sobota, 9 sierpnia 2014

Nowe posty (112)

21. Dorothy i Czarownica z Północy
– Nie ma mowy, nie będę cię narażał jeszcze bardziej, niż już to zrobiłem – zaprotestował tata. – Zostaniesz w Emerald City.
– Ale tato! Zabiłam Czarownicę ze Wschodu, pamiętasz? Nie wymyśliłam tego, nie skłamałam po to tylko, by dostać się do miasta! Poradziłam sobie przez całą drogę do Emerald City, więc i dalej sobie poradzę! Nie wspominając już o tym, że wszyscy uważają, że jestem tą Dorothy z Kansas!
– To jakaś bzdura – prychnął tata. – To zbieg okoliczności, uważałem, że to będzie zabawne, jeśli damy ci tak na imię. Mama się nie zgadzała, ale ostatecznie stanęło na moim. Nie jesteś żadną tą Dorothy z Kansas. Owszem, jesteś wyjątkowa, Dee, bo jesteś córką Czarnoksiężnika z Oz i Czarownicy z Południa. Ale to wszystko. Dlatego będzie lepiej, jak zostaniesz tutaj.

http://czyste-sumienie.blogspot.com/
19. Powrót do domu
Pochyliłam się do przodu, żeby spontanicznie pocałować go w policzek, i musnęłam ustami ciepłą skórę jego twarzy. Od zapachu Aidena zakręciło mi się w głowie, zrobiłam głęboki wdech i odsunęłam się powoli, niechętnie. Moje oczy napotkały jego poważne, czekoladowe spojrzenie.
Serce podskoczyło mi do gardła, gdy poczułam dłoń Aidena na swoim karku. Wstrzymałam oddech, przez co groziło mi uduszenie, bałam się jednak, że go w jakiś sposób spłoszę. Druga dłoń Aidena dotknęła łagodnie mojego policzka.
– Oddychaj – polecił, i dopiero wtedy powoli wypuściłam z płuc nagromadzone powietrze. Aiden uśmiechnął się lekko, lewym kącikiem ust. – Świetnie. Nie chcę, żebyś mi tu zemdlała.
– Nie mdleję z byle powodu. – Odpowiedziałam mu zawadiackim, nieco bezczelnym spojrzeniem. Uśmiech Aidena stał się jeszcze szerszy.
– Spokojnie. Zamierzam dać ci powód.

http://naznaczona-smiercia.blogspot.com/
Rozdział 7
- I właśnie dlatego cię wezwaliśmy, jesteś nam potrzebna - wtrącił Chejron, który stał za mną, machając końskim ogonem. Skrzyżował ręce na piersi i patrzył w skupieniu na resztę.
- Ja? Do czego? - zapytałam zdziwiona.
- Rozmawiałem z tobą rano o przepowiedni, a my znaliśmy ją już od dawna. Zanim przybyłaś do obozu Rachel ją nam wyznała. Wtedy nie wiedzieliśmy, że jest taka możliwość, iż... Mogłoby to dotyczyć ciebie. Nie sądziliśmy, że żyje jeszcze jakieś dziecko Hadesa prócz Nica di Angelo. Twój boski rodzic nie dotrzymał słowa, zarzekając się z innymi olimpijczykami, iż uznają swoje dzieci w odpowiednim wieku. Chciał cię ukryć, ale nie wiemy dlaczego - kontynuował, niepewnie spoglądając na mnie.

http://5sosfanfik.blogspot.com/
Rozdział 7
- Wow! Laska! To było… przerwała mi przygniatając mnie do ściany.
- Nie mów do mnie LASKA!- Wysyczała przez zęby i zwolniła uścisk.- Skoro sobie już to wyjaśniliśmy… Wsiadaj. Podwiozę cię- rzuciła podchodząc do swojego czarnego range rovera. Zajęła miejsce kierowcy.
- Nie chcę się narzucać… Dojdę pieszo.- bąknąłem zaglądając do auta przez otwarte okno. Blondynka zmroziła mnie wzrokiem.
- Wsiadaj!- warknęła nieco rozzłoszczona.
- Serio! Ja dojdę!- powiedziałem naciskając.
- Wsiadaj cholera mulacie pierdolony bo ci z dupy ser szwajcarski zrobią!- wykrzyczała wściekła.
Otworzyłem szeroko oczy i zająłem miejsce pasażera. Dziewczyna ma broń i chyba lepiej jej nie nadepnąć na odcisk. Nigdy nie spotkałem tak wybuchowej osoby. Laska chyba ma okres…

http://carousel-of-chances-ss.blogspot.com/
Rozdział XIV
- Wiesz jak to jest, kiedy masz poczucie winy, choć w pewnym sensie nie powinieneś go mieć? - Zlustrowałem ją uważnie, zatrzymując się na oczach. Niezmiennie wgapiała się w jeden punkt, stukając palcami dłoni o blat. Wydawała mi się strasznie przygaszona, jakby każde słowo wymagało od niej ogromnego wysiłku.
- Tak.
- Jesteś skory do wybaczania, jeśli chodzi o ludzką głupotę?
To pytanie zbiło mnie z tropu całkowicie i nieodwołalnie.
- Przecież wiesz, że jej nie toleruję - odparłem szybko, jednak z jej twarzy nie mogłem nic wyczytać.
- Może inaczej. - Zaprzestała wybijania rytmu, kładąc w spokoju dłoń na ladzie. - A jeśli chodzi o nieumyślne spowodowanie czegoś?
- Po co zadajesz te idiotyczne pytania? - rzuciłem lekko zirytowany. Przecież one prowadziły donikąd.
- Sprawdzam cię - powiedziała cicho.
- Na co? - prychnąłem, bawiąc się pustym kieliszkiem. Bar opustoszał, a jedynymi klientami pomijając nas było dwóch uchlanych w trupa facetów przy stolikach blisko wejścia.

http://burzom.blogspot.com/
5. W tych najdzikszych chwilach
Naprawdę porządnie się wystraszyłam. To mógł być jakiś gwałciciel albo morderca, albo diler narkotyków z bronią, którą trzymał w wewnętrznej kieszeni kurtki, dlatego mocno odepchnęłam się ręką od muru i ruszyłam biegiem w przeciwną stronę, w ślepy zaułek, byle tylko uciec. Słyszałam, że postać zrobiła to samo, bo deptała po kałużach na chodniku, dzięki czemu mogłam określić, jak daleko ode mnie się znajdowała. W Londynie biegałam codziennie, niekiedy po dwa razy dziennie, bo zauważyłam, że to sprawiało mi radość i pozwalało chociaż na godzinę zapomnieć o rzeczywistości, więc wyrobiłam sobie niezłą kondycję i nie dostawałam zadyszki po przebiegnięciu pięciu metrów.
Tyle że ten, kto mnie gonił, był szybszy ode mnie i mimo że biegłam, ile miałam jeszcze sił w nogach, biorąc pod uwagę fakt, że mój brzuch świecił pustką, powoli zaczynałam czuć jego ciepły oddech na swoim karku. Spróbowałam znowu przyspieszyć, ale zdążył złapać mnie za ramię i pociągnąć w stronę pobliskiego muru, o który uderzyłam plecami.

http://ostatnitaniec.blogspot.com/
Rozdział XX
- Nie walcz, złotko. Jeszcze tylko chwila i...- syknął cicho. Otwierając oczy zauważyłam, że z jego ciała wystaje coś metalowego. Jego serce zostało przebite przez miecz, wykonany z niebieskiego metalu. Oprawca przeciął jego ciało, wydobywając ostrze. Krew ściekała po broni, plamiąc dywan. Tonny opadł na kolana, po czym przewrócił się na bok, topiąc się w kałuży własnej krwi. Odetchnęłam głośno z ulgi, spoglądając na mojego wybawiciela. Dziewczyna stała, trzymając miecz w dłoni. Delikatny dym wydobywał się z jej palców. Metal parzył jej skórę, ale ona wciąż była gotowa zaatakować go, gdyby jakimś cudem przeżył. Podniosłam się.
- Davina...- jęknęłam, po czym opadłam w jej ramiona, zamykając oczy w głębokim i długim śnie.

http://prawdziwe-wydarzenia-z-zycia.blogspot.com/
T.M. – Akt: III Scena: III
Czarnooka przeciągnęła się. Słońce pukało przez okno. Przetarła oczy i sięgnęła po telefon. Było jeszcze wcześnie. Zamknęła powieki zrezygnowana. Nie chciało jej się iść do szkoły. Za żadne skarby.
– Agatha! Obudziłaś się? – głos matki dziewczyny dobiegł z kuchni.
– Tak! Wstałam, mamo – odpowiedziała niechętnie i podniosła się z łóżka. Zaczęła powtarzać te same monotonne czynności, które wykonywała każdego ranka. Patrzyła w lustro. Oniemiała. Wyglądała z tymi rozstrzelonymi na wszystkie strony włosami jak nieboskie stworzenie. Westchnęła. Oddzieliła grzywkę od reszty i upięła koka. Wzięła torbę i zeszła na dół. – Zrobiłaś mi śniadanie? – spojrzała na Elizabeth, która pokiwała głową. Jej lekko siwiejące włosy powpadały jej do oczu. Agatha pokręciła głową z rozbawieniem i usiadła do stołu. – Tata poszedł już do pracy?

http://jeden-jedyny-wyjatek.blogspot.com/
Rozdział 46: Jad węża
Zajęłam poprzednie miejsce w najniższej ławie. Nie mogłam powstrzymać łez zbierających mi się w oczach, uspokojenie rozkołatanego serca również nie wchodziło w grę. Patrzyłam tępo przed siebie, gdy Cryte odczytał postanowienie Wizengamotu:
– Rada Wizengamotu, stojąca na straży czarodziejskiego prawa, uznaje Hermionę Granger winną zarzucanego jej czynu…
Chyba zapomniałam, jak się oddycha.
– …i skazuje ją na pięć lat pozbawienia wolności.
A później zagrzechotały kajdany na moich nadgarstkach.
Byłam więźniem.

http://shadow-hunter-fanfiction.blogspot.com/
Chapter Third
Weszłam do pomieszczenia, nawet nie pukając. Źle zrobiłam, bo moim oczom ukazał się Jace przeszukujący szkolną kartotekę uczniowską.
-Co ty tu robisz?!- krzyknęłam, na co on się odwrócił
-A ty?- zapytał głupio
-Uczę się w tej szkole.- bardziej zapytałam niż stwierdziłam
-To już wiemy Sherlocku, mogła być powiedzieć coś więcej o sobie.- mrugnął do mnie
-Ja mam ci więcej opowiedzieć? Ja?! Za długo stałeś na słońcu i przygrzało ci trochę ten farbowany, blond łeb! – wrzasnęłam
-To się robi nudne, każdy mi mówi, że są farbowane, ale to naturalny blond.- westchnął
-Nie obchodzi mnie to.- powiedziałam- I czy ty…? Czy ty trzymasz właśnie moja kartotekę?
-Nie.- powiedział i włożył teczkę z powrotem do szuflady. – Widzisz przewidziało… Ała za co to było!?
 
Wiesz, on się z a t r z y m a ł. W tym zabieganym świecie, gdzie trzeba mieć żeby być, w tych czasach, kiedy minut wciąż za mało i człowiek jest tak bardzo zmęczony, że nie ma sił odpocząć- on się zatrzymał. Miał odwagę, chęci i pomysł, żeby usiąść nad tą rzeką- z piwem, papierosem i muzyką. A nawet jeśli w słuchawkach miał nie muzykę a kurs jakiegoś języka- miał odwagę, chęć i pomysł by siedzieć nad wodą.

http://roza-w-potrzasku.blogspot.com/
XIV: Ciepłe i przytulne miejsca
- Ugryzłeś mnie – warknęła cicho, zabierając rękę.
- Poczułem taką ochotę. – Nie mogła tego zobaczyć, ale wyobraziła sobie jak wzrusza ramionami. – Zechcesz mi łaskawie wyjaśnić, dlaczego mnie tu zaciągnęłaś? – rzucił cicho. Mimo wszystko czuła, kiedy poruszał się, lustrując otoczenie wzrokiem. – Nie mam nic przeciwko takim miejscom w odpowiednich okolicznościach, ale te chyba się do nich nie zaliczają.
- To proste – umilkła, nasłuchując przez chwilę, po czym kontynuowała: - Mój tata nie mógł cię zobaczyć.
- Ach, więc córeczka tatusia – Znowu się uśmiechnął. – Nie z takimi sytuacjami sobie radziłem.
- Nie potrzebuję, żebyś sobie z tym radził – syknęła. – Nie jestem jedną z twoich panienek.
- Jesteś pierwszą, która była na tyle zdesperowana, żeby zaciągnąć mnie do… - Po prostu czuła, jak zmarszczył czoło. – Schowka? Czymkolwiek by to nie było, niezłe z ciebie ziółko, wbrew powszechnej opinii.

http://pierwszylowca.blogspot.com/
Rozdział 17
- Muszę się zbierać. Trzymaj się, mała - powiedział z półuśmiechem, specjalnie dobierając ostatnie słowo.
Nie czekając na jej reakcję, uniósł dłoń w geście pożegnania i ruszył przed siebie, śmiało zanurzając się w nieprzeniknionej ciemności.
Jednakże już po chwili wyczuł obecność Nami tuż za sobą. Obejrzał się przez ramię i napotkał naburmuszone spojrzenie kobiety. Wydęła ze złością policzki, upodabniając się przy tym do małej, rozwścieczonej dziewczynki.
- Nie idź za mną - odparł zirytowanym tonem Chris, jednak nie przyniosło to nawet najmniejszego efektu. Nami milczała, uparcie podążając za mężczyzną.
- Nie możesz wszystkiego brać na siebie - odezwała się nagle niespodziewanie cichym i poważnym głosem. - To nie tylko twoja wina, że powstała ta przeklęta Noc...
Zaskoczony Christopher uśmiechnął się delikatnie. Nami zazwyczaj zachowywała się, jakby istniała w zupełnie innym wymiarze, więc zdziwiła go poważna mina i smutne spojrzenie kobiety. A więc jednak istniała w niej kobieca, troskliwa strona...

http://riddiculusns.blogspot.com/
Rozdział XXVII
Po lewicy pani Powell siedział Severus Snape. Właśnie mordował się z naleśnikiem. Nika nie przepadała za hogwarckimi naleśnikami. Zawsze były jakieś gumowe i nie dało się ich pokroić nożem. Ale stryjkowi to najwidoczniej nie przeszkadzało. Ciął nożem aż do skutku. A dziewczyna tymczasem uważnie go obserwowała. Przypomniała sobie ich pierwsze spotkanie w zeszłym roku. Wówczas nie przypuściłaby, że ten ponury mężczyzna może okazać się jej rodziną. W żadnym calu nie był podobny do ojca dziewczyny.

http://diffrent-demigods.blogspot.com/
Rozdział III: Astrid
,,Krótka nieobecność" zmieniła się w prawie półgodzinną. W końcu ktoś przyszedł, ale córka Afrodyty była zdziwiona tym, że zamiast jasnowłosego syn Apolla, zobaczyła kogoś innego.
- Ujmijmy to tak, Will miał mały wypadek... - zaczął obcy chłopak. Uwadze Astrid nie uszedł bardzo wyraźny akcent. Akurat ja byłem pod ręką, więc wzięli mnie na zastępstwo. Jestem Lucas.
McGreen nie podobał się ten przybysz. Jego włosy wyglądały na jasne, ale gdy spojrzała na nie z innej strony, wyglądały na ciemne. A jego oczy - jedno niebieskie, drugie ciemnobrązowe, prawie czarne.
Nie podobało jej się w nim też ton, jakim mówił. Był naprawdę pewien siebie, a gdyby nie akcentował każdego wyrazu tak wyraźnie, jego głos na pewno byłby bezbarwny, jakby pozbawiony wszelkich uczuć.
Mimo, że wiedziała, że był przyrodnim bratem Willa, także synem Apolla, zauważyła szereg różnic między Lucasem, a jej przyjacielem.

http://you-see-yourself.blogspot.com/
Chapter 2 Part 1
Adrian był uroczy, może nieco zaborczy, ale uroczy. Ax natomiast miał w sobie tyle arogancji, co nie jeden Adrian. Spojrzałam na pół-Włocha wyczekująco. Co niby miała znaczyć jego odpowiedzieć? Że zamierza mnie oszukać? Dziwiła mnie jego reakcja na moje pytanie, nawet bardzo dziwiła.
- Cóż... Każde z nas określało nasz "związek" inaczej. Do czasu, gdy okazało się, że Adrian jest po przeciwnej stronie, a ty przestałaś mu ufać, dla ciebie był to tylko przelotny romans. Planowaliście się pobrać. Adrian nawet zdążył ci się oświadczyć.- Spojrzałam na swoje ręce. Na lewej dłoni, na serdecznym palcu widniał srebrny pierścionek z niewielkim diamentem, czy innym kamieniem szlachetnym. Wzdrygnęłam się i poczułam ciepło w sercu na myśl, że byłam zaręczona. To mnie przerażało, ale jednocześnie czułam się z tym wyjątkowo dobrze.

http://dramione-im-only-human.blogspot.com/
{6} Draco
– W sumie to nie na Granger powinnaś być wściekła. Uratowała nam tyłki przed tym cholernym Potterem. Nie spodziewałem się, że będzie zdolna do obrony… Wroga? Tak, chyba tak możemy się nazywać. To było dziwne, muszę przyznać.
– Jeszcze dziwniejsze było twoje „dzięki, Granger”. Co to do cholery było? – zapytałam, rzucając mu firmowy uśmiech Blacków.
Chciałam zmienić temat na bardziej luźny. Wszystko poszło zgodnie z moim zamiarem, bo Malfoy parsknął śmiechem. Oparł lewą rękę o boczne oparcie kanapy wykonane z drewna, a drugą rękę przewiesił przez tyle oparcie mebla. Założył nogę na nogę, opierając łydkę na kolanie.
– Chwila słabości. – powiedział, a uśmiech nie znikał z jego twarzy.
Nie mówiłam nic, chcąc, by chłopak rozwinął temat. Niestety na przekór moim nadziejom, milczał. Poprawiłam włosy. Nie wiedziałam, jak nakłonić go do dalszej rozmowy. Wstałam i usiadłam na kanapie zaraz obok niego. Starałam się wyglądać na rozluźnioną, ale chyba niezbyt mi to wychodziło.

http://piaskownica-wspomnien.blogspot.com/
mary senne są przerażające
Dzisiaj miałem najbardziej posrany sen w całym moim życiu. Przysięgam, nie było niczego bardziej porąbanego. W roli głównej ojciec, dawno niewidziany i zagubiony element mojego życia, który nagle ze mną mieszkał. Stwierdziłem, że sny czasem są przerażające. Enjoy!

http://the-shadow-of-gritmore.blogspot.com/
VII MARZENIE POKOLEŃ
- No, dobra, ale dlaczego wszystkie cztery jesteśmy… czarownicami? – Ciągle ostrożnie wymawiała to słowo, jakby było zrobione ze szkła.
- Uważamy, że jest to dziwne – podjęła temat Daniela. – Jeśli co druga osoba nie jest czarownicą, to prawdopodobieństwo, że cztery dziewczyny w tym samym wieku, znające siebie nawzajem bardzo dobrze, są czarownicami, jest – delikatnie mówiąc – niewielkie.
Minęła chwila zanim Elsa odwróciła się od okna i spokojnym, lecz mocnym głosem powiedziała:
- Nic nie dzieje się bez przyczyny.
Wolnym krokiem podeszła do regału i wzięła do ręki grubą księgę – tę samą, którą pokazywała im tydzień temu – i położyła ją przed nimi na stoliku, otwierając na stronie z pięcioma starymi fotografiami.
- To wasze przodkinie – oznajmiła. – Należycie do rodu czarownic z Gritmore.

http://aura-nimfy.blogspot.com/
Rozdział 16
Gdy zadzwonił telefon Rose odebrała go bez entuzjazmu. Po chwili jest usta utworzyły "o", a potem podziękowała i spojrzała na mnie podekscytowana. Rzuciłam jej pytające spojrzenie.
- Calvin Klein właśnie tu jedzie - zapiszczała cicho i teraz przyszła moja kolej na otworzenie ust.
- TEN Calvin Klein? - zapytałam zszokowana.
- Dokładnie ten. Jest demonem i już od dłuższego czasu stara się namówić Rufina, aby był modelem nowej linii bokserek - poruszała brwiami, a ja zaśmiałam się.

http://crucio-maxima.blogspot.com/
Rozdział 15
Święta minęły bardzo spokojnie. Scorpius cieszył się każdą chwilą spędzoną ze swoją ciotką, Paul całkiem nieźle sprawdzał się w roli ojca, a Caliope, chyba pierwszy raz w życiu, była szczęśliwa. Jednak wszystko, co dobre, bardzo szybko się kończy. Iluzja sielanki zniknęła – wraz z resztą świątecznego nastroju. Dziewczyna nie mogła przecież do końca życia ukrywać rodziny w swojej komnacie, więc postanowiła porozmawiać z Paulem zaraz po nowym roku.
– Chciałabym móc z nim polatać, porzucać trochę kaflem, poodbijać tłuczki… – westchnęła cicho, spoglądając na Scorpiusa, który sędziował w meczu Quidditcha, rozgrywającym się pomiędzy maleńkimi, latającymi modelami brytyjskiej i irlandzkiej drużyny narodowej, na makiecie stadionu z ostatnich Mistrzostw Świata.

http://moj-prywatny-pamietnik.blogspot.com/
Kto zdrajcą, kto ma­rionetką, kto kłamcą, kto świętym, kto męczen­ni­kiem, kto szczęśli­wym - nap­rawdę nie do­wiemy się nigdy
-Dasz radę przejąć kierownicę?-Spytałem przerażonego Japończyka. właściwie to nie wiedziałem, czym on się tak przejmuje. Przecież my tylko ścigaliśmy szpiega z prędkością dwustu dwudziestu na godzinę. Normalka.
-Ja nie...
-To było pytanie retoryczne.-Uciąłem wyjmując ze schowka broń.
Otworzyłem okno i usiadłem na drzwiach samochodu, celując w czarne auto przed nami. Sprawnie manewrował od prawego boku do lewego, utrudniając mi trafienie jednej z opon. Dwa strzały. Jeden w tylną szybę żeby zdezorientować kierowcę, drugi w oponę. Rozległ się huk po czym samochód przekoziołkował się i wylądował w rowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy