sobota, 6 lipca 2013

Nowe posty (58)


Rozdział 2
– Znacie to uczucie, kiedy widzicie kogoś i wiecie, że chcecie z tą osobą spędzić całe swoje życie? Gdy to się spełnia, to gratuluję. Mnie to spotkało, ale ta historia nie ma happy endu, przynajmniej nie na chwilę obecną i właśnie tym video mam nadzieję, że to się zmieni… Miesiąc temu, na meczu w Bełchatowie z Jastrzębiem ujrzałem dziewczynę. Kiedy ona na mnie spojrzała od razu wiedziałem, że jest wyjątkowa.

Rozdział II: Cobra
- Skąd możesz wiedzieć, jak moje życie będzie wyglądać zza krat? Mam już plany i prawdopodobnie dopiszę cię do listy rzeczy, które wykonam w najbliższej przyszłości – mruknęłam z ironią i uniosłam sztucznie kąciki ust. Bishop odchrząknął głośno i przełknął ślinę. – Jakoś uśmiech zniknął ci z twarzy… Przecież nie zamierzam cię zabić. Zmieniłam się tutaj… - obwieściłam. Chciałam dodać „ale na gorsze”, lecz powstrzymałam się.

Rozdział X
Mimowolnie rozglądałam się po tłumie, szukając wzrokiem mojego trenera. Musi wyglądać naprawdę dobrze, skoro te dziewczyny tak się zachwycały. Moje spojrzenie błądziło po herosach przebranych za najróżniejszych bogów, tych znanych i mniej znanych, ale nigdzie nie dostrzegłam Viatora.
- Kogo tak szukasz, Selene?- usłyszałam szept koło ucha i podskoczyłam wysoko, rozlewając resztkę szampana na marmur pod moimi nogami. Odwróciłam się, by zobaczyć Viatora, ubranego w sportowe ciuchy. Na pierwszy rzut oka wyglądał całkiem normalnie, dopiero po chwili zauważyłam szczegóły takie jak buty ze skrzydłami i kaduceusza. Oba te atrybuty wyglądały bardzo autentycznie. Mogłabym nawet przysiąść, że jeden z węży, oplatający laskę, się poruszył.
- Nikogo. Nieważne- odpowiedziałam szybko i żeby odwrócić uwagę, zadałam pierwsze pytanie, które przyszło mi do głowy- Za kogo się przebrałeś?
Uśmiechnął się szeroko.
- Za najprzystojniejszego boga na Olimpie, oczywiście.
Zmierzyłam go wzrokiem i powiedziałam coś, co kompletnie przeczyło moim myślom:
- Naprawdę? Nie zauważyłam.

Wszyscy

Rozdział 7
Miałam wtedy może z sześć lat. Śnił mi się koszmar, z którego wybudziła mnie mama. Miała pod pachą jakiś notatnik oprawiony w ciemną skórę. Nie jestem pewna, czy miał on złote wzory, ale inne szczegóły pasują. Tak czy inaczej, po tym jak mnie obudziła, spytała się dlaczego krzyczałam. Opowiedziałam jej wtedy mój koszmar, a ona zabrała mnie na dół, do pokoju, do którego do dziś nie wolno mi wchodzić. Nie wiem czemu wtedy zmieniła zdanie i mnie tam wpuściła. Kiedy weszłam, jedyne co widziałam to stosy różnych książek. Mama kazała mi wtedy usiąść na jednej z poduszek leżących na ziemi, a sama otworzyła notatnik, który ze sobą nosiła. Ściągnęła przy tym z palca jeden ze swoich topazowych pierścionków, po to by ścisnąć go w dłoni i wypowiedzieć jakąś inkantację po łacinie. Nie bardzo rozumiałam o co chodzi, ale od tamtego czasu ani razu nie śniły mi się koszmary, a to wspomnienie było ukryte pod stertą innych, aż do teraz.

Rozdział szósty: Kamień i Woda
Czuła w tym miejscu coś pierwotnego, jakby żaden z jej znanych bogów nie gościł nigdy wśród tych kamieni. Zawołała wilka, który wciąż biegał wśród menhirów i obwąchiwał je radośnie. Nie reagował na wołanie. Gdy krzyknęła jeszcze raz, spojrzał w jej stronę i szczeknął. Zniknął nagle za kamiennym ołtarzem i po chwili wyłonił się, niosąc coś w pysku. Nada rozpoznała w tej szmacie czepek jednej z kobiet z karawany. Pamiętała, że niewiasta labidziła o swojej zgubie, która zniknęła w lesie. Zawołała wilka, by przyniósł znalezisko, ale stworzenie nie chciało się ruszyć. Rudowłosa niepewnie postąpiła kilka kroków w przód i ruszyła w stronę Ea. Gdy bestia była już na wyciągnięcie ręki, wilk wypluł czepek na ziemię, a Nada szybko go podniosła. Gdy się wyprostowała, zadrżała przestraszona. Menhiry były naprawdę ogromne, musiała zadzierać wysoko głowę, by dostrzec ich zaostrzone czubki.
– Co tutaj robisz, kobieto…? – Usłyszała męski głos i odwróciła się gwałtownie. Wilk zawył donośnie.

Rozdział XXIII: Bolesna nauczka
Jasnozielone światło niewielkiej lampki rzucało poświatę na mahoniowe biurko, stojące w kącie małego, lecz przytulnego pokoiku na poddaszu. Na półkach piętrzyły się opasłe tomiska medycznych encyklopedii, a świeżo przygotowane notatki, podkreślone różowym markerem, czekały aż studentka raczy do nich zajrzeć. Jednak Ami Mizuno po raz pierwszy miała ciekawsze zajęcie, niż nauka, która zajmowała większość jej monotonnego życia. Rozdrażniona zamknęła drzwi balkonowe, spoglądając na zachodzące słońce i w sercu poczuła bolesną pustkę. Od bardzo dawna nie dopadało ją wrażenie, iż jest kompletnie bezużyteczna. Jako czarodziejka przynajmniej sprawdzała się w walce z wrogiem, a teraz? Celowo unikała spotkań z Usagi, bo chociaż uważała swoją przyjaciółkę za nierozgarniętą, to przerażała ją myśl, że blondynka może się zorientować o romansie z Mamoru. Od samego początku wiedziała na jakich zasadach opiera się ich związek, ale łudziła się, iż ma szansę zająć miejsce księżycowej księżniczki na stałe.

9
- Zrobię wszystko – powiedział w końcu, mierząc nauczyciela spojrzeniem. Przez moment był niemalże pewien, że Severus się uśmiechnął, ale to przecież było niemożliwe, on nigdy się nie uśmiechał.
- Nie ma innej opcji, Draconie – odparł, sięgając po różdżkę. – Zaczniemy od ćwiczeń, przygotuj się – rzucił, ale nie dał chłopakowi czasu na przygotowanie. Wyciągnął różdżkę przed siebie i powiedział głośno: - Legilimens!
Wdarcie się do umysłu blondyna było prostsze niż odebranie dziecku lizaka. Severus nie pokazał gniewu. Jak mógł tak łatwo dać się podejść? Mężczyzna bez problemu przeczesywał umysł swojego chrześniaka, ale był coraz bardziej zaskoczony uczuciami, jakie nim targały. Nie spodziewał się tego po nim. Zacisnął zęby, gdy w myślach i wspomnieniach blondyna pojawiła się Hermiona Granger. Przewijała się przez większość wspomnień, do których mężczyźnie udało się dotrzeć, ale w końcu blondynowi udało się wypchnąć go ze swojego umysłu. Wykorzystał jednak do tego wszystkie siły, jakie miał, więc kiedy Severus ponownie na niego spojrzał, Draco klęczał na podłodze i szybko oddychał.

Rozdział XVII
Mimo, że byłam wykończona, po mojej głowie tłukły się uporczywe myśli. Gdzie jest Damon? Czy jest cały? Ta suka ściągnęła mu pierścień, więc raczej nie był w najlepszej formie. Jak mam go uratować? A Klaus, co z nim? Poczułam ściśnięcie w żołądku. Potrzebowałam go teraz. Jego wystudiowanego spokoju i ciepła. Jakim cudem myślałam w ten sposób o mężczyźnie, którego jeszcze tydzień temu nie tknęłabym patykiem? Wiedziałam, że samo nawet myślenie o Klausie jest niewłaściwe. Przecież Damon mnie potrzebował… ale prawdopodobnie wcale mnie nie kochał…wybrał Natalie…Moje powieki stawały się coraz cięższe, a myśli przybrały postać sennych obrazów, w których szłam do ołtarza z Klausem, a ślubu udzielał nam Damon „tak bardzo mnie zawiodłaś”, stwierdził ze smutkiem w oczach i pozwolił by Natalie pożarła jego serce, wydłubując je złota łyżeczką.

Rozdział siódmy
Rzeczywistość jednak zawsze jest o wiele bardziej brutalna niż obrazy, które często podsuwa biednemu człowiekowi wyobraźnia. Jak mówią, nadzieja matką głupich.
Kiedy Louis wszedł do sypialni dla gości, zajmowanej ówcześnie przez dziewczynę, naprawdę miał jeszcze nadzieję, że po prostu śpi. Ale tak nie było. Niby Pamela leżała na brzuchu, niby głowę miała schowaną, a oczy zamknięte, ale wrażliwe ucho piosenkarza usłyszało jeszcze dźwięki, których wcale nie chciało słyszeć. Dźwięki płaczu. Cichego szlochu, na siłę tłumionego przez poduszkę.

Rozdział 6
Stali przed białym, nowo wyremontowanym budynkiem. Kilka schodków prowadziło do ciemnych drzwi, nad którymi czarną delikatną czcionką widniał napis „Modern Style”. Gregory pokiwał głową z akceptacją, że za samą prezencje mają już wielki plus. Weszli do środka i przywitały ich puste białe ściany oraz ciemna drewniana podłoga. Oakland poczuł lekkie ukłucie deja vu. Rozejrzał się wokoło ze zmarszczonym czołem i jakby cofnął się w czasie. Miał uczucie jakby znalazł się w muzeum w Londynie. Wkroczyli głębiej do pomieszczenia, które było w kształcie krzyża. Po prawej stronie na podłodze był rozłożony jakiś stary ciemny materiał, a na nim mały stołek z farbkami. Na ścianie był rozpoczęty wzór delikatnymi kreskami o kolorze złota.
– To chyba jakiś żart – burknął pod nosem podchodząc do zaczętej pracy.

Rozdział 6: Szkolne szaleństwo
- Panno Weasley. - Ze schodów zeszła McGonnagall. - Widzę, że sporo osób przyszło cię pożegnać.
- Jesteśmy rodziną – powiedziała Leslie, patrząc ze złością na profesorkę. Nie potrafiła pohamować swojej wściekłości. - Kiedy jedno z nas jest traktowane niesprawiedliwie, reszta się z nim jednoczy.
Elliot drgnął na te słowa i pociągnął siostrę za łokieć. Tylko tego brakowało, żeby jej niewyparzony język ściągnął na Leslie kłopoty. Czy ona nie widziała, że McGonnagall jest zła? Tyle lat musiała znosić ich wygłupy, wymykanie się do Hogsmeade, Zakazanego Lasu a nawet Londynu, włamywanie się do wszystkich możliwych klas, cieplarni i składzików, że wreszcie straciła cierpliwość. Elvira miała po prostu pecha, że padło na nią. To mógł być każdy z nich.

[02] Chyba lepiej czułam się w nieświadomości
W takiej pozycji przeleżałam dłuższą chwilę, starając się zrozumieć to, co się przed chwilą wydarzyło. Ogarnęła mnie złość, której nie potrafiłam wyjaśnić. Przez siedemnaście lat żyłam w przekonaniu, że mój ojciec był dobrym mężczyzną, kochającym mężem i tatą, a gdyby nie wypadek spowodowany przez mugola cały czas by był z nami. Mama opowiadała mi, jaki był przystojny, że mam po nim swoje śliczne, brązowe oczy. Wiele razy leżałam na łóżku i wyobrażałam sobie go oraz to, że spędza z nami czas, że wrócił. A ja przez cały czas byłam okłamywana! Ciekawa byłam, dlaczego to wszystko zmyśliła i nie pozwoliła mi go poznać wcześniej. A on co? Nie szukał mnie? Nie interesował się moim dobrem? Nie chciał poznać swojej córki?

Rozdział 14: Ta noc jest taka piękna
Delikatnie odsunął się od niej, by ponownie widzieć jej twarz. Pocałował ją. Oboje zamknęli oczy i pogłębili pocałunek. Nigdy jej tak nie pocałował. Wszystkie jego pocałunki były namiętne i pełne pożądania. Ten jeden jedyny i szczególny był delikatny i subtelny, a mimo to wypełniony całym uczuciem, którym ją darzył. Delikatnie zaczął posuwać się w stronę łóżka wciąż nie przerywając pocałunku. Wziął ją na ręce i położył ostrożnie na pościeli jakby była z porcelany. Ułożył się obok niej. Teraz, gdy nieco się odsunęła, mógł podziwiać jaka jest piękna. Pogładził ją koniuszkami zimnych palców po policzku, a następnie po ręce. Pod wpływem jego dotyku na jej oliwkowej skórze pojawiła się gęsia skórka. Delikatnie uniósł koniuszki ust w geście zadowolenia.
- Ta noc jest taka piękna… - westchnęła cichutko.
- To ty jesteś piękna – wyszeptał.

Rozdział 002: Miłość?
To pewnie, dlatego, że ojciec mnie zostawił. Zresztą, co ja się będę tłumaczyć. Nienawidzę swojego ojca uciekiniera, matki pijaczki i tak naprawdę tylko Alex była dla mnie ważna i jak rodzina. Jej matka traktowała mnie jak swoją córkę a teraz? Po tamtej sytuacji z zeszłych wakacji? Jakoś mi się nie widzi żeby traktowała mnie, jako rodzinę. Na jej miejscu zabiłabym siebie albo mocno pobiła po tym, co się wydarzyło…. Ale to nie była moja wina, nie do końca. Niby to ja zaciągnęłam nas do tego mugolskiego klubu i zostawiłam tam Alex żeby zabawiać się z Davidem w łazience, ale skąd miałam wiedzieć, że to się wydarzy? Przecież nie siedziałam w głowach tych wszystkich mężczyzn!

2. Ból
- Elijah, nie obraź się, ale ile miałeś lat, gdy zostałeś wampirem? – Caroline spojrzała z ciekawością na Pierwotnego. Mężczyzna najwyraźniej zorientował się, do czego zmierzała, ponieważ posłał jej lekki uśmiech.
- Dwadzieścia pięć. I nie rób takiej zdziwionej miny. Moi bracia oraz Rebekah nie raz mówili mi, że jestem za poważny. – Caroline wiedziała, że gdyby mogła, prawdopodobnie byłaby teraz czerwona z zażenowania. Spuściła wzrok i zajęła się swoim śniadaniem.
- Bo to prawda, ‘Lijah. Już samo to, że zobaczenie ciebie w czymś innym niż garnitur graniczy z cudem, coś mówi. – Zgodziła się Rebekah.

Rozdział V
Coś, nad czym ewidentnie nie panowałam, czego źródła nie potrafiłam odkryć, dostarczało wciąż nowe dawki pewności, że przed chwilą zobaczyłam część wspomnienia Marzeny. I to niezdatne do wytłumaczenia przekonanie, z którym starałam się usilnie spierać, kazało mi zrobić wszystko, bym nie mogła zaprzeczyć, że kryje w sobie namiastkę prawdy.
(…) Po raz pierwszy naprawdę nie miałam pewności, kim jestem, gdy chaotycznie przerzucałam ubrania w szafie, by znaleźć pamiętnik ukryty wśród nich.
Wczoraj spodziewałam się, że jeszcze nie raz go otworzę, nie sądziłam jednak, że minie zaledwie kilka godzin, nim uznam, że to jedyne wyjście, by dowiedzieć się tego, co zostało spisane, choć nigdy nie wypowiedziane na głos.
Skuliłam się w fotelu, po czym przysunęłam bliżej lampkę rzucającą blady promień światła.

Rozdział 5
-Po co nam ten bachor? - zapytał Deidara. Obserwował chłopca, o którym w całym tym zamieszaniu zapomniałam.
-Jest potrzebny,idioto.- odezwał się Skorpion, spoglądając na nas naglącym wzrokiem.- Nie cierpię czekać! Pośpieszmy się.- dodał.
-Ty niczego nie cierpisz, pedale.- prychnął Dei. Zaczęliśmy wchodzić na latającą bombę Deidarasza. Darowałam już sobie pytanie czy to coś wybuchnie, i czy wgl przeżyjemy. Mówiąc szczerze, miałam to głęboko w dupie.

Rozdział 11
- Nie… - wypowiedziała prawie nie słyszalnie. – To nie możliwe. – Osunęła się na podłogę. Łzy spływały jej po policzkach, a ona wciąż wpatrywała się tępo w bransoletkę, nie wierząc w to, co się właśnie działo.
- Co tu się dzieje? Co to dziecko tu robi? – pytał zdezorientowany Dyrektor. Alan wskazał mu rękę Gabrieli. Spod bransoletki, która robiła się coraz bardziej czarna, wypływały strużki krwi. – Z kim jest połączona? – zapytał zdenerwowanym głosem. Miał bardzo złe przeczucia.
- Z pańskim wnukiem – odrzekł drżącym głosem Alan.

rozdział piętnasty
- Katherine - tchnął jej w usta chwilę przed tym, jak z namaszczeniem je pocałował.
Jakby czekał na nią setki lat, by w końcu...
- Nie sadziłem, że będzie tak łatwo.
Najpierw zniknął zapach trawy, na którego miejsce wkradła się stęchlizna. Stefan, który jeszcze przed sekundą żarliwie ją całował stał teraz opierając się o ścianę. Z założonymi rękoma na piersi nie krył rozbawienia.
- Uczeń przerósł mistrza - warknęła, całkowicie powracając do rzeczywistości.

Chapter Six
- Poproszę Sex on the beach dla tej pani - wskazałem palcem na przypominającą mi kogoś blondynkę. Położyłem na blacie dziesięć funtów i podałem je barmanowi, który po chwili w ręku trzymał napój i zanosił go do niebieskookiej, która była ubrana w dość krótką czarną sukienkę i czarne szpilki. Jej makijaż dodawał charakteru strojowi, w którym obecnie była. Czerwone jak krew usta, aż chciało się całować i ten drink zrobił wielki krok w jej stronę, ponieważ wiedziałem że podejdzie do mnie. Tak też się stało, bo po chwili stała koło mnie z zamówiony drinkiem.
- Odbiło ci Wojtek - prawie krzyknęła blond włosa.

Rozdział 7
Teraz miał możliwość, by do niej podejść. Nie chciał zmarnować tej szansy, dlatego śmiałym krokiem podszedł do ławki, na której siedziała rudowłosa.
- Cześć – odezwał się, a kobieta spojrzała na niego, odrywając się od lektury. Na twarzy zielonookiej spostrzegł lekkie zdezorientowanie. – Z pewnością mogę powiedzieć, że już się znamy, prawda?
- Tak – uśmiechnęła się, wypuszczając powoli powietrze z ust. Lucas zdawał sobie sprawę, że kobieta jest również zaskoczona, że po raz drugi mogli się spotkać i to następnego dnia.
- Mogę się dosiąść? – spytał, na co rudowłosa przytaknęła skinieniem głowy.

Rozdział 1: Wspomnienia
Oddychał ciężej. Zamaszystym ruchem otworzył szufladkę i wydobył z niej żyletkę. Odrzucił włosy do tyłu odchylił głowę odsłaniając krtań. Zwęził oczy i wpatrując się we własne odbicie wbił sobie ostrze w szyję. Wiedział, jak to się robi, to też wbijał coraz głębiej w sobie tylko znanym właściwym miejscu.
Jego serce zabiło szybciej i przez moment zrobiło mu się mroczno przed oczami, kiedy zobaczył krew spływającą z jego szyi po ręce i nagim torsie. Przełknął ślinę i na moment się zawahał. Tylko na moment.
Wtedy jego własne odbicie się odezwało.

Le Diable Rouge? cz.1
Poligon wyglądał dokładnie tak, jak na fotografiach: wielkie, puste pole pełne wilczych dołów i resztek drewnianych konstrukcji, teraz spalonych, więc nie przypominały niczego. Baron nie był w stanie powiedzieć, czym mogłyby być przed spaleniem.
Było ich dziesięciu: on, Goering, Wolff i ci, których nazwisk nie miał już ochoty poznawać. Ubrani w mundury wojsk powietrznych ludzie zabrali ich tu wprost z pociągu. Manfred poważnie martwił się o swój bagaż. Przestał, kiedy zobaczył smoki. Zresztą, zdaje się, że właśnie przestał myśleć o czymkolwiek, patrzył tylko.

Rozdział II: Samotność wrogiem duszy
Wysoki, umięśniony mężczyzna z świecącą w najdrobniejszym świetle łysiną, powoli sunął nogami w stronę lady[...]Ginny nie miała wątpliwości, że był on jednym z popleczników Toma.
[...]Ginny parsknęła śmiechem, choć wiedziała, że nie powinna. Teodor posłał jej spojrzenie godne największego mordercy.
- Coś cię bawi... - Łysol odwrócił się w jej stronę i uważnie zlustrował, omijając Notta w taki sposób, jakby był wyłącznie hologramem. Wtedy na jego twarzy wykwitł triumfalny uśmiech. - Te, ruda, ty jesteś przyjaciółką Pottera?
[...]W jednym momencie wydarzyło się kilka zdarzeń. Najpierw łysy chwycił rudowłosą gwałtownie za nadgarstek, powodując tym samym ból, przypominający założenie za ciasnych kajdanek. Ona starała się wyrwać, lecz on był stanowczo silniejszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy