sobota, 28 września 2013

Nowe posty (69)

Rozdział 34: Wyjaśnienie zaległych spraw
- Myślę, że powinniśmy mu powiedzieć - zwróciła się do Chrisa (…)
- Zwariowałaś. Ja mu nie powiem. A z tego co wiem, Tobie Eliza zabroniła.
- Jasne. Urazy urazami, ale chyba zależy Ci na jej szczęściu, co? (…)
- Nie życzyła sobie tego, ile razy mam Ci przypominać? (…) Zakładając nawet, że Twoja hipoteza jest prawidłowa i on ją nadal kocha, to... Jak sobie wyobrażasz całą resztę? Podejdę do niego, poproszę o rozmowę i powiem mu 'hej Damon, nie żebym miał ochotę się do Ciebie jakoś specjalnie odzywać, ale chcę Ci powiedzieć, że jakieś dwa tygodnie temu zostałeś ojcem. Gratuluję stary'?

Rozdział I: Dziewczyna z tłumu
Wodziłem wzrokiem od wieżowca do wieżowca, analizując swoje możliwości, aż nagle moje spojrzenie trafiło na drobną kobietę o złotych włosach. Odwróciła się, jakby szukając czegoś, a ja dostrzegłem jej mocno zaróżowione policzki i cerę białą jak mleko. Przekrzywiłem głowę i nagle dotarło do mnie, że ta dziewczyna jest bardzo podobna do swojej matki, choć z dzieciństwa miałem tylko mgliste wspomnienia.

Rozdział IX: Światłość (cz. 1)
Odłożył sweter na swoje miejsce. Jego odsłonięte ręce owiał chłód, jaki wywołał w nim ciarki. Jakoś cała sytuacja wzbudziła nostalgię. Tęsknił za Wioską, chociaż w dzień nie odczuwał takich wielkich emocji. Zaczął żyć dla tych ludzi, którzy obecnie byli z nim. Cieszył się, że jest dla kogoś ważny. Jednak nie mógł tego zastąpić tym, czym było życie przed trafieniem w to miejsce. Usiadł chwilę na łóżku, spojrzał tęsknie w kierunku okna. Widząc za nim posuwające się po niebie chmury. Powoli kładł nogi na materac uświadamiając sobie, że kiedyś syn Mikoto spał w tym samym miejscu. Nie długo potem ciemność pomieszczenia zmieszała się w głęboki sen.

Rozdział 12
Siadamy wszyscy na czarnej skórzanej kanapie i zaczynamy oglądać relacje na dużym telewizorze zawieszonym na ścianie.
- Witam na ogłoszeniu wyników z pokazów indywidualnych. Każdy z trybutów został oceniony w skali od 1-12- oznajmia Claudius Templesmith. Najpierw widzimy zdjęcie trybuta a potem jego ocenę, jak zwykle zaczynają od pierwszego dystryktu. Jako pierwsze pojawiło się zdjęcie Mike, zdobył dziesiątkę, Blanca dziewiątkę tak samo jak Nicole i Will. Po chwili pojawia się zdjęcie Karlsa, widzę jak z napięciem przygląda się w telewizor.
- Osiem ! - woła spiker. Każdy chwali go za wynik z wyjątkiem mnie i Finnicka za co jestem mu bardzo wdzięczna.
- Julites Crebs zdobywa...

Odpowiedź 1: Nice to see you again
- Rachel?- zapytał niepewnie. Kobieta westchnęła.
- Brawo, Grayson. To ja.- rzuciła.
- Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś cię zobaczę. Mówili, że wróciłaś na Azarath...- powiedział, chwytając jej dłonie. Spojrzała na niego z bólem w oczach.
- Bo to prawda. Wróciłam, ale oprócz zgliszczy i ziemi przesiąkniętej krwią nie znalazłam tam nic treściwego. Słudzy Trygona zabrali się za to miejsce prawdopodobnie zaraz po tym, jak go unicestwiłam.- wyjaśniła i wzięła głęboki wdech dla uspokojenia.
- Więc wróciłaś tutaj [...]

SII Rozdział II
- To nie tak, że cię nie lubię… - zaczęłam.
- Właśnie tak! - pociągnął nosem, a moja duma powoli się łamała. Jak nisko upadłam, żeby wyżywać się na sześciolatku...
- Emmm… Mogę to jakoś naprawić? - uniosłam ręce lekko do góry, przechylając głowę na bok.
- Tak - fuknął - odpłyyyń! - jego ręka nagle stała się falą, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Mały wstał i właśnie przymierzał się do wyjścia, lecz stanął jednak, wbijając we mnie swój wzrok - nie wiem, co Raito w tobie widzi - zadarł głowę wyżej - jesteś wredna i opryskliwa! - tupnął nogą, a w tym momencie do pokoju weszła Mirva.
- Ohayooo! - a nie, jednak Miranda.
- Cześć - mruknęłam, pociągając nosem i zakopując się pod kołdrą.
- A ty kim jesteś? Kolejną niemiłą babą? - podszedł do dziewczyny, dotykając palcem jej nogi - do tego jesteś dziwna. Cała zielona!

44. A little party never killed nobody
- Nie rób scen - poucza mnie, przyciągając mocno do siebie.
Ten gest sprawia, że jestem na granicy wyjścia z siebie, co potęguje też wypity przeze mnie alkohol.
- Ja robię sceny? Ja ci mogę dopiero zrobić taką, że zapamiętasz, nie martw się - szepczę mu do ucha, gdy tańczymy dalej. Następnie dodaję, już normalnym tonem:
- Przecież ty nie pijesz. Co to za przedstawienie, Jared?
- To jest gdzieś napisane? Co, nie wolno mi już nawet zabawić się na urodzinach brata? Tylko ty możesz zawsze pić? - odpowiada mi mężczyzna z wielką pretensją i wyrzutem. W ogóle go nie poznaję.
Obraca mnie dookoła i gdy wracam z powrotem do jego objęć, odzywam się:
- Bycie miłym chyba nie boli, co? Dobrze wiesz, że nie chodzi o to. Gdybyś nie zgrywał takiego abstynenta, nie piłabym. Jak wrócimy do domu? Nie mogę teraz prowadzić.
- Wielki mi problem! - krzyczy Jared, wyśmiewając mnie.

Rozdział 7 cz. 2
-Witaj, Narcyzo - Emily skinęła głową matce Ślizgona.
-Miło cię widzieć. – Na twarzy Pani Malfoy pojawił się cień pogodnego uśmiechu.- Widzę że nic się nie zmieniło... Dalej jesteś żoną Severusa na pełny etat – dodała z podłym uśmieszkiem, który zastąpił jedynie cień poprzedniego.
-HA-HA-HA – zironizowała Ruda. – A ty dalej pod dyktaturą Lucjusza?- odgryzła się.
-No dobrze… Poddaję się. – Blondwłosa kobieta wzruszyła ramionami, a Emily momentalnie się rozpogodziła. Podeszła do Narcyzy i uściskała ją. Zdezorientowana Hermiona spojrzała na Ginny. Wyglądała jakby miała za chwilę zwymiotować.
-Nie mam pojęcia jak on to wytrzymuje... – westchnęła zrezygnowana starsza kobieta, kiedy nieco od niej niższa posiadaczka ognistych loków wypuściła ją wreszcie z objęć.
-Jakoś musi. I wy też. – Emily wzruszyła ramionami z pogodnym uśmiechem. – No chodź tu młody… - zawołała. Wskazała Draco gestem dłoni żeby do niej podszedł i przytuliła go czule do siebie. Starsza Gryfonka czuła jak szczęka opada jej z łoskotem na chodnik.

Stephenie Meyer "Zaćmienie"
Dzisiaj naszła mnie ochota na zrecenzowanie trzeciej części chyba jedynej sagi, która wywołuje tak sprzeczne emocje u odbiorców. Czy Zaćmienie to dobra lektura na wieczór? Czy główni bohaterowie są znośni? A co z wątkami pobocznymi? Dowiesz się, wgłębiając się w treść mojej recenzji...

Rozdział 13
- Śliczna sukienka - wyszeptał dziewczynie do ucha. Przejechał nosem po jej policzku, a ustami sunął po bladej szyi, szepcząc coś niezrozumiałego. Oddech Chase'a wywołał na jej skórze dreszcze. Czuć było od niego alkoholem.
Odsunęła się od księcia, prosząc, aby zostawił ją w spokoju. Nie wierzyła, że to zrobi, więc większe było jej zdziwienie, gdy burknął z niezadowolenia i wypuścił ją z objęć. Czy tylko ona tego wieczora nie wypiła ani kropelki? Chase, mimo wszystko, był oprócz niej najbardziej trzeźwą osobą w tym towarzystwie, zważywszy, że niektórzy leżeli już pod stołami. Wycofała się do tyłu, kładąc na poduszkach. Obserwując to wszystko, coraz bardziej utrzymywała się w przekonaniu, że absolutnie tu nie pasuje. Ten świat nie był taki idealny, jak sądziła na początku. Ten świat był zepsuty i zły.

Rozdział 24
- Wiem, kto ją zabił - chłopak zaśmiał się cicho z wyrazu twarzy mężczyzny.
- Ach tak? - nie dowierzał mężczyzna, a uczniowie w Sali siedzieli niezwykle cicho, byleby nie uronić choćby najcichszego słówka.
Harry nagle spanikowany spojrzał na Malfoya, który był cały blady na twarzy i zdradzał obawę... o niego.
- Tak - zaczął brunet twardym głosem. - To ja.
W Sali zaczęły przebrzmiewać krzyki. Wszyscy starali się przekrzyczeć zdziczały tłum by tylko ich pytanie dosięgło uszu młodego zilonookiego chłopaka, który ze spuszczonym wzrokiem stał na środku Wielkiej Sali.
- Chwileczkę, panie Potter - na miękkich nogach podszedł do niego Getroy z niedowierzeniem wypisanym na twarzy. - Takie żarty nie przystoją...
- Komu? - zapytał ciekawy brunet podnosząc wzrok. - Cholernemu Wybrańcowi? Zdajecie sobie sprawę, co ja przeżywam? W cholernym banku w wakacje napada na mnie cholerna Bellatrix, a wy co wtedy robicie? Nawet o tym nie wiecie!

Rozdział VIII
Żółty jesienny liść opadł na pachnącą wilgocią ziemię, kryjąc się w mokrej od rosy trawie. Thea ubrana w spodnie na szelki oraz kraciastą koszulę schyliła się i podniosła go, wpatrując się w wyraźnie zaznaczone nerwy na pociemniałej powierzchni. Powoli zaczęła dochodzić do wniosku, że jeśli nie przestanie zamartwiać się, to skurczy się jak ten listek. Od kilku dni odczuwała ogromny niepokój przez który traciła zdrowy rozsądek i nawet nie umiała wytłumaczyć, czym był spowodowany. Najchętniej wzięłaby teraz skrzypce, żeby wyładować całą złą energię, która nagromadziła się w jej duszy. Nic tak dobrze nie działało jak muzyka. Nigdy nie słuchała biernie, tylko dzieliła się emocjami z bliskimi. Najlepiej oddawały je dźwięki skrzypiec – instrumentu towarzyszącego jej od dzieciństwa, dlatego całą swoją pasję przekazała córce. Dzięki wspólnym lekcjom ich więzi były silniejsze, gdyż poza bezwarunkową miłością łączyły je te same zainteresowania.

Rozdział 5: Mgła cz.2
Dziewczyny powoli zaczęły wchodzić do środka. Lana z odrobiną wahania przystanęła na chwilę i usłyszała szelest liści. Instynktownie się odwróciła. Niczego tam nie było, ale dziewczyna postanowiła sprawdzić to sama. Rozejrzała się dookoła. Nie odczuwała strachu związanego z mgła, tak na prawdę to czuła się świetnie. Rozległ się dźwięk trzaskania gałęzi.
- Jest tu ktoś ? - spytała po cichu, ale nikt nie odpowiedział. Dziewczyna porozglądała się jeszcze chwilę i skierowała się z powrotem do wejścia apteki i nieświadomie pochłonął ją mrok.

Rozdział 12
– Sensowne? – powtórzył cicho Seth. – Sensowne?! – wykrzyknął. – Co tu ma być lub nie być sensowne?! Tu chodzi o życie!
– Doskonale rozumiem o co tu chodzi. – Sposób, w jaki mówił, był strasznie rzeczowy. – Stwierdzam tylko fakt. Życie – zawiesił na chwilę głos i spojrzał po kolei na wszystkich znajdujących się w gabinecie – jest, w tym wypadku, zwykłą zmienną. Nie istotne jest, kto żyje lub nie. Chodzi tylko o równowagę, a ona musi być zachowana. Wszechświat jest jak równanie, którego wynik zawsze jest równy zero.

Rozdział jedenasty: Co ja mam z tymi facetami?
- Serio nie pamiętasz? - spytał się Jack, pokazując kciukiem i robiąc minę wyrażającą zniesmaczenie.
- Jestem jeszcze pijany... Ok?! - I Dante znów się zirytował. Czasami Fair powinien się powstrzymać.
Widziałam jak chciał się odgryźć, kiedy nagle za naszymi plecami pojawiły się kolejne demony. Standardowy zestaw Lessers Stygians z Pathosami. Nie była zaskoczona. Potem widziałam, jak jeden z tych demonicznych amorków przypadkiem strzelił w fioletową "linę" z pistoletami, które w magiczny sposób wróciły do właściciela.

Rozdział 5: Skrywane sekrety
Czarownica podeszła do jednej ze świec. Zapaliła ją jednym machnięciem dłoni i ustawiła na grobie matki. Ułożyła dłonie na zimnej płycie i spojrzała w górę. Wokół jej osoby zaczął wiać wiatr. Wszystkie przedmioty w kwaterze poupadały na ziemię, tłukąc się i hałasując. Marcel stanął z boku, przyglądając się wszystkiemu z podziwem. Postać Daviny stawała się co raz mniej widoczna, aż w końcu z dużą siłą uderzyła w jedną z ścian. W powietrze uniósł się kurz i pył, przez co Caroline nie widziała już kompletnie nic, jednak nadal mogła słuchać.
- W porządku ? – rozległ się głos Marcela.
- Tak. Masz co chciałeś, powinna obudzić się w ciągu kilku godzin. – powiedziała. – Nie daj się jej, krążą o niej straszne legendy ale większość z nich nie jest prawdziwa. – dodała, wzdychając.
- A co ty zamierzasz ? – spytał.
- Miałeś dać mi spokój. – oparła, gdy wyszli na zewnątrz.
- Tylko pytałem. – uśmiechnął się, obejmując ją jedną ręką.

with Hurts thanks to Lech on a Saturday night
W miniony weekend miałam takie szczęście móc wybrać się do Poznania na koncert Hurts organizowany przez Lecha. Zdobycie biletów okazało się nie lada osiągnięciem, okupionym przeze mnie, jak z pewnością i przez wszystkich zwycięzców, ogromną dawką nerwów. Moją osobą towarzyszącą była jak zwykle przyjaciółka Basia, z którą wiernie jeździmy za chłopakami przy okazji każdego ich przyjazdu do Polski, bo z kim innych ten czas minąłby lepiej jak z osobą, która podziela twoje szaleństwo za zespołem i doskonale cię rozumie?! :) Organizacja całego eventu to wielki plus dla Lecha, wszystko dopięte na ostatni guzik, nie znam osoby, która byłaby zawiedziona spędzeniem weekendu w taki (!) sposób. (...)
To już piąty raz, jak miałam okazję bawić się na koncercie Hurts i znowu przyznam, że działają uzależniająco, po prostu nie mogę się już doczekać występu w listopadzie.(Jak dobrze, że mam już od dawna bilet, bo pewnie po występie w Poznaniu bilety, które pozostały szybciutko się wyprzedadzą.)

Rozdział III
- Kochałem cię. Dobrze o tym wiedziałaś. - syknął do jej ucha - Ale nie! Ty wybrałaś jego! - w tym momencie odsunął głowę od jej ucha.
[...]
- Ciebie też kocham. - wyszeptała.
Czuła się źle. Miał rację. On ją kochał. Ba! Miał na jej punkcie bzika. Zrobiłby dla niej wszystko. A ona wybrała innego. Jeszcze do tego jego najlepszego przyjaciela. Czy może być coś gorszego od takiej zdrady?
Danny prychnął. Złapał ja za nadgarstki i przyciągnął do siebie. [...]
- Też? Ale to jego wybrałaś, nie mnie. - wyszeptał.
Przybliżył swoją twarz do twarzy dziewczyny. Widział jej wystraszone oczy. Słyszał bicie jej serca. Bała się. Bała się jego. Chyba po raz pierwszy.

Rozdział 12: Wkurzający Potter
-Zamknij się Potter i nie mów do mnie Andziuś!-syknęłam,bojowniczo mrużąc oczy.Merlinie,jak ten człowiek mnie wkurzał.Nie ważne czy coś do mnie mówił,czy się śmiał albo gapił.Po prostu samo patrzenie na niego,doprowadzało mnie do białej gorączki.A jak tylko widziałam te jego rozczochrane kudły,to aż mnie szlag trafiał.Czy on kiedykolwiek słyszał coś o grzebieniu?Albo o odżywce do włosów?
-A umówisz się ze mną?-zapytał z szelmowskim uśmiechem,przeczesując ręką swoje i tak już dostatecznie rozczochrane włosy.

Rozdział 21: Łzy
Westchnęłam. Gdy myślałam o tym, by mieć normalne życie nie podejrzewałam, że relacje z rodziną są tak skomplikowane. Przebiegłam wzrokiem wąską uliczkę, na której się zatrzymałam. Wyglądała jak oderwana ze scenerii miejskiego parku. Równo posadzone drzewa ciągnące się po obu jej stronach, utrzymany w idealnym stanie trawnik. Po prawej stronie, niedaleko mnie stała czarna, ozdobna ławka. Moja wyobraźnia stworzyła radosny obraz. Dwójka czarnowłosych dzieci; chłopiec i dziewczynka biegających wokół ławki przekrzykiwało się nawzajem. Czujnie przyglądał im się wysoki ojciec i promiennie uśmiechnięta matka. Wyglądali na normalną rodzinę. Byli szczęśliwi.

4. Niewesoły wieczór
- Wiem, co chcesz mi powiedzieć, więc wynocha, idź do swojego pokoju – mówił nieco niezrozumiale.
- Ale... - chciałam zaprotestować i z nim porozmawiać, choć wiedziałam, że w takim stanie nic nie będzie potem pamiętał.
- Wynocha! - krzykną i zamachnął się na mnie. Z trudem uniknęłam ciosu. Nigdy taki nie był, nigdy mnie nie uderzył. Zdezorientowana, stałam jak wryta i patrzyłam na rozgniewaną i czerwoną (chyba wiadomo z jakiego powodu) twarz.
-Nie słyszysz co się do ciebie mówi?! - krzyczał jeszcze głośniej. - Wyjdź stąd! - dodał po chwili takim samym tonem.
Bez słowa, kulejąc zostawiłam go samego. Nie wiedziałam gdzie pójść, na górę czy na dwór. W pokoju nie miałabym co robić, natomiast na zewnątrz działo się coś dziwnego.

Rozdział XXIV
Ian uśmiechnął się z przymusu i pochłoną dolną wargę, tępo spoglądając w okno.
- Gdy miałem około dziesięciu lat, jeszcze tych ludzkich, byłem niewiele młodszy od Gabe. Tego dnia poszliśmy na polanę. Lubiliśmy się tam zabierać i poszaleć. No wiesz, jakieś dziecinne wygłupy. Gabe pomimo tego, że miał więcej lat, był niższy i słabszy, więc przeważnie starałem się dawać mu fory. Gdy właśnie bawiliśmy się, zaczął krzyczeć, żebym na niego wbiegł, bo chce mi pokazać specjalny unik, który sam wymyślił. Bez chwili zastanowienia zgodziłem się i bezmyślnie ruszyłem. Nie zdążył nawet drgnąć, a już staranowałem go i... - załamał mu się głos. Przetarł twarz ręką. Po jego piegowatych policzkach spłynęło kilka łez, przy czym spojrzał na mnie, ale po chwili znów zerknął gdzieś w tył - Bałem się. Nie mógł nic powiedzieć. Kasłał i miotał się. Potem przybiegła mama, tato... Na szczęście udało się go uratować. Chwilę później jego kości zrosłyby się i nie byłoby ratunku.

Rozdział 7
-Um... mógłbyś na chwilę zamknąć oczy?
Popatrzył na mnie dziwnie. — Niby po co?
-Muszę wstać. — Skinęłam głową w stronę torby. Wygiął wargi w niedowierzającym uśmiechu.
-I chcesz, żebym zamknął oczy?
Ponownie pokiwałam głową, zaczynając się rumienić.
-Nie sądzisz, że trochę na to za późno? Bo zdecydowanie znam już... ech... widok.
Przewróciwszy oczami, chwyciłam go za rękę, ale zanim zdołałam zakryć mu nią pole widzenia, przewrócił nas tak, że znalazł się nade mną.
Zachichotałam. — Draco!
-Hm? — Ukrył twarz w mojej szyi.
-Ktoś do mnie dzwoni!
-Niech dzwoni.
-A jeśli chodzi o coś ważnego?
-Będzie musiał poczekać.
-A co, jeśli to sprawa życia lub śmierci? Czy ty w ogóle wiesz, co...
-To odbierz-mruknął, nie przestając się uśmiechać.
Wstałam porywając z podłogi koszulkę i ubierając się w nią, ale szybko zorientowałam się, że nie należy ona do mnie. Ignorując śmiech Dracona chwyciłam komórkę i odebrałam ją.
(...)-Syriusz, bierz tą torbę, albo poskarżę się matce, że pomagasz bliźniakom!

Ciekawostki: Wrzesień 2013
Chodząc z moim yorkiem na spacery, nie raz obserwowałam, jak zmienia się jego ułożenie. Raz jest radośnie uniesiony, innym razem wyprostowany, a zdarzają się sytuacje, że jest opuszczony lub podkulony. O czym więc informuje nas psi ogon?

Rozdział 11
Usiadłam obok nieprzytomnego Alexa na ziemi i przez całą drogę trzymałam go za nadgarstek. Jego puls dodawał mi otuchy, mimo że bicie serca słabło z każdą chwilą, a moje przerażenie rosło w zastraszającym tempie. Co chwila próbowałam się bezskutecznie dodzwonić do Lidii. Dlaczego nie odbierała w tak ważnym momencie?

Rozdział 3: Rinnah
Syknęła z rozgoryczenia i usiadła na trawie. Oparła się plecami o pień drzewa i spojrzała w niebo. Gdyby inni wiedzieli to, co ona, z pewnością straciliby ducha walki. Mimo że Rinnah skazała już swoją rasę na porażkę, nie zamierzała odpuścić. Nawet jeśli przyjdzie jej zginąć w boju, spróbuje chociaż zranić Bezimienną. Może i nawet ją uśmierci? Ta wizja była wyjątkowo przyjemna i kojąca.

Rozdział siedemnasty
Louis już nie mógł wytrzymać tego napięcia. Wszystko w nim po prostu buzowało. Czuł, że za chwilę wybuchnie, a ta chwila tak nieuchronnie się zbliżała. Nie mógł już nad sobą panować, nie potrafił. To było bardzo trudne, prawie niemożliwe. Nie, to już było niemożliwe. Już żałował swojego wybuchu, chociaż on jeszcze tak naprawdę nie nastąpił. Trzy, dwa, jeden...
Nie mógł opanować drżenia rąk, łzy złości i bezsilności same cisnęły się mu do oczu. Dlaczego Zayn i Liam zniknęli, a oni tak siedzą bezczynnie i czekają na herbatę.
- Dlaczego?!
Nie zdawał sobie sprawy, że wypowiedział wszystkie swoje pretensje na głos. Nie wypowiedział, wykrzyczał.

Rozdział 18
- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie. Trening mi się przedłużył. – Nie, nie mówcie, że to on. To nie jego głos, na pewno mi się przesłyszało.
- Dzień dobry. Dobrze, że jesteś. Pomóż grupie, która zajmuje się wieszaniem materiału na ścianie. Przyda im się para silnych rąk – odezwała się nauczycielka. Odwróciłam się delikatnie, by sprawdzić, czy to na pewno on. Lecz niestety tak. Moje serce momentalnie zaczęło szybciej bić. Nogi mi zadrżały, a jedna stopa wykonała ruch w tył, przez co zleciałam z drabiny. Byłam przygotowana na twarde i bolesne lądowanie, lecz ku mojemu zaskoczeniu nic nie poczułam, jedynie coś miękkiego. Otworzyłam oczy, które ze strachu zamknęłam. Okazało się, że zostałam złapana. A przez kogo? Oczywiście przez...

Niszczyciele
Miałam nawet jednego wytresowanego, nazwałam go Kuba. Teraz niestety nie wiem co się z nim stało, gdy przestałam się interesować tymi ptakami. Najprawdopodobniej już dawno został wrzucony do gara i stanowił bazę pod rosół, ewentualnie krupnik.

Epilog
Stałem w progu pokoju i po prostu patrzyłem na to, co jest przede mną. Chyba nie wierzyłem, że jestem aż takim szczęściarzem. Nagle zdałem sobie sprawę, że zapomniałem o całym zmęczeniu, złości czy nawet o tym, że byłem głodny. Wszystko to stało się nagle tak mało ważne, nieistotne, wręcz nic nieznaczące. Spokój zastąpił mi wszystkie negatywne emocje.


1 komentarz:

Obserwatorzy