sobota, 12 kwietnia 2014

Nowe posty (97)

Rozdział II
Zerwała się gwałtownie, na palcach podbiegając do drzwi, które dyskretnie uchyliła. Przez szparę zobaczyła Scorpiusa, który siedział przed instrumentem. Jego długie, smukłe palce wodziły delikatnie po klawiszach, które wydawały kojące dźwięki. Rose zarejestrowała, że chłopak ma na sobie szarą koszulkę oraz krótkie spodenki do snu. Starała nie patrzeć się na jego twarz, która w tamtym momencie była niesamowicie skupiona i poważna. Obserwowała tak jeszcze przez chwilę, po czym najciszej jak mogła, zamknęła drzwi i wróciła do łóżka. Zasnęła dopiero wtedy, gdy granie całkowicie ucichło.

http://if-you-can-love-fanfiction.blogspot.com/
Rozdział 7
Do gardła podeszła mi żółć. Nie mogła się ruszyć. Nie mogłam nic zrobić. Klatka piersiowa bolała mnie od uderzeń serca, a w głowie huczało. Nagle poczułam ból jakiego jeszcze nigdy nie doznałam. Usłyszałam jęk chłopaka i jeszcze mocniejszy ból. To rozrywało mnie od środka.

http://uchiha-kyodai.blogspot.com/
II Rozdział IX
Spojrzałem za siebie, gdzie szedł Itachi z Sheeiren na plecach, która zignorowała wytyczne Mirvy, mając szeroko otwarte oczy i co chwilę warcząc coś mojemu bratu do ucha, który kompletnie ją krótko mówiąc olewał. Nie zdążyła go jeszcze poznać, więc nie wiedziała, że on rzadko mówił cokolwiek i nigdy się nie kłócił, zachowując totalną powagę. Uch, to będzie ciężka relacja przy jej charakterze.
Byliśmy coraz bliżej bramy. Mieliśmy do niej już kilka metrów, kiedy odbiliśmy lekko w lewo w stronę budki strażników. Mury okalające miasto były wysokie na ponad dziesięć metrów i za pewne grube na tyle, aby ochronić mieszkańców przed armatami - wynalazkiem tutejszej ludzkości, który dla mnie był niepraktyczny. Po co strzelać ciężkimi kulami z armaty, jak można rozpieprzyć te mury pięścią - jak Sakura - albo kulturalnie wjechać na ogromnym wężu? Dziwny ten Korynt.
Ludzie stojący w kolejce patrzyli na nas z nienawiścią.

http://cammmmmmeleon.blogspot.com/
Rozdział 6
Otworzyłam oczy. Tak jak myślałam, nic się nie zmieniło, tzn. na stoliku nocnym nadal stał bukiet róż, które dostałam od Gabriel'a w prezencie. W każdym razie, na nogach nadal miałam gips, a przy moim łóżku siedziała Danielle, obwiniając się o mój wypadek. Nawet nie chciała słuchać, gdy mówiłam, że to spowodowała moja głupota. No dobra. To, że upadłam znowu, było jej winą, tak troszkę, ale skąd mogła wiedzieć, że nie będę w stanie stać samodzielnie?
- Już wstałaś? Nareszcie!- wykrzyknęła Dan. Bardzo ją lubię, ale potrafi być strasznie natrętna.
- Tak, wstałam i jestem strasznie głodna, więc jeśli byś mogła...
Nawet nie musiałam kończyć zdania. Danielle wstała i wybiegła z pokoju.
- Ups- usłyszałam słowa Dan i cichutki, delikatny chichot.
- Przepraszam- dodała, a ja się zastanawiałam na kogo wpadła. Drzwi do pokoju się uchyliły, a zza nich wyjrzał Gabriel, czyli już wiadomo, na kogo wpadła.
- Cześć.

http://hgwk.blogspot.com/
Rozdział 5
- Yyy, Lavender … czy ty nie jesteś czasem czarownicą czystej krwi? – zapytał Gryfon, obserwując konsternację na twarzy swojego przyjaciela.
- No tak. Czemu pytasz? – odpowiedziała, ocierając rękawem mokry policzek.
- Bo ryczysz. Przecież jesteś bezpieczna, Śmierciożercy nie tkną cię małym palcem – powiedział, marszcząc brwi.
- I co z tego? To jest takie okropne! Zabiorą wszystkich, a ja zostanę sama. Też chcę wyjść za mąż jak reszta dziewczyn. A nikt mnie o to nie poprosi tylko dlatego, że jestem czystej krwi! – wykrzyczała, wybuchając kolejną falą płaczu.
- Lav, uspokój się. Na pewno znajdzie się ktoś, kto cię pokocha – uspokajał ją Ron, delikatnie głaszcząc ją po złotych włosach. – Nie musisz brać ślubu pod przymusem, możesz wybierać. – Uśmiechnął się do niej.
- Och, mój Mon-Ron, zawsze taki mądry, taki zaradny! Ronusiu, ożenisz się ze mną, prawda? Tak po prostu, kiedy będziemy już pewni, że nasza miłość jest prawdziwa. – Lavender złapała go za ramię, patrząc na niego z błagalnym wzrokiem.

http://thiswonderfulworld1.blogspot.com/
Rozdział 17
Dostrzegłam w oddali lekko zamazaną tablice wskazujaca, że właśnie jesteśmy w Cieszynie. Kol skręcił w wąska uliczkę przed znakiem, ciągnącą się ku górze i zalesionej polanie. Po kawałku drogi po prawej stronie zauważyłam przepiękne jezioro, które odbijało obraz słońca i małych kłębków chmur. Za jeziorem znajdował się piętrowy, ładnie urządzony dom. Dach pokryty brązowymi nowymi dachówkami, a ściany zadbane i czyste obłożone kostkami brukowymi. Kol zaparkował nieco dalej od budynku, a następnie chwycił mnie w ramiona i niósł pod samo wejście.
- Kol co jest grane? Gdzie jesteśmy?- pytałam go cały czas czując panikę.
Chłopak dalej nie odpowiadał na moje pytania tylko wygial usta w chytrym uśmiechu. Nacisnął na klamkę drzwi wejściowych, a następnie je uchylił umożliwiając nam wejście. Znajdowaliśmy się w niewielkim przedpokoju urządzonym trochę zabawnie i kolorowo. Jednak całość dawała znać, że właściciel tego domu ma wielki gust.

http://wokenintheroses.blogspot.com/
Rozdział 1
-Jakby każde westchnienie było głębokim oddechem, a każdy szept krzykiem. - spojrzałam z zaskoczeniem w jego oczy.
-Głęboko poetyckie to określenie. - uzyskałam nieco odwagi i zbliżyłam się do ciemnowłosego. -Kim jesteś?

http://where--is--my--mind--baby.blogspot.com/
50. Część II: Uparcie we dwoje płyńmy wciąż w przód
- Nie odezwiesz się już do mnie?
- Wyjdę stąd, czy ci się to podoba, czy nie. Puszczaj.
- Nie zamierzam.
Po tych słowach, które zaskakują mnie samego, bo nie spodziewałem się, że jej zawziętość tak podziała na moją zaborczość, Veronica zaczyna ze mną walczyć i desperacko próbuje zrzucić z ramion moje dłonie. Nasze szamotanie trwa dobrą chwilę, bo żadne nie chce odpuścić i mimo że zachowujemy się kompletnie jak dzieci, jest w tym działaniu pewna logika. Strach przed porzuceniem? Być może.
- Do cholery, Jared! Pozwól mi stąd wyjść. - W końcu Veronica odpuszcza, przestaje mnie okładać i obraca się. W jej drżącym głosie słyszę niemalże błaganie. - Nie potrafię teraz z tobą rozmawiać… Muszę odetchnąć… Puść mnie.
- Tego właśnie chcesz?
Veronica ma zamknięte oczy i spuszczoną lekko głowę. Stoi tak bezbronnie, że nie potrafię dłużej jej obezwładniać. Zabieram ręce i pozwalam jej się odsunąć.

http://ruch24na7.blogspot.com/
Grand Budapest Hotel- głośno, z przepychem i na różowo
rzeczą, na którą zawsze zwracam uwagę jest muzyka, która tutaj nawet kiedy jest cisza, to gra. Muzyka opowiadała tutaj połowę filmu. Nie była tylko tłem- ona mówiła za bohaterów, a jednocześnie wcale nie przeszkadzała ani przesadnie nie ingerowała w fabułę. Po prostu idealnie dobrana. Bardzo spodobał mi się pomysł z motywem towarzystwa Skrzyżowanych kluczy, czyli jakiejś formy zrzeszenia portierów, którzy wspierali się w trudnych momentach i wyciągali siebie z opałów. Znowu mogłabym wrócić do swoich ulubionych bohaterów i świetnych aktorów, ale bym musiał wymienić tu prawie całą obsadę...

http://gud-med-oss.blogspot.com/
Rozdział V
Obudziły go szepty. Bardzo ciche i nerwowe, z których nie mógł pojąć ani słowa. Pomimo zaspania, już po chwili dotarło do niego co to oznacza – Polacy. Był jeszcze zbyt zaspany, by stwierdzić, czy byli już tu w ich obozie, czy dopiero się zbliżali. Trzask łamanej gałązki gdzieś na lewo od niego powiedział mu jednak, że nie ma sensu się łudzić – byli już tu. Serce zaczęło mu bić gwałtownie i szybko i musiał włożyć całą swoją siłę woli w to, aby się nie poruszyć, żeby nie zdradzić, że nie śpi. Dziękował Bogu, że spanie na otwartej przestrzeni napawało go takim lękiem, że spał z rękoma wręcz oplecionymi dookoła karabinu. Tylko, że niewiele mu to dawało, jeśli nie mógł nawet się poruszyć.
Głosy wzmogły się, stały się głośniejsze i bardziej nerwowe. Coś chrupnęło, ktoś krzyknął i rozległ się strzał, przecinający ciszę niczym brzytwa i boleśnie dając się we znaki nieprzyzwyczajonym do tak głośnych dźwięków uszom.

http://konfedoracja.blogspot.com/
Carpathia, rozdział 4
- Boisz się? - Jego pytanie nieco zbiło mnie z pantałyku.
- Czego mam się bać? Ciebie? - Andrei zaśmiał się ochryple.
- O to nie muszę pytać, bo wiem, że się mnie boisz. Jak wszyscy zresztą... Pytałem, czy boisz się czarnej magii.
- Och... - Miałam wrażenie, że momentalnie czerwienię się ze wstydu, speszona świadomością, iż znał prawdę o moich mieszanych uczuciach do niego.
- I słusznie, że się boisz czarnej magii. To jedno wielkie świństwo i nic więcej. Ludzie, którzy schodzą na tę drogę, zazwyczaj kończą marnie, chyba że są dwulicowi i w obliczu zagrożenia momentalnie wyrzekają się mrocznej przeszłości. Czarnoksiężnicy są jak spadające gwiazdy: żyją krótko, choć efektownie. O ile efektownym można oczywiście nazwać to, co robią.

http://nasze-nigdy.blogspot.com/
8. Problemy z władzą
Kacper nic nie powiedział. Widziałam jak zwinął się z bólu, kiedy mężczyzna zacisnął palce na jego przedramieniu.
- Ale... Nie... - zaczęłam, chcąc zaprotestować, jednak moja próba ratowania Kacpra zakończyła się zakuciem w kajdanki razem z nim. Na ręce poczułam zimny metal, a mój mały palec przelotnie dotknął jego dłoni, wywołując gęsią skórkę na plecach. W duchu ucieszyłam się, że policjanci nie mieli drugiej pary kajdanek. - Za co to?

http://rant-czarodzieja.blogspot.com/
17 Święta
Święta zbliżały się wielkimi krokami, więc powoli nadchodził czas rozstania. Wszyscy Huncwoci wracali do domów na święta, słyszeli również, że Severus Snape zostaje. Z tego też względu nie szczędzili mu docinek, starając się w ten sposób nadrobić świąteczną rozłąkę ze swoją ulubioną ofiarą. Można było nawet odnieść wrażenie, że ogólne rozbestwienie, które zapanowało wśród Hogwartczyków na tydzień przed planowanym wyjazdem, dopadło również Lily Evans. Dziewczyna przystała na randkę z Jamesem, co chłopaka niewysłowienie uradowało. Syriusz żałował tylko, że przyjaciel nie dosłyszał jak dziewczyna dodawała, że umówi się z nim, gdy drzewa zaczną chodzić, trytony latać, a na Saharze wyrośnie dżungla.

http://roza-w-potrzasku.blogspot.com/
Rozdział X: Historia Natalie
– Więc, co to za osoba, którą tak pilnie musisz zobaczyć?
- Jestem pewien, że ją znasz. Lubi moją kawę.
- Och, to ty robiłeś kawę? – zamrugała zaskoczona. A planowała być poważna i nie dać się niczym zaskoczyć.
- Oczywiście. – Chłopak wypiął dumnie pierś. – Nie dałbym ci do picia jakiegoś taniego świństwa.
Natalie parsknęła śmiechem, zasłaniając usta dłonią.

http://vicevers4.blogspot.com/
Watching Cracow

http://ostatnitaniec.blogspot.com/
Rozdział VII
Samantha chwyciła dłoń napastnika. W mocnym uścisku, usłyszała jego pękające kości.
- Głupcze- odezwała się.- Myślisz, że zostawiłbym ją taką bezbronną?
- Ja...ja nie wiedziałem. Proszę...- skamlał żałośnie błagając o życie.
- A czy ty byś jej darował? Chciałeś nas zabić. Myślisz, że ja ci to odpuszczę?
- Nie chciałem zabić... tylko nastraszyć. On zapłacił mi za to. Chciał, aby ona się dowiedziała prawdy- opadł na kolana.- Proszę... daruj mi życie...
- Kto ci zapłacił?!
- Nie wiem. Miał kaptur. Zapłacił dosyć sporą sumkę, abym powiedział jej o tobie.
Demon zacisnął dłoń na gardle mężczyzny, podnosząc go jedną ręką.
- Myślisz, że ci w to uwierzę? Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz- stwierdził z kaprysem. Z płaszcza wyciągnął śrubokręt, którym przebił płuco napastnika. Mężczyzna cicho jęcząc, próbował złapać oddech. Niestety, nie udawało mu się to. Demon rzucił jego ciałem w głąb warsztatu, przewracając kolejne półki z narzędziami. Z kieszeni wyciągnął telefon.

1 komentarz:

  1. Bardzo ładny blog ;)
    Będę wpadała częściej . zapraszam również do Siebie ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy