niedziela, 21 lipca 2013

Nowe posty (60)

Rozdział 13
Lepiej zainteresuj się teraz tym, co narobiłaś. Nie za bardzo cię lubię i gdybym mógł, to zrobiłbym to, co powinno się już dawno. Tak, grożę ci, nie przerywaj mi – dodał szybciej widząc złość Sakury – Ale tak się teraz składa, że bez ciebie wiele osób długo nie pociągnie. Ja również. Dlatego weź się jakoś w garść i opuść to miejsce. Uciekaj – dokończył. Ale już nie patrzył się na siedzącą naprzeciwko niego Sakurę. Wpatrywał się w kogoś po drugiej stronie stołówki wzrokiem pełnym nienawiści. Sakura nie musiała się odwracać, żeby dowiedzieć się, kim jest ta osoba.
Itachi.
Wyczytała to z jego ust. A po tym.
Uciekaj.

08. W areszcie wspomnień cz.2.
Uważnie obserwując mężczyznę, przeglądał kartoteki, w których znajdowały się akta niezamkniętych jeszcze spraw i powoli kierował się w stronę dokumentów dotyczących konkretnych pracowników komisariatu. Kiedy zauważył, że nikt nie zwraca na niego uwagi, bez wahania otworzył szufladę z literą „C” i odnalazł teczkę opisaną imieniem i nazwiskiem swojej partnerki. Sprawdziwszy jeszcze raz, czy nikt go nie obserwuje, podmienił dokumenty i chwilę później wyszedł z pomieszczenia, zabierając ze sobą papiery dotyczące Michelle, a pozostawiając w środku kserokopię akt sprawy, nad którą aktualnie pracował.

Rozdział 20
Rozejrzałam się po zdewastowanym pokoju. Wszystko było rozszarpane, pocięte, rozwalone na kawałki. I wtedy naszło do mojej łepetyny pytanie.... Jak ona przeżyła atak? Nie zastanawiając się dłużej powoli podeszłam do małej zapłakanej. Wszystkie czynności jak klęknięcie wykonywałam powoli by nie spłoszyć jej. Wiem, iż strach budzi zwierzęce instynkty u ludzi jak potrzeba obrony i stają się bardziej nieobliczalni.
- Witaj..... - powiedziałam do niej cichym i spokojnym głosem wyciągając do niej rękę, lecz przesuwała się bardziej do ściany. Bała się, że mogę zrobić jej krzywdę.
- Spokojnie.... Nic ci nie zrobię. Pomogę ci. - oznajmiłam jej zatrzymując się. Dziewczynka spojrzała się na mnie przerażona i wyciągnęła do mnie malutką dłoń i złapała się mojej.
By pokazać jej, że ma we mnie wsparcie i anioła stróża objęłam dziecko swymi ramionami, ale ona i tak płakałam. Mając nadzieję, że się uspokoi delikatnie klepałam po plecach co poskutkowało.

Rozdział 32: Umieranie nie jest łatwe
Mój kark owiewa zimny oddech Śmierci. Zanurzam się w brudnej wodzie ciemności.
Słyszę głos, dziwnie znajomy, jednak nadal zbyt odległy, obcy, bym mogła go rozpoznać. Patrzę w dół. W tafli odbija się moja twarz. Widzę krótkie, proste włosy, a nie długie loki. Widzę mniej zadarty nos i te same oczy. Odbicie coś mówi, ale nic nie rozumiem.
Moje ramiona muska lodowata fala. Szyja staje się mokra. I wtedy zdaję sobie sprawę, co mówiło odbicie.
– Narodziłaś się, by umrzeć, Hermiono.
Tonę.

Rozdział 4
Czy umiesz odpowiedzieć, dlaczego to robisz? To tak jak życie, ono trwa, a ty potrzebujesz powietrza - mimo, że czujesz jak rozsadza ci płuca od środka. Tylko bez tego potrafisz żyć. Kiedyś potrafiłam, jeszcze całkiem niedawno, wiesz był taki czas błogiego spokoju. Więc dlaczego ponownie do tego wróciłaś? To jest niczym najpiękniejszy narkotyk, chociaż niekiedy bolesny i równie niebezpieczny - owszem, wiem, że powinnam użyć konkretnej nazwy tylko, aż tak dobrze na tym się nie znam. Kiedy ostatnio do tego sięgnęłaś? Kilka godzin temu, podczas pisania wiadomości, której nigdy z pełną świadomością nawet nie zechcę wysłać.

Rozdział 7: Nie ma lepszego ministra miłości niż przypadek
Kilka drinków wypitych w barze, sprawiło, że chociaż było już dość późno, nie odczuwałam zmęczenia. Wychodziłam z wanny, gdy usłyszałam, że ktoś puka do mojego pokoju. Zawinęłam się w ręcznik i poszłam zobaczyć, kto to. Nikogo nie było. Chwilę później, sytuacja się powtórzyła. Domyśliłam się, że pewnie jakieś dzieci robią sobie żarty i wyszłam na korytarz próbując zobaczyć, gdzie się ukrywają. Zapomniałam zabrać ze sobą karty i drzwi się zatrzasnęły. Stałam na środku holu w samym ręczniku i nie bardzo wiedziałam co zrobić. Zejście do recepcji, odpadało. Nie miałam ubrań, jeszcze zostałabym wyproszona, za nieodpowiednie zachowanie. W zasadzie miałam tylko jedno wyjście. Niepewnie zapukałam do pokoju obok. Drzwi niemal natychmiastowo się otworzyły i stanął w nich Olivier, włosy miał lekko zmierzwione, jakby dopiero co wstał i pewnie tak było.

Rozdział 2
Wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam do swojego pokoju, po drodze mijając Jamesa. Uśmiechnęłam się do niego i szłam dalej, doskonale wiedząc, kto jako drugi stanie mi na drodze.
Syriusz, gdy tylko mnie zobaczył, zatrzymał się. Przez chwilę patrzeliśmy sobie w oczy, prowadząc niemą wojnę. Przełknęłam głośno ślinę i odwróciłam wzrok.
- Porozmawiajmy.
- Nie mam teraz czasu – zagryzłam wargę. - Śpieszę się do Ministerstwa.
Wyminęłam go. O, tak. W tamtym czasie pierwszą pozycję na mojej liście „do zrobienia” było unikanie Syriusza Blacka.

Rozdział 4: Jack-o'-lantern
-Będzie pani taka łaskawa i udzieli pomocy swojemu koledze - oświadczyła McGonagall, patrząc jej prosto w oczy i ruszyła w stronę podwyższenia. Chciała się sprzeciwić, wykręcić brakiem czasu, ale w chwili, której otwierała usta zabrzmiał dzwonek oznaczający koniec lekcji i szansy na protest. Szybko wrzuciła swoje pomoce do torby i popędziła za znikającym w drzwiach klasy uczniem Gryffindoru. Nie potrafiła pozwolić na swobodną utratę dwudziestu cennych punktów, na które każdy ciężko pracował z powodu jego braków i niechęci. Mogli nie znosić siebie nawzajem, ale nie da łatwo za wygraną.

Wpis drugi
Diana dalej ignorowała kolejne wpadki pani Marshall. Jedynie się uśmiechała, a gdy do salonu weszła niska dziewczyna z nieułożonymi blond włosami, podniosła się szybko.
Ze zgorszeniem zauważyłam, że dziewczyna wyglądała niezbyt lepiej od matki. Miała obcisłą bluzkę i spodnie biodrówki (na miłość boską, czy ona nie wie, że takie ubrania są dobre dla licealistek z rodzin niższego stanu?!), a na nogach długie kozaki na obcasie. Przecież trwały wakacje, prawda? Czy nie było jej gorąco?
– Och, zapomniałabym! Dziewczęta, jak wy się nazywacie?
Diana już nie wytrzymała i popatrzyła na mnie z rozpaczą.

Rozdział 2: Na Pokątnej
Na widok niepokojącej nazwy Evelyn mimowolnie zadrżała. Czyżby to tam udała się jej matka? Miejsce to wyglądało jednak zbyt podejrzanie, aby Constance Grant chciała się tam zapuszczać. Nawet w Nowym Jorku zdawała się unikać co bardziej podejrzanych dzielnic i praktycznie nie opuszczała mieszkania, jeśli nie musiała.
Ale może po prostu ruszyła dalej zwężającą się coraz bardziej ulicą Pokątną? Albo znalazła ustronne miejsce do teleportacji i zniknęła? Evelyn cofnęła się nieznacznie, ale zanim zdążyła podjąć jakąkolwiek decyzję, poczuła, jak czyjaś silna ręka zaciska się wokół jej ramion i talii. Zanim jednak zdążyła krzyknąć, druga dłoń nieznajomego zakryła jej twarz, skutecznie ją uciszając.
Niezdarnie przekręciła się w bok, ale nie dostrzegła twarzy trzymającego ją mężczyzny. Ten jednak ścisnął ją jeszcze mocniej i powlókł ją w kierunku jednego z prześwitów pomiędzy starymi budynkami.

Rozdział VI: Rozdarta dusza
Nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu i powiedziała:
- Hej.
- Hej – odpowiedziała Lily. - Gratuluję przydziału – powiedziała z uśmiechem, a następnie chwyciła za niebiesko-brązowy krawat chłopaka i pociągnęła za niego delikatnie. - Wychodzi na to, że niezły z ciebie mądrala – uśmiechnęła się filuternie, po czym dodała: - chociaż nie wyglądasz.
- A na kogo według ciebie wyglądam? - zapytał podchodząc do niej bliżej. W międzyczasie chwycił za rąbek krawata który trzymała, a następnie muskając jej dłoń wyswobodził go z jej uścisku. - Dobrze wyglądającego kretyna, a może uwodziciela łamiącego damskie serca? Hm?
- Założę się, że już nie jedno serce złamałeś – wyszeptała w odpowiedzi, wpatrując się intensywnie w niebieskie tęczówki swojego rozmówcy.

Rozdział XIII: Jeszcze więcej komplikacji
– Nikogo nie obchodzi, że w zeszłym roku zdechł ci tęczowy jednorożec, a ty mając do dyspozycji trylion takich samych, nie mogłaś go zastąpić pieprzonym kucykiem, tylko szukasz pocieszenia w ramionach najmniej kompetentnej osoby.
– To nie był kucyk.
– Dobrze, to nie był kucyk. Coś jeszcze?
– Tak. Czy to prawda, że Damon zarżnął niemagiczne dzieci czarodziejów nieczystej krwi dwadzieścia lat temu, żeby przypodobać się Czarnemu Panu?
– Dollynn, po prostu kup sobie psa i zejdź mi z oczu.

Rozdział 6: Katharsis
Wdech.
Zapach tataraku zroszonego deszczem przypomina mi, że żyjemy na prawdę.
Wydech.
Wdech.
Gwiazdy nade mną świadczą o tym, że wszystko to już było.
Wydech.
Wdech.
Szelest liści sprawia, że czuję się głupio, szukając Cię.
Wydech.

Rozdział XIX: Dzień, który zmienił wszystko
Estelle przez jakiś czas leżała na łóżku i bezmyślnie wpatrywała się w lawendowy sufit. Patrzyła gdzieś w górę błędnym spojrzeniem, ale nie wiedziała, co tak naprawdę chciała tam zobaczyć. Czy tam miałoby ukazać się jej jakieś wydarzenie z przyszłości? Czego miałoby ono dotyczyć?
- Co ja właściwie tu robię… zdaje się, iż… tak, miałam napisać do cioci… - szepnęła sama do siebie i zaczęła rozglądać się za czymś do pisania.
Wtem jej oczom ukazała się śnieżnobiała koperta, jeszcze nie otwarta, która musiała najwyraźniej przyjść z dzisiejszą pocztą.
- Czyżby kolejny list od cioci Mathilde? – westchnęła młoda hrabianka.
Gdy tylko wyciągnęła list z koperty, natychmiast zabrała się do lektury. To nie był zwyczajny raport z codziennego życia w domu państwa D’Ardeagne. Ciotka nie rozpisywała się o swoich perypetiach, ale przekazała jej wiadomość, która kompletnie zaskoczyła dziewczynę i sprawiła, że Estelle długo nie mogła dojść do siebie po przeczytaniu listu.

Rozdział 22
– Alura jest silną czarownicą, ale nic nie zdziała. Nie może stanąć przeciwko Lucyferowi. On jest najsilniejszym osobnikiem jakiego wszyscy znamy, nie istnieje nikt równie silny, kto mógłby go pokonać. Poza tym, czarownice nie mają wstępu do piekła. – Przy ostatnim wzruszył ramionami.
– A ja mam? Skoro czarownice nie mogą tam wejść to czemu ja mogę? – spytałam, licząc że o tym zapomnieli.
– Bo jesteś Feniksem, czyli ogniem. A poza tym kobiety nam przeznaczone mogą z nami tam wchodzić. A, że ty jesteś moją kobietą, wejdziesz bez problemu, tylko Lucyfer pewnie pomyśli, że udało ci się dlatego, że jesteś jemu przeznaczona – powiedział zrezygnowany.

My top 10: Music (video) is a performance and needs the audience
Pomysł na dziesiątkę moich ulubionych teledysków pojawił się w moim zamyśle już jakiś czas temu. Jednak zanim pokażę tutaj swoje wideoklipowe preferencje, wejdźmy trochę w historię teledysków, które, jak wszystko zresztą, musiały przejść niezłą drogę, byśmy mogli je oglądać w takiej formie jak dziś.
Wszystko zaczęło się w 1894 od ilustrowanych piosenek (illustrated songs), z których pierwszą była "The Little Lost Child", potem nastał czas soundies (kilkuminutowych musicalowych filmów), których przykładem jest "Cocktails and Oo-La-La", musicali krótszych i dłuższych - począwszy od lat 30. - tutaj jako przykład podać można "Gentlemen Prefer Blondes" z Marylin Monroe i jej kultowym wykonaniem "Diamonds Are a Girl's Best Friend". Nieco później, zespoły muzyczne rozpoczęły kręcenie filmów fabularnych, mających je przedstawić bliżej - tutaj jako najlepsze przykłady "A Hard Day's Night" i "Help" z The Beatles. Następnie zaczęto się kierować już ku klipom promującym konkretne piosenki, jak mają w zwyczaju robić dzisiejsze zespoły, prekursorami w tym byli Queen...

Rozdział 7
Nasze języki rozpoczęły wspólny, szalony taniec. Każdy kolejny pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Nagle zza jego pleców ujrzałam ciemną postać. Zbliżała się do nas. Trzymała coś w ręku, to był nóż. Mój towarzysz oderwał się ode mnie i obrócił w stronę, w którą był utkwiony mój wzrok. Nie zdążyłam powiedzieć UWAŻAJ, a narzędzie znalazło się w brzuchu chłopaka. Przyjrzałam się oprawcy...

02. Coffee
- Och, daj spokój. - Wypuściłam powietrze ze świstem. - A co? Zazdrosny jesteś? - Zaśmiałam się pod nosem.
- Gdybym jeszcze miał o co! Proszę Cię kto by chciał taką zouze za Siedmio Góro Grodu? - Na jego twarz wpełzł cwaniacki uśmieszek.
- I tak jesteś zazdrosny! - Krzyknęłam i wbiegłam po schodach do swojego pokoju. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, aby nie słyszeć odpowiedzi.
Usiadłam na krześle przy biurku i zaśmiałam się do siebie. Styles ma świetny charakter. Uwielbiam go, niema drugiej takiej osoby. Może czasami nie ma wyczucia co do niektórych słów, ale to nie ważne. A ten koncert? I jego przyjaciele z zespołu? Ciesze się, że mogę ich poznać, ale mam lekkie obawy. Czemu? Yh, gdybym to ja chociaż wiedziała. Będzie tak sztywno. Oni są sławni i pewnie bardzo pewni siebie. Ciekawe jak to się stało, że zgodzili się wystąpić na zwykłym szkolnym koncercie. Przecież są teraz gwiazdami wyższego formatu.

Rozdział 6
Od kilku godzin siedziałam w pokoju na łóżku. Opierałam się plecami o ścianę z przymkniętymi oczami. Jedną nogę miałam wyprostowana, druga zgiętą w kolanie, a na niej położyłam dłoń. Zaraz miałam pokazać wszystkim swoje umiejętności. Nie wiem, po co im to było. Dowiedziałam się od Kisame, że Hidan nie zna się szczególnie na pieczęciach. Jedynie mam uważać na jego kosę. Nie mogę dać się skaleczyć. Dlatego dziś z trzy razy przećwiczyłam numer z kunaiami. Wstałam z łóżka. Byłam po kąpieli, więc na sobie miałam różową bluzeczkę i czarne majtki. Weszłam do łazienki, stając przed lustrem. Włosy związałam w kitkę. Naciągnęłam na siebie szorty. Nachyliłam się nad umywalką, przemywając twarz zimna wodą. Spojrzałam w lustro. Nie ukrywałam tego, że byłam atrakcyjną kobietą. Nasza cała rodzina była obdarzona niezwykłą urodą. Minato był przystojnym facetem. Geny uchowały nam się po matce. Uśmiechnęłam się, lecz po chwili posmutniałam. Minato...Ciekawe, co on by zrobił gdyby wiedział o mojej misji...

Rozdział 11
- Nie, co ty. W ogóle nie pamiętam, żeby Potter miał kiedykolwiek jakąś dziewczynę, chociaż nie, była jedna, ale już nie pamiętam, jak miała na imię.
Amanda uniosła brwi do góry i zaczęła się nad czymś zastanawiać.
- To chyba dziwne, myślałam, że sława to coś, co przyciąga puste panienki…
- Potter nie jest pusty! – Wygięła usta w szyderczym uśmiechu. – Jest szlachetny, toż to Gryfon! A wracając do tematu, Ginny Weasley chodzi z Deanem Thomasem.
Mandy jeszcze raz spojrzała na Pottera i w sumie żałowała, że nie ma go w Slytherinie. Musiał być ciekawą osobą, a Amanda przecież lubiła otoczenie takich ludzi. Po chwili jednak niechęć do wychowanków Domu Lwa na nowo ją przepełniła, w momencie, gdy siostra Rona Weasleya znowu zaczęła na nią tak pogardliwie patrzeć. Szepnęła coś na ucho okularnikowi i on też spojrzał na Mandy, ale nie było w tym nic urągającego. Ich oczy się spotkały.

Absurd VI
Tymczasem Hermiona i Luna teleportowały się przed jaskinie w Zakazanym Lesie, w której był uwięziony Neville, lecz one o tym nie wiedziały. Jednak Longbottom będąc tam uwięziony śpiewał cały czas "Luna, Luna, Luna, ta dziwaczna Pomyluna....".
- Zamknij się w końcu Grubasie, przez ciebie nie mogę się skupić! - wrzasnął Draco robiąc na drutach sweterek dla tatusia.
Neville zaczął szlochać.
- Nie krzycz na mnie Ty brutalu! - zawył i ugryzł Malfoya w rękę, a Draco dźgnął go drutem w oko. .
- AAAAAAAAAA! - zawył Neville, a wtedy Hermiona i Luna słysząc znajomy głos wpadły do jaskini, niczym Aniołki Charliego.
- Co tu się dzieje?! Neville? - krzyknęła zdenerwowana Hermiona patrząc na chłopaka bez oka.
- Hermiono ratuj me oko, znasz na pewno jakieś zaklęcie - osunął się na ziemię i zemdlał.

Rozdział 20: Tydzień u Pansy
Marmurowe schody rozniosły po domu wieść, że młody arystokrata zaszczyci swoją obecnością rodzinę podczas lunchu. Narcyza uśmiechnęła się, gdy zobaczyła, że syn posłuchał jej prośby. Pokazała mu gestem ręki, by się do niej zbliżył. Położyła dłoń na jego ramieniu.
- Na dzisiejszym lunchu będziemy gościć młodą damą – zaczęła Narcyza ruszając w stronę jadalni – Chciałabym abyś był dla niej życzliwy.
- O, nie ma mowy! – niemal krzyknął chłopak – Żadnego swatania!
- Ale Draco…
- ŻADNEGO SWATANIA. JESTEM JESZCZE W SZKOLE, DAJCIE MI ŻYĆ!
Wtedy zza rogu wyszła dziewczyna o pięknych brązowych włosach, ciemnych oczach i sprytnym ślizgońskim uśmiechu.
- Już tak bardzo nie chcesz mnie widzieć, Draco? – zaśmiała się Pansy kładąc ręce na biodrach.
- Boże, Pan!

Rozdział III
Piękna para siedziała w eleganckiej, modnej restauracji. Kobieta ubrana w czarną dopasowaną sukienkę, wysokie szpilki z delikatnym makijażem i włosami puszczonymi puklami na prawe ramię i mężczyzna w czarnych spodniach i koszuli niedopiętej przy szyi. Wyglądali niczym wycięci z katalogu mody. Dziewczyna poruszała czubkiem w rytm klasyków Doris Day, rozglądając się wokół. Mężczyzna z całych sił próbował skupić na sobie jej uwagę, ale ona bez większych emocji, czasami posyłała mu zniecierpliwione spojrzenie. Odpowiadając zdawkowo na jego pytania, pogrążona w własnych myślach, pilnowała muru, który wybudowała wokół siebie. Wydawała się znudzona, doskonale zdawał sobie z tego sprawę jej towarzysz. Wpatrzony w nią z pożądaniem mierzył wzrokiem jej ciało. Coś nagle się zmieniło, on coś powiedział, ona roześmiała się nerwowo, może oburzona, zdenerwowana. On patrzył zdezorientowany, jakby nie znał przyczyny jej nagłej zmiany zachowania, znów coś powiedział, kobieta wstała poparzyła na niego ostro, śmiejąc się i wybiegła.

Rozdział 28
Zrezygnowani wrócili… Diabeł do swojego mieszkania, a zielonooki i niebieskooki do pracy. Kiedy Malfoy był już przy swoim biurku zrozumiał, że zawiódł. Zawiódł swojego przyjaciela. Wziął kilka głębokich wdechów.
-1… 2… 3… 4… CHOLERA! – po raz drugi dzisiaj walnął pięścią w powierzchnię mebla. Jak mógł na to pozwolić? Jak mógł dopuścić do ucieczki. Nagle… jego komórka zadzwoniła. Wyświetliło „Mionka”. Odebrał telefon.
-Hermi?
-Draco… błagam… przyjeżdżaj do… domu… - jęczała. – Teraz!
-Ale co się stało?

Rozdział 4
Był dość wysokim szatynem – wiem to, bo gdy stał koło mnie był wyższy ode mnie o głowę, a zaznaczę tutaj, że mam metr siedemdziesiąt sześć – o gęstych włosach, co dało się z łatwością zauważyć. Miał również łagodną, rozpromienioną twarz i lekki zarost, co dodawało mu seksownego wyglądu. Był ubrany w luźne spodenki do kolan, i przewiewny, czarny t-shirt, pod którym ukryte było umięśnione ciało – oczywiście nie była to muskulatura w stylu Hardkorowego Koksa. Rzadko można spotkać takiego przystojniaka. Powoli zaczynało mi coś świtać, ale myślenie okropnie utrudniał mi nadmiar alkoholu. No i czegoś mi w nim brakowało.

33. Zemsta nie zawsze jest słodka
Lucas szturchnął mnie w żebra, dokładnie w tym momencie, kiedy podbiegli do nas chłopcy z zespołu.
— Odbiło ci?
— Jak możesz być aż tak nieodpowiedzialnym!?
— Co ty sobie wyobrażasz?
— Co sobie ludzie o nas pomyślą?
— Gdzie się podziewałeś?
W końcu chłopaki mnie zauważyli. Przez chwilę patrzyli się na moją osobę w milczeniu. Wydawali się być w szoku, z którego jako pierwszy otrząsnął się Dante.
— Piękna pani. Lucas, brachu, wybaczamy ci. Kobiet — w dodatku tak pięknych — nie wolno popędzać.[..]
— Jeżeli ci się znudzi ten pajac z chęcią się tobą zaopiekuję. — Trunks znacząco poruszał brwiami.
— Przedstawiłbyś może nas? — Zayn posłał Lusasowi naganne spojrzenie. Przecież jak to można być aż tak niewychowanym?
— Trunks, Zayn, Naill i Dante to jest Lily.

Rozdział 12
- To ja poczekam - Draco wszedł powoli na łóżko zajmowane przez Harry'ego i się położył tuż obok niego, gdy ten rozglądał się nerwowo wokół.
- Niby na co? - zapytał nie spoglądając na drugiego chłopaka, gdyż już wystarczająco dużo najadł się wstydu poprzez swoje śmieszne reakcje na jego widok i dotyk.
- Na to, aż w końcu się uspokoisz i będziemy mogli po ludzku porozmawiać.
- A to teraz nie rozmawiamy po ludzku? To znowu jakaś aluzja do tego, że teraz śnię?
- Ależ skąd - śmiech wydobywający się z ust blondyna sprawił, że brunet w końcu na niego spojrzał. Patrzył na grę emocji na twarzy Malfoya, którego rysy stawały się coraz bardziej poważne. - Co się stało?
- C-co? - zapytał, gdy spojrzenie szarych spoczęło na nim, a mianowicie skrzyżowało się z jego własnym spojrzeniem.
- Nie zasnąłeś normalnie.
- Niby skąd to wiesz i ja... - pomyślał chwilę.

4 komentarze:

  1. Przepraszam, ale w "Losowy blog tygodnia" znalazło się moje opowiadanie, którym autorką jestem ja czyli Xara a nie Anaya.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już poprawione, prawdopodobnie wdarło się jakieś przoczenie.

      Usuń
    2. Spoko, nie ma sprawy ^ ^

      Usuń
  2. UWAGA! PILNIE potrzebna pomoc dla małego Żelika! Piesek natychmiast potrzebuje domu tymczasowego, ma tylne łapki sparaliżowane(porusza się na wózku) – to wynik ludzkiej głupoty, której doznał w przeszłości. Jednak są rokowania, że piesek będzie chodził! Póki co maluch pilnie potrzebuje opieki – w innym wypadku zostanie uśpiony! Jego dotychczasowi opiekunowie zapewniają środki na leczenie oraz karmę – CHODZI TYLKO O DOM I MIŁOŚĆ! Prosimy o kontakt na http://ratowanieswiata.blogspot.com/2013/07/o646-pilnie-poszukiwany-dom-dla.html ! Jeżeli nie możesz dać psiakowi domu, podaj tą wiadomość do wszystkich swoich znajomych – MAMY TYLKO 13 DNI!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy