niedziela, 4 sierpnia 2013

Nowe posty (62)


Na początek jeszcze krótka informacja. W tym tygodniu nie będzie aktualizacji. Niemal przez cały tydzień w domu mam remont (wczoraj mogłam odpocząć dopiero o ósmej i wolałam obejrzeć sobie serial niż brać się za cokolwiek na Rejestrze), na dodatek mam jeszcze praktyki, które zabierają mi niemal cały czas w ciągu tygodnia. Myślę, że kolejna pojawi się w okresie czwartek-sobota.

Rozdział 68: Bevrore Blomkool
Promienny uśmiech i radosne błyski w oczach rozświetlały jej zazwyczaj poważną twarz. Miała na sobie zwiewną, zieloną, sięgającą kostek suknię  z długim rozcięciem z boku. Prawdopodobnie była to najskromniejsza sukienka w tej sali, jednak ona wyglądała w niej niczym królowa. Dopiero dziś ujrzał w niej tę dawną Evolet, kobietę, w której zakochał się lata temu, najpiękniejszy klejnot kosmosu, przy którym wszystko inne bladło. W tamtym momencie ona była jedynym słońcem wszechświata.
– Wyglądasz prześlicznie – powiedział zamiast przywitania Ladvarian, ze zgrozą orientując się, ze założyła wysokie buty i wyglądał przy niej na jeszcze niższego.
– Dziękuję – zaszczebiotała radośnie. – Falonara nie ma?

Sezon 4 Odcinek 5
- Masz dziwnego brata - mruknęłam do Klausa i odwróciłam się w jego stronę.
Z zaskoczeniem zauważyłam, że hybryda nie stoi w poprzednim miejscu, tylko tuż obok mnie, za kanapą. Jego ręce były podparte o oparcie kanapy, po obu moich stronach, a jego twarz na wysokości mojej wpatrując się w nią.

Rozdział dziewiąty
- Bzdury - odparł przy tym szybko, nawet nie patrząc w jej oczy. Bo gdyby spojrzał, to pewnie już by więcej nie pił. Może zobaczyłby w nich to wielkie przerażenie, lęk. Lęk tylko i wyłącznie o niego. Może wtedy uświadomiłby sobie jak bardzo jej na nim zależy... Ale nie zrobił tego, a tylko jeszcze raz przechylił butelkę i pociągnął z niej dwa duże łyki. Wódka - wbrew tego, co myślał kilka minut temu - wcale nie była jakaś szczególnie smaczna, ale coś sprawiało, że miał ochotę nie przestawać i pić więcej. I wtedy poddał się temu czemuś, choć w głębi duszy chyba wiedział, że nie powinien.

No. 2
- Jestem agnostykiem – odrzekł mężczyzna, nie spuszczając wzroku z mojej pełnej zdziwienia twarzy. – Nie wierzę w istnienie Jezusa, bo nigdy nie dowiedziono, że ktoś taki kiedyś chodził po tej ziemi i czynił cuda. Nie potrafię uwierzyć w to, że Stary i Nowy Testament to wymyślona przed wiekami bajka, bo tego też nikt nie udowodnił. – Zamilkł na chwilę, najwyraźniej tak długa wypowiedź poważnie uszczupliła jego pokłady energii lub po prostu zastanawiał się, jak prościej ubrać w słowa swoje przekonania. – Czyli znajduję się w próżni deizmu między nauką a religią, między wiarą a ateizmem. Ufam, że Bóg istnieje, ale nie miesza się w ziemskie sprawy.

Rozdział 3: Cienie niepewności
Odwróciła się w stronę grobu matki, przy którym trwała zaciekła walka. Obaj mężczyźni rzucali się na siebie, dewastując wszystko dookoła. Każdy ich ruch, cios, jak również własna obrona, wszystko to działo się w przeraźliwie szybkim tempie. Nim zdążyła się rozejrzeć, została powalona na ziemię. W przeciągu kilku sekund poczuła na szyi, ogromny ból. Widziała jak jeden z mężczyzn leżał nieruchomo, a drugi machał do jej napastniczki. Gdy osunęła się na ziemię, zobaczyła, że obok niej przebiega kobieta podobna do jej matki, wręcz identyczna.

Rozdział VI
Nie myśląc zbyt wiele rzuciłam się w pierwsze lepsze krzaki. (...) Niedaleko miejsca, w którym siedziałam, mały pajączek opuszczał się na srebrzystej nici. Wyrównałam oddech, starając się zignorować pieczenie przeszywające mój policzek w miejscu, gdzie jakaś krnąbrna gałązka porysowała delikatną skórę. Przez chwilę wsłuchiwałam się w przyspieszone bicie mojego serca. Runo leśne zaskrzypiało, kiedy podparłam się rękoma. Kolejne gałęzie wbijały się we mnie i coś niewielkiego przebiegło szybko po ziemi. Czułam adrenalinę, a wszystko wydawało mi się dziać nieskończenie powoli.
W końcu To wyszło z zza drzew.

Rozdział 14
- Chcecie do cholery żeby się obudził czy nie?! - warknął Draco lekko zdenerwowany bezmyślnością przyjaciół Pottera (...) - Rozumiem, że mnie macie gdzieś i to co mówię wydaje wam się bez pokrycia, ale teraz naprawdę... - urwał starając się uspokoić - naprawdę chcę pomóc...
- Jak?! - krzyknęła Hermiona. - My nie wiemy jak, więc jak ty możesz?! Ty go nawet nie lubisz!
- Myśl sobie co chcesz, po prostu wiem, że mogę coś zrobić i nie pytaj nawet co zamierzam bo nie odpowiem. To sprawa między mną a nim - wskazał gestem w stronę bruneta nadal pogrążonego we śnie.
- Harry nie ma przed nami nic do ukrycia, więc gadasz bzdury, jak zawsze zresztą.
- Jesteście z nim na co dzień i nie zauważyliście tego, że on rośnie w siłę i się zmienia? Jego magia, jego rdzeń, jego sygnatura jest zupełnie inna.
- Skąd ty to możesz wiedzieć?

19. You like me too much
– Musisz się ze mnie wyleczyć. Nawet jeśli oboje tego nie chcemy. Musisz, Sky. To dla twojego dobra – wyszeptał. Czuł ogromny ucisk w klatce piersiowej, brakowało mu tchu.
– Możesz wreszcie przestać powtarzać, że to dla mojego dobra?! – Jej nastrój gwałtownie się zmienił. Dobrze wiedział, że nie była pokrzywdzoną dziewczynką, którą trzeba było ratować. Doskonale dawała sobie radę z każdym problemem bez niczyjej pomocy. – Dlaczego?! – krzyknęła, policzki miała zaróżowione i wilgotne o łez. Zabrakło jej tchu, złapała się za klatkę piersiową, jakby próbowała zatrzymać płuca i pękające serce w jej wnętrzu.
– Musisz uciekać, Sky. Musisz uciekać, bo… – urwał, podnosząc głowę. Spojrzał w srebrzyste oczy, tak samo smutne jak jego własne. Musiał przeciąć żyłkę. Przeciąć linkę łączącą ich losy, które nigdy nie miały prawa się połączyć, a już tym bardziej spleść się na tyle, by psychicznie uniemożliwić jej odejście. – …jestem potworem.

Rozdział 4: Artykuł Frances Jooble
„Gęste, czarno-szare, kłębiące się chmury zasłaniały piękne, upstrzone milionem gwiazd, granatowe niebo. Księżycowy sierp nieśmiało zerkał na spowite mgłą, opustoszałe pole. Ziemia zdawała się być martwa, nic tutaj nie rosło, prócz wyschniętego drzewa z połamanymi gałęziami. Nagle zrobiło się jasno, jak gdyby ktoś zapalił nad światem wielką żarówkę. Oślepiającą biel poprzedził przerażający trzask. Dwie postacie pojawiły się na niewysokim wzgórzu w kłębach czarnego dymu.
– Przeniosłaś nas z daleka od swoich przyjaciół, tak? – zadrwił kobiecy głos, wydobywający się spod kaptura czarnej peleryny. Postać zrzuciła ubranie wierzchne i spojrzała na mnie wyzywająco. – Boisz się, że odkryją twoją tajemnicę, Caroline?”
„Szanowany pracownik Ministerstwa Magii, dostojny mężczyzna i wpływowy człowiek – Lucjusz Malfoy – oskarżony przez Wizengamot o przynależność do Śmierciożerców, jeszcze kilka lat temu wypierał się swojego Pana. Dziś, prawdę odkrywa przed wami młodsza, jeszcze bardziej ekscentryczna, odważna i żądna prawdy, następczyni Rity Skeeter – Fransces Jooble – niesamowicie piękna brunetka, która zachwyci swoich czytelników osobliwymi artykułami.”

Rozdział 14: Miecz, herb i zbroja
Tomasz ze skupieniem wpatrywał się w lufę wymierzonego w jego twarz pistoletu. Nie bał się, raczej zżerała go ciekawość, czy strzał z odległości metra nie zakończy przypadkiem jego nazbyt długiego żywota.

Rozdział 18: Niespodziewany gest
(…)w końcu przyszedł moment na ostatni prezent. Stał samotnie, wielki i jak się potem okazało, dosyć ciężki. Chwyciłam go w ręce i poczułam delikatne poruszenie. Zaczęłam zdzierać papier. Kiedy w końcu zniknął, moim oczom ukazała się klatka z kruczoczarną sową w środku. Miała jasnoniebieskie tęczówki i zerkała na mnie przyjaźnie. Zaczęłam rozglądać się po wszystkich, myśląc, że to prezent od taty. Ten jednak wyglądał na zdziwionego. (…)Czy chcesz powiedzieć mi coś jeszcze?
Syriusz Spojrzał na mnie tym swoim pytającym wzrokiem, a ja z promiennym uśmiechem na twarzy, pokiwałam przecząco głową.
— Szkoda. Myślałem, że w końcu dowiem się, od kogo dostałaś tą piekielną sowę.

Chwyciłam kulę, wzięłam głęboki wdech i poszłam na dół.
Jak na złość, stała tam właścicielka i gadała z jakąś kobietą. Powiedziałam grzecznie „do widzenia”, tak jak chciał Kselash i miałam chęć już odejść, kiedy obydwie panie zaczęły mi się podejrzliwie przyglądać.
Dopiero wtedy zauważyłam, że właścicielka trzyma w rękach gazetę.
Zrobiło mi się zimno, gdy na okładce zobaczyłam nasze gigantyczne zdjęcia. Zdjęcia moje i Yanna.
A nad nimi wielki nagłówek: „Morderczyni i diler wciąż na wolności”.

Słowa
Wiesz, co czujesz. Czujesz, co chciałbyś powiedzieć, ale nie wiesz, jakie dobrać słowa. Zdajesz sobie też sprawę, że nie przeszłyby ci przez gardło, nawet gdyby okoliczności były jak najbardziej sprzyjające. W marzeniach jest się znacznie bardziej odważnym.

Rozdział 9
Zastanawia mnie jedno, czemu ktoś przychodzi do mojego pokoju w środku nocy? Próbuję sobie przypomnieć te oczy...
Już wiem.
To Karls...

Wpis czwarty
I nagle do mojego ogrodu wjechał warczący przeraźliwie głośno motocykl. Naprawdę, nie kłamię – przejechał po żwirowanej drodze, którą zamykały żywopłoty, i stanął przy fontannie. Kierowca zdjął kask i zszedł z maszyny.
Moim oczom ukazał się wysoki brunet z szerokimi ramionami, lśniącymi oczami i złamanym nosem. Wtargnięcie nieznanego mi chłopaka do ogrodu sprawiło, że oniemiałam.
– Jest tu Lorrie? – spytał chłopak niepewnie.
Dopiero wtedy odzyskałam głos.
– Kim jesteś?!
– John Lewis, kierowca Marshallów. Jest tu Lorrie, ich córka?
I nagle ogarnął mnie gniew.

DIVERSITY: 01. REKLAMA - SIŁA MARKETINGU
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak reklamy nami manipulują? Pewnie większość z nas o tym nie myśli, prawda? Musimy jednak mieć tą świadomość, że pomimo iż reklama może dla nas czasami wydawać się śmieszna lub głupia, to w łatwy sposób przechytrza nas i nawet nie wiemy kiedy kupujemy owy produkt. Pozwolę sobie przytoczyć parę ciekawostek na temat tego, jak reklamy na nas działają.

Rozdział 26: Rodowa tajemnica
Chciałabym wam opowiedzieć o osobie, którą kiedyś znałam.
(…) Osobie, która była mi bliska.
A wreszcie osobie, którą przez lata uważałam za inteligentną i sprytną.
Chciałabym wam opowiedzieć o Tom’ie Riddle’u.
****
(…) Moje powieki jakby na życzenie zaczęły opadać… aż w końcu dostrzegłam ciemność. Dalej jednak myślałam. Czułam… i słyszałam!
- Avada Kedav…
****
(…) - Posłuchaj, bo nie będę powtarzał. On nie ma ci nic do zoferrowania, chyba, że pragniesz umrzeć. Proszę bardzo, tutaj, szybko i bez zbędnego bólu. – Nikołaj skrzywił się mimowolnie, na co Rudolf tylko pogłębił swoje zniesmaczenie tym chłopakiem. - Równie szybko też, jak tutaj przyjechałeś możesz wrócić do Rosji, a tam już dopilnujemy, żebyś przez lata nie wyszedł z łagru!
- Łagry? Na jakim ty świecie żyjesz, Lestrange?! – splunął mężczyźnie w twarz.
****
(…) - Ile razy mam ci powtarzać, że mam na sobie BIELIZNĘ? Tak to się nazywa – biustonosz & majtki.

Rozdział trzydziesty
Rozejrzał się po okolicy jeszcze raz. Egzekutorzy mieli tylko dwie drogi ucieczki. Jeśli naprawdę byli profesjonalistami, uciekli w stronę torów kolejowych. Jeśli zaś mieli nerwy ze stali i trącącą wariactwem ułańską fantazję, uciekli na ulicę. Veit obstawiał pierwszą możliwość. Bez świadków byli niemal nie do odnalezienia. Założył rękawiczki.
– Zmiana modus operandi może świadczyć o dwóch rzeczach, mój drogi Mentzke. – Ponownie zwrócił się do Bawarczyka, który natychmiast przestał interesować się trupami, skupiając na nim całą uwagę. – Albo są bardzo zdesperowani albo to był wypadek przy pracy. – Zastanawiał się przez chwilę czy powinien dzielić się z Georgiem wszystkimi swoimi przypuszczeniami. W końcu uznał, że mu wszystko jedno. – Albo…
–… to nie polscy bandyci ich zabili – dokończył za niego Mentzke.

3. Wilczy bilet
Twarz Marty szpecił nieodgadniony grymas, a wyjątkowo smutne oczy musiały być zapuchnięte. Na pewno nie od wiatru, pomyślałem. Nigdy nie widziałem, żeby Małecka płakała, nie mogła sobie na to pozwolić, a jednak ten widok był jednoznaczny.
– Musisz mi pomóc – powiedziała wreszcie. – Nie wiem, do kogo się zwrócić.

Śmierć Marata
- Cześć kotku - Zamruczała uwodzicielsko asanga. - Domyślam się, że dzwonisz dowiedzieć się co u naszej wspólnej kochanej koleżanki Chris. Możesz posłuchać - Powiedziała i po tych słowach słyszałem tylko pustkę.
Potem rozległ się drastycznie dziwny dźwięk podobny do rozgniatanej brzoskwini i okropny, przeciągły krzyk roznoszący się echem i dochodzący do mikrofonu w komórce Marry. Po moich plecach przeszedł dreszcz.
- Marry, do cholery, uspokój się, to człowiek! - Krzyknąłem. - Może wolisz pomolestować mnie, co? Tylko podaj mi adres. - Zaoferowałem pełen nadziei, że się uda.
Trzasnęły drzwi w słuchawce komórki.
- Hmm... Ty przyjedziesz, ja ją wypuszczę ale nie wiem, czy molestowanie mi wystarczy. - Drażniła się ze mną, podczas gdy w tle było słychać bolesne pojękiwania zranionej Christine.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy