sobota, 8 marca 2014

Nowe posty (92)

Rozdział Siódmy
Impreza coraz bardziej zaczynała się rozkręcać. Większość ludzi straciła już świadomość czasu i przestrzeni. Madeleine przestała liczyć, którą z kolei puszkę piwa poróżniła. Świąt dawno wirował, a szare odcienie nabrały barw. Poznała kilkoro nowych ludzi, którzy okazali się bardzo pozytywnymi osobami. No, a może to po prostu procenty, które krążą w jej organizmie? Mniej ważne. W pewnym momencie Madi wpadła na genialny pomysł. Pociągnęła blondynkę za rękę, co spotkało się z jękiem zawodu i skierowała swoje kroki w kierunku prowizorycznego barku. Nie musiała nic mówić, Su od razu zrozumiała, o co chodzi. Wskoczyła na blat razem z szatynką i zaczęły tańczyć dość ... wyzywająco wyglądający ... taniec.

http://ignotus-ad-finem.blogspot.com/
Rozdział 3: Otchłań
Przeczucie podpowiadało mi rzeczy, których normalnie nigdy bym nie zrobił, ale teraz musiałem. Czułem, że to może oznaczać dla mnie śmierć. Że może to być mój koniec. Nie mogę się jednak przeciwstawić. On jest silniejszy. Na tym "przedsionku" jego królestwa tylko on ma nieograniczoną władzę. "Nie ma odwrotu" usłyszałem po raz drugi. Uległem.
Skoczyłem w otchłań.

http://historia-harryego-i-ginevry.blogspot.com/
Rozdział 15: Dawny przyjaciel
– Witaj, Draco. – Zatrzymał się nagle, kiedy usłyszał za sobą bardzo znajomy głos. – Czyżbyś nie poznawał starego kumpla?
– Teo – odpowiedział Draco, odwracając się w stronę kolegi.
– Teodor, jeśli łaska – powiedział, oglądając swoje paznokcie, jakby chciał sprawdzić, czy kosmetyczka czegoś nie ominęła. – Słyszałem dużo o tobie od ojca. Nieładnie, Draco, nieładnie – zagdakał, przenosząc ponownie na niego wzrok. – Chociaż z drugiej strony, i tak się do tego nie nadawałeś. Nieźle cię urządził, ten twój tatuś. Gdyby nie on, nie miałbyś problemów.
– Czego ty tak naprawdę ode mnie chcesz, Nott? – wysyczał blondyn ze złością, mierząc kolegę wściekłym spojrzeniem. – Może pogadasz ze mną, poudajesz, że współczujesz, zdobędziesz zaufanie, a potem wykorzystasz to przeciwko mnie, donosząc Czarnemu Panu, co?

http://rose-stella-weasley.blogspot.com/
Rozdział 29: Ci źli i zombie
- Już czas - wyszeptałam Scorpiusowi do ucha. Złapał mnie za rękę i razem ostrożnie zaczęliśmy się przybliżać do smoka. Zwierzę chrapnęło raz głośno co mnie totalnie zmroziło, ale na szczęście się nie obudził. Odetchnęłam z ulgą i spojrzałam na Malfoya. Następnie razem weszliśmy na jego grzbiet.
Smok poderwał się niespodziewanie i zaczął szybować do góry. Złapałam mocniej Scorpiusa i spojrzałam na dół.
- Na Merlina, to chyba najbardziej głupia rzecz jaką w życiu zrobiłam! - zawołałam.
- Poprawka, jaką razem zrobiliśmy! - odparł Scorpius śmiejąc się. Kiwnęłam w jego stronę głową i oboje zaczęliśmy się wydzierać. Smok zwrócił w naszą stronę głowę i parsknął ogniem. Oboje uchyliliśmy się zręcznie. W tej samej chwili spostrzegłam również, że inne cztery smoki szarżują na nas. Wyciągnęłam różdżkę i wystrzeliłam w górę złote iskry. Smok, na którym lecieliśmy zaczął pluć ogniem i powoli zamykał oczy. To samo robili jego bracia.

http://hp-opowiadanie-yaoi.blogspot.com/
Rozdział 36
- Nie chce nikogo więcej stacić! - brunet, który od początku roku szkolnego został uznany za wielką ostoję spokoju wybuchł. - Wiem, że mój plan jest pełen dziur, ale jedno jest pewne: gdy Voldemort zechce bym poszedł z nim to to zrobię, czy wam się to podoba czy nie.
Blondyn przerażony tą wizją wpatrywał się w najbardziej odważną osobę jaką dane mu było spotkać. Osobę, którą podziwiał, szanował, ale przede wszystkim kochał. Chłopcy mierzyli się chwilę wzrokiem, lecz po chwili Ślizgon odpuścił i westchnął głęboko. Nie podobało mu się ani trochę to co jego partner zamierza zrobić, ale zaufa mu i pozwoli zrobić co sądzi za słuszne.
- I tak zrobisz co zechcesz - szepnął Malfoy cicho starając się brzmieć jak najciszej, lecz w ciszy która zapanowała, jego słowa były bardzo wyraźne.

http://rozowakoszula.blogspot.com/
11. Całus na dobranoc
Konrad chwycił mnie mocniej za rękę i uniósł w górę. Położył moją prawą dłoń na swoim policzku, wyczułam wyraźną szorstkość, gdy zmuszał mnie do gładzenia skóry. Pragnęłam się rozluźnić, ale nie mogłam. Trzymałam rękę sztywno, by wiedział, że nie może pozwolić sobie na zbyt wiele. Nie trwało to długo, jakieś trzy sekundy, ale to wystarczyło, bym poczuła przyjemne ciepło w dole brzucha. Podniecenie, coś cudownego. Wtedy Konrad złożył pocałunek w wewnętrznej stronie mojej dłoni i... puścił mnie. Na chwilę zastygłam, on w tym czasie zdążył się odsunąć.

http://tasogare-tsutae.blogspot.com/
Rozdział 8: Na wyżły. Tfu! To znaczy łyżwy!
Po pewnym czasie obrazek był skończony.
Nic specjalnego.
Kilka drzew na około jeziora, po którym jeżdżą dzieci i rodzice.
Właściwie sens chodzenia na lodowisko to patrzenie na ból i cierpienie wywracających się dzieci.
- Lyn! – krzyknęłam.
Dziewczynka natychmiast się przy mnie pojawiła.
Swoją drogą młoda ma już pokój urządzony na poddaszu...

http://ostatnie-spojrzenie.blogspot.com/
Rozdział II
- Przykro mi, ale ja nie jestem na tyle głupia - odparłam ciszej. - Przynajmniej ja nie spałam ze swoim bratem! - wypaliłam, a wtedy obydwie przeniosłyśmy wzrok na sylwetkę kobiety, która właśnie pojawiła się w wejściu. To była pani Hastings, która stała jak słup soli i wpatrywała się w swoją córkę z niedowierzaniem.
- Czy to prawda? - zapytała z rozczarowaniem w oczach.

http://ruch24na7.blogspot.com/
Recenzja: House of Boys
Jak można bez zwątpienia stać u boku śmiertelnie chorej osoby? - zdają się pytać krytycy. Reżyser filmu udowadnia, że to możliwe. Czy nie powstała więc aby przerysowana historia rodem z Harlekina? Nie. Wydaje mi się, że Schlim w pewnym momencie zamyka swoich bohaterów w bańce mydlanej, dając im namiastkę intymności i szczęścia, na które każdy z nas zasługuje, by potem pozwolić ją przebić, bez łez rozczarowania. Gdy mamy czas, nie potrzebujemy go wcale, lecz jak na ironię, gdy jest nam wyliczony, obsesyjnie o nim myślimy, mówi reżyser ustami swoich bohaterów. Frank i Jake wykorzystują każdą minutę, jaką odmierza pożerający zabójca i to wzrusza. Niezachwianie w trwaniu przy Jake’u, troska, strach, poświecenie - to wszystko wydaje mi się naturalnie wynikające z miłości szczególnie, że Frank obserwując niknącego w oczach ukochanego, nie oszukuje się - akceptuje bolesną prawdę i to czyni go wystarczająco silnym, by dotrzymać danej Jake’owi obietnicy.

http://hail-to--the-king.blogspot.com/
Rozdział V
Wreszcie burmistrz skończył swoją wydukaną litanię oskarżeń i zszedł z podestu. Potknął się na mokrych stopniach i byłby spadł, plusnął w brudną kałużę na bruku jak kartofel w rzadką zupę, gdyby pomocnik kata nie zdołał go przytrzymać.
Jeden ze strażników stojących blisko Airisa zachichotał głupio pod nosem, inny szturchnął go łokciem. Na pustych, bladych twarzach mieszczan nie zaszła nawet najmniejsza zmiana. Z perspektywy stojącego na podwyższeniu kapitana musieli wyglądać jak ciemne morze, smugi chudych twarzy odznaczające się wśród falującej czerni niczym blade brzuchy martwych ryb. Deszcz nie przestawał bębnić o deski szafotu i kostki bruku w agresywnym staccato niczym parodii pogrzebowego marsza.
„Macie swój hymn na cześć bohaterów”, pomyślał Janre, ledwo powstrzymując się, żeby nie splunąć pod nogi. „Pieprzeni Talleńczycy, z tym waszym popieprzonym patriotyzmem...

http://ucieczka-milosci.blogspot.com/
Rozdział pierwszy cz. II
-Nie rozumiem, skąd wiecie o mojej mocy? Kim jest moja rzekoma babcia? I dlaczego tata mi o niej nie mówił?
-Niedługo wszystkiego się dowiesz, kochana. – Odpowiedziały postacie na pytanie zgubionej dziewczyny, pogrążając się w mroku, który wiecznie je otaczał. Alexandra znów upadła na ziemię, ponieważ nagle zamknęły się jej oczy i świat zawirował, czas znowu ruszył. Wciąż leżąc z zamkniętymi oczami słyszała dźwięk schodzenia chłopaków ze sceny, pisków dziewczyn na kapelę, która teraz grała. Nie miała siły nawet poruszyć palcem, wszystko odmówiło jej posłuszeństwa, każda część jej ciała.

http://legilimencium.blogspot.com/
Zaangażowanie
Zaangażowanie to nie zaleta. To przekleństwo. Zabiera ci czas, a na koniec zawsze przynosi rozczarowanie. Powinieneś o tym wiedzieć, Sherlocku. Zaangażowanie sprawia, że siedzisz w fotelu i przewracasz telefon między palcami, mając nadzieję, że osoba, o którą tak dbasz, nie zrobi nic głupiego, że będzie szczęśliwa, że nie zapomni o tobie. Zaangażowanie prowadzi do obaw.

http://pierwszylowca.blogspot.com/
Rozdział 10
Christopher stał przy oknie, spoglądając na przyjeżdżających gości. W ręku trzymał kieliszek czerwonego wina, a w drugiej dłoni podzwaniały rytmicznie podrzucane klucze. Pomieszczenie było pogrążone w kojącym półmroku. Ciemność odganiały tylko pojedyncze świece ustawione starannie na regałach. Niespokojne płomienie rzucały roztańczone cienie na zdjęcia uśmiechniętej dziewczyny stojące gdzieniegdzie na półkach.
- Naprawdę musieli tu dziś wszyscy przyjechać? - wymamrotał Christopher, krzywiąc się z niezadowoleniem.
- Gdyby czterdzieści osób nagle się rozchorowało, byłoby to dziwne, nie sądzisz? - spytała rozbawiona Dorothy, wchodząc do jego gabinetu. Ostrożnie przeszła przez pomieszczenie, by stanąć u boku brata i razem z nim podziwiać nocną panoramę przybywających gości.
- Niekoniecznie musieliby się rozchorować. Gdyby umarli, też nie miałbym nic przeciwko - stwierdził obojętnie mężczyzna, mrużąc wściekle oczy na widok kolejnej pary wchodzącej do rezydencji.

http://torebka-z-krwia.blogspot.com/
Rozdział XIII
- Gdzie jesteśmy? – głos Hayley wyrwał z zamyślenia Pierwotną wampirzycę.
- Sherwood – odpowiedziała krótko.
- Myślałam, że kierujemy się na zachód.
- Oby Klaus też tak myślał – odparła blondynka.
- Niedobrze mi – powiedziała wilkołaczyca – zatrzymaj samochód.
- Jesteśmy na środku ekspresówki. Wytrzymaj trochę.
- Powiedziałam zatrzymaj to cholerne auto!

http://ostatnitaniec.blogspot.com/
Rozdział II
Wszędzie leżały marwte ciała. W ich oczach widać było strach i przerażenie. To tak, jakby właśnie przez swój lęk umarli. Próbowałam ominąć je, ale było ich zbyt wiele. Kładąc nogę na ziemi, musiałam nadepnąć na jakąś ich część. Nawet pod grubą podeszwą czułam zimno wydobywające się z ich ciał. Rozejrzałam się po polu. Trupy ciągnęły się w nieskończoność. Wiatr się zmagał, a na ciemnym niebie zawitały czarne, burzowe chmury. Obróciłam się szukając jakiegoś schronienia. Za mną zmaterializowała się jakaś postać, przez co pisnęłam ze strachu.
- Widzisz to?- zapytał swoim oziębłym głosem, wskazując na ciała. Skinęłam głową przerażona.- To twoje dzieło- powiedział niemalże z jadem w głosie. Łzy pociekły mi po policzkach.
- Kłamiesz!- odzyskałam swój głos.- Ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła!
- Ty nie – uśmiechnął się tajemniczo- ale ona tak- wskazał palcem za mną. Obróciłam się i ujrzałam siebie. Mierzyła mnie wzrokiem, podle się uśmiechając.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy