sobota, 7 czerwca 2014

Nowe posty (105)

18. You try to lie. I can see that you don’t need me
Karen przez moment się zastanawiała i próbowała zagłuszyć ten ból serca, te dudnienie w mózgu, które było mądrzejsze i kazało jej zostawić to wszystko i odejść. Kazało jej znaleźć szczęście gdzieś indziej, jak najdalej stąd.
– Tak – odparła tylko, a to nie było zrozumiałe dla Willa. Widział, że dziewczyna walczyła z samą sobą.
– Co stanęłoby ci na drodze do odejścia? – zapytał dokładniej.
Karen podniosła na niego wzrok pełen smutku.
– Obietnice.
Doktor na chwile zamilkł i czekał, czy Greenwood coś jeszcze powie.
– Dla Benjamina obietnice są bardzo ważne – stwierdził. – Myślę, że nie raz ci to udowodnił – dodał już bardziej po przyjacielsku.

http://dramione-im-only-human.blogspot.com/
Rozdział 5
Dziewczyna rozejrzała się wokoło. Wzięła mnie za rękę i pociągnęła w stronę rusztowań trybun. Kiedy znalazłyśmy się w miejscu, gdzie nikt nie mógł nas znaleźć, zajęła się ogniem. Chciałam krzyknąć, ale przypomniałam sobie, że już wcześniej coś takiego zrobiła, gdy chciała zmienić wygląd swojego ciała. Krzyk przyszedł jednak później, gdy po chwili stała przede mną Hermiona Granger. Jedyną rzeczą, która nie pasowała do całości była szata Slytherinu i ciepły srebrno-szmaragdowy szalik. Zasłoniłam ręką usta.
– O tak.
Tylko głos zdradzał Megarę. Wciąż brzmiała tak jak wcześniej. Nieśmiało podeszłam bliżej. Wzięłam do ręki kosmyk jej włosów. Tak samo kręcony, tak samo brązowy jak i mój. Jej oczy były moimi oczami.

http://nowojorskie-tajemnice.blogspot.com/
SPRAWA 2.0. PROLOG
- Kto tu jest?! – zawołał właściciel, zapalając światło. – Mark? Sara? Jesteście tu jeszcze? – Mężczyzna rozglądał się na boki, a po chwili zauważył bałagan, jaki on narobił. – Cholerne szczury! – warknął.
Nie tracąc ani chwili dłużej, podszedł do niego cicho, po czym uderzył go w tył głowy. Jego ofiara wydobyła z siebie jeden, krótki krzyk i upadł bezwładny na odłamki potłuczonej szklanki. Przewrócił swoją ofiarę na plecy, zauważając, jak małe drobinki szkła przyczepiły się do jego twarzy, przez co niewielkie ranki pojawiły się na lewym policzku właściciela. Wziął go za barki, ciągnąc nieprzytomnego mężczyznę po podłodze. Zawlókł barczyste ciało do pomieszczenia, w którym to wszystko się zaczęło.

http://projekt-rozpruwacz.blogspot.com/
Rozdział dziesiąty
- Ty draniu – powiedział, zamykając mężczyznę w szybkim, krótkim, męskim uścisku przyjaźni. Poklepał go po plecach i już chciał się oddalić, gdy Arek także zamknął go w uścisku.
- Zabiłem kogoś – szepnął mężczyzna przez łzy. – Zabiłem. Jestem mordercą. Jak Wiktor. Musisz mnie aresztować. Musisz odnaleźć ciało. Może ofiara jeszcze żyje?
Darek szarpnął się, lecz przyjaciel nie pozwolił mu odejść. Został zaplątany w sieć pająka, który nie pozwalał mu wyjść. I zapewne nie pozwoli, póki nie dowie się wszystkiego. A Dariusz naprawdę nie chciał nic wiedzieć. Za bardzo cieszył się, że przyjaciel do niego powrócił, aby teraz nagle to wszystko wyparowało.

http://hogwart-lata-70.blogspot.com/
Rozdział 5
Zważywszy, że profesorka go nie zauważyła, odchrząknął dwa razy, aby dać znać o swojej obecności.
— Albusie! Nie zauważyłam cię — powiedziała czarownica, wzdrygając się i kolejny raz brudząc eseje. Zanim chwyciła różdżkę, mężczyzna nazwany Albusem wyręczył ją i sam usunął kleksa.
— Zauważyłem, Minerwo — odrzekł, otwierając usta w pół uśmiechu. — Co się stało? Wyglądasz zupełnie jakby dopadło cię osiem nieszczęść.
— Zastanawiałam się czy… w sumie. Nie ważne — zaczęła, ale zmieniła zdanie. Wolała zachować parę rzeczy dla siebie. — Powiedz z czym ty przychodzisz tutaj. Jak dobrze wiem, zebranie jest w piątek, mam rację?
— W tym rzecz, Minerwo. Edgar mówił mi, że ostatnio coś dziwnego się dzieje. Parę razy natknął się na śmierciożerców, którzy rozmawiali o jakiejś księdze. Później natknął się na jakieś papiery w staro-angielskim, ale gdy tylko ich dotknął, spłonęły — oznajmił.
Przez chwilę wpatrywał się w profesor McGonagall, czekając na jej reakcję.
— Moim zdaniem to tylko podpucha. Chcą zmydlić nam oczy, żebyśmy podążali złym tropem, Albusie — powiedziała czarownica.

http://thedarkcomes.blogspot.com/
Rozdział 5
- Jak to jest być samemu? - zapytała go gdy po raz kolejny wyciągał ją z błotnistej cieczy wokół jeziora.
- To znaczy: jak to jest być samemu mimo że jest się tak zabójczo przystojnym, tak? - odparł ze swą arogancją.
- Nie to miałam na myśli, dupku. Chodziło mi o to, jak to jest nie mieć...
- Nikogo.
Spojrzała na niego ze współczuciem.
- Wiesz... przyzwyczaiłem się. Przyzwyczaiłem się, że nikt już nie powie do mnie: Anthony James Grant, na obiad! - uśmiechnął się. - Pożaru, w którym zginęli, uniknąłem bo uciekłem z domu. Na imprezę. Do dziś nie wiem, czy to był dobry krok... - Emma zauważyła łzę w jego oku. - Ale chyba dobry, bo ocaliłem takiego pięknisia. Dar dla świata! - zaśmiał się i momentalnie, tracąc równowagę wpadł w błoto.
- Jaki niezdarny piękniś - odparła Emma. Poczuła rękę na swojej kostce i wiedziała, ze długo nie będzie za nią czekał. Pociągnął ją i wylądowała obok niego.

http://ordomalum.blogspot.com/
Rozdział 8 cz.1
- Amy i Alex Rainbow - zwrócił się do nas. - Jestem pod wrażeniem. Nie zatrzymały was groźby, strzelanie do waszego wuja ani jeden z naszych ludzi, który miał was zabić. Gdybyście nie były tak wrogo nastawione, może nawet wcieliłbym was do zakonu. Ale, niestety, jesteście dla nas zagrożeniem, więc będę musiał was zabić.

http://be-my-angel-ff.blogspot.com/
Rozdział IV: Sen o wiedźmach i wampirach
Delikatne promienie słońca wpadające do pokoju zbudziły Lily z dziwnego snu. Śniła o wampirach i o wiedźmach. Ucieszyła się, że to wszystko był tylko sen.
Wzięła głęboki oddech i spojrzała w stronę okna. Wtedy napotkała spojrzenie leżącego obok niej Damona. Obejmował ją ramieniem, a to na czym spała okazało się nie byś poduszką lecz jego torsem.
Pisnęła przerażona, odsunęła się od niego jak najdalej mogła i czym prędzej, odruchowo przykryła się jeszcze bardziej kołdrą.
- Ja też się cieszę, że cię widzę... - powiedział Damon, a delikatny, rozbawiony uśmieszek igrał na jego ustach.
Wtedy Lily zrozumiała, że to nie był tylko sen, to była rzeczywistość.
- Co ty tu robisz?
- Leżę... - odparł przeciągając się.
- To widzę - odwarknęła zdenerwowana dziewczyna.
- Śniłaś o mnie - wymruczał jej to ucha. - Mówiłaś przez sen moje imię... - skłamał.
Lily fuknęła niczym rozjuszona kotka odpychając go od siebie i wstając z łóżka.

http://nowa-opowiesc.blogspot.com/
Słodki smak rewanżu, część II
- Henry, tak mi przykro – zaczęła kobieta. Łzy ściekały jej po policzkach, wzbierały pod powiekami, wzmagając blask jej błękitnych, zwykle roześmianych oczu. – Tego samego dnia straciłeś i matkę i siostrę.
Mężczyzna zacisnął szczękę i siląc się na spokój odpowiedział:
- Tylko matkę, proszę pani. Siostrę odzyskam.
Gloria przyłożyła dłoń do ust, spłoszona. Na jej policzkach, wcześniej bladych, wykwitły różowe plamy.
- Nie chciałam sugerować, że… Przepraszam – westchnęła zrezygnowana, przyjmując ze skruchą wciąż twarde spojrzenie Henry’ego. – Jestem nieco roztrzęsiona. Wieść o śmierci Dorothy całkiem mną wstrząsnęła, a to co widziałam… To już ponad moje starcze siły.
Henry kiwnął głową, mimo wszystko ją rozumiejąc. Sam ledwo się trzymał.
- Proszę pani, wiem, że już z panią rozmawiano, ale chciałbym sam zadać parę pytań.

http://marcelina-le.blogspot.com/
Rozdział 11: Bójka
- Aki? - dziewczyna odezwała się dopiero, gdy chłopak był dosłownie dwa kroki od niej. Sam najwyraźniej był zbyt zajęty unikaniem Daniela, żeby ją zauważyć w tłumie dzieciaków przyglądających się całej sytuacji.
- Czego? - odparł zimniej niż zwykle.
"Odezwał się do mnie. Mógł mnie zignorować, tak jak zawsze, ale tego nie zrobił..."
"Boże, jarasz się byle czym. Osobiście sądzę, że cię nie zignorował, bo wtedy byłabyś jeszcze bardziej nachalna"

http://sterekowe-fan-fictions-pl.blogspot.com/
Runs with Wolves
Stiles śpiewał to całym swoim sercem. Było słychać to w jego głosie. Każdą z emocji. Wielki żal, smutek, rozczarowanie... Jak Derek, któremu nagle przypomniała się Paige.
Znów przed oczami miał jej cudowny uśmiech, ciemne oczy, słyszał jej głos i czuł dotyk. Tyle bólu, które odrodziło się przez jedną piosenkę. Przypomniał sobie o tym, jak był z nią szczęśliwy. Przypomniał sobie też chwilę, w której mu ją odebrano. Przypomniał sobie jak długo nie mógł się pozbierać, jak długo płakał i rozpaczał. Jak starał się pozbierać, ale nic z tego nie wyszło. Jak starała się cała jego rodzina. I że przez to jego życie zmieniło się do tej chwili.
Ale Stiles miał też w sobie coś, czego nie miał Derek. Rozwiązania.

http://wspomnienia-slizgonki.blogspot.com/
4. Wybór
- Jutro idziemy do Malfoy Manor. - Powiedziała mama. Odetchnęłam. Co? Byłam tak zaskoczona, że trudno mi było cokolwiek powiedzieć. Wiedziałam, że wiedzą o mojej przyjaźni z Gryfonami i spodziewałam się, że od tego zaczną rozmowę.
- Poczekam na was. - Powiedziałam opierając się o oparcie kanapy. Wyglądałam na rozluźnioną, ale tak naprawdę cała drżałam ze strachu. Mama spojrzała na mnie z góry. Wiedziałam, że nie miałam zamiaru iść do Malfoy Manor.
- Idziesz z nami. - Powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. Zmarszczyłam brwi. Chciałam już spytać, dlaczego, ale uprzedziła moje pytanie. - Pan powrócił.
Nie musieli tego mówić, wiedziałam że Lord Voldemort powrócił. Wszyscy o tym wiedzieli, nawet jeśli Umbrodge przez cały czas twierdziła inaczej. Mimo tego ta informacja mną wstrząsnęła. Nigdy mnie nie zabierali do Lorda Voldemorta. Nigdy. Spotkania Śmierciożerców były tylko dla Śmierciożerców.
Tak. Moi rodzice byli poplecznikami Czarnego Pana.
I wiedziałam, co oznacza to, że idę z nimi zanim jeszcze to powiedzieli.

http://och-sherlock.blogspot.com/
03. Sprawa Mycrofta
– Popatrz na tę mgłę złowieszczo unoszącą się nad ulicą. Czy nie odnosisz wrażenia, że ten poranek będzie jednym z najbardziej niezwykłych jakie dane nam było przeżyć? – powiedział mój towarzysz.
Jego wysoka, ciemna postać była dobrze widoczna w słabym świetle pochmurnego dnia. W lewej dłoni trzymał filiżankę z herbatą, w drugiej połyskujący srebrny rewolwer. Westchnął, okazując swoje znudzenie i odwrócił się plecami do okna tak, że teraz mogłem widzieć twarz. Zauważyłem błysk w niebieskich, głęboko osadzonych oczach i cień uśmiechu na pobladłych wargach. Podkrążone oczy wskazywały na kolejną bezsenną noc spędzoną na badaniach, do których ja nie miałem dostępu.
– Dostałeś odpowiedź na telegram? Jesteś nienaturalnie pobudzony… – zauważyłem, pochylając się do przodu w fotelu.
– Jeszcze nie, ale oczekuję jej lada moment. A oto i ona! – wykrzyknął, podbiegając do drzwi.

http://mylifegotmuchbetterwhenyoucameinit.blogspot.com/
Rozdział 18
Postanowiliśmy z Alexem żyć teraźniejszością. Nie martwić się przyszłością. Co Nyks nam ześle, tak też będzie. Nic na to nie poradzimy, więc po co sami mamy planować przyszłość, skoro ta została już zaplanowana z dniem naszego poczęcia, a może i jeszcze wcześniej?

http://in-the-name-of-freedom.blogspot.com/
Rozdział 27
- Brakowało mi tego. Tęskniłam za tym surowym Oliverem. Chciałam, abyś ze mną wyjechał.
- CO?! Przecież tu jest mój dom. Nasz- poprawił się.- Sama tak powiedziałaś.
- Ale wtedy nie wiedziałam, że to miejsce zniszczy mi życie. Gdy tu przyjechaliśmy, chciałam zacząć wszystko od nowa, jednak przeszłość mnie dogoniła. Oliverze, ja naprawdę chciałam się zmienić- samotna łza spłynęła po jej policzku.- Przestałam się ścigać i zakończyłam wszystkie swoje interesy. A potem to wszystko nagle powróciło.
- Nie rozumiem- zmarszczył brwi.- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Jesteś w niebezpieczeństwie- wymamrotała.- I to wszystko przeze mnie.
- Jak to przez ciebie? Zniknęłaś na tak długo...
- Oliverze, to nie był przypadek, że się wtedy spotkaliśmy w szpitalu. Lekarz zadzwonił do mojej matki i powiedział, że mój biologiczny ojciec umiera. Pojechałam tam, żeby go poznać i jednocześnie pożegnać.
- Czyli wtedy nie tylko mój ojciec umarł- stwierdził ze smutkiem.

http://pozwol-deszczowi-padac.blogspot.com/
Epilog
Okrągła fontanna w parku była taka sama jak w dniach poprzednich. Rzeźbiony z kamienia anioł zerkający na przechodniów z wysokości, wieńczył monumentalny wodotrysk. On także wydawał się być podobny do tego, którego widzieli wczoraj i przedwczoraj, i w dzień poprzedzający poniedziałek zeszłego tygodnia… Wszystko wokół, co nieduży chłopiec znał, wydawało się nie zmieniać na przestrzeni wielu nie tle dni, miesięcy, a lat. Mimo tego, coś było wyraźnie inne. Tylko co?
Poważne przemyślenia przerwało mu pojawienie się w jego polu widzenia, drewnianego patyczka, na którym znajdowała się ogromna wata cukrowa. Jego niebieskie oczy zaświeciły się na ten, niezwykle słodki widok… Uśmiechnął się radośnie do swojego opiekuna. Mężczyzna szybko odwzajemnił gest. Uwielbiał czas spędzany z malcem w sposób, z jakiego oboje byli zadowoleni.
- Co chcesz teraz robić? – Steven spojrzał na chłopca, który starał się zlizać cukrową papkę z rączek. Uśmiechnął się pod nosem, sięgnął do kieszeni marynarki i wyciągnął małe opakowanie wilgotnych chusteczek dla dzieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy