niedziela, 8 września 2013

Nowe posty (67)


Na początek jeszcze krótka informacja. W środę wyjeżdżam na wakacje i nie będzie mnie do poniedziałku, dlatego za tydzień nie będzie ani aktualizacji, ani nowych postów.

Rozdział 73: Propozycja małżeństwa
– Dla mnie jesteś śliczna, kobieca, inteligentna, silna, niebezpieczna i… – zawahał się przez chwilę, ale postanowił kontynuować, widząc jej nalegające spojrzenie. – I chciałbym… Chciałbym, byś została moją żoną.
– Co?! Za bardzo wczułeś się w rolę? – zapytała, patrząc na niego z niedowierzaniem. – Powiedz, że to nie było na poważnie.

Rozdział 1
– A jaki on jest? (...)
– Nic wartego uwagi. Stary, niski, ma duży brzuch i siwe wąsy.
– Wygląda chociaż kompetentnie? – zapytała Hermiona, wrzucając do ust kolejnego z rzędu cukierka czekoladowego.
– A Snape wygląda kompetentnie? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Ginny.
Dziewczyna zmarszczyła brwi. Co za idiotyczne pytanie – pomyślała. Snape mógł ją wiele nauczyć i to było najważniejsze. Specjalnie starała się, aby dostać najwyższą ocenę na SUM-ach i dostać do klasy owutemowej, a teraz nie do końca wiedziała na czym stoi.

Rozdział 29
- To co, wracamy? – zażartował, ale przestał się uśmiechać i spoważniał, kiedy zobaczył tajemniczy błysk w jej oczach… Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co to spojrzenie oznaczało.
- Porozmawiamy o tym później, a teraz zawiąż mnie.
- Co mam zrobić? – odchrząknął nie rozumiejąc pytania, które w jego głowie wykreowało dwuznaczny podtekst… Angela przechyliła głowę na bok i uśmiechnęła się delikatnie. Odwróciła się wskazując na wiszące wzdłuż boków jej ciała sznureczki.
- Zawiąż mój kostium, a o czym pomyślałeś? – Był to oczywisty retoryzm. Kąciki jej ust ponownie uniosły się wysoko do góry, kiedy jego twarz oblał szkarłatny rumieniec.
- Na kokardkę czy supełek?
- Supełek będziesz musiał później rozplatać, a to dłużej zajmuje niż kokardka…

Rozdział 23: O skalpie, co posłużył za czapeczkę i o grzywce, która zmieniła wszystko
Ksiądz zatrzymał się – chyba zauważył lwa – i przeżegnał. Odwrócił się do grupy ludzi i zaczął przemawiać tak, jak tylko on potrafi.
— Wystąpiła niezwykła sytuacja. Procesjo, rozejść się do domu, ja tu mam ważniejsze rzeczy. Do zobaczenia jutro na kółku różańcowym, wtedy pośpiewamy sobie. Z Bogiem!
Ministranci odwrócili się i już mieli odejść w pośpiechu razem z innymi ludźmi, gdy kardynał złapał ich za kołnierze.
— A wy dokąd? Co by powiedział na to prorok Daniel? Mamy obowiązek wobec świata, nie bójcie się, to tylko mały kotek!
Lew zainteresował się rozmową i na chwilę przestał wpatrywać się w nogi Nałęczowskiego, kiedy zobaczył młodych, chrupiących ministrantów.

Rozdział VII
Przy stole Slytherinu nie było inaczej, choć mogłoby się wydawać, że skoro denat był Gryfonem, powinni być rozgadani jak w każdy inny dzień - nic bardziej mylnego; przerażeni tym, że po szkole prawdopodobnie grasuje żądny krwi wampir, wyglądali tak samo niepewnie, jak reszta uczniów. Nawet Malfoy, który podczas uroczystego obchodzenia rocznicy śmierci Albusa Dumbledore'a zdolny był beknąć w momencie, kiedy trwała minuta ciszy, teraz położył się na stole z głową skrytą w ramionach i nie odzywał się do nikogo.
Nott nie wiedział, co ma sądzić. Dla niego oczywistym było, iż napastnik dawno uciekł, ale dlaczego akurat Ilan? Owszem, chłopak mógł narobić sobie wrogów podczas poszukiwań, lecz to nie wydawało się tak straszne, by zasługiwał na uśmiercenie i to w samym środku dnia, w szkolnym holu, kiedy zaraz z pokojów wspólnych miały wylać się setki nastolatków. Coś tutaj śmierdziało, a najgorsze było to, że Ted nie mógł prosić nikogo o pomoc. No, prawie, ale Gwen nie wydawała mu się najlepszą towarzyszką niedoli. Nagle wściekł się, że musiało paść akurat na niego, a on sam był taki głupi, aby dać się w to wszystko wplątać.

Rozdział 17
Usłyszała wycie syreny, a zaraz po niej podniesione głosy strażników. Zbliżali się do niej szybko, krzycząc coś do siebie.
- Niech to szlag! – warknęła do siebie zła. Stanęła pod ścianą i zaczęła gorączkowo myśleć, jak wyjść z opresji. Spojrzała w górę i zrozumiała, że jest to dla niej jedyna droga ucieczki. Włożyła czarkę do torebki, przywiązanej do paska.

Rozdział XIV
Dumna z siebie Chou nakleiła na drzwi sali gimnastycznej plakat dotyczący konkursy kulinarnego. Wyrównała ręką wybrzuszenia, odsuwając się kilka kroków do tyłu. Jej ciemnofioletowe tęczówki wreszcie lśniły szczerą radością, a gdyby ktoś przyjrzał się z daleka ruchom dziewczyny, to pomyślałby, że pomyliła się i uprawia gimnastykę na środku korytarza. Jednak ona była zbyt przejęta własnym dziełem, żeby martwić się byle plotkami. Najważniejsze, iż pomogła w organizacji, a przede wszystkim niczego nie zepsuła. Od spraw administracyjnych obiecała trzymać się na odległość, bo ostatnim razem jak sprawdzała rachunki z bieżącego miesiąca, to poplątała tabelki i wynik końcowy był z Księżyca. Z kolei przewodnicząca przekonała się, że jej przyjaciółka oraz liczby, to rzeczywiście dwa światy.
Zmierzający na zajęcia wychowania fizycznego Nishido, zauważył swoją uczennicę wzdychającą do kawałka papieru. Oburzył się na widok klasycznego, męskiego mundurka w który była ubrana, bo jeszcze z takim wybrykiem natury się nie spotkał.

Rozdział 10
- A to ciekawe, że pod naszymi imionami kryją się takie historie – odparła, no co Lucas przyznał jej racje.
- Nigdy nie patrzyłem na to z tej perspektywy, imię to imię – odezwał się, gdy upił kolejny łyk wina. – Teraz zacząłem się zastanawiać, jaką historię imienia miała Camile. Nigdy nie wiedziałem, skąd je…
Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, co przed chwilką wypowiedział ze swoich ust. Wspomniał o Camile przy Selinie. Zauważył na twarzy rudowłosej lekkie zdezorientowanie pomieszane ze smutkiem. Lucas skarcił siebie za to, że w tak banalny sposób napomknął o narzeczonej. To było silniejsze od niego, tęsknił za nią i nawet najdrobniejszy element rozmowy może sprawić, że wypowie imię ukochanej.

Rozdział siódmy
Odgłos moich kroków roznosił się echem po korytarzu, było tu tak pusto, że mimowolnie wyobraziłam sobie toczącego się biegacza stepowego, jak w westernach, kiedy heroiczny rewolwerowiec wkraczał na teren zabudowany, podejrzliwie opustoszały, a wtedy znienacka wyskakiwali bandyci z opaskami na prawym oku i dwoma pistoletami. Na moje szczęście, zamiast groteskowych oprychów zastałam kilkunastu uczniów czekających pod drzwiami sali, w której odbędzie się pierwsza lekcja - Transmutacja.

Epilog
Gdyby nie Mirva, Konohy by już nie było. Zielona sama ledwo uszła z życiem, co i tak graniczyło z cudem. Mnóstwo z nas zginęło, nie dało się ich uratować. A sam Madara… Mimo pomocy Tsunade, która nadeszła w ostatniej chwili, Naruto nie dałby rady bez Mirvy. On sam jest cały poparzony, bo nadal nie panuje nad Kyuubi’m w stu procentach, przez co sam cierpi. Pani Tsunade zmieniła się teraz ze mną dyżurem, gdy sama padła, kiedy ranny Madara zniknął. Poprzysiągł nam zemstę i to właśnie jej wizja najbardziej mnie przeraża.
Dyara, Itachi. Dlaczego się nie budzicie? A ty Sasuke? Dlaczego się do cholery nie budzisz?! Spędziłam przy twoim łóżku każdą wolną chwilę. Nie mogę przez ciebie zasnąć. Co ty ze mną robisz, Uchiha?
Wyskoczyłam z łóżka z kunai’em w ręce, gdy ktoś pojawił się w moim oknie.
- A, to tylko ty Udon – westchnęłam, wpuszczając chłopaka do środka.

Rozdział 24
Nie. Ty jesteś nienawiścią Hidan. Wiesz dlaczego? Bo to jedyne co kiedykolwiek czułeś. Od urodzenia widzieli w tobie demona, własna matka cię nie chciała. Zabiłeś ją. Zabiłeś wszystkich tych, przez których byłeś taki samotny. Zawsze pusty, zawsze pełen palącej niechęci, obrzydzenia do innych ludzi. Przecież sami cię takim stworzyli, to oni zrobili z ciebie potwora.

Rozdział III
Z głośnym stukotem jakaś machina, która wyglądała w oczach nowicjuszy dość zabawnie, zaczęła się obracać, a przy okazji ukazując wbite w nią ogromne kolce. Sprawnym krokiem Artur wskoczył omijając pułapki na urządzeniu, następnie złapał się mocno wystającej półki, która przypominała parapet, podciągnął się bezgłośnie zgrabnie unikając strzałek wystrzelonych z przeciwległej ściany.

Daleko-wschodnio…
Nigdy nie byłam fanką boysbandów, chociaż wszelkimi stronami dobijały się z rynku muzycznego, najczęściej anglojęzycznego. Kiedyś byli to Backstreet Boys, N-Sync (którego efektem jest mój przyszły kochanek Justin Timberlake) czy Westlife. Później moda na ten typ grup muzycznych powrócił i pojawili się Jonas Brothers i One Direction. Ale to nie to, bo Ameryka nie może robić tego samego 2 razy w ten sam sposób. Najlepszy moim zdaniem, albo raczej najciekawszy, rynek boysbandowy jest obecnie w Japonii i Korei. Ci ostatni są mistrzami w przyglądaniu się amerykańskiemu i tworzeniu własnego towaru.
Prosty przykład: włączam pierwszą lepszą playlistę, na którą trafiłam znając jeden zespół - Block B. Okazuje się, że są tam nie tylko aż 2 utwory mojego zespołu, ale w zamian dostaję 50 innych (i nie ma Gangnam Style). W każdym z nich dostaję to, czym powinien charakteryzować się idealny zespól: świetną choreografię i przystojnych chłopaków (mrrr), od których trudno mi oderwać oczy.

Rozdział siódmy
– Serio? – wykrztusiłam.
Boże, gdzie jest moja Maggie?! Ta, która wiecznie mnie krytykowała i chciała zmienić mój styl?! Ta, która wywracała oczami, kiedy szłyśmy na pizzę, a ja zamawiałam wegetariańską?! Ta, która cały czas swatała mnie z beznadziejnymi chłopakami, bym tylko znalazła "bratnią duszę"?!(...)
Ta zwariowana Maggie, której miodowe włosy zawsze kręciły się i wyglądały jak po eksplozji bomby atomowej, ta Maggie, która miała najładniejsze lazurowe oczy pod słońcem, ta Maggie, która ubierała się w krzykliwe ciuchy i ta Maggie, która świetnie śpiewała i grała na gitarze?

Rozdział XIII: Dziwna rzeczywistość
W końcu z piskiem wyhamowałam przed salą numer pięćdziesiąt trzy. Za mocno się rozpędziłam, jednak mało mnie to obchodziło. Właśnie sięgałam do klamki, gdy ktoś ręką ubraną w elastyczną rękawiczkę chwycił mnie za nadgarstki i odciągnął moje ręce. Spojrzałam hardo prosto w zielone oczy pielęgniarki, która odwdzięczyła mi się tym. Jej blond włosy, które wymykały się z jej koka łaskotały mnie w twarz, gdyż pachniały perfumami o zapachu róż, których nie lubiłam, więc cofnęła się o parę milimetrów i wyrwałam ręce z jej mocnego uścisku.
- Tam nie można wchodzić, rozumiesz, bachorze?!- syknęła mi prosto w twarz.
Usłyszałam jak przyjaciele za moimi plecami zahamowali tak samo jak ja i teraz pewnie obserwowali moją kłótnię z pielęgniarką. Ale była ona dziwna. Jakbym ją znała, tylko nie mogła sobie przypomnieć kim jest.
Kobieta się cofnęła, gdy zobaczyła moją minę pt. ,, Nie zadzieraj ze mną'', którą odziedziczyłam po mamię.

Rozdział 2
Wycieczka do lasu okazała się kiepskim pomysłem, która niesie za sobą falę dziwnych zjawisk. Czy Katie wróci pamięć? Kim jest postać nawiedzająca dziewczyny podczas burzy? Czy to ta sama osoba, która była w lesie? Czy uda im się przetrwać noc? A może jednak nieznajomy dostanie się do pokoju i poleje się krew?

into dust, n #27
- Jesteś tutaj każdej nocy i jeszcze żadnej z nich nie udało ci się zasnąć. Nigdy o to nie pytałem, ale... ufasz mi?
Chcąc narzucić pewien dystans odsuwa się nieco i otwierając oczy zatrzymuje wzrok na jego twarzy. Jego jak zawsze chłodne spojrzenie, w którym odbija się teraz ciepły blask światła, robi na Ninie piorunujące wrażenie. Podobne, jak ciepło jego skóry. Bo jego dłoń wciąż jest tam, gdzie była. Jak gdyby nigdy nic, gładzi jej policzek. Nina zmusza się do utrzymania tego spojrzenia i odpowiedzenia półszeptem:
- Czy sądzisz, że gdybym ci nie ufała, byłabym tutaj teraz z tobą?

Rozdział siódmy: Broken the rules
W tamtym momencie wszystko runęło, w tym cała ta relacja pomiędzy nami, która tworzyła się od kilku tych dni. Lodowate spojrzenie Kaia sprawiło, że cofnąłem się o kilka kroków, odlepiając od jego ciała. On jedynie machnął ręką i pokierował się w stronę czarnego ścigacza zaparkowanego na parkingu. Założył kask i odwrócił się, po czym spojrzał na mnie.
- Idziesz? - zapytał wreszcie, a ja skinąłem głową.
Mimo wszystko nie żałowałem, że tamten dzień miał w ogóle miejsce w moim życiu. Bo zrozumiałem dwie rzeczy. Pierwsza była taka, że najlepsze chwile przychodzą same i trwają tylko przez chwilę, by mogły nakarmić duszę szczęściem, kiedy ta w niedalekiej przyszłości zacznie cierpieć. Natomiast druga to ta, że kiedy człowiek pierwszy raz się zakochuje, jego życie nieodwracalnie się zmienia i choćby nie wiedzieć jak się próbowało, to uczucie nigdy nie zniknie. I cokolwiek byś zrobił, zawsze zostanie z tobą. Na zawsze.

Rozdział 005
– Posłuchaj mnie, Lilith. Jeśli chcesz przeżyć, musisz dużo się nauczyć, jeszcze więcej wiedzieć, oraz wykorzystywać to co masz. – Patrzyłam na nią, nie rozumiejąc o czym mówi. Uśmiechnęła się do mnie lekko. – Lilith, tu każdy chcę cię zabić, a ty masz się nie dać. Tu każdy chce cię skrzywdzić, ty masz na to nie pozwolic. Ty masz walczyć, by to oni bali się ciebie, a nie ty ich. Nie możesz ich się bać, wykorzystają to przeciwko tobie. Masz być twarda. Musisz być egoistką. Musisz być samowystarczalna, nie możesz mieć nikogo. Wykorzystają ich do skrzywdzenia ciebie. Jesteś młoda, Lilith, zrozumiesz to. Nie jesteś jedyna, są inni, a oni są starsi, i nie chcą konkurencji. Jeśli chcesz przeżyć, musisz być ponad.

Rozdział III: Niespodziewany gość
- Tak, jednak nie. Nie ładnie zagrałaś zabijając mnie i mojego brata. W dodatku pierwotną. Nie martwisz się, że barbie Klaus cię dopadnie i urwie ci głowę? - Zaśmiał się.
- Nie, nie bardzo. Chyba mnie nie doceniasz. - Uśmiechnęła się szyderczo.
- Dobrze, zadam ci jedno pytanie. Co ty knujesz, Hayley? - Zbliżył się do niej.
- Dlaczego miałabym coś knuć? Chyba nie wyglądam, aż tak groźnie. - Odpowiedziała i zamknęła książkę.
- Problem, w tym, że ci nie wierzę. Jesteś zbyt podejrzana. Masz coś wspólnego z Pierce i pierwotną? - Zapytał.


2 komentarze:

  1. Czyli w tym tygodniu nie można zgłaszać się do nowych postów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można zgłaszać się przez cały czas, tylko kolejna notka pojawi się dopiero za dwa tygodnie.

      Usuń

Obserwatorzy