niedziela, 20 października 2013

Nowe posty (72)

Chapter eight: Zmiana planów
Czerwień rozlała się po podłodze małymi smugami i kilkoma kroplami, nóż z trzaskiem upadł na posadzkę tuż przy jej stopie.

Rozdział 12: Próbka
– Zabija?
– Nie do końca zabija – mruknął Nosiek. Sam nie rozumiał, co działo się z istotą ludzką trafioną zielonym promieniem. Współpracowali nad tym razem z sektorem Dwunastym, gdzie zaangażowano najbardziej inteligentne osoby do znalezienia odpowiedzi. Nikt jednak nie potrafił stwierdzić, dlaczego działo się tak a nie inaczej.
– Nie do końca? – Agnieszka spojrzała na niego.
– Rozwala jest trafniejszym określeniem. Promień przechodzi przez ludzkie ciało i rozsadza je od środka, ale tylko w jednym jedynym przypadku – kiedy natrafi na mózg. Jeśli oberwałabyś, załóżmy, w nogę, byłabyś co najwyżej porządnie poparzona, bolałaby cię przez kilka dni. Znaleźliśmy właśnie tak pokrzywdzonego mężczyznę, narzeka teraz, że czasami mu drętwieje, aczkolwiek to tyle. Natomiast w przypadku, gdy promień, ta substancja, natrafia na centrum nerwów, komórki mózgowe – wybucha.

Rozdział dziewiętnasty: Łza szczęścia
Bez wachania przeszedł na środek pomieszczenia. Było ciemniejsze, jak to piwnica, i jeszcze bardziej zaniedbane niż reszta domu. Ale najważniejsze było to, co (a raczej kogo) tam znalazł.
Byli tam. Siedzieli razem, skuleni w jednym z odleglejszych kątów tejże piwnicy i czekali na to, co przyniesie los. Kiedy zobaczyli Louisa, natychmiast wstali i podbiegli do niego, starając się opanować łzy płynące po ich policzkach.

Rozdział 36: Dla Ciebie
— Dlaczego miałabym kłamać? — powiedziałam patrząc mu wyzywająco w oczy.
— Bo cię znam.
— W tym rzecz. Tobie się wydaje, że mnie znasz. — Odwróciłam się w stronę basenu. Bezbarwny płyn kołysał się nierównomiernie w ogromnej ‘wannie’.
— Masz złamane serce. — Ponownie spojrzałam na niego. Był całkowicie poważny. — A ja chcę je poskładać.
Wciągnęłam powietrze z głośnym świstem.
— Nie wiem, czy ktokolwiek jest w stanie je posklejać.
— Pozwól, że spróbuję.

Rozdział 4
Kiedy się zakochujesz, musisz być przygotowany na cierpienie. Musisz brać pod uwagę to, że osoba, którą obdarzyłeś uczuciem, nie odwzajemni go. Musisz też przyjąć inny punkt widzenia – że ten ktoś również cię pokocha. I co wtedy? Wtedy się troszczysz, angażujesz. A to sprawia, że się uzależniasz od tej osoby. To sprawia, że nie myślisz o niczym innym, miłość ma cię w swoich szponach. To niebezpieczne, ale jeśli ktoś się o ciebie troszczy, to nie masz się czego obawiać.

Rozdział 4 cz.2
Druga część rozdziału w którym Katie po raz pierwszy ma do czynienia z ponurakiem. Kim on jest? Co wydarzy się na imprezie, która zostaje przeniesiona do lasu. Dlaczego nagle z krzaków wyskoczy czarny pies? Czy Trevis w końcu zdemaskuje się po której stronie stoi?

Jednorazówka: Pozwól mi żyć
Był moją ostoją, moim azylem, w którym mogłam skryć się przed całym światem.
Moim przyjacielem oraz kochankiem, lecz nie miłością mojego życia, uświadomiłam sobie i poczułam jak moje serce zaciska się boleśnie.
Odsunęłam się nieznacznie, wyplątując z uścisku. Złapałam go za rękę, splatając razem nasze palce, czerpiąc siłę z samej jego obecności.
- Już bałam się, że nie przyjdziesz – powiedziałam, przywołując na twarz uśmiech.
- Przecież wiesz, że nigdy nie zostawię cię samej – odpowiedział, wsuwając dłoń w moje włosy, kciukiem głaszcząc policzek. Jego fiołkowe oczy błyszczały ciepło, a wiatr bawił się włosami tak jasnymi, że przypominały są barwą śnieg. Opuszkami palców odgarnęłam je do tyłu, muskając delikatnie napiętą skórę jego twarzy. - Wszystko w porządku?
- Tak. Wracajmy już do domu – wyszeptałam, wspinając się na palce i szukając pocieszenia w pieszczocie jego ust.
A przecież, patrząc prosto w zielone oczy skrywające tak wiele tajemnic, wiedziałam, że już nic nigdy nie będzie w porządku.

Rozdział 15: Przymus zainicjowania zmiany
Wampiry poprzez wieki zdyskredytowały demony w oczach ludzkości. Swą konsekwentną polityką odarły nasz gatunek z boskości, a potem odmówiły nam doktrynalnie prawa do czynienia dobra. Z rozmysłem w wiekach średnich nadszarpnęły naszą pozycję, sprowadziły żeński pierwiastek do roli służebnej męskiemu, opierając swą ofensywę na Starej Księdze, ukształtowały światopogląd, w którym de facto nie ma miejsca na przyzwolenie dla naszej koegzystencji. Czemu, skoro pojawia się taka sposobność, nie odpłacić im pięknym za nadobne?

Rozdział trzeci
- Boisz się? - zapytał mężczyzna.
- Nie.
Gładził delikatnie jej twarz. Jego dotyk wywoływał dreszcz. Jedynie matka, która zmarła cztery lata wcześniej, dotykała jej równie czule. Wsunął palce w jej włosy. Zamknęła oczy. Zapach mężczyzny owładnął nią, to był zapach drzew i piżma, nieco egzotyczny, trochę ciężki, lecz upajający. Poczuła, jak jej mięśnie wiotczeją, skóra wilgotnieje, a oddech przyśpiesza. Gdy uniosła powieki, zobaczyła jego oczy, lśniące w półmroku. Położył dłoń na jej karku. Czubkami palców dotknęła jego piersi, on otoczył ją drugą ręką w pasie i przyciągnął do siebie. Całował jej włosy i gładził plecy pod cienką sukienką z bawełny, a potem ujął twarz w obie ręce. Pochylił się nad nią i pocałował.
Przez następne godziny ich ciała zjednoczyły się. Renata pragnęła, by ta noc nigdy się skończyła.
Przed świtem mężczyzna odwiózł ją pod hotel, a potem odjechał. Nie sądziła, że go jeszcze kiedykolwiek zobaczy.

11. Czas wygrać
- Lunatyku, powiedz coś swojej dziewczynie. To było naprawdę bezczelne z jej strony, że zabrała mi lornetkę. Jako jej kulturalny i obcykany chłopak, powinieneś lepiej zadbać o jej etykietę – przemówił teatralnie nagannym głosem Syriusz.
               Remus wywrócił oczami. Elizabeth spojrzała przez lornetkę na Blacka, po czym skrzywiła się, wydając przy tym nieartykułowane odgłosy. Łapa uniósł pytająco brwi.
- Z bliska wyglądasz jeszcze gorzej – wyjaśniła, opuszczając przedmiot.
- Jesteś okropna – obruszył się arystokrata i wyrwał jej swoją własność. – Uważaj, żebyś pewnego pięknego dnia nie obudziła się z wielką brodawką.
- DOŚĆ! – krzyknął Peter, a kilku Gryfonów obejrzało się na niego z zaskoczeniem. – Możecie się w końcu zamknąć? Nic tylko warczycie na siebie. Nie pomyśleliście, że kogoś tym wkurzacie?

Resident Evil 6 jest kolejną odsłoną serii gier survival horror z widoku trzeciej osoby stworzoną i wydaną przez Capcom. Konsolowcy mogli sztachać się zapachem pudełka już od 2 października 2012 roku, podczas gdy pecetowcy musieli czekać aż do 22 marca 2013.
W trakcie rozgrywki mamy do wyboru trzy kampanie, podczas których musimy stawić czoła skutkom ataków bioterrorystycznych: Leona S. Kennedy’ego, bohatera poprzednich części, który trafił do Tall Oaks, by przeprowadzić śledztwo w sprawie epidemii w owym mieście; Chrisa Redfielda, który razem z Piersem Nivansem idzie tropem tajemniczej kobiety przyczyniającej się do śmierci wielu osób; Jake’a Mullera, syna Alberta Weskera, czyli antagonisty poprzednich części serii, którego krew okazuje się być ostatnią nadzieją ludzkości. Wszystkie kampanie przecinają się w kilku momentach, w każdej są nawiązania do pozostałych.

II Rozdział III
Byłem zdezorientowany. Zmarszczyłem brwi. Przecież jeszcze niedawno wszystko było dobrze: Hinata darła się przecież na Naruto, a dla mnie cała ta sytuacja wydawała się po prostu śmieszna, a teraz? W korytarzu zapanowała grobowa cisza, przerywana jedynie dźwiękiem wypalającej się jarzeniówki, gdy Uzumaki uderzył kolanami o kafelki i usiadł na piętach, wpatrując się w pustkę.
Byłem skonsternowany. W tym momencie jego idealny świat zaczynał się walić, a on w żaden sposób nie mógł tego zatrzymać. Był zdolny jedynie do czekania na dalszy rozwój wypadków, na który również kompletnie nie miał wpływu. Ludzie powiedzieliby, że teraz wszystko jest w rękach Boga. Bujda. Boga nie ma.
Byłem niepewny. Niepewny tego, jak powinienem odebrać całą tę sytuację. Nie chciałem dopuszczać do siebie zbyt dużo myśli na raz, bo było to porównywalne do popełnienia samobójstwa, ale też nie chciałem odgrodzić od siebie wszystkich emocji.
- Naruto – powiedziałem zachrypłym głosem.

Prolog
Zbyt zapatrzona w pracę Matki Natury, nie zauważyła przechodzącego obok, mężczyzny. Wysoki, nawet bardzo. Posturny, otoczony nieprzyjazną dla nikogo aurą.
Wylądowała twarzą w jego torsie, upuszczając trzymany w dłoniach parasol.
Niepewnie spoglądając w górę, ujrzała wpatrujące się w nią, zimne niczym lód, szkarłatne tęczówki. To spojrzenie sprawiło, iż zadrżała przez nagłe dreszcze przeszywające jej kręgosłup oraz ramiona.
Jeszcze nigdy nie widziała tak przerażających oczu.
(...) Przydługimi paznokciami, przejechał po delikatnej skórze jej kruchego ciała. Zatopił się w tych ciepłych, czekoladowych tęczówkach, które niepewnie zerkały w jego iskrzące, czarne oczy. Wdychał ten przyjemny, odprężający zapach, który sobą roztaczała.
Zatracił się w nim. Jego zmysły otępiały.
Stykali się nosami, ich wargi były na granicy zetknięcia. Dudniące z nadzwyczajną prędkością serca, zagłuszały szum liści, tańczących na dość porywistym wietrze.
Byli tylko oni. Oni i polana, na której się znajdowali.
Ta bliskość, którą siebie obdarowywali. Była tak intymna...
Tylko ich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy