niedziela, 28 lipca 2013

Nowe posty (61)

Rozdział piąty: Niespodzianka
- Co zrobiłaś?! - wydarłam się na nią z powagą i czułam, że mało brakowało, a moja ręka wylądowałaby na jej twarzy. Powstrzymałam się, choć było to cholernie trudne.
- Daj spokój, Nance, to było w Junior High! - odpowiedziała bez większych ceregieli, jakby kompletnie nic się nie stało, jakby to, co zrobiła było niczym wielkim. Po tej wypowiedzi jeszcze bardziej pragnęłam ją uderzyć.
- Wal się, Sunny – syknęłam przez zaciśnięte zęby i wystrzeliłam niczym z procy w stronę Charliego i Minnie. Złapałam chłopaka za ramię i stanęłam na palcach, aby szepnąć mu do ucha:
- Idziemy stąd zanim obiję mordę tej kretynce.
Charlie patrzył na mnie całkowicie zdezorientowany. Nie był świadom tego, co miało miejsce przed sekundą. Jego wątpliwości zostały rozwiane zarówno szybko, jak i brutalnie.
- Histeryzujesz, prędzej czy później i tak by cię zostawił – na te słowa zacisnęłam mocno usta i przygryzłam wargi ze złości.

Chapter XXI
Dziewczyny powyciągały zapasowe bluzy, które ułożyły na wilgotnym piachu, po czym z zadowolonymi minami umościły się wygodnie. Za oparcia służyła drewniana burta, która tym bardziej nadawała miejscówce niesamowitego komfortu.
Sandra wyciągnęła pierwszą z butelek oraz zawiniątko z serami. Wszystko ułożyła przed Eweliną siedzącą po środku, tak aby zarówno ona jak i Ania miały swobodny dostęp do pokarmu.
- Czy to wosk? – Ewelina przypatrywała się opakowaniu.
- Tak wygląda. – Ania również podziwiała niespotykany w Świecie Techniki sposób zamykania alkoholu.
- Mam otworzyć czy nie? – Sandra niecierpliwie zamachała korkociągiem.
- Otwieraj! – Obie zgodnie przytaknęły oddając naczynie blondynce.
Kiedy blondynka zeskrobała wosk, oczom ukazał się zwyczajny korek, więc bez przeszkód wbiła w niego swój sprzęt. Po chwili wino mogło swobodnie oddychać, a dziewczyny zwilżyć spragnione gardła. Pierwszy łyk pociągnęła Ewelina i od razu nieco się skrzywiła.
- Mocne draństwo. Wieloowocowe chyba. – Mlaszcząc próbowała wyłapać odpowiednie walory smakowe. – Chyba półsłodkie, ale nie jestem pewna. Jakie poprosiłaś?

5. Strażnik morza
— Nie! — Z ust Choi Yu Lin padł cichy protest. Nie kłopocząc się z zamknięciem za sobą drzwi, podbiegła do chłopaka i złapała go kurczowo za łydkę obiema rękami. — Proszę nie rób tego! Zawsze jest jakieś wyjście, śmierć to najgorsze rozwiązanie! — Nie wiedziała o czym plecie, po prostu brała byle jakie słowa na wargi, chcąc powiedzieć cokolwiek.
Tymczasem Su Gim, nie spodziewając się tak nagłego natarcia na jego przestrzeń osobistą na ułamek sekundy stracił równowagę, naprawdę będąc o włos od upadku, w porę jednak odzyskał równowagę, przytrzymując się bocznej ramy okna.
— Co do cholery! — Zaklną siarczyście. — Jasny gwint, mogłem się spodziewać, że to ty — wymamrotał, kiedy odwróciwszy głowę napotkał wzrokiem widok Choi Yu Lin, tulącą się do jego nogi.
— Proszę, nie odbieraj sobie życia. Proszę! — krzyczała z zamkniętymi oczami, próbując zagłuszyć wiatr i morze.
W odpowiedzi usłyszała głośny śmiech.
— Nie wiedziałem, że chcę popełnić samobójstwo!

Rozdział III
Madelaine nie odróżniała już dni. Nie wiedziała czy dzisiaj piątek czy sobota. Tego dnia wybrała się na łowy w zupełnie inne miejsce. Odeszła dużo dalej od swojej jaskini niż zwykle. Jej głód wzrastał z każdą chwilą. Coraz bardziej nie panowała nad swoimi zmysłami. Zmysły węchu i słuchu wyostrzyły się, tylko wzmagając jej pragnienie krwi. Trafiła do stolicy Rosji, którą w dalszym ciągu była Moskwa. Przemierzała ulice aż zobaczyła ogromny napis „opera” w języku rosyjskim, nie mogła go zrozumieć. Było już koło pierwszej. Z budynku wychodziło mnóstwo ludzi. Pobiegła w tamtą stronę. Gdyby posiadała instynkt samozachowawczy możliwe, że powiedziałby jej „uważaj, tam jest wampir”. Możliwe, że przypomniałaby sobie wtedy trzecią radę Fausta, która brzmiała : „Nie szukaj innych wampirów, bowiem to niebezpieczne drapieżniki, które w dodatku żyją samotnie”. Niestety zawsze jest jakieś gdyby.

Jeszcze więcej niespodzianek od losu
Dla mnie brzmiało to ciekawie, więc spytałam się, czy też dostanę jakąś moc. Przywódca ruchu oporu powiedział mi, że u mnie "to nie będzie konieczne." Poirytowana spytałam się dlaczego, lecz on przemilczał to.... i powiedział mi, że kierujemy się w dalsze rejony. Po opuszczeniu skupiska naukowego kierowaliśmy się sal treningowych. To tam byli ci, którzy pracowali nad kondycją fizyczną, gdyż mieli przeznaczone zadania w terenie. To właśnie tam ćwiczyli swoje nabyte umiejętności, których niestety nie uświadczę. A potem pokazał mi kuchnię, stołówkę, bibliotekę z cała wiedzą o Limbo, demonach....itp.

Rozdział ósmy
- Zawsze mnie tak przytulałeś. – Usłyszałem, po czym przysłoniłem lekko zeszklone oczy kurtyną powiek. Oczywiście, że tak. Przecież pamiętam każdy twój dotyk – chciałem powiedzieć, ale wiedziałem, że to nie byłoby za dobre posunięcie. Nadzieja matką głupich. Uspokój się, Sehun. Oddychaj. Przytulaj go. – Widziałem. Na zdjęciach, nagraniach. To ciało dalej ma dreszcze, jak mnie dotykasz.
Serce zabiło mi mocniej i znacznie boleśniej, znowu brutalnie potraktowane. Westchnąłem cicho w jego ramię. Chyba niepotrzebnie się łudziłem, co? No, Sehunnie. Chyba musisz cieszyć się tym, co masz. Muszę uśmiechać się do złej gry. Po prostu czerpać korzyści z chwili. A przecież ten moment był naprawdę przyjemny.

Rozdział piąty
- Ona jest taka piękna.. – wyszeptał James, towarzysząc mi w wolnym tańcu.
Zachichotałam cichutko i wychwyciłam jego rozmarzony wzrok.
- Naprawdę ją kochasz. – stwierdziłam, nabierając łagodny wyraz twarzy. Nic więcej nie mówił, tylko ukradkiem spoglądał na rozbawioną rudowłosą. Oczy jej błyszczały z radości, a wypieki na jej twarzy sprawiały, że jej orzeźwiająca uroda napawała każdego dawką urzekającej naturalności. Nikt nie śmiałby zaprzeczyć słowom Jamesa.
- Nigdy nie przestanę. – odparł, uśmiechając się leciutko. – Szkoda tylko, że ten rudzielec nic nie odwzajemnia. – dodał.

2. Lodziarnia
Remus Lupin, który do tej pory w pełni zaabsorbowany był czytaniem „Proroka codziennego”, uniósł głowę znad gazety. Miał wymęczoną twarz, a pod oczami wyraźnie malowały się cienie.
– James, coś ty taki rozkojarzony? – zapytał, przypatrując się jak kolega wyciąga szyję, by widzieć więcej. Zupełnie jak podczas meczów, gdy z takim zapamiętaniem przeszukiwał trybuny. – Najpierw nas tu zapraszasz, a później kompletnie ignorujesz. Zdecyduj się w końcu, czy wolisz nasze towarzystwo, czy coś innego.
Lupin złożył Proroka i skrzyżował ręce. Wyraźnie był podirytowany. W jego miodowych oczach połyskiwały jakieś niespokojne ogniki, które jednak przywodziły na myśl raczej obawę niż gniew. Chłopak spojrzał wyczekująco na Pottera, a ten wreszcie raczył na niego spojrzeć.
– Bo od trzech dni powinien być u mnie Syriusz – mruknął wreszcie James z trudem powstrzymując się od obserwacji ulicy.
– I to cię tak trapi? –z powątpiewaniem skwitował Remus. – Wiesz ile razy ja musiałem czekać na was, bo oczywiście mieliście ciągle coś do załatwienia? I dziwnym trafem niemal zawsze owe coś kończyło się szlabanem.

Rozdział pierwszy
Jak zwykle na kilka dni przed nierozpoczęciem nowego roku szkolnego, na Pokątnej panował tłum. Nigdy nie rozumiał, jak ludzie mogą kupować najpotrzebniejsze rzeczy do szkoły na ostatnią chwilę. A potem narzekają, że w sklepach taki tłok.
On po nowe książki był już na początku lipca. Musiał też zakupić nową szatę, bo poprzednia podarła się w niewyjaśnionych okolicznościach.
Teraz Tim chciał tylko odebrać miotłę, którą zamówił. Gwieździsty Grom nie był jeszcze w sprzedaży. Jego oficjalna premiera miała nastąpić dopiero w połowie października. A, że miał duże znajomości, to mógł przyspieszyć proces dostatnia się w jego ręce miotły.
Przed sklepem, do którego zmierzał, zgromadziła się ogromna ilość dzieciaków, które się nawzajem przekrzykiwały. Z pojedynczych słów mógł wyłapać, że chodziło o miotłę. O jego miotłę. Miotłę, która była wystawiona na witrynie sklepowej.
Tim kątem oka dostrzegł, że do miotły była przyczepiona kartka z napisem Sprzedane. Uśmiechnął się, a następnie przedarł się przez kłócące się dzieciaki.

Rozdział 20
– Nie kocham cię – odparłam po prostu.
– O. – Przez chwilę sprawiał wrażenie zaskoczonego. Kąciki ust zadrżały mu w powstrzymywanym uśmiechu. – Cóż, przypuszczam, że potrafiłbym bym to zmienić.
– Może potrafiłbyś – odpowiedziałam. – Ale wiedziałabym, że ty mnie nie kochasz.
– Skąd możesz mieć pewność, że…
– Przestań – potrząsnęłam głową. Zwróciłam ku niemu zmęczoną twarz. – Może jestem niepoprawną marzycielką. – Dużo trudu kosztowało mnie wypowiedzenie tych słów, otworzenie się przed kimś. – Może to kolejna błędna decyzja, którą podejmuję. Może będę jej kiedyś żałować. Ale przede mną jeszcze całe życie. Nie chcę na samym początku zadowalać się nagrodami pocieszenia.
– Nikt nigdy tak nie zranił mojej miłości własnej. – W jego głosie wciąż dźwięczała nutka rozbawienia.
Znów to zrobił. Pochylił się nade mną, zamknął w stalowym uścisku. Dłonią przesunął po moich włosach.
– Przestań – powiedziałam drżącym głosem.
– Ellie? – Drgnęłam, kiedy dobiegł mnie przytłumiony dźwięk. Gilles. – Ellie, jesteś tam?

Rozdział jedenasty
Istota ponownie zrobiła kilka kroków i kłapnęła ziejącą smrodem paszczą. Była gotowa zabić dla pożywienia, zabić w najgorszy sposób, rozerwać tę dwójkę na maleńkie kawałeczki i chciwie pożreć, prawie się przy tym krztusząc. Była gotowa zniszczyć cały Las, gdyby tylko jej zdobyczy udało się uciec, byleby tylko mogła łapczywie wyssać tę ciepłą gęstą krew, spróbować ponownie mięciutkiej skóry, która kryła za sobą skarb w postaci mięśni, schrupać te delikatne białe kosteczki, które w porównaniu z jej podskórnym pancerzem były niczym guma, aż w końcu byleby tylko mogła ponownie, och, nawet jeśli po raz ostatni w swym nędznym życiu, przełknąć w całości ten organ zwany sercem, przegryźć wystające z niego żyły, wessać się w aortę i upoić się zapachem gasnącego życia. Chciała napełnić swój rozdęty żołądek, który od tygodni, o ile nie dłużej, nie miał w sobie nic prócz gorzkich hebanowych liści, jedynych nieposiadających zabójczej trucizny.

Rozdział V
Ciepłe promienie słońca przebijały się przez okna tarasu, oświetlając karminowe ściany salonu. Pan domu postawił na minimalizm, ponieważ Thea, która zwiedzała ogromną posiadłość w samotności, poczuła się zagubiona w takiej ilości przestrzeni. Niewielka skórzana sofa oraz fotele czekały na gości na środku pomieszczenia, a ciemno orzechowe panele lśniły od czystości. Nad kominkiem stały zdjęcia w srebrnych ramkach, które przedstawiały kobietę o jasnobrązowych włosach, zaplecionych w luźny warkocz i fiołkowych oczach. Jednak Aider wiedziała, że ten anioł potrafił utrzymać w ryzach Diamanda i gdyby nie wypadek, to pewnie do tej pory byliby razem.
Bursztynowłosa sięgnęła po jedną z fotografii żony swojego kuzyna i zamyśliła się. Czego właściwie szukała w Japonii? Nawet za dobrze nie przemyślała decyzji o wyjeździe i chyba po raz pierwszy zrobiła coś spontanicznie. We Francji wszystko było prostsze albo po prostu tak się jej wydawało, bo tam miała rodzinę i mogła liczyć na Akirę.

Rozdział dziewiąty
Cisza trwała zbyt długo, czułam to ja i mój towarzysz.
- Lily, coś jest nie tak? – zapytał, ściskając mocniej moją dłoń. Byłam święcie przekonana, że podejmowana przeze mnie w tej chwili decyzja, będzie tą która zmieni coś w moim życiu.
- Nie nic, wszystko w porządku. Myślałam tylko… - Znowu zabrakło mi słów. Podniosłam karmelowe tęczówki na Scorpiusa. On wpatrywał się we mnie intensywnie, znów z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nie zastanawiałam się już nad tym dłużej. Po prostu uniosła lekko kąciki swoich malinowych ust, po czym wypowiedziałam jedno słowo – Obiecuję.

Rozdział czwarty: Zakupy szkolne
Sloan niechętnie pochwycił wykonaną z ciemnego drewna różdżkę, która idealnie wpasowała się we wnętrze jego dłoni. Nie chciał przed sobą przyznać, że zafascynowało go to przyjemne ciepło, które rozpełzło się od koniuszków jego palców aż po sam łokieć. Kilka srebrnych iskier wystrzeliło z końca różdżki, wolno opadając ku podłodze.
Nie wiedział, jak na to zareagować, jako że oczekiwał kolejnego huku, rozbicia wazonu z kwiatami, czy nawet rozbrojenia samego siebie, jak już wcześniej się zdarzyło. Poruszył delikatnie nadgarstkiem, nie chcąc wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, które mogłyby jednak okazać się niszczycielskie. Odchrząknął, w swojej opinii jakby od niechcenia, chociaż w rzeczywistości brzmiało to dość nerwowo.
— Hm, ciekawe – wymamrotał Ollivander, patrząc badawczo na Sloana. – Muszę przyznać, że nie tego się spodziewałem.

Let’s go party!
Reagge jest muzyką serca, która zawsze jest w cenie (Ras Luta i Rod Taylor --> <3) :) A co jest muzyką ciała, kiedy masz zamiar się wyszaleć, odmóżdżyć i bawić się do białego rana tak żeby brakowało tchu? Wtedy zmienia się klimat z jamajskiego na europejski. Przynajmniej tak mam ja ;) Od wczoraj w Belgii trwa szalony festiwal muzyki elektronicznej Tomorrowland (http://live.tomorrowland.com/), gdzie koncerty odbywają się w bajkowej scenerii Didsneylandu, a najlepsi DJ-e manipulują emocjami koncertowiczów przez całą noc...

2 komentarze:

  1. Trochę za dużo mojego komentarza się skopiowało ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wymazane. Moje przeoczenie, bo w nowych postach zawsze wszystko robię automatycznie i potem wychodzi jak wychodzi.

      Usuń

Obserwatorzy