sobota, 28 grudnia 2013

Nowe posty (82)

21: W Malfoy Manor
Malfoy Manor znajdowało się na wzgórzach ulokowanych na południu Anglii z daleka od ciekawskich oczów mugoli i innych czarodziejów. Ginny musiała w pełni zaufać Draco, kiedy się teleportowali. Nie znali adresu i w każdej chwili chłopak mógł zmienić zdanie. Na szczęście do tego nie doszło.
Ostry wiatr mocno ją zaskoczył, przez chwilę bała się, że powiew urwie jej głowę. Malfoy narzucił kaptur, aby choć trochę się osłonić, jednak na niewiele mu się to zdało. Nieznośna pogoda co chwilę zrywała mu go z głowy.
– Jak wejdziemy do środka? – zapytała głośno, zagłuszając huczący w uszach wiatr.
– Zaufaj mi, poprowadzę cię do tylnego wejścia.

http://emmerabriel.blogspot.com/
Nie taka krótka rozprawa o adopcji psa, internetowych strażnikach moralności, zbyt wielu znakach interpunkcyjnych i potędze Facebooka
Chcę oddać psa. Dla ludzi z Internetów, którzy kochają wszystko co małe, słodkie i kudłate, staje się złem wcielonym. Spoko, rozumiem. Można powiedzieć, że się tego spodziewałam. Powiedziałam sobie, że nie będę się denerwować czytając takie wiadomości. Tym bardziej, że ludzie najwyraźniej uznali „no fajny, ale strasznie gryzie na razie” znajdujące się w komentarzu pod zdjęciem za powód oddania psa.
Na serio… Ja rozumiem, drodzy internauci, macie ból dupy. Na 100%. Ale cholera jasna, nie znacie mojej sytuacji i nie znacie sytuacji moich psów. Ba! Wy nawet nie wiecie, że posiadam dwa czworonogi.

http://hp-opowiadanie-yaoi.blogspot.com/
Rozdział 32
- Nie spodziewał się gówniarz, że zawczasu przygotowaliśmy tą komnatę tak, by dała się odkryć.
- Taa... niestety nie wszedł tam sam, razem z nim był Draco Malfoy, który pewnie nie zdobył się na dotknięcie żadnej z zaczarowanych przez nas ksiąg - mruknął chłopak przymykając oczy na widok nieprzytomnego bruneta. - Geniusz Naszego Pana przewyższa wszystkie inne. Poświęcił komnatę tylko po to byśmy mogli przyspieszyć proces łączenia sygnatur dzięki tym zaklęciom. Musimy nałożyć pieczęci na te drzwi, by nikt w najbliższym czasie nie odkrył tego pomieszczenia i nie zidentyfikował zaklęć czasowych.
- A Malfoy? Czy nie jest jeszcze aby w środku?
- Mało mnie to obchodzi, najwyżej nie będzie mógł przez jakiś czas wyjść. Jak Potter się obudzi będzie już po wszystkim. Najlepiej go ukryjmy. Niech się pobawią z jego szukaniem odrobinę dłużej nie ryzykując przy tym odnalezienia tej komnaty, Potter już wystarczająco ją zmodyfikował.

http://sophiasmit.blogspot.com/
Część 2 Rozdział 7: Gra
Przestał dotykać moją szyję. Odsunął głowę do tyłu, a mi, czekając na ponure zakończenie, nasunęła się do głowy pewna myśl.
- Czy chodzi ci o pocałunek?
Zatrzymałam go w chwili, gdy jego kły wpiły mi się w kark.
Czyli trochę za późno.

http://slowa-sercem-pisane.blogspot.com/
#13 Thirteen
W zamkniętym, zahukanym środowisku z wyrobionym schematem życia i ukształtowanym wyobrażeniem szarego człowieka stałam się kolejnym symbolem zwiastującym nadchodzące niepowodzenie i chwile grozy. Gdybym żyła dwa stulecia wcześniej, niechybnie spłonęłabym na stosie lub, co gorsza, utonęłabym w lokalnej rzece.

http://her-infinity.blogspot.com/
Rozdział 7: Rinnah
- Was też ujrzałam w tej wizji, więc uznałam, że musicie iść ze mną – mruknęła Kha-Hea i głośno westchnęła. Nagle zatrzymała się w połowie kroku i stanęła jak wryta. Rozejrzała się dookoła, aż w końcu przeniosła wzrok na parę wojowników. W jej oczach kryło się podniecenie ale i przerażenie. - Czujecie to? - zapytała, a jej głos zadrżał z natłoku emocji. Rinnah i Arian spojrzeli po sobie, a potem wzruszyli ramionami. Nie odczuwali niczego specjalnego. - Jesteśmy blisko – szepnęła wieszczka, jakby bała się, że ktoś obcy może ją usłyszeć i znów ruszyła, tym razem truchtem.

http://pozbawieni-kontroli.blogspot.com/
ZERO
Zamykam oczy.
Zbyt wiele się dzieje. Za dużo tego wszystkiego.
– Co zrobisz? – Słyszę spokojny głos Johna.
Cieszę się, że jest obok mnie. Każdy z tych trzech dni wydaje się być tak długi, że zdołałabym upchnąć w nie całe swoje życie, ale bez niego – siedemdziesiąt dwie godziny byłyby wiecznością. Teraz cieszę się, że tu jest, ale czy to naprawdę najlepszy towarzysz na dłuższy czas? Nie lepiej poprosić o pomoc kogoś innego? Mniej dziwnego, bardziej stabilnego? Ale czy ktoś normalny i odpowiedzialny weźmie mnie pod swoje skrzydła?

http://portelizabethdiaries.blogspot.com/
Rozdział 1
- Morze jest piękne, ale mimo, że siedzisz tu tyle czasu, myślę, że nie przyszłaś na nie patrzeć.
- Przyszłam... - Przeniosła wzrok na wodę i wpatrywała się w nią pustym wzrokiem. A potem powiedziała prawdę. - Przyleciałam tutaj, żeby zobaczyć piękno tej wysypy... I nie widzę go. Nie potrafię skupić na nim wzroku.
- Więc na co patrzysz? O czym myślisz?
Naprawdę miał nadzieję, że z nim porozmawia. A ona naprawdę to zrobiła.
- O dwójce mężczyzn, od których powinnam uciec przyjeżdżając tutaj. O dwójce mężczyzn, którzy są tym samym błędem.
- Dlaczego?
- Bo odchodzili i wracali. Ale ja zawsze chciałam by wracali. A oni nigdy nie chcieli zostać.

http://szkola-cierpienia.blogspot.com/
Chapter twelve: Zabiję Cię
Przecież on jej zrobi krzywdę. Jest nieobliczalny, wściekły, niebezpieczny. Ona będzie cierpieć...

http://wszystkie-drogi.blogspot.com/
One-shot: Święta w Obozie Herosów
Syn Posejdona stał z boku, szczerząc się do wszystkich i nucąc sobie jakąś świąteczną piosenkę, kiedy Piper podeszła do niego i wręczyła mu płaski, ale dość rozległy prezent. Zastanawiał się co to może być, więc z uśmiechem zaczął rozpakowywać zawiniątko. To, co ukazało się jego oczom zepsuło mu nastrój, którego szybko mu się raczej nie naprawi. A więc, co dostał Percy Jackson? Kolorowankę dla dzieci od szóstego do ósmego roku życia i pudełko świecowych kredek w ośmiu kolorach.

http://wielka-ksiega-huncwotow.blogspot.com/
VII Imprezowanie robi swoje (Obóz Herosów-New Jork)
Szóstka piętnastolatków siedziała na molo w Nowym Jorku. Chejron zrobił pięciodniową wycieczkę właśnie do tego miasta, był wczesny czerwiec więc w Obozie były tylko osoby całosezonowe.

http://martwi-shinigami.blogspot.com/
Rozdział I
W niecałe dwa miesiące po aresztowaniu Jakki Williama, lidera grupy przestępczej Pancernik, na terenie oddalonego o sto kilometrów od lądu koreańskiego więzienia Recursion doszło do pewnego incydentu. Pierwszym i dość rzucającym się w oczy objawem była seria eksplozji, która miała miejsce w ściśle strzeżonym sektorze, gdzie ulokowano potężne wygłuszacze, czyniące z wyspy pułapkę bez wyjścia dla wszystkich mutantów. Jak zeznawali strażnicy, którzy przybiegli w miejsce wybuchu niemal natychmiast: w suficie bunkra ziała dziura, a na jej brzegu siedział aresztant Jacca William. Według doniesień miał kolejno wyszczerzyć się, zrobić zeza, pokazać język i teleportować z miejsca przestępstwa.

http://roniona.blogspot.com/
Miniaturka: Świąteczne cuda
Rudzielec pchnął dziewczynę delikatnie, tak, żeby położyła się na łóżku. Pochylił się nad nią i ponownie pocałował. Później cmoknął ją w policzek, potem szyję, obojczyk, dekolt, a na końcu powrócił do ust. Całowali się bez opamiętania, jakby to miał być ostatni raz. Chłopak przejechał rękę wzdłuż jej ciała, wzdłuż tali, potem po udzie. Dziewczyną wstrząsnął dreszcz. Poczuła niesamowite gorąco. To on tak na nią działał. Ron ponownie cmoknął jej szyję, raz, drugi, trzeci… Myślała, że umrze z rozkoszy. Jej ręce błądziły po jego włosach i plecach. Oddychała głęboko. Nie mogła się powstrzymać, zaczęła rozpinać guziki jego koszuli. Weasley, jeszcze przez nią zachęcony, ponownie pocałował ją w usta, długo, namiętnie, a może nawet trochę brutalnie. Przejechał dłonią po jej udzie, a ona jęknęła.

http://zaplatana-w-mitologie.blogspot.com/
ROZDZIAŁ SZÓSTY
Roześmiał się.
– Gdy ją poznasz bliżej, zobaczysz, że jest całkiem, całkiem.
Uniosłam brwi. „Całkiem, całkiem?”
Nie zdążył nic odpowiedzieć na ten zaczepny gest, bo ktoś, a raczej coś, wciągnęło nas w najciemniejszy i najdalszy zaułek. Lody rozprysły się na ziemi. Coś odgrodziło mnie od ulicy swoim ciałem, a za plecami miałam tylko marmurową ścianę.
Spojrzałam przed siebie i aż się zachłysnęłam.

http://krzywe-odbicie.blogspot.com/
Rozdział piętnasty
Chciał jeszcze coś dodać, ale w tym samym momencie w głowie mu zahuczało, a do świadomości przedostała się niepokojąca myśl: jeżeli ją teraz zwyzywa, odrzuci, uderzy, zostanie upadłym magiem. Rada i Speculum go wyklną, każą mu odejść jak najdalej. Nazwą go przebrzydłym demonem, który nigdy nie powinien był się urodzić.
Jeżeli tylko ją odtrąci, jeżeli nią pogardzi, to samo stanie się z nim...
Jeżeli tylko to zrobi...
– Matko! Mamo! Mamusiu!
Wybuchnął płaczem i rzucił się jej na szyję. Wreszcie ciężki puch opadł z jego ciała, wreszcie mógł poczuć wolność. Przytulił się mocno do jej cuchnącej piersi, a następnie, mimo że czuł niesamowite obrzydzenie po pocałunku, zaczął muskać wargami jej twarz i powtarzać:
– Kocham cię, mamo, och, kocham cię, kocham, jesteś najwspanialsza, tak bardzo bym chciał, abyś ze mną została... [...]
Spojrzał na jej twarz, jednak znów ujrzał tylko ciemną masę, z której wystawał zgniły język.
Nakrył go swoimi ustami, pewien, że właśnie został ocalony.

http://tony-rule-the-waves.blogspot.com/
Rozdział 7
Żeby jednak nie wyglądało, że pod nieobecność męża pani Mildred gości pod swoim dachem obcego mężczyznę, Fiodor Andriejewicz zagnieździł się u jej brata w sąsiedniej posiadłości Roddbwlch. Z Robertem Griffithem szybko znaleźli wspólny język, między innymi dlatego, że obaj byli zapalonymi koniarzami. Ernie chwalił się, że Miakiszew zamierza nauczyć go dżygitówki. Pani Knight tego nie pochwalała, bratanka swego mając za przesadnie skłonnego do brawury. Była pewna, że takie ryzykanctwo jest skutkiem wychowywania się bez matki, która zmarła, gdy Ernie miał osiem lat. Nie było komu równoważyć wpływu Roberta. Dziedzic Roddbwlch z pewnością kładł swojemu synowi w głowę różne głupoty, kiedy akurat nie był zajęty końmi, a zresztą także i wtedy, gdy był.

http://z-grobowca-transylwanii.blogspot.com/
Rozdział III
Całkiem zapomniał o złości na towarzysza, który zniknął mu z oczu. Ważne jest to, że go nie ma. Niech sobie poluje, na co chce, a on? Też musi się pożywić. Zdarzyła się idealna okazja. Właśnie zbliża się do lasu, jest sama, olśniewająco pachnie, na dodatek już go pobudziła ta wyraźna rana na dłoni z plamą krwi. Odruchowo polizał wargi. Jest coraz bliżej… Chyba ma wystarczająco dużo siły, by się przemienić? Dla takiej zdobyczy, jest gotów naruszyć zasady, a ten smarkacz i tak mu nic nie zrobi. Przynajmniej ma wytłumaczenie, gdyby towarzysz miał pretensję. Była już przedtem ranna i nie umiał się powstrzymać. Wskoczył na wyższą gałąź, cały czas obserwując dziewczynę.

http://dealer-marzen.blogspot.com/
Rozdział 4
Wioska Hogsmeade w tym roku wyglądało wyjątkowo uroczo. Biały śnieg pokrył dachy domów i sklepów, dekoracje świąteczne pojawiały się w każdej witrynie, czy oknie. Małe dzieci biegały z radością ciągnąc za sobą sanki i rzucając w siebie śnieżkami. Nawet ludzie, zwykle burkliwi i nerwowi spieszący do swojego celu, wydawali się być bardziej rozluźnieni, szczęśliwsi i spokojniejsi. Panował przyjemny gwar, co rusz można było usłyszeć życzenia świąteczne i noworoczne, a nawet radosne kolędy. W sklepach było mnóstwo osób kupujących prezenty dla bliskich lub składniki do świątecznych potraw. W zapełnionych kawiarenkach unosił się zapach imbiru, cynamonu i goździków.

http://rok-z-huncwotami.blogspot.com/
Rozdział 9: Pozwól temu być
Pani profesor gwałtownie odwróciła swoje spojrzenie w tamtą stronę, a to co ujrzała było nie do wiary. Uczniowie jęknęli przerażeni.
Niemal na środku sali stał Salvor. W ogniu. Nie, on nie był w ogniu. On był ognistą postacią, która na dodatek miotała płomieniami, który na dodatek ranił. Biurko w rogu sali stanęło w płomieniach, a Salvor gniewnie lustrował wszystkich spojrzeniem gotowy do ataku.
Nauczycielka natychmiast otrząsnęła się z szoku, wypowiedziała kilka zaklęć i ugasiła pożar, a jednym machnięciem ręki otworzyła wszystkie okna na oścież, aby dym z sali wyleciał. Nieuważny Frank Longbottom dostał kantem ramy okna w tył głowy.
- Kto jest za to odpowiedzialny?! - zapytała kobieta rozglądając się po uczniach i próbując przekrzyczeć gwar zdziwionych nastolatków.
Zielone oczy Ruby wielkości galeona wciąż wpatrywały się w istotę na środku klasy. Różdżka wypadła jej z dłoni lądując z łoskotem na marmurowej podłodze. Wszyscy na nią patrzyli, a Salvor rozpłynął się w powietrzu, zostawiając za sobą czerwoną smugę dymu.

http://wirus-rzeczywistosci.blogspot.com/
Rozdział 3
- Mamo? - Nigdzie jej nie widziałam. Nagle ktoś złapał mnie za ręce i wykręcił je do tyłu. Nie widziałam twarzy napastnika. Zaczęłam krzyczeć i się szarpać, ale to musiał być jakiś napakowany osiłek, bo bez trudu zakneblował mi usta i związał nadgarstki. Z łatwością przerzucił mnie przez ramię i wybiegł na drogę. Stał tam samochód, o który opierał się chłopak - ten sam, który zaniepokoił mnie w środku.
- Czemu się tak szarpiesz? - spytał z wyraźnym rozbawieniem. Postawiono mnie na ziemi i popatrzyłam na niego. Przyszedł czas na atak "wiedźmy Rachel". Czekałam aż moi porywacze zaczną się zwijać z bólu na ziemi, pod wpływem mojego spojrzenia. Robiłam to już tyle razy, że stało się to wręcz nudne, ale i tak chciałam zobaczyć jak ten pyszałek cierpi. Tymczasem on nawet nie mrugnął. - Niezła próba. - powiedział z tym swoim chytrym uśmieszkiem.

2 komentarze:

Obserwatorzy