niedziela, 25 sierpnia 2013

Nowe posty (65)

Shot: GTOP - I need U
Staliście przed szkołą. Wpatrywaliście sobie w oczy, a ja obserwowałem Was, schowany za jakimś starym gratem. Pociągnąłeś go za rękę i zaprowadziłeś w tylko Tobie znane miejsce. Później przycisnąłeś go do ściany i zacząłeś się z nim migdalić. Oczywiście, chłopak brał w tym aktywny udział i robił to naprawdę z ogromną ochotą. Jiyong, jak mogłeś? Zrozumiałbym, gdyby to była moja żona, z którą już dawno zerwałem, ale nie Hyesung. Dlaczego z moim synem? Pojebało Cię?! Co ja Ci takiego złego zrobiłem, że zniszczyłeś mi całe życie...? Przez Ciebie Hyesung się ode mnie odwrócił. Za każdym razem, kiedy chciałem z nim porozmawiać, powtarzał mi, że na niego nie zasługuję i mam się odwalić. Coś Ty mu nagadał? Miałem Ci ochotę wtedy wpierdolić.

Tylko jeden z nich się uśmiechnął, a jego oczy zabłyszczały i spojrzały na mnie tak, jakby chciały wypalić we mnie dziurę. Odwróciłam głowę, żeby popatrzeć na tego drugiego i sprawdzić jego reakcję, ale on jedynie zacisnął usta w cienką linię, zupełnie tak, jakby mu się to nie podobało, ale nie mógł temu zapobiec. Nie rozumiałam zachowania żadnego z nich ani ich zamiarów; po prostu nie rozumiałam, co wyprawiało się w tym śnie od samego początku.
Po chwili poczułam się, jakbym zaczynała się palić. Trochę, jakbym znalazła się w piekle i paskudny diabeł wrzucił mnie do kotła pełnego gorącej lawy. Spróbowałam krzyknąć, bo to bolało i chciałam, żeby któryś z nich to powstrzymał, mimo że na to nie liczyłam, skoro obaj wyraźnie nie należeli do moich wielbicieli, ale nie wydobył się ze mnie żaden dźwięk. Płonęłam wciąż i wciąż, choć z zewnętrznej strony wyglądałam na okaz zdrowia, więc nie mogłam sama sobie pomóc.
Nie mogłam zatrzymać faktu, że umierałam.

Rozdział 10 cz. II
Było już po 5 rano, gdy wreszcie pozbyłem się tej rudej dziwki z mieszkania. Czułem się cholernie brudny. Poszedłem się umyć, pławiłem się we wrzątku, aby dokładnie oczyścić ciało. Tak wysoka temperatura nie szkodziła mi to, w końcu jestem wampirem, a chciałem, aby wszelkie wspomnienia jej brudnego dotyku wyparowały zarówno z mojej skóry jak i z mojej pamięci. Ta ruda kurwa po całym tym maratonie, który jej zafundowałem była wreszcie spełniona i usatysfakcjonowana jak przy nikim innym. Popierdolona nimfomanka.
Nienawidzę kurwy.
W całym mieszkaniu, również w łazience rozbrzmiewały dźwięki depresyjnej piosenki „Lamb of God” Marilyna Mansona."

Rozdział I
- Przepraszam nie przedstawiłem się, Steven Brooks, brat Dannego.
Wyciągnął rękę, a dziewczyna musiała jeszcze przez chwilę dojść do siebie zanim wyciągnęła do niego swoją dłoń.
- Anabella, Anabella Ross - powiedziała z drżącym głosem.
- Miło z twojej strony, że przyszłaś na pogrzeb. Dziękuję.
[...] Dziewczyna wyrwała szybko dłoń z jego uścisku.Dziękuje jej, że przyszła na pogrzeb. Jakby wiedział co zrobiła nie chciałby nawet na nią patrzeć. Nie umiała podnieść głowy i spojrzeć mu prosto w oczy. Czuła, że cała dygocze. Nigdy nie umiała ukrywać emocji. Nigdy też nie była najlepsza w dotrzymywaniu sekretów. W tym przypadku obiecała sobie jednak, że nic nikomu nie powie. Nic! Ale czy uda jej się przez cały czas okłamywać wszystkich, udawać, że nic nie wie i unikać wzroku wszystkich?

Rozdział 5
Wreszcie doszli do wielkich ciemnych drzwi. Mężczyzna otworzył je i przepuścił kobietę. Weszła do środka i od razu dostrzegła cel swojej podróży. Stał nad drewnianym stołem, na którym był kawałek wielkiego papieru. Obok niego znajdowało się kilka postaci w strojach generałów. Chrząknęła, a oni odwrócili się w jej stronę.

No. 5
Często zastanawiałam się, czy gdyby Jezus urodził się w XX lub XXI wieku i zginąłby od strzału z rewolweru, gdyby podano mu truciznę, ścięto gilotyną lub powieszono, to co wierni nosiliby na szyi. Srebrny pistolet? Pigułkę? Zaciśniętą pętlę? Co stałoby się symbolem chrześcijan, co wisiałoby na ścianach w większości szkół, w każdym pomieszczeniu w urzędzie? Co stałoby na rozstaju wiejskich dróg i przypominałoby o męce naszego Pana? Stryczek? Szafot? Kajałam się przed sobą za wymyślne, bezsensowne analogie, ale nie potrafiłam ich uciszyć i wyrzucić z głowy.

Czerwony to kolor miłości
Słyszy gwałtowny, szyderczy kobiecy śmiech. Po chwili dołączają do niej dwa inne, męskie. Słyszy coś jeszcze, krótki jęk, który kończy się jakby przedwcześnie.
Powoli, badając, czy aby ruch nie spowoduje kolejnej fali bólu, przekręca głowę w stronę dźwięków i widzi zarys trzech postaci stojących z wyciągniętymi różdżkami w kierunku drobnego ciała nieprzytomnego mężczyzny. Cała trójka jak jeden mąż wypowiada formułkę "Crucio" i Alicję oślepia czerwony blask zaklęcia.
Frank.
Przecież czerwień miała symbolizować miłość.
- Widzisz? – Czuje spokojny oddech tuż przy policzku. – Ciebie spotka coś znacznie gorszego.

Rozdział XXIV: Zanim znów zasnę, chcę się obudzić
Nazywają mnie Q. Geniusz, wybawiciel, nadzieja całego Miasta i drugi Twórca.
Albo po prostu pryszczaty nastolatek z za dużym ego, jak kto woli.
Mój świat złamał się już dawno temu. Niektóre rzeczy trzeba po prostu przyjąć do świadomości. Jak fakt, że domy są puste. To, że pociąg znika w miejscu gdzie kończą się tory i znów pojawia się na początku drogi. To, że ktoś steruje nami jak marionetkami, bo bez wątpienia ten cały absurd musi być kierowany jedną, niezrozumiałą, wyższą wolą.
Oczywiste jest też, że to nie może być prawdziwy świat.
Nieważne jak długo będziemy iść i tak nie znajdziemy końca. Miasto jest naszym światem. Światem spowitym przez lód z powodu nieistniejących bomb.

Rozdział IV
- Tu ciebie zaskoczę Dan, bo Mundungus zaobserwował, jak była prowadzona do Ministerstwa. Zapewne tam będzie oczekiwać na proces. Wiem, że zazwyczaj nie jest przydatny, ale zaobserwował moment przekazywania jej urzędnikom. Niezbyt ciekawie wyglądała. - dopowiedziała z lekkim smutkiem Tonks, ale Dan nie zamierzał bawić się w sentymenty. Dla niego liczyły się bardziej fakty.
- A czego ktokolwiek się spodziewał? Greyback nigdy nie czai się z ofiarami, ale Mundungus? - Dan mimowolnie powstrzymywał śmiech – A gdzie jest nasz wielki Wybraniec? Czyżby ją poświęcał dla większego dobra? Przecież potrzebne są ofiary. - widział, w jaki szok wprawił wszystkich, ale zawsze rzucał prawdę prosto z mostu – Oczywiście, że to zrobię. 

42. You said it would be painless
Popołudnie spędzone z Vicky mija mi bardzo szybko. Brunetka za trzy tygodnie ma termin rozwiązania i niektóre ruchy sprawiają jej już lekki kłopot. Pomagam jej więc w przygotowaniu obiadu. Szczerze, powiedziawszy to Vicky mówi mi, co idzie po kolei, siedząc na sofie. Stanęło na zapiekance warzywnej.
- Poczekaj, powiedz mi to jeszcze raz, bo nie wiem jaka jest twoja rola w tym? – zwraca się do mnie Victoria, gdy mówię jej o odwiedzinach matki Jareda i jej rewelacjach.
- Constance spotyka się z kimś, poznała go podczas pobytu w Londynie i przyjechała z nim tutaj. Nie widziałaś jej…
- No okej, ale co chce od Ciebie?
- Przyszła do mnie, bo chce bym pomogła jej przekazać tę wiadomość Jaredowi i Shannonowi. Boi się jak zareagują, bo jej poprzedni związek odbił się na jej relacjach z synami – tłumaczę powoli, co powiedziała mi pani Leto.
- Jest dorosłą kobietą. To, że się z kimś spotyka nie jest rewelacją, a Jaredowi i Shannonowi nic do tego – Vicky nic nie rozumie…

Wpis szósty
To było jedyne wyjście. Łazienka znajdowała się na pierwszym piętrze, więc nie powinnam za bardzo się potłuc. Otworzyłam okno na oścież i wyjrzałam przez nie. Pode mną rósł krzak dzikiej róży. Po prostu cudownie.
Przeklinając w duchu swoją głupotę i obiecując sobie, że już nigdy nie umówię się z żadnym chłopakiem na randkę, wyrzuciłam na zewnątrz najpierw swoją torebkę i buty. Potem usiadłam na parapecie, przełożyłam nogi na zewnątrz i zamknęłam oczy, modląc się, by nie upaść głową w dół.

Tak się spędza czas przy garach!
Jestem zaskoczona, rozbawiona i pod wrażeniem. Dziewczyny występują pod nazwą The Dolls, a do grania na pewno nie wykorzystują gitar, perkusji czy harfy (ukradzionej Florence), ale najzwyklejsze sprzęty kuchenne! Na dodatek - dla mnie wypadają rewelacyjnie, świeżo i atrakcyjnie.
Nie wiem czy to kuchnia, w której siedzą, mimika twarzy czy serdeczność wypisana na ich wesołych buziach, każą mi uśmiechnąć się do nich i włączyć ponownie przycisk replay . Bez dwóch zdań to odkrycie rozweseliło mi dzień.
W dodatku dziewczyny poza humorem, mają też talent (może nie jest on na miarę oryginału...), co pokazują wykonując kolejny numer. Nie ograniczają się tylko do repertuary Florence.

Rozdział 15: Umowa
Mężczyzna siedział na krześle w swoim gabinecie czekając na gościa. Wtedy przed nim pojawiły się kłęby dymu, a chwilę potem wyłonił się z nich czarnowłosy mężczyzna.
- Czym zawdzięczam sobie to zaproszenie?- zapytał na przywitanie mężczyzna.
- Dobrze wiesz po co cię wezwałem. Wiem że ten atak to twoja sprawka. Co jej zrobiłeś?- zapytał zirytowany Lider. Tym pytaniem wywołał szyderczy uśmiech na twarzy mężczyzny.
- Oh, to był tylko mały prezent ode mnie...- odpowiedział i rozłożył ręce na boki. Wkurzony Lider w jednej chwili złapał mężczyznę za gardło, jednocześnie przyciskając go do ściany.
- Masz ją natychmiast wyleczyć!- syknął do niego rudy. Niestety, to nie przestraszyło gościa. Ten jedynie westchnął.
- Jeżeli mnie zabijesz to na pewno jej nie pomogę. W ten sposób pogorszasz jej sytuację. Więc może mnie puścisz?- zapytał z uśmieszkiem mężczyzna. Lider odsunął się od niego.
- No, od razu lepiej. A teraz porozmawiajmy normalnie.- powiedział czarnowłosy i podszedł do biurka.

Piąty – Serial killer
- Uspokój się – zażądał Kai, stając przed nim z założonymi na klatce piersiowej rękami. Wyglądał na złego, rozdrażnionego, ale był opanowany. Nie krzyczał, po prostu obserwował ze spokojem Krisa, który był w całkiem odmiennym stanie niż on.
- Nie, bo nawet nie próbujesz mnie zrozumieć – wyjaśnił, w pośpiechu ubierając mokre buty. - Dlatego tak rzadko tu przychodzę. Od pieprzonych dwóch lat jest inaczej, bo liderem jesteś ty – warknął mu prosto w twarz. Widziałem, jak Kai spina wszystkie mięśnie, i pilnuje się, by przypadkiem nie wybuchnąć. - Gdyby on nadal tutaj był, zrozumiałby mnie. Poświęciłby nawet swoją przyjaźń dla dobra tego gangu. Nie był tak słaby jak ty – powiedział z przekąsem wyższy, łapiąc za klamkę. - Rób co chcesz, ale z takim podejściem Shi no hitomi długo nie pociągnie.
- Przestań – poprosił Kai, nie ruszając się z miejsca. - I co? Znów zamierzasz wyjść i nie wracać przez kolejne tygodnie?

26. Korzenie przyczyny
— …sam nie wiem, przecież nie ja to organizuję — mówił Mario obojętnym tonem. — Najważniejsze, że to wielki festiwal. Będzie dużo ludzi i dużo straży, by to wszystko jakoś pilnować.
— No właśnie… — odparł z powątpiewaniem Tom.
— Spokojnie — zaśmiał się nieznajomy. — Im więcej ludzi, tym ciężej to ogarnąć. Jestem pewien, że nie obejdzie się tam bez jakichś zamieszek. My zajmiemy się swoją robotą, oni swoją. Nie martw się, wszystko jest już ustalone. Witaminę A dostaniesz na miejscu, o to bądź spokojny. Ty musisz tylko przypilnować, by nie pojawiły się żadne niespodzianki i zrealizować listę gości. Nie sądzę, by coś takiego cię przerosło.

Rozdział 3
Mistrz Marionetek z wściekłym rykiem poderwał się ze zniszczonego fotela, aż Bona z przejęcia spadła z popielniczki. Rzucił plastikowym lusterkiem w ścianę z taką siłą, z taką furią, że rozbiło się na miliony kawałków. Zaczął miotać się po pracowni, wywracając stoły, kopiąc w pudła. Klamry przy jego topornych butach brzęczały, poły ciężkiego płaszcza skrzypiały, kiedy skóra ocierała się o skórę.
Jak ona śmiała?! Jak ona śmiała go zobaczyć?! To były jego obserwacje, ona nie miała prawa się wtrącać! Nie mogła wiedzieć…!
Z całej siły kopnął w stary, spróchniały wieszak. Cylinder spadł na ziemię.

Rozdział 5: Drugi dom, drugie życie
-Nigdy bym nie pomyślała, że ty czy Vanessa zajmujecie się magią. To znaczy do niedawna nie bardzo wierzyłam w magie, a Vanessa swoim wyglądem sprawia wrażenie jakby była uwikłana w coś złego - od razu zganiłam siebie za tą uwagę.
-Ona ma taki styl bycia, ma lekko trudny charakter, ale nie jest uwikłana w żadną czarną magie - odpowiedziała zupełnie nie widząc w moim pytanie nic niestosownego.
Dalej zostałam poprowadzona do kuchni, na pozór wyglądała ona normalne. Po otworzeniu szafek wiedziałam, że się myliłam, w środku było mnóstwo różnych ziół, roślin i tym podobnych rzeczy, tylko kilka z nich byłam w stanie rozpoznać. Jedna szafka szczególnie przykuła moją uwagę, moim niewprawnym okiem stwierdziłam, że były w niej eliksiry, każda fiolka była podpisana, jednak napis był zbyt mały żeby mogła z daleka doczytać się jakiejś nazwy.
-Chyba boje się zaglądać do lodówki - powiedziałam z uśmiechem, chociaż faktycznie lekko się tego obawiałam.

Retrospekcja I
Och Licho, litości! Ale nawet ono mi pomóc nie może, gdy siedzę tak w jadalni Raczkiewiczów. Jak zdąrzyłam usłyszeć, już parę tysięcy razy, odkąd tu jestem (plus - minus godzinę), to ród ze swoją historią i honorem. Któryś tam prapra(pra) dziadek był Magiem Najwyższym. Jakaś prapra(pra) babka żoną jakiegoś księcia. A ciotka, kuzynki, siostry, babki ze strony ojca bardzo utalentowaną Uzdrowicielką, której odwaga i wiedza uratowała lud od zarazy. O zgrozo, jak ja takich wynurzeń nienawidzę! Po kiego Czorta mi to wiedzieć skoro nie mam zamiaru do owego rodu wstępować? Matka oczywiście słucha tego wszystkiego z szerokim i szczerym uśmiechem. I kopie mnie pod stołem za każdym razem, gdy zabieram się do ziewania...

Rozdział trzynasty
Pozostawało tylko kwestią czasu, kiedy odważą się wyznać sobie to czują. Harry powinien być szczęśliwy.
Ale nie był, a to tylko, albo i aż, dlatego, że szczęśliwy nie był jego Louis. Biedny, tak zapatrzył się w tamtą dziewczynę, że nawet nie zauważył tego, że ona wcale nie jest nim zainteresowana. Loczek dobrze wiedział o tym niedoszłym pocałunku, Lou wcale nie był taki tajemniczy, jak mu się wydawało. Młodszy z nich jednak myślał, że to tylko mu wyszło na dobre, że już dawno sobie wybił ją z głowy. Widocznie jednak pozory mylą i wystarczyło, że chłopak zobaczył ją w ramionach innego, którego jeszcze rano zwykł nazywać "przyjacielem", żeby wyprowadzić go z równowagi i przypomnieć o tym, że ona także mu się podoba.

Rozdział I: Mystic Falls - miasto wampirów
- Co cię sprowadza do Mystic Falls, Hayley? - Zapytał wykonując obrót.
- Chciałam spróbować czegoś nowego. Tam, gdzie mieszkałam, nigdy nic się nie działo. Pragnęłam odwiedzić miasto wampirów i jak na razie jestem zadowolona. - Odpowiedziałam spokojnie.
- Spodobało ci się? Wiesz, nadal zastanawiam się czym ty jesteś. No, więc czym ty jesteś, do cholery? - Jego usta znajdowały się tak blisko moich, że przez chwilę brakowało mi tchu.
- Koszmarem z którego nigdy się nie wybudzisz.

Rozdział X
Charper wzruszył ramionami.
– To nie ja strzelałem. Widziałem, że będziesz dla nas walczyć.
Jimir i dragan parsknęli w tym samym momencie.
– Z całym szacunkiem, który naprawdę ciężko mi okazać, ale mam w dupie tą waszą gildię i nie będę z niczym o nic walczyć.
– Będziesz. Widziałem.
– Nie będę. Jestem na emeryturze.
– Jak mówi, że będziesz to będziesz – powtórzył mu Randy. – Nie żebym chciał cię zmartwić, ale mi powiedział, że jako pierwszy elf osiwieje i zobacz to – zaczął intensywnie grzebać w swoich długich włosach, aż znalazł wśród stosie złotych jeden srebrny i wyrwał go ze złością. – Widzisz? – zapiszczał machając nim jimirowi przed twarzą. – Siwy! Ale to akurat wasza wina.
Obrzucił wszystkich nienawistnym spojrzeniem.

Rozdział 3
Gdy tylko ich spojrzenia się spotkały, piwnica rozpłynęła się w niewiadomego pochodzenia oparach, zastąpiona przez długi, ciemny korytarz. Lucjusz ujrzał w nim samego siebie, otwierającego kolejne drzwi, za którymi spotykał tylko nieznajome postaci w białych szatach do ziemi; ich twarze ukryte były pod przepastnymi kapturami. Nim arystokrata nacisnął na klamkę prowadzącą do ostatniego pokoju, usłyszał przepełniony zgrozą krzyk Narcyzy. Gdy się odwrócił, dostrzegł na ziemi martwe ciało żony, trzymającej w ramionach również nieżyjącego Dracona. W głowie Lucjusza huczały znajome już złowróżbne słowa "Malfoy... zguba... śmierć..." oraz, co zaskakujące, "Ladacznica! Bękart!", przyprawiając o nieopisany, rozsadzający czaszkę od środka ból. Odgłosy szybkich kroków narastały z każdą sekundą. Ktoś go gonił. Ktoś? To musiał być Czarny Pan, Lucjusz nieomalże czuł ten gniew. Plecami natrafił na ścianę. Stąd nie było ucieczki.

XI: Każdy nosi w sobie jakieś blizny
- Charlie... to był wypadek. Rozumiem twoją złość, ale...
- Wypadek? - zakpiła Charlie. Spojrzała z litością na dziewczynę. - Ślepa jesteś, jeżeli nie widzisz, że Klara zrobiła to specjalnie. To nie był wypadek, jestem tego pewna - zła, odwróciła się do niej tyłem.
- Niby dlaczego Klara miałaby ciebie atakować? Charlie, to naprawdę był przypadek - wciąż tłumaczyła, starając się przemówić do Francuzki. Zależało jej, żeby pomiędzy nimi panowały dobre stosunki. Nie lubiła kłótni. Zawsze starała się, żeby pomiędzy jej bliskimi nie było żadnych sporów, które mogłyby zatruć kontakty i stawiałyby Annę w krępującej sytuacji.
- Jestem dla niej rywalką. Chce się mnie pozbyć. Chce być ulubienicą Sary - odpowiedziała Charlotte na pytanie Anny, odwracając się do niej z powrotem.

3 komentarze:

  1. Informujemy, że button został z naszego bloga usunięty i przeniosłyśmy twój adres do zakładki w menu 'linki', co wiązało się ze zmianą szablonu i sprawami technicznymi. Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak zgłaszałem trzy blogi i już tłumaczę się z zaistniałych problemów XD

    Na Say Farewell było 6 epizodów, jednak połączyłem to w całość, dlatego, nie ma odnośników do rozdziałów.
    Rozumiem zastrzeżenie związane z Set Firewall i poinformuję :)
    Kategoria... To niech będzie Romans... / powinienem to dać do zgłoszeń?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba, będę pamiętać.
      W następnej aktualizacji blogi zostaną dodane.

      Usuń

Obserwatorzy