niedziela, 14 lipca 2013

Nowe posty (59)

10: Triumf Voldemorta
Już chciała odejść, kiedy nagle, zupełnie niespodziewanie, pojawiła się przed nią biała mgła, która po niespełna kilku sekundach przybrała kształt ogromnego orła z rozłożonymi szeroko skrzydłami. Po chwili patronus przemówił głosem Dorcas:
- Śmierciozercy zaatakowali szpital. Wszystko płonie. Poinformujcie Zakon i przybywajcie jak najszybciej...

Rozdział VIII
Wrzaskliwy jazgot rozdarł powietrze. Zagrały mięśnie pod lśniącymi czernią łuskami. Wyszczerzając kły, wyciągając pazury, dragan rzucił się do ataku. Na mnie.
Płynny sztych Fira dosięgnął smoczego pancerza. Przelatujący nad Sirrsem drapieżnik zahaczył o czubek trzymanego przez jimira dwoma rękami miecza, rozpruwając sobie brzuch o jego ostry czubek.
Zabrzmiała naciągana kusza i tuż obok mojej głowy przemknęła strzała, wbijając się w jedno, a potem w drugie skrzydło Sirrsa, zszywając je razem. Jimir zawył przeciągle, zagłuszając odgłos napinanej gdzieś z boku cięciwy. Ale ja byłem już na miejscu.
Złapałem dziewczynę za włosy i odginając jej głowę do tyłu, przyłożyłem sztylet do jej gardła. Powoli odwróciłem ją w stronę wychodzących z półmroku Cieni.

Rozdział 8: Eksperyment
Był przymocowany do blatu: dwa grube pasy krępowały jego nadgarstki i nogi. Trochę to ją zaniepokoiło. Przecież nie żył, więc po co trzymać go skrępowanego? W jego ciało wbitych było kilka igieł, połączonych siecią rurek z niewielkimi woreczkami z kolorowymi płynami o różnej gęstości. Nie potrafiła jednak ich nazwać. Wyciągnęła rękę nad jego ciało i odskoczyła po raz kolejny. Czuła energię wydobywającą się z jego żył. Dotknęła jego przedramienia. Skóra była chłodna, ale nie lodowata.

Zagubiona w obu światach
Mimo swojego i tak fatalnego położenia to starałam się zachować równowagę ducha i zdolności trzeźwego myślenia (Nie to, żebym poszła na piwo bo ja nie jestem alkoholikiem i mam lepsze rzeczy do roboty.) jednakże czułam się przegrana. Matka leży w szpitalu, przyjaciele nawet nie odbierają komórki i muszę włóczyć się po mieście razem z psem i młodszą siostrą (ale kanał). By obmyślić plan awaryjny to przemaglowałam cały dziennik od początku do końca i tam była wzmianka o zakonie, który werbuje ludzi do walki z władcą Limbo Mundus'em. Czytając o nim fragmenty uderzyły mi do głowy słowa demona, które powiedział przy poprzednim spotkaniu: "Musimy uciekać nim ON zorientuje się o twojej obecności". Zastanawiałam się czy to właśnie miał na myśli Mundus'a skoro rządzi w Limbo i w LimboCity. Wracając do tematu... znalazłam również wzmianki o dziewczynie zwanej Kat. Dziadek opisał w nim, iż jest wiedźmą o nadzwyczajnych zdolnościach i rzucająca zaklęcia przy pomocy magicznej farby w spraju.

Chapter four
- Idę się przewietrzyć – oświadczyłam i wstałam z kanapy, na której siedziałam z Dom.
Wiedziałam, że przyjaciółka zorientowała się o co chodzi bo od razu wybiegła za mną.
- Nawet go nie usprawiedliwiaj – warknęłam na nią – To szczyt wszystkiego. Koleś, który chodzi pijany co drugi dzień będzie mi pieprzył o „moim alkoholizmie”. Moje niedoczekanie!
- Uspokój się, Vic. On chce być zabawny, przecież wiesz.. Moim zdaniem podobasz mu się i jest zazdrosny o Martina, dlatego ucieka się do tych głupich, męskich sposobów. Mike na pewno już z nim pogadał.
Postanowiłam na rozluźnienie zapalić sobie fajkę. Odpaliłam i stałam na werandzie, rozkoszując się papierosem.

Rozdział 2
Poderwała się do pozycji siedzącej tak gwałtownie, iż niemal nie uderzyła chłopaka w nos. Przeraziło ją nie tylko niespodziewane pojawienie się drugiej osoby, ale również to dziwne uczucie, które poczuła, gdy dotknął jej ramienia.

Pakt Krwi Cz.3 - Niesamowita odwaga w zwierciadle kłamstw
- Boże święty....! Ty... ty jesteś wampirem. - wypowiedziała się na jego temat na głos, lecz myślała iż istoty nocy istniały tylko w powieściach grozy. Jednakowoż czytała na ich temat w księdze o demonach w kościelnej bibliotece.
- Łebska jesteś.... a do twojej wiadomości, ten człowiek za tobą też jest wampirem, a ta jego słabość przy tobie to tylko maska. Jak widzisz wszyscy z twojego otoczenia kłamią ci w żywe oczy, tak jak mnie kiedyś. - potwierdził jej tezę o byciu wampirem i wyjawił sekret czerwonookiego. W trakcie wypowiedzi zrobił minę wyrażającą współczucie do dziewczyny. Przerażona tym faktem odwróciła się do niego i patrzyła się w jego oczy ze strachem. Czuła się przyparta do muru.
- Przepraszam cię One.... Chciałem ci powiedzieć, lecz zastanawiałem się czy mi uwierzysz na serio. - powiedział lekko smutnym tonem. One miała zaszczyt zobaczyć jak jego ciało regenerowało poniesione podczas strzelaniny rany i później wstał jak gdyby nigdy nic.

Rozdział 10: Kto powiedział, że śmierciożerca nie może kochać?
Chłopak wciąż stał jedynie o krok ode mnie. Z zaskoczeniem zauważyłam, że jego oczy skrywają pewien niepokój.
— Ufam, że nie powtórzysz nikomu tej rozmowy.
Tak właściwie to nawet nie miałam komu.
— Twój sekret jest u mnie bezpieczny — szepnęłam, wciąż nie mogąc uwierzyć, że patrzę w oczy przyszłemu śmierciożercy. Powinno mnie to oburzyć. Powinnam uciec od niego. Powinnam zawiadomić tatę. Ale prawdę mówiąc, nie czułam takiej potrzeby. Coś w Barty'm wzbudzało moje zaufanie, z każdą chwilą większe.
— Nasz sekret, Fiono. — Ślizgon mrugnął do mnie porozumiewawczo, wyraźnie odzyskując humor, a ja stwierdziłam, że słowo ,,nasz'' w jego ustach wcale nie brzmi tak złowieszczo.

2. Srebrny klucz
- Więc, czego oczekujesz? – spytała, spuszczając wzrok na coś, co zostało niechlujnie zapakowane w poszarzały materiał.
- Chcę tylko, żebyś wzięła to – wcisnął jej w dłoń to, co ze sobą przyniósł – i bardzo dobrze to ukryła, oddała komuś, nie wiem. Po prostu pozbądź się tego. I masz zapomnieć, że ze mną gadałaś, że to ja ci to dałem… w ogóle mnie nie znasz. - Na jego twarzy zagościła ulga, kiedy już tego nie trzymał.
- Ale, co to jest?
- Pamiętaj, masz zapomnieć! – Zaczął się cofać. Rzucił jej ostatnie spojrzenie, po czym odwrócił się i pobiegł drogą, którą przybył.
- Zaczekaj! – zawołała za nim, jednak nie przyniosło to pożądanego skutku. - Kretyn – mruknęła sfrustrowana.

2. Widziałem dziś rano człowieka, co nie chciał pójść na śmierć
(...)życie pośmiertne, choćby i z tym łańcuchem, który można przecież za sobą ciągnąć, wydawało się dość ciekawą perspektywą. Do końca świata mógłbym obserwować zachowania ludzi, zwiedzać piękne miejsca, chodzić do kina co sobotę i przez cudze ramię zaglądać do książek. Jest jednak coś, o czym nie pomyślałem; czego żaden śmiertelny nie mógłby przewidzieć. Bo co, jeśli łańcuch przywiązany do mojej nogi, dla mnie niezwykle ciężki, jest też przywiązany do kogoś… żywego? Co więcej, kogoś, kto ciężaru tego łańcucha nie odczuwa, bynajmniej nie w ten sposób, co ja? Tak zostałem uwięziony; bez żadnych możliwości po prostu byłem ciągnięty za człowiekiem. Nie byłem żywy ani umarły. Byłem duchem. Jestem duchem.

Rozdział trzeci: Angel with a shotgun
Ostatni raz zaciągnąłem się papierosem, by później wyrzucić peta przez barierkę, nawet się tym nie przejmując. Ci ludzie naprawdę byli dla mnie ważni, choć nie łączyły mnie z nimi jakieś silniejsze więzi. Może byłem do nich przywiązany, przyzwyczajony do ich obecności, jednak wiem, że nie byłbym wstanie nazwać nikogo z nich 'przyjacielem'. Ja nie miałem przyjaciół, miałem jedynie zwolenników, podwładnych i wrogów.
- Długo masz zamiar jeszcze tu ślęczeć? - Usłyszałem kobiecy głos, który mógł należeć tylko do jednej osoby. Bom uśmiechnęła się lekko i wspinając na palcach, usiadła na barierce. - Powinieneś wejść do środka, bo znów się kłócą – powiedziała po chwili, a ja wzruszyłem ramionami, zapalając kolejnego papierosa.
- Nie jestem ich ojcem, żeby ich niańczyć. Niech załatwiają swoje sprawy, nie mieszając mnie do tego – odparłem, zaciągając się szlugiem, który dawał mi tyle głupiego szczęścia. Nie ćpałem, piłem do rzadkości, ale palić uwielbiałem. - Poza tym mam w dupie ich problemy.

Epilog
Ten chłopak zranił ją. Uderzył w momencie, kiedy ona potrzebowała wsparcia. Nie potrafił jej docenić, myślał egoistycznie. Ten jeden czyn spowodował, że teraz nie mogą na siebie patrzeć. Jedynie czasem wychodzą z pokoju. Mimo że dzieją się różne śmieszne rzeczy w organizacji oni się nie śmieją. Przynajmniej nie kiedy są obok siebie. Brakuje mi jej uśmiechu, który nie tylko mi dawał radość i nadzieję.
(...)
Stała przy oknie. Po raz pierwszy od dawien dawna, uroniła kilka łez. Chciała wraz z nimi uwolnić swój smutek. Miała go dość. Miała nadzieje, ze teraz uda jej się podążyć nową lepszą droga.
Nagle poczuła czyjeś dłonie na swojej talii. Zaskoczyło ta ją, ale nie odwróciła się. Nie miała odwagi.
- Jak mogę nazywać się Bogiem, skoro anioł płacze?

Rozdział szósty
— Chodzi o stan ciała. Nie rzuciło wam się w oczy, że wygląda całkiem… świeżo? — Stefano nie zastanawiał się nad tym do tej pory, przyjął po prostu, że została zamordowana i powieszona, w jakimkolwiek celu, to mieli dopiero odkryć. Jak mógł być jednak tak głupi i nie zastanowić się nad faktem, że Natalie wyszła z domu w środę tydzień temu, a jej ciało znalezione zostało zaledwie wczoraj? — Sądzę, że została zamordowana tego samego dnia, którego zaginęła, a do czasu znalezienia zwłok, cóż… jej ciało było przechowywane w zamrażalce. Zmiany w tkankach narządów wewnętrznych to potwierdziły. Przed chwilą przekazano mi wyniki badań.

Rozdział 22
- Czy Hidan-senpai zdaje sobie sprawę z tego, że jest już po ósmej? - spytał sprytnie z pozoru obojętnym głosem.
- KURWA! - wymsknęło się Jashiniście, który już nachylał się by ukrócić chłopaka o zamaskowaną głowę. - Tym razem ci się udało Tobiaszu, ale oczekuj naszego kolejnego spotkania.
- Z niecierpliwością - Tobi potwierdził skinieniem głowy i uśmiechnął się szeroko, czego Jashinista nie dostrzegł przez maskę.
Hidan obrzucił go ostatnim, zirytowanym spojrzeniem, zatrzymując jeszcze wzrok na notesiku. Różowe stworzenie zostało uzbrojone w długi, błękitny róg na środku czegoś, co chyba było głową. W każdym razie cztery pary owłosionych kutasów zamiast uszu mogły zmylić. A jednak jednorożec.. przemknęło mu przez myśl, gdy wybiegał z kuchni i kierował się w stronę wyjścia.

Epilog
Rok później
Szron na drzewach iskrzył się tysiącem srebrzystych drobinek, a biała kołderka śniegu pokryła dachy w całym mieście. Pojedyncze, puszyste płatki leciały z nieba, opadając na ramiona przechodniów, którzy spieszyli przygotowaniami do świąt. Kolorowe światełka zdobiące wystawy sklepów, mieniły się w soplach lodu wiszących nad oknami. Magiczna atmosfera zawładnęła mieszkańcami Tokio, dlatego tłumy zalewały galerie handlowe, opuszczając ze stosem mniejszych lub większych paczek. Jedynie na Yatena nie zadziałał czar świąt i nie dał się porwać szaleństwu zakupów. Ubrany w długi, szary płaszcz, krążył między sklepami z obojętną miną. Czarny, wełniany szalik otulał jego szyję, a starannie związany rzemykiem kucyk, powiewał na mroźnym wietrze.
Nic nie było takie jak dawniej. Wszystko wydawało się obce i pomimo kiczowatego wystroju, wyprane z barw budzących w człowieku nadzieję. Srebrnowłosy miał dość wesołych melodii, kojarzących się wyłącznie ze szczęściem, beztroską oraz niekończącą się sielanką. Kolorowe tasiemki wokół pudełek i armia sztucznych bałwanków doprowadzały go do szału.

Rozdział 30
- Co się stało? -usiadłam, żeby lepiej go widzieć; klęczał obok mojego łóżka, jakby się modlił.
- Nie zastanawiałaś się, czemu nie ma tu teraz twoich przyjaciół? - nie powiedział tego ostatniego słowa sarkastycznie, tylko normalnie.
Ale rzeczywiście. Gdzie są Nicol i Embry? Powinni tu być, przy łóżku chorego, zawsze w takich przykrych sytuacjach wspieraliśmy się, niezależnie od konsekwencji.
- Gdzie oni są? - już płakałam, chociaż nie wiedziałam jeszcze co się stało.
Usiadłam, postawiwszy nogi na podłogę. Wskaźnik pulsu zaczął niebezpiecznie przyspieszać.
A Jasper nadal na mnie nie patrzył, kiedy odpowiadał:
- Oni... Zginęli.

Część II: 2. Wytęsknić, wycierpieć, wypłakać
-Wiesz, co. Wcale się nie zmieniłaś. Ani ciut ciut.
-Ty też.
Drajso szedł miastem z Delfiną. Było prawie tak samo jak kilka lat temu... tylko wtedy byli młodsi i krajobrazem którym podążali był piękny Gdańsk. Błąkali się tak po ulicach co wieczór, ranem nie wracając do domów. Dworzec był ich domem. Albo plaża - gdzie Delfina cała oddała się Darkowi. Ten pamiętny dzień. Kiedyś kochała tą datę, teraz chciała ją wymazać ze swojej pustej głowy. Przeklinała dzień w którym go poznała.
Było lato. Początek lipca. Temperatury w każdy dzień biły rekordy. W telewizji tylko mówiono o pożarach lasów i suszach. Jednak nie obchodziło to Delfinę i Julitę. Trwały wakacje, czyli czas wyluzowania, wolności od szkoły i imprezowania! One to ostatnie słowo znały najlepiej. Imprezy były dla nich jak tlen i co za tym idzie: używki. Zaczęło się niewinnie, ale zawsze się tak zaczyna.

20. Hogsmeade
Teraz droga prowadząca do tej części biblioteki była wolna, więc dziewczyna powolnym krokiem przeszła przez próg. Jej oczom ukazało się ciemne pomieszczenie okryte grubą warstwą kurzu. Jednak gdy tylko weszła do pokoju, to wszystkie świeczki zapaliły się, dlatego Hermiona mogła spokojnie się rozejrzeć. Tutaj było dużo mniej miejsca niż w użytkowej części biblioteki, ale regały sięgały do samego sufitu, powodując, że znajdowała się tutaj podobna ilość ksiąg. Szatynka niepewnie szła przed siebie. Ku jej zaskoczeniu z każdym jej krokiem w pustej przestrzeni Działu Ksiąg Zakazanych pojawiały się kolejne regały. Gdy znalazła się w środku pomieszczenia to ujrzała malutki i drewnianego stolik. Na nim leżała gruba książka, zatytułowaną w obcym języku, którego Hermiona nie potrafiła rozszyfrować. Zaintrygowało ją to. Usiadła na krześle stojącym obok i otworzyła księgę. To, co zobaczyła przeszło jej wszelkie oczekiwania…

86. Życie w technicolorze
W zasadzie miałem za sobą okres kompletnego skretynienia od czasu, gdy tamtego wieczoru w restauracji znokautowano mnie wiadomością o możliwym wyjeździe Sashy.
Od tamtego momentu nie mogłem znaleźć sobie miejsca i miotałem się między urażoną dumą a prymitywną chęcią przerzucenia tej kobiety przez ramię, rzucenia jej na moje łóżko i zamknięcia drzwi na klucz. A kiedy wyjechała, zgłupiałem jeszcze bardziej i tylko dlatego jak ostatni idiota przeleciałem przez pół Europy, żeby zmarnować czas. A to wszystko przez nią.
Dziesięć.
Cholernych.
Dni.
Bez Sashy. Bez mojej Sash.

Rozdział XI
Kilka dni po feralnym sprawdzianie
Napięcie przed wejściem do klasy wzrastało z każdą minutą, która zwiastowała koniec przerwy. Chou pocierała nerwowo dłonie, modląc się cicho by ostatnie kartkówki nie zostały sprawdzone. Trzeba było być idiotą, żeby uwierzyć w jej nagłe zdolności do przedmiotów ścisłych. Nawet gdyby powiedziała, iż we śnie doznała cudownego objawienia i odnalazła swoje powołanie, to połowa mieszkańców Tokio padłaby na zawał. Szydełkowanie, zbieranie kapsli albo obserwowanie pszczół, ale na pewno nie rozwiązywanie równań. Przy swoich ogromnych pokładach tolerancji i Seiya nie połknąłby takiej bajeczki.

6. Gave you all I had and you tossed it into trash
Wyszłam na zewnątrz. Wiatr był lodowaty. W porównaniu jednak z chłodem, który ogarnął teraz moje wnętrze, zdawał się być paląco gorący. Szłam chodnikiem, siłując się z nieprzyjaznymi masami powietrza kierowanymi z ogromną mocą w moją stronę. Nie miałam siły iść. Z zimna piekły mnie oczy. Piekły mnie policzki. To nic. Serce już dawno zamarzło.

Rozdział IV
– Raphael wierzy w twoją niewinność. Chce sprawiedliwości – udowodnić wszystkim, że Huge kłamał. Niestety, ale to nie jest takie łatwe. Przez ostatnie lata Huge ze zwykłego, nic nieznaczącego archanioła stał się kimś naprawdę potężnym. A to wszystko dzięki umiejętności robienia z cudzych mózgów miazgi. Takich, jak ty – wolnych i niezależnych – było wielu, ale skończyli bardzo podobnie. Teraz niebo jest pełne zdrajców. Każdy dba tylko o siebie. Trzeba tam zaprowadzić porządek, ale chętnych do walki jest naprawdę niewielu. Ukrywają się gdzieś w niebie, gdzie nikt inny nie ma wstępu. Brakuje im motywacji. Raphael więc pomyślał, że jeśli w końcu wrócisz, dodasz im otuchy. Poza tym jest jedynym archaniołem, który pozostał po właściwej stronie. Reszta dawno temu odeszła z nieba, upadła lub zniknęła. Tak jak Michael. I właśnie o to chodzi Huge'owi – żeby pozbyć się wszystkich braci i być tym najsilniejszym. Nie mówiąc o tym, że Bóg już dawno o nas zapomniał.

Rozdział 13
- Myślę, że pora, abyś stąd wyszła.
- Ja też tak sądzę – odwarknęłam, wymijając kobietę i wściekłym krokiem przeczesując resztę domu. Chciałam jak najszybciej stąd wyjść. Nie obchodziło mnie, że zachowuję się bezczelnie. Miałam już dość słuchania oskarżeń.
Jaka matka, taki syn, pomyślałam sobie, wiążąc ze złością mokre buty. Rzuciłam pani Morrison ostatnie spojrzenie i wyszłam, trzaskając za sobą drzwiami. Myślałam, że je otworzy, żeby krzyknąć za mną jakieś kolejne zarzuty, ale myliłam się. Zaczęłam iść w stronę samochodu, ale w połowie drogi, nie zważając na deszcz, zrezygnowałam i wróciłam pod drzwi. Walnęłam w nie pięścią i krzyknęłam:
- I wie pani co?! Pani cholerny syn skrzywdził mojego przyjaciela! Jeżeli Joshowi spadnie włos z głowy, to Jason bardzo tego pożałuje. Zniszczę go! Może być pani tego pewna!

into dust, n #24 (cz. I)
Po jej kręgosłupie przebiega kolejny nieprzyjemny dreszcz. On? Skąd znów on? To podłe, że umysł nie pozostawia jej wyboru. To podłe, że są jednakowo zepsuci. Jakby zlani w jedno. Powoli się odwraca. Nieufnie mruży oczy.
Ledwo wyczuwalny zapach wódki. Resztki nachalnego, nieco zwietrzałego, przesyconego pieprzową nutą DKNY. Ciepły oddech na skórze. I unoszące się w powietrzu poczucie winy. Ta twarz. Pionowa zmarszczka na czole zaburza posągową powierzchowność. Z trudem przełyka ślinę. Patrzy prosto w soczyście zielone tęczówki. Tak hipnotyzujące, że można by wpatrywać się w nie przez całą wieczność.

Tom I Chapter 2
April wypuściła z płuc całe powietrze, jakie zgromadziła. Miała mieszane uczucia: z jednej strony cieszyła się, że nie musi tłumić w sobie tego wszystkiego, a z drugiej była na siebie zła za to, że naraziła przyjaciół na możliwe niebezpieczeństwo. Wtedy jednak miała nadzieję, że nie stanie się nic, przec co mieliby ucierpieć.

Rozdział 3: Incydent
Będąc w stanie półsnu, mam wrażenie, że potrafię odróżnić siniaki wyrządzone przez Kevina od tych licznych pozostałych. Wcale nie płaczę, bo mnie zdradził, bo mnie pobił, bo mnie znienawidził, bo to koniec. Kiedy próbuję zaszlochać, cały mój brzuch obejmuje potworny ból, zmuszając mnie do pozostania w bezruchu i nieczułości.

1 komentarz:

  1. Witam.
    Chciałabym powiadomić o zmianie adresu bloga "Severus Snape - The Dark Knight" z http://aboutseverus.blogspot.com/ na http://sstdk.blogspot.com/. Bardzo proszę o zmianę przy spisie :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy