu tak nie milczał. Coś go bardzo trapiło. Podejrzewam co, jednak za nim z nim o tym porozmawiam....
- Witam Panienkę - mężczyzna na czarno ubrany zdjął swój kapelusz, ukłonił się i poszedł dalej. Psia kość. David. Długi czas nie ukazywał mi się na oczy, a powoli o nim zapominałam... Na pewno nie wpadł tutaj tak po prostu. Coś miał do powiedzenia.
Nie wiedziałam, że ten mały wypad tak się skończy...
Do domu wpadłam późnym wieczorem zmęczona, ale nie w tym samym stanie co poprzednio. Złapałam za słuchawkę i wykręciłam numer. Za nim osoba z drugiej linii zdążyła odebrać - usłyszałam pukanie do drzwi.
Przyszedł.

Rozdział 1 Ślad l: Odbicie
- Tego uczucia nie da się zastąpić, prawda? - za jej plecami wyrosła postać mężczyzny, w ułamku sekundy wywnioskowała, że nie dała by mu więcej niż 20/22 lata. Obróciwszy się, jej oczom ukazał się brunet o jasnej karnacji, z lekko falowanymi włosami, opadającymi na jeden bok.
Pracownik umysłowy, samotnik lubiący swoje własne towarzystwo. Pewny siebie, z domieszką szaleństwa w oczach. Socjopata lub cierpiący na zaburzenia dysocjacyjne, wnioskując z jego mimiki twarzy i sygnałów behawioralnych.
- Absolutnie. - Odpowiedziała z uśmiechem odgarniając kilka splątanych loków, które chłodny wiatr zgubił na jej twarzy.
- Niesłychane... - Nieznajomy mężczyzna podszedł bliżej opierając się o krawędź w ten sam sposób co Katherine. Oboje wymienili się luźnymi spojrzeniami.
- Cóż takiego? - Zapytała z zaciekawieniem.
- To miasto. Ludzie widzą w nim wszystko czego mogą zapragnąć. Jest jak lustro. - Stwierdził z melancholią w głosie. Miał w sobie coś z introwertyka, ale pod powiekami skrywało się również wyraźne pragnienie niebezpieczeństwa, odkrywanie świata i jego celów.

Rozdział 13: Chora gra
Przez chwilę przyglądała się Wellsowi, który już zajmował się martwymi ciałami, po czym wyjęła z torby teczkę i plik kartek. Ciężko było jej jednak rzeczowo spisać swoje obserwacje. Długopis ślizgał się po papierze w sposób niekontrolowany, a aurorka co chwilę musiała wykreślać niewłaściwe sformułowania.
Simon Blackwell wytrwale pomagał starszemu aurorowi, o dziwo, nie wtrącając żadnych wzmianek o swojej pracy dla brytyjskiego Ministerstwa Magii. Obaj cicho dyskutowali o bieżącej sprawie.
— Nie ulega wątpliwości, że sprawca użył zaklęcia Avada Kedavra — powiedział Wells nieco głośniej, kiedy zielona poświata, przywołana zaklęciem sprawdzającym, opadła — Oboje z pewnością zginęli we śnie. Nie zauważyłem żadnych śladów innych zaklęć.
Kobieta uniosła brwi. Sprawca znowu zmienił metody działania?
— Zabił ich tak od razu? To do niego niepodobne — zauważyła, wspominając Richarda Byrne'a i Sally Collins, których ciała były tak bardzo uszkodzone rozmaitymi urokami, że wyglądało to niemal groteskowo.
— Możliwe, że coś go spłoszyło bądź nie chciał ryzykować, że zostanie przez kogoś nakryty — rzekł Wells, wyciągając z kieszeni telefon.

Rozdział 9: Atak
Lasowska nie powiedziała nic. Ułożyła palec wskazujący na ustach, dając im jasno do zrozumienia, że mają milczeć. Piotrek pokiwał delikatnie głową, nie chcąc robić zbytniego hałasu. Filip znieruchomiał, nadal trzymając w dłoni uruchomiony pistolet kinetyczny. Agnieszka obawiała się, iż włączone urządzenie pomoże zlokalizować robotom, gdzie są ukryci, ale na szczęście potężne uderzenia metalu o wilgotną ziemię zaczęły się oddalać. Kiedy ucichły na tyle, że wszyscy byli pewni ich oddalenia się, Filip wypuścił z dłoni spluwę i patrzył to na Piotrka, to na nią, a w jego oczach dało się ujrzeć przerażenie.
- Po nas, kurwa, po nas - powiedział z przerażeniem. - Diabeł zaczyna niszczyć świat.
- Diabeł? – rzekł Gryziecki, a jego brwi uniosły się do góry w geście zdziwienia.
- No a kto? Święty Mikołaj? Te roboty nie wyglądają jak elfy.
- Ale miały dla nas prezenty – mruknęła Agnieszka, odchylając głowę do tyłu i przymykając oczy.

Naraz do pokoju wpadło dwóch po uszy uzbrojonych facetów, krzyczących:
- Proszę się nie ruszać! To nie są ćwiczenia! Proszę nie panikować, a nikomu nie stanie się krzywda!
Odwróciłam się z paniką w oczach do Yanna i szepnęłam histerycznie:
- Oni przyszli po nas!
Miałam nadzieję, że Yann mnie uspokoi i powie, że tylko mi się tak wydaje. Ale nie. On zbladł i patrzył na ścianę nade mną, kiedy odpowiadał:
- Tak, Ashley. Oni przyszli po nas.

Lustro przeszłości
(...)zapomnij o tym co było
o bólu
który odwiedzał Cię tak często
o łzach
ociekających na Twą poduszkę każdej nocy
o rosnącej z dnia na dzień nadziei
która bawiąc się w ludzi odchodziła zbyt szybko

Rozdział 15: Kolejne tajemnice
Poczuła zimne ostrze na swoim brzuchu i drgnęła. Śmierciożerca przejechał nim po skórze, a po chwili czuła, jak ciepła ciecz spływa po jej żebrach. Po chwili zrobił to samo, jednak zdecydowanie szybciej, po drugiej stronie jej brzucha. Jakby zapomniał o ulżeniu swojemu pożądaniu, a miał chęć do zaspokojenia morderczych pragnień.

Rozdział dwunasty
Obudziło mnie pukanie. Opatuliłam się kołdrą, zostając nadzieniem naleśnika. Niech ktoś inny otworzy.
Puk, puk.
Wstrzymałam oddech, orientując się skąd dobiegał dźwięk.
- Izzy?
Nastała taka cisza, że usłyszałam, jak gość pod łóżkiem przełknął ślinę.
- Ha-ha, udało ci się, nastraszyłaś mnie, a teraz wychodź stamtąd, dobra?
Żart był bardziej w moim stylu, co nie wykluczało, że mógłby przyjść do głowy Izzy, prawda? Albo komukolwiek, komu nudziło się po nocach.

Big Book Festival in Warsaw!
Udało mi się przyłączyć do zabawy w niedziele, kiedy to po szalonych poszukiwaniach portfela koleżanki, udało się nam dotrzeć na pasaż Wiecha (tak, jest coś takiego w Warszawie), który znajduje się w samym centrum miasta, gdzie w samo południe podjęliśmy próbę ustanowienia rekordu świata w liczbie osób czytających na wolnym powietrzu w jednym miejscu. W ten sposób na małym skwerku przy pasażu rozsiadły się 164 osoby, w tym rodziny z dziećmi, pisarze oraz przedstawiciele władz miasta i przez pół godziny, w skupieniu czytały książki przyniesione przez siebie lub pożyczone z regału ustawionego przy punkcie rejestracji. Nie jest to może powalająca liczba, ale zawsze mogło przyjść tylko 7 osób. Widok był niezmiernie ciekawy. My z Witoldem też się trochę wygrzaliśmy w słoneczku, które wyjrzało po porannej burzy, a później szybko przetransportowaliśmy się do kina Iluzjon, gdzie o 13 rozpoczynało się spotkanie pt. Polskie widma.

Rozdział VII
- Masz coś? - doleciał do mnie krzyk Orochimaru. Ja naprawdę chciałam mu odpowiedzieć, lecz nie byłam w stanie - Rinaaa! - coś zahaczyło o moją prawą stopę. Z opóźnioną reakcją spojrzałam we wspomniane miejsce, a po chwili cała krew odpłynęła mi z twarzy. To głowa jakiejś młodej kobiety turlała się w dół, pod wpływem nachylenia terenu, dotykając jedynie mojej nogi - ty mnie nie słyszysz, czy tylko udajesz? - warknął dowódca Konohy, machając rękoma, aby odpędzić od siebie kurz. Otworzył oczy dopiero, gdy stanął obok mnie i tak samo jak ja zaniemówił.
W zasięgu mojego wzroku znajdowało się może ze trzydzieści ciał: mężczyzna wygięty w nienaturalny sposób oraz dziecko na jego plecach; kobieta z wałkiem kuchennym w dłoni obok dziewczynki z pluszakiem w ręku; starzec bez nogi, zwisający z szyldu przydrożnego baru; młoda dziewczyna za kasą w sklepie, z wbitym w plecy nożem, czy chociaż mnóstwo innych mieszkańców Samarkandy z poderżniętymi gardłami, obciętymi kończynami.

Rozdział jedenasty
- (…) Na długo przed zasiedleniem przez ludzi Ziemi rozegrała się wielka bitwa, zwana pierwszą bitwą ras. Anioły kontra demony. Bóg nie obawiał się o swoich skrzydlatych rycerzy, już dawno zamienił miłość do nich na miłość do człowieka, idealnej kopii samego siebie. Lilith to zrozumiała, wiedziała, że choćby wyrżnęli najważniejszych archaniołów, to Bóg nie spocznie dopóki nie zgładzi demonów. Wtedy zagroziła śmiercią dzieciom Adama i Ewy. Bóg kazał aniołom się wycofać. Trzem z nich, Senoyow, Sansenoyowi i Semangelofi, udało się odcisnąć na Lilith piętno. Dzięki temu demon nie opęta tego, kto nosi ten medalik. – Wskazała na łańcuszek zwisający z dłoni Gabriela. Skończyła swoją opowieść i czekała na jego reakcję. Mężczyzna siedział jak otępiały. Patrzył na nią szeroko otwartymi oczami i z lekko otworzonymi ustami. W końcu oblizał wyschnięte usta i poruszył nimi bezgłośnie.
(…)
- Skąd ty to, do cholery ciężkiej, wiesz?
(…)
- Myślę, że już czas abyś poznał Buga.

Rozdział 24: Bariery Zanikają | cz.2
- W odmiennym stanie… Tak to było Lily?
- Jesteście niemożliwi!
- No wiesz, wolimy się upewnić, zanim twój ojciec zamknie nas za rozróbę na największym Królewskim Weselu w dziejach magii. Do tego w Paryżu… – uśmiechnął się złośliwie do Jacqueline.
***
(...) - Chodzisz struty, nie pokazujesz się od pewnego czasu, a twój fanclub zaczyna się poważnie zastanawiać, czy czasem nie złożyć ci wizyty.
- Coo?!
- Pragnę do tego jeszcze nadmienić, że na tę uroczystość, zaplanowaną na hmm.. – dziewczyna zaciekle zaczęła szukać czegoś w kieszeniach. - .. aha, już mam! Na dziś wieczorem, wszystkie, dokładnie wszystkie jego członkinie zakupiły aż nade piękną bieliznę… różową i czerwoną.- uśmiechnęła się jeszcze bardziej złośliwie.
***
(...) Coś zgasło.
Wypaliło się.
Z powrotem zamieniała się w Black.
Bellatrix Black.

Rozdział dwudziesty ósmy
– Chciałbym ponowić moją prośbę o skierowanie mnie do jakiejś bardziej serio pracy. Już mówiłem, że mam poczucie, iż marnuję się w sabotażu.
Mężczyzna przez chwilę milczał, chociaż kiwał głową, zupełnie tak, jakby się spodziewał, że Woyciechowski coś takiego powie.
– Co na to Czarny? – zapytał w końcu, przeczesując dłonią włosy.
– Mam jego błogosławieństwo – odparł, uśmiechając się szeroko. Inżynier zmierzył go wzrokiem, jakby chciał powiedzieć „a więc i on ma cię dość?”
– Występuje pan z tą prośbą oficjalnie? – Patrzył gdzieś w przestrzeń przed sobą. Jakub miał wielką ochotę westchnąć z poirytowaniem.
– Tak jest.
Milczeli, czekając aż przejdą mimo dwie młode kobiety. Woyciechowski uśmiechnął się do obu i ukłonił, natomiast starszy mężczyzna zachowywał się, jakby ich kompletnie nie dostrzegał.
– Co pan ma na myśli mówiąc o pracy, która byłaby bardziej serio?
– Wywiad, kontrwywiad, wyroki – odpowiedział niemal natychmiast, tak lekko, jakby mówił o pogodzie.

Rozdział IV: Droga do Wolności
- Musimy przepłynąć na drugą stronę. - Powiedział.
- Chyba sobie żartujesz. Za nic, w świecie tam nie wejdę. - Zaśmiałam się ironicznie.
- Jeśli chcesz dotrzeć do królestwa, to musisz przepłynąć razem ze mną na drugą stronę, bo inaczej nic z tego. - Podał mi rękę.
- Nie ma mowy. - Nadal pozostawałam przy swoim. Nie chciałam wchodzić do tej wody. Wyglądała podejrzanie.
- Dobra, niech ci będzie. Zostań tutaj sama. Ja wracam do domu. - Odwrócił się i ostrożnie zamoczył stopy, w wodzie.
- Pozdrów mamę. - Usiadłam na pobliskiej skale. Obserwowałam, jak mężczyzna przemieszcza się, w jeziorze. Zaczęłam się niepokoić. Czułam, że zaraz coś się stanie. Nagle przez wodę przeszła fala.
- Fabian, wracaj natychmiast! - Krzyknęłam.
- O co znowu chodzi? Rozmyśliłaś się? - Spojrzał w bok, po czym z wody wyłonił się ogromny, wodny potwór. Rzucił się w stronę blondyna. Fabian bez zastanowienia wyciągnął szablę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy