niedziela, 1 września 2013

Nowe posty (66)

IV: Zaproszenie
Kobieta mówiła o sobie. Sama zdradziła swojego pana. Okłamała go w Zakazanym Lesie. Zapewniła go, że Harry Potter nie żyje. Zrobiła to po to by, dowiedzieć się czy Draco żyje. Czy żyje jej jedyne dziecko. Lord Voldemort gdy zorientował się, że go oszukała miał na głowie ważniejszy problem niż szukanie Narcyzy. Z pewnością planował się pozbyć jej już po kolejnym – i miał nadzieję, że tym razem ostatecznym – pokonaniu Harry’ego Pottera, ale nie było mu o dane. Narcyza Malfoy Potterowi zawdzięczała nie tylko życie swojego dziecka, ale również i swoje. Gdyby Harry nie pokonał Voldemorta to najprawdopodobniej albo całe życie musiałaby się ukrywać, albo już byłaby martwa.

Nowy Start Cz.2 - Poznaj Resztę Rodziny
- Aua... Parzy! Parzy! Parzy! - krzyknęła zabierając rękę od światła. Instynkt nakazał jak najdłuższe machanie ręką w celu przywrócenia normalnej temperatury. Później dmuchała licząc na skuteczne działanie.
- Teraz już wiesz jaką musimy płacić cenę za wieczny żywot. Nie możemy dotykać srebra, ani nie zaznać ciepłych promieni słonecznych. - podszedł z odwiązaną czerwoną chustą z szyj by wykorzystać jako bandaż na oparzenia dziewczyny. Następnie westchną i odwrócił się kontynuując wędrówkę w nieznane.
- To znaczy, że już nigdy za dnia nie wyjdę na dwór? - podbiegła do ojca i złapała go za ramię. Czarnowłosy natychmiast się odwrócił by ujrzeć smutną twarz swej przybranej córki. Minę miał bardzo poważną.

Sprawy Rodzinne Cz.1 - Historia Rodzinnej Tragedii
Jedną z nich to nowa córka Kaira. Rodzice tak byli pochłonięci pracą jaką włożyli w jej wychowanie, że zapomnieli o groźbie wiszącej nad królewską koroną. Pewnej nocy do sypialni królewskiej zakradła się postać odziana w czarny jak noc płaszcz z kapturem, a powodem było zamaskowanie swojej tożsamości. Korzystając z tego, że para królewska była we śnie pogrążona to nie powodując większych hałasów wyjęła z rękawa nóż i powoli podkradła się do łoża i przybysz staną po stronie gdzie leżała królowa. By nie tracić dłużej czasu, przyłożył ostrze narzędzia przy łabędziej szyj królewskiej małżonki i poderżnął jej gardło. Morderca już miał zabić króla gdy zapach krwi obudził niedoszła ofiarę mordu.

IV: Rozdział I
Maja czuła jak woda zalewa jej przełyk, jak zaczyna się nią krztusić, jak nie jest wstanie nabrać powietrza. I gdy już myślała, że już po niej, budziła się. Wstała gwałtownie cała zalana potem oddychając głośno. Po raz kolejny widziała ten sam sen, z takim samym skutkiem.

7. Doświadczenie płynące z naszych błędów czyni nas lepszymi
- Czekaj! - Zatrzymał ją. - Doszłaś do jakiegoś wniosku?
- Że jesteś nienormalny.
- Nie prowokuj mnie Weasley...
- Jesteś nienormalny, Malfoy! Czego jeszcze chcesz ode mnie? Nie wystarczająco już mnie poniżyłeś? - Patrzyła na niego. Była zła i wystraszona.
- Dobra, idź już - mruknął łaskawie. Wyglądała na zmarzniętą. - Albo nie poczekaj, podejdź tu - powiedział, ale tym razem już trochę łagodniej.
Dotknął jej czoła, była rozpalona. Wystarczyła chwila żeby dziewczyna cała posiniała i dostała dość mocnej gorączki. Miała słaby organizm.
- Jak się czujesz? - zapytał niepewnie.
- Tak jak chciałeś bym się czuła - powiedziała cicho, słabym głosem. W dalszym ciągu trzęsła się z zimna, w ciągu ostatniego tygodnia organizm bardzo jej osłabł, bo przez Scorpiusa prawie w ogóle nie jadła. Nie była w stanie. Przemęczała się, nie jadała, mniej piła, za to bardzo dużo się denerwowała. To wystarczyło.

35. I promises
Siedziałam w fotelu bujanym na balkonie otulona ciepłym, wełnianym kocem. Miałam dreszcze, których nie wiem co było przyczyną: ból, żal, smutek, a może zimno… Na uszach spoczywały słuchawki walkmana, z którego cicho płynęła smutna piosenka. Śpiewałam kolejne wersy utworu wyprzedzając wokalistę o kilka setnych sekundy.
Zerknęłam na zegarek. 3.39. Nie przejęłam się tym. Po raz kolejny spojrzałam w gwiazdy, w które jeszcze tak niedawno patrzyliśmy razem. Po moich policzkach spływały gęste łzy.
— Wybacz, proszę wróć. Dalej cię kocham. — Szepnęłam.

Rozdział czwarty: Nowe życie
Unosi moją brodę tak, żebym na niego patrzyła. Uśmiecha się lekko. Ja też się do niego uśmiecham, szczęśliwa, że jest obok. Jednocześnie trzęsę się ze strachu. Boję się czegoś, czego nie rozumiem. Pochyla się i całuje mnie spokojnie jakby nigdy nic. Wilgotne, ciepłe wargi poruszają się na moich. Nic z tym nie robię. Nie stawiam oporu, żeby mnie nie skrzywdził i pozwalam mu na to, ponieważ to miłe. Jednocześnie nie zachęcam go do tego wcale.
– Dobrze wiesz, że to było konieczne – mówi, odsuwając się troszkę. – Musiałaś dostać nauczkę. Teraz już wiesz, jak złą kobieta jesteś? Wydaje mi się, że jeszcze ci mało. – Jego oczy nie są już czułe. – Myślałaś, że to tyle? Że już z tobą skończyłem? Że uda ci się przede mną uciec? A może myślałaś, że jest mi przykro? – Uśmiecha się znowu. Nigdy tak się nie uśmiechał. Boję się. Tym razem to obydwie osoby się boją. – O nie, najdroższa. To jeszcze nie koniec.

43. Błękit i złoto
I tak jak szybko się to zaczęło, tak szybko się skończyło – razem z pojawieniem się niskiej i przeraźliwie chudej dziewczyny. Wesley tylko kątem oka ją dostrzegła, ale to wystarczyło, by rozpoznała żółte barwy Hufflepuffu. Odsunęła się szybko od Malfoya, spoglądając nieufnie na Puchonkę. Dziewczyna stała niedaleko nich, opierając się lewym ramieniem o regał. Jej wyłupiaste oczy wpatrywały się w nich z wyższością, a wąskie usta wygięły się w ironiczny uśmiech. Wyglądała tak, jakby właśnie przyłapała kogoś na robieniu czegoś nielegalnego.

Bastion – recenzja
Bastion to zdecydowanie gra godna polecenia właściwie dla każdego. Od klimatycznej grafiki, której każdy element składa się na przedstawienie niezwykłego, baśniowego świata, przez narratora i muzykę, aż do postaci i fabuły, która z każdym postępem staje się coraz mroczniejsza - wszystko to urzeka magią i sprawia, że gra na długi czas zapada w pamięć. Nawet, jeśli to koniec świata, chce się go przeżyć ponownie.

Nic
Nic.
Dzisiaj jadąc na swoim rowerku, który notabene bardzo trzeszczy i ledwo sapie, doszłam do bardzo odkrywczych wniosków. Mianowicie mam duże walory na zostanie aspołeczną. I trochę mnie to zmartwiło, jednak nie aż tak bardzo, żeby zmieniać swoje nawyki. Tak specjalnie to mną to nie "wstrząsło". Ale jakoś mnie tak nakłoniło do głębszych rozmyślań, którymi rzecz oczywista się z Wami podzielę. Gdzieś trzeba się rozpisać.

Weird fiction
Weird fiction to opowieści z pogranicza horroru, science-fiction i fantasy. Zwykle dotyczą zjawisk paranormalnych, alchemii, a nawet magii, jednak tematy te nigdy nie są traktowane niedorzecznie, a owiane tajemnicą i powagą. Często są mroczne i przepełnione lękiem — zło zagrażające bohaterom nigdy nie zostaje pokonane, a jedynie uśpione.

Epilog
Wszyscy zgromadzeni ucichli na moment, jakby wstrzymali oddechy. Ich oczy zwracały się w stronę leżącej na łóżku kobiety. Otulała ją biała pościel; siwe włosy z brązowymi nitkami rozsypały się na poduszce wokół jej głowy, a na pomiętej zmarszczkami twarzy znalazł się jakiś spokój.
— Jest teraz z tatą, prawda? — odważyła się szepnąć Cecylia, wciąż ściskając dłoń matki.

3.
- Peter, to nie twoja sprawa... - zaczął Aiden, mimowolnie cofając się o krok pod wpływem rozmawiającego z nim mężczyzny.
- WYNOŚ SIĘ! - krzyk Petera sprawił, że nawet niewzruszona niczym Anna, się wzdrygnęła. A może to grzmot, który pojawił się chwilę po tym? Nie wiedziała. Nawet Stiles podskoczył, nieomal zdradzając miejsce swojego pobytu. - Inaczej obiecuję, że rozpłatam ciebie na pół bez obecności twojego braciszka. A Deaton wtedy ciebie nie odratuje - Aiden spojrzał po raz ostatni na Annę, po czym warcząc zaczął biec w bliżej nieokreślonym kierunku. Byle dalej.
Dopiero wtedy Peter ruszył w jej stronę. Jego krok był wolny, a broda uniesiona w akcie dumy i wyższości nad blondynką. Dziewczyna nie miała pojęcia, z kim ma do czynienia i w co właściwie się wpakowała, kiedy wróciła do Beacon Hills. I pomimo tego, że w każdej chwili mogła zacząć biec i uciekać... Nie mogła się ruszyć z miejsca.

Druh
Przed nimi ukazał się kolejny długi korytarz, aczkolwiek nie był pusty. Z sufitu zwisały grube, srebrne łańcuchy, a na środku umiejscowione było metalowe łóżko, które przypominało te z kostnic. Nic dziwnego, że dziewczyna poczuła nagłe napięcie. Jej ciało na pewno leżało na takim.
- Gdy pomyślę, że grzebali w moich wnętrznościach... Podpisałam zgodę na użycie organów po śmierci. - objęła się w ramionach, przekroczyła próg, a za nimi drzwi trzasnęły. Co gorsza drzwi całkowicie zniknęły.- Dobra, to dołuje mnie bardziej.
- Cicho.
Dion zmrużył oczy, wiedział, że jego ciało nie będzie takie sprawne jak zazwyczaj, a więc postanowił być czujnym.

Rozdział IV
- Hmm, trochę to będzie trudne nie wszystko mogę Ci powiedzieć, ale jednym słowem możemy ci pomóc.
- Chyba informatorów nie macie zbyt dobrych, w czym niby potrzebuje pomocy? - Zdecydowanie oszalała, co może mi zaproponować.
- Nie zaprzeczysz, że od dawna nic Cię nie bawi? Straciłeś radość z życia, nie w momencie upadku Czarnego Pana, ale nieco wcześniej. Kobiety i pieniądze zaczęły cię nudzić. Nie zostało nic w czym znajdowałbyś zainteresowanie. - Odpowiedziała jej cisza. Nie tego się spodziewał, przecież nikomu się nie zwierzał, nawet Blaise nigdy nie poznał tego co Dracona przerażało najbardziej. - Czujesz jakby ktoś pozbawił cię duszy, mam rację? - kontynuowała, kiedy on już pogrążył się w własnych myślach. Chciał ją wyzwać od wariatek i uciec, albo obrócić wszystko w żart. Tyle tylko, że zwyczajnie nie potrafił. Został bez słowa. Pierwszy raz w życiu Draco Lucjusz Malfoy był zupełnie sparaliżowany.

II
— Ja tam nie wracam! Dopóki mi nie uwierzysz! — znów podniosła głos. Odsunęła się jeszcze o parę kroków i zaczęła ocierać łzy.
— Daję ci pięć minut. Sama masz wejść na salę. Jeśli się nie pojawisz, wezmę cię siłą. A wiesz, że jestem do tego zdolny. Nie znoszę twoich humorków! Dochodzi dwudziesta druga, a ty poznałaś tylko parę osoby! — teraz też i Simon podniósł głos. Złapał za klamkę od drzwi do sali balowej. — Pięć minut, Abigail. I ani sekundy dłużej. — Wszedł na salę, mocno trzaskając drzwiami.
Abigail stała przez chwilę przy drzwiach, cicho łkając. Uspokoiła się dopiero po wzięciu paru głębokich wdechów. Już miała otworzyć drzwi od sali balowej, gdy zrezygnowała. Odsunęła się od nich. Zaczęła iść wzdłuż korytarza. ”Jak Suzanne mówiła… Może jak pójdzie coś nie tak… będziesz mogła się tam wymknąć — myślała Abigail, oddalając się od głównego holu. — Czas najwyższy, udać się do tego ogrodu.” Mimowolnie się uśmiechnęła, a gdy zobaczyła, że nikogo w zasięgu wzroku nie widać, zaczęła wręcz biec do wyznaczonego miejsca.

Rozdział XVIII: Gdzie ona jest?!
-Skąd Matt miał ten list? – zadałam pytanie.
-A kogo obchodzi ten Twój złoty chłopiec? – sarknął pierwszy sobowtór.
-To, że troszczysz się tylko o siebie, nie znaczy, że inni muszą być tacy sami. Na pewno Simon dał ten list Mattowi? – spytałam.
-Czy na pewno to tego raczej już nigdy się nie dowiemy – odparła Elizabeth, wstając ze schodów.
-Co mu znowu zrobiłaś? – krzyknęła Care, starając się pohamować.
-Dlaczego zawsze zakładasz, że to ja jestem winna?
-Bo jesteś parszywą, wredną…
***
Po chwili, w mojej głowie zapaliła się mała lampka. Podejrzewałem, gdzie może ona być, a właściwie kto może to wiedzieć. W wampirzym tempie pobiegłem przed siebie. Wszystko błyskawicznie przelatywało mi przed oczami, niemal stając się smugą barw.
***
Barman przyjrzał się dokładnie fotografii, a potem zerknął na nas.
-Tak, była tu wczoraj.
-Sama czy z kimś? – spytałem.
-Był z jakimś facetem. Wypili po lampce wina i wyszli, a raczej on ją wyniósł, bo ta zasłabła nagle.

Rozdział XIII
- Jesteś... bogiem tęczy?- zaryzykowałam.
- Bogiem tęczy! - prychnął - Niech no tylko powiem to Iris! - jego dwukolorowe oczy skanowały mnie - Jestem bogiem snów, dziecko. Morfeuszem.
Teraz już wiedziałam, kto był odpowiedzialny za moje dzisiejsze koszmary. Wzięłam się pod boki, patrząc na niego groźno.
- Majstrowałeś przy moich snach?!
- Odrobinkę - przyznał, nie wykazując ani odrobiny skruchy - Ale musisz przyznać, że były ciekawe. Czy nie chciałabyś takiego życia?
- Jesteś chory - stwierdziłam i dopiero potem pomyślałam, że obrażanie boga to nienajlepszy pomysł - Viator to mój nauczyciel, a ty zsyłasz mi takie myśli!
- Zabawne, jak denerwujesz się na mnie - przerwał, zapewne dla wzmocnienia efektu - podczas, gdy to ty sama wymyśliłaś tamten kawałek - widząc moją zaszokowaną minę, ciągnął - Mówiłem już, że tylko troszkę pogrzebałem w twoich snach. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent to twoje własne marzenia senne. Ja tylko dodałem ostatnie ich kawałki.

Rozdział 3: Ta co zacznie śmiercią a skończy życiem cz. 1
-Witaj Lauro. Wieki wiosen się nie widzieliśmy. W końcu do mnie wróciłaś po tak długim czasie.- Jeszcze raz ją uściskała i zaprosiła do środka.
Zaskoczona dziewczyna bez słowa poszła za nią. Gdy rozejrzała się po pomieszczeniu zobaczyła że znajduje się tam tylko stolik na środku a pod ścianą małe fotele nad którymi wisiało jakieś zdjęcie.
-Usiądź proszę -usłyszała głos za sobą - chcesz może coś do picia?
Laura pokręciła głową przecząco i usiadła w jednym z dwóch małych foteli. Były niewygodne, niskie i ciężko było mieć zgięte kolana.
Kobieta mimo jej sprzeciwu bez słowa wlała jej do kubka soku i usiadła wygodnie na drugim z foteli. Przez krótką chwilę przyglądała się Laurze po czym odezwała się:
-Jesteś taka podobna do siebie którą znałam wieki temu. właściwie to nic się nie zmieniłaś - mówiła choć widziała że dziewczyna nic z tego nie rozumie.- Gdy Patric powiedział mi że wróciłaś do nas w nowym cieleniu nie mogłam w to uwierzyć ze szczęścia.

Rozdział 9: Nie trać nigdy cierpliwości; to jest ostatni klucz, który otwiera drzwi
- Vic, masz chwilę? – do gabinetu weszła Caroline.
- Jasne, wejdź.
- To ja zaniosę te dokumenty, do sądu – powiedział Mat.
- Coś się stało? – spytałam.
- Nie, po prostu… Przyszłam w sprawie Colina.
- Wczoraj udało mi się z niego wyciągnąć o co chodzi. Ale mówił, że oskarżenia są bezpodstawne.
- Nie do końca – wzięła oddech – widziałam pracę Colina i…
- I co?
- I projekt, który otrzymał zleceniodawca, nie był tym samym, który Colin pokazywał mi.
- Sugerujesz, że ktoś je podmienił?

5. Nieszczęsna pamiątka
Chwila ciszy. Myślałam o tym i zebrało mi się na płacz. Chyba się zatrzymaliśmy, ale początkowo nawet tego nie zauważyłam, bo pochłonęły mnie myśli. Zerwałam z Czarkiem, rozbiłam mu na głowie wazon... Wściekł się, był agresywny, krzyczał. Uderzył mnie, Cezary naprawdę mnie spoliczkował. Dopiero zaczęłam to sobie uświadamiać, minął pierwszy szok, budziłam się z tego amoku. Żołądek zaczął mi się zawiązywać w supeł, serce podeszło mi do gardła, w głowie zaczęło huczeć. Musiało mi skoczyć ciśnienie, późnej jeszcze dopadły mnie nagłe uderzenia gorąca na przemian z zimnym potem.
Rozryczałam się, łzy swobodnie ciekły mi po policzkach, wycierałam je dłońmi, czułam ich słony smak w ustach. Ciągle napływały nowe, nie mogłam tego powstrzymać, nie kontrolowałam tego, co się działo.

[006] Boso przez świat - twoshot
-Słyszałeś? Kawasaki znów ma zamiar zostawić kolejną dziewczynę. Ten pomysł z grą „W dziesięć dni” był fajny. Ale ciągnie się już szósty rok! Ciekawe czy kogoś znajdzie...[...]
-Właściwie to na czym to polega? - zapytał rudy, zainteresowany. Kiedy chodziło o temat jego przyjaciela sprzed kilku lat, stawał się bardzo ciekawy. Od tamtego incydentu, sprzed szkoły, minęło sześć dni. [...]
-To ty nie wiesz? - zaśmiał się gardłowo. Miał niski, męski głos, co nadało jego śmiechowi trochę nerwowej nutki.- „W dziesięć dni”, jest grą, którą on wymyślił. Pierwsza osoba, która wyzna mu swoje uczucia, przez całe dziesięć dni będzie jego partnerem. Spełnia każdą zachciankę, jest przy tobie kiedy tylko ruszysz palcem... co dziennie odprowadza cię do domu. W weekendy zabiera wybranych do drogich restauracji i uwaga... podobno nigdy nie jest w żadnej dwa razy – uśmiechnął się, dalej tłumacząc zasady gry.
Po dziesięciu dniach spędzonych razem, Hirokumi każdej osobie mówił to samo...

Rozdział 9
Zdyszana wbiegłam po schodach do moich drzwi wejściowych. Szybko znalazłam klucz, choć było to ciężkie do zrobienia po tylu drinkach, i otworzyłam drzwi. Musiałam dorwać telefon domowy. Musiałam jak najszybciej do niego zadzwonić. Byłam zmęczona. Za nim osoba po drugiej strony zdążyła odebrać, usłyszałam pukanie do drzwi oraz głos:
- Maleńka... mówiłem, że koniec z takimi zabawami. Przykro mi, ale teraz pogramy trochę inaczej! - Usłyszałam otwierające się drzwi. Cholera jasna! Zapomniałam ich zamknąć!
- Halo? Właśnie miałem wychodzić do ciebie. Coś się stało? - Po drugiej stronie odezwał się Nathan.
- Ratuj. Proszę. - Zaczęłam łkać. Upuściłam słuchawkę i pobiegłam w stronę drzwi ogrodowych, może jeszcze mi się uda...

Rozdział VI
- Nie jest dobrze, Black. Zapewne słyszałeś te wszystkie plotki o ucieczce więźnia, a one są prawdziwe. Wiem równie dobrze jak ty, że kiedyś łączyło was coś pokroju przyjaźni, więc jesteś pierwszym, którego oskarżam o to, że pomogłeś jej uciec. Dociera to do ciebie?
- Co? Pan sobie żarty robi? Ja miałbym pomóc uciec mugolaczce? Wolne sobie, to nie jest w moim stylu – Dan zaczął udawać niewiniątko.
- Black, nie ze mną te numery – Yaxley oparł obydwie ręce na biurku i patrzył prosto w jego ciemne oczy – Wiem, że pomogłeś jej, niestety, nie mogę tego udowodnić. Zastanów się, jakie konsekwencje spowoduje twoje zachowanie. Rodzina Malfoy osobiście za Ciebie ręczyła, a ty się w taki sposób odpłacasz? Na pewno się tego nie spodziewali po tobie. Zastanów się nad Twoją przyszłością, oraz Fleur.

13
- Powiesz mi, co robiłaś w Izbie Pamięci?
- Zabłądziłam – odparłam ani odrobinę nie zdziwiona tym, że wiedział, gdzie byłam; szczęśliwie jednak chyba nie zdawał chyba sobie sprawy z towrzyszących mi Weasleyów.
- I sądzisz, że ci uwierzę? – spytał ironicznie. – Spędzanie czasu z tymi Gryfonami źle na ciebie wpływa, jesteś jeszcze bardziej uparta i nieznośna niż byłaś. Żałuję, że nie wysłałem Dracona do Durmstrangu.
- Chciał pan coś ode mnie.
- Czy ty w końcu nauczysz się ogólnie obowiązujących zasad grzeczności?- zirytował się. - N i e przerywa się, gdy ktoś mówi.
Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że każde kolejne wymówione przez mnie słowo to tylko kolejny powód do niepotrzebnej konfrontacji. Nie wiedziałam, jak walczyć z Lucjuszem Malfoyem

Rozdział 2
Zderzenie z zimną wodą nie było bolesne. Po prostu poczułam chłód na całym ciele, które nieco mnie zapiekło. Mokre włosy plątały mi się przed oczami, a sukienka ciągnęła mnie w dół. Chciałam wziąć głęboki oddech, ale do moich ust dostała się jedynie woda. Poczułam jak wlewa mi się do płuc. Zaczęłam się krztusić i momentalnie wytrzeźwiałam. Machnęłam rękami, chcąc popłynąć w górę i wydostać się z basenu, ale uderzyłam o coś boleśnie głową. Przed moimi oczami gwiazdy wykonały walca wiedeńskiego, tylko, że w przyspieszonym tempie. Usłyszałam głuche brzęknięcie, a ból z każdej sekundy robił się coraz bardziej nie do zniesienia.

Rozdział 20
- Na to wygląda, że posiadasz dosyć realistyczne sny - podsumował Draco. - Skończone. Teraz możesz iść dalej spać, jest jeszcze wcześnie - chłopak zaczął chować wszystkie rzeczy do niewielkiej torby zostawionej mu przez panią Pomfrey, a Harry z lekkim wysiłkiem położył się na plecach. Draco przez chwilę przyglądał się torsowi Pottera, który był niezwykle wyrzeźbiony. Nie to, że Potter był jakiś bardzo umięśniony, ale można było poznać, że regularnie jego ciało jest poddawane ćwiczeniom.
- Malfoy... twój wzrok aż parzy - powiedział Harry nieśmiało mrużąc oczy.
- Nie wiedziałem, że takie ciało chowasz pod szatami - wypalił blondyn zanim zdążył ugryźć się w język. - Ee... zapomnij co mówiłem.

D IVERSITY: 02. DRAGON BALL, CZYLI JAK ZARAZIŁAM SIĘ ANIME
Dziś opowiem Wam, jak zaraziłam się Dragon Ballem – niesamowitym anime, opowiadająca o losach Songa i jego przyjaciół.
O Dragon Ballu wiele mówił mi mój chłopak (już teraz ex-boyfriend), zawsze się zastanawiałam, dlaczego tak z wielką pasją opowiadał o tej bajce (wtedy tak myślałam), którą kiedyś oglądał z chłopakami w telewizji. A z racji tego, że uwielbiałam w tamtym okresie sztuki walki i filmy z Jackie Chanem, oznajmiłam mu, że chętnie zapoznam się z ów anime.

Rozdział 5
Budzi mnie czyjś wrzask. Wiem na pewno, że to jakaś dziewczyna, ale jestem półprzytomna, więc nic do mnie nie dociera. Nie potrafię racjonalnie myśleć. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że to ja tak wrzeszczę. Ale dlaczego? Wciąż tego nie rozumiem.
Moje ciało reaguje w ciągu kilku następnych sekund. Zaczynam się wić na łóżku, ale niestety jestem przypięta do niego pasami. Szarpię się w nadziei, że się uwolnię, ale moje zachowanie tylko pogarsza sprawę. Nadal wrzeszczę w narastającej agonii. Próbuję rozejrzeć się dookoła, dostrzegam dwie ciemne sylwetki. Krzyczę w ich kierunku, ale oni w ogóle nie reagują. Dlaczego mi nie pomogą? Przecież ja się tu żywcem palę!

002. Drugie dno
Pan Olivander niemal pękał z dumy kiedy oddał w jego ręce jedno ze swoich drogocennych dzieci.
Mówił, że różdżki z Cyprysu wymagały od swojego właściciela niezwykłej odwagi oraz poświęcenia, kogoś, kto nie zawahałby się oddać życia w razie potrzeby. Nie bez powodu, odwdzięczały mu się tym samym. Były bardzo oddane oraz lojalne, a kiedy Flynn po raz pierwszy wziął ją do ręki, poczuł się tak, jakby właśnie odzyskał dawno zaginionego przyjaciela przyjaciela.
A najgorsze w tym wszystkim było to, że kiedy chłopiec zastanawiał się, dlaczego właśnie jemu trafiła się taka, a nie inna różdżka, Pan Olivander, widząc jego niebywałe zaskoczenie, dodał szybko, że ostatnim posiadaczem Różdżki z Cyprysu był Regulus Black.
Flynn poprzysiągł sobie, że nigdy nie zapomni tego pamiętnego wyrazu, który zagościł w tamtym momencie na twarzy jego matki. Trudno było cokolwiek z niej odczytać. Co pojawiło się pierwsze? Tęsknota, smutek czy żal?

III: Niespodziewane
List wyglądał dość zwyczajnie. Na pergaminie purpurowym atramentem wypisane było jej imię, nazwisko oraz adres, z drugiej strony koperty widniała ciemna pieczęć przedstawiająca wijącego się węża. Arystokratka prędko przełamała zastygnięty wosk i wyjęła złożoną na pół kartkę. Drżącymi rękoma rozprostowała pergamin i spojrzała na równe, fioletowe litery. Jedno słowo, jedno jedyne słowo, przez które panna Adderley poczuła na karku zimne ciarki. „Uważaj.” .

Rozdział 17
- Chris dwa dni temu kazałeś mi ocenić jak złym człowiekiem jesteś według mnie - mówiłam cicho zastanawiając się nad każdym słowem. Patrzył na mnie zdziwiony gdy brałam głęboki wdech - Nie jesteś złym człowiekiem Chris. Jesteś dobry bo tylko dobry i odważny człowiek uratowałby mnie wtedy gdy ci mężczyźni mnie zaatakowali. To ty mnie ocaliłeś i teraz ja zamierzam zrobić to samo - szepnęłam robiąc delikatny krok w jego stronę. Jego zdziwienie na twarzy było jeszcze większe. Chyba myślał, że oszalałam ponieważ ja tak myślałam. Jednak coś w jego postawie się zmieniło. Rozluźnił mięśnie całego ciała i szczęki, jego oczy niebyły już tak groźne lecz przerażone i delikatnie się zgarbił. Ukazał się człowiek a nie bezuczuciowy robot.

14. But swimming in your world was something spiritual
- Dobrze mi tu wiesz. Nie chcę wracać do domu, do tego pustego mieszkania… - powiedziałam, wygodnie opierając głowę na ramieniu Petera. Na zegarze dochodziła północ, a następnego dnia czekała na mnie praca. Mężczyzna spojrzał się na mnie jakby nie rozumiał tego, co właśnie powiedziałam.
- Przecież możesz zostać na noc. Miejsca ci tu nie zabraknie – powiedział po chwili ciszy. Zmarszczył brwi, po czym mówił dalej. - Właściwie to mogłabyś tu zostać na dzisiejszą noc i na jutrzejszą też… Nie miałbym nic przeciwko, gdybyś spędziła tutaj cały weekend,albo została cały tydzień, a może i miesiąc… - mówił jakby od niechcenia. Spojrzałam na niego, nieznacznie unosząc jeden z kącików ust.
- Czy ty właśnie proponujesz mi, żebym z tobą zamieszkała? – spytałam w końcu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy