piątek, 22 sierpnia 2014

Nowe posty (114)

01: Bilans strat
Lupin uniósł głowę i popatrzył prosto w oczy przybysza. Zastanowił się przez chwilę.
– Mówi się, że czas goi rany – dodał cicho. – Kiedy patrzę na ciebie, jakoś nie umiem w to uwierzyć. Od twojej śmierci minęły dwa lata, a jego siedemnaście... A nie ma dnia, w którym bym o was nie myślał, Syriuszu.
– Przykro mi, nie chciałem cię zostawiać – przyznał z głębokim westchnieniem.
– To zabierz mnie ze sobą.

http://gorzka-nadzieja.blogspot.com/
5. Pocałuj mnie
Chłopak nie był taki, że po czyiś słowach od razu robił się poważny, tylko stopniowo dawkował sobie stanowczość. Najpierw mniejszy uśmiech, bardziej lekki, zaraz nikły, sekundowy uśmieszek i armata nieprzyjemności w oczach. Widziała jak stopniowo, kroczkami odbierał sobie uśmiech, ten który bardzo lubiła. W końcu odezwał się tym swoim ironicznym głosem:
– I wróciła nasza królowa mrozu.
Zmrużyła oczy, patrząc na niego. Mocno zacisnęła usta, nie chcąc powiedzieć czegoś niemiłego. Z resztą, jeśli chłopak pozwalał sobie na to codziennie, w każdej minucie, to, dlaczego ona nie mogła? Nie zdążyła odpowiedzieć, kiedy dodał jeszcze:
– Tatuaż jak najbardziej adekwatny do twojego zamrożonego serca – nie zauważyła nawet, kiedy zjawili się już w wąwozie i ostatnie słowa słyszała już wykrzyczane z tłumu ludzi. Dobrze zrozumiała, co powiedział. Przeszył ją jeszcze zawziętym wzrokiem i po prostu odszedł, znikając gdzieś w grupkach ludzi.

http://sherlockparents.blogspot.com/
VI – Człowiek, który zabił
- Cześć braciszku - jego siostra płakała - Kazał ci przekazać, że to będzie nauczka, jeśli ty i Sherry nie przyznacie się, że plany zamachu na królową są waszego autorstwa - załkała - Znajdą je dosłownie za chwilę... W parku.
- Co się stanie jeśli tak nie zrobimy? - wyszeptał spokojnie starszy Holmes.
- Trzymam w ręku mały przycisk. Cały czas go naciskam. Przepraszam, że nie przyszłam po odebraniu akt. Przynajmniej już wszystko rozumiem. wiesz co się stanie, gdy podniosę palec? - cały czas płakała, ale jej głos był już silniejszy.
- Gdzie jesteś? - syknął James ze zdenerwowania.
- On słucha. Jeśli powiem coś nie tak, to sam zdetonuje ładunek. Wybacz...
- Powiedz mu, że się przyznamy.... Ja i Sherry - spojrzał z dziwna czułością na pannę White.
- Nie mogę... Na to pozwolić... - wyszeptała przez łzy Jamie.
- Nie rób tego... - odparł.
- Kocham cię braciszku...

http://zakrety-losu.blogspot.com/
Rozdział 1
Dwupiętrowy budynek o brzoskwiniowych ścianach, usytuowany wśród zielonych sosen, ozdobiony dwoma filarami porośniętymi bluszczem. Dom powoli spowijał już zmrok, zapadła melancholijna cisza, przerywana od czasu do czasu głosami sąsiadów, dobiegających z otwartych okien.
Młoda kobieta właśnie stawiała na stole dwa talerze, podczas gdy jej narzeczony gotował w kuchni makaron. Wieczór, był ich ulubioną porą. Pod czas dnia nie mieli czasu, żeby porozmawiać. Dlatego koniec dnia spędzali zawsze razem. Ona nakładała do stołu, a on gotował. Nie musieli się śpieszyć, rozmawiali o swoim dniu ciesząc się ze swojej obecności.
Hermiona Granger usiadła przy drewnianym stole i skrzywiła się lekko czując ból głowy, który zawsze zwiastował początki wielu godzinnej migreny. Niestety, na eliksir była uczulona, a mugolskie tabletki nic jej nie pomagały. Musiała więc zacisnąć zęby i poczekać, aż ból minie. A było tak pięknie.

Słyszę coś. To pikanie. Kardiograf. Jestem w szpitalu. No pięknie. Coś czuję. Mam coś w nadgarstku. Kroplówka. I... czyjaś dłoń zaciśnięta na mojej. Otwieram oczy. Obraz lekko zamazany, ale widzę. Białe pomieszczenie. Jak to szpitalna sala. Co się stało?
- Charlie? - usłyszałam, wyrywając się z rozmyślań.
Spojrzałam w kierunku, z którego wydobył się głos. Ujrzałam Jareda, trzymającego mnie za rękę. Był bardzo przerażony i zdenerwowany, ale jakby ujrzałam ulgę na jego twarzy. Patrzyłam mu w oczy. Bałam się cokolwiek powiedzieć. Otworzyłam usta, ale po chwili zamknęłam, ponieważ nie umiałam się odezwać.
- Wszystko dobrze? - przybliżył się, pogładził mój policzek - Jak się czujesz?
Zebrałam w sobie resztkę sił i w końcu się odezwałam.
- Słabo - miałam bardzo zachrypnięty głos.
- Lekarz zaraz przyjdzie - zapewnił.
- Co się stało? - leniwie wypowiadałam każde słowo.

http://pseudonim--faust.blogspot.com/
Rozdział trzydziesty piąty
– Ja – wychrypiał Jakub – ja wszystko powiem, ja znam nazwiska, adresy… Ignacy Ła…
– Nie interesuje mnie nic, co masz do powiedzenia. – Śledczy machnął lekceważąco dłonią tuż przed twarzą Woyciechowskiego. – Nie po to tu przyszedłem. – Wyszczerzył zęby w wilczym uśmiechu.
Więzień miał wrażenie, że włoski na karku stają mu dęba. Spokój i lekceważący ton Niemca były dużo bardziej przerażające niż ślepa brutalność poprzednich „śledczych”. Czuł, że tym razem ma do czynienia z profesjonalistą, że nabierze się na każdy fortel, który tamtemu przyjdzie do głowy. I to było w tym wszystkim najgorsze.
– Pozdrowienia od cioci Oli – powiedział po chwili Niemiec: cicho, dosyć czystą polszczyzną, ale z wyraźnymi śladami obcego akcentu.

http://kraina-hadesa.blogspot.com/
Rozdział XII: Bogini Magii
- Wiedźma! Tu jest wiedźma! Córka Hekate!
Nie minęło kilka sekund, a ze wszystkich okien w okolicy zaczęło się sączyć światło. Niektórzy wychodzili na malutkie balkony, inni schodzili na ulicę w samych koszulach nocnych. Jedno słowo, powtarzane z ust do ust, dźwięczało w powietrzu niczym największa obelga:
- Czarownica...
Kayth nie zdążyła nawet zerknąć w kierunku domu Prophety, a już była podniesiona z klęczek i popychana przez tłum w nieznanym sobie kierunku. Ludzie wytykali ją palcami, a w ich oczach widać było czystą nienawiść. Jakiś mężczyzna skrzyżował jej dłonie za plecami, a drugi popychał ją do przodu, brutalnie uderzając w plecy. Nie wiedziała, co się działo. Świat wokół niej wirował. Niedawno ciche i puste miasto teraz było wypełnione okrzykami nienawiści. Wystarczyło jedno słowo, by ludzie zmienili się w potwory. Krucjata się rozpoczęła.

http://zranione-dusze.blogspot.com/
Rozdział dziewiąty
- Nie wiedziałem, że jesteś tchórzem, Ellie. - Twarde słowa, kryjące w sobie wyzwanie, a jednak jej imię zostało wypowiedziane z niespotykaną wcześniej w jego głosie czułością. Nie zwracając uwagi na to, że zastygła w miejscu, gotowa do ataku, chwycił dłonią jej brodę znanym już chwytem i uniósł tak by mógł patrzeć jej w oczy.
W jednej chwili wszystko w niej zawrzało i tylko lata nieustannego treningu pozwoliły jej na zapanowanie nad chęcią rzucenia mu się do gardła za to pozornie bezpodstawne oskarżenie. Prawda była jednak taka, że miał rację. Cholerną, pieprzoną rację, co rozwścieczyło ją do tego stopnia, że musiała pozbyć się czerwieni, która przesłoniła jej na moment cały widok.
Nie uciekała – nigdy – a jednak opuściła jego łóżko niczym najobrzydliwszy z tchórzy, którymi tak bardzo gardziła. Jeszcze przed chwilą nie czuła najmniejszych wyrzutów sumienia z powodu wymknięcia się z jego łóżka i szykowania do powrotu do domu.

http://nowa-opowiesc.blogspot.com/
Mini felieton
Blogosfera jest śmieszna.
Przepraszam za te śmiałe i dość ofensywne słowa
, jednakże mam pełne prawo do subiektywnej opinii. Przez te jakieś półtorej roku, jak "bawię się" w blogowanie, zauważyłem pewne zależności, zachowania ludzi, które jednocześnie mnie śmieszą jak i irytują. Dlaczego i jakie to zachowania, już tłumaczę.

http://ostatniswit.blogspot.com/
3. Listonosz
Poranek przez okno wydawał się chłodny, ale w miarę pogodny. Oscar chrapał głośno w sąsiednim pokoju, bowiem spędził ostatnią noc, siedząc przy srebrnej sofie w salonie i patrząc błagalnym wzrokiem na nieprzytomną Anikę. Nad ranem wyręczył go jasnowłosy przyjaciel, przekonując upartego chłopaka, że taka postawa nie da pozytywnego rezultatu, a jedynie doprowadzi go na skraj wyczerpania. W międzyczasie doszło między nimi do awantury, ponieważ Oscar zaczął wypominać Christopherowi, że Anika specjalnie dla niego i wbrew wszelkim przeciwwskazaniom śledziła w pojedynkę Wysokiego Demona z Denfer. Blondyn zaczął się tłumaczyć, że przecież dziewczyna nie działała na jego zlecenie i że nie miał bladego pojęcia o planach przyjaciółki. W końcu uciszyła ich rudowłosa Hazel, którą obudziły krzyki chłopców, mówiąc tonem pełnym opanowania, że jedyne, czego teraz potrzebują do szczęścia, to nowojorskiej policji na karku nasłanej przez gburowatego sąsiada zza płotu, z którym i tak mieli już na pieńku. Chcąc nie chcąc, musieli przyznać jej rację.

http://mruczymy.blogspot.com/
DOBRE I TO, CZYLI ZRÓB KOTU ZABAWKĘ!
Macie świadomość, że aby uszczęśliwić kota nie trzeba wydawać majątku, prawda? Uff, to dobrze, że uprzedzam was w porę. Nie ma sensu wydawać kilkuset złotych na piłeczki, pomponiki, myszki i drapaczki, skoro tak naprawdę to wszystko jesteśmy w stanie zrobić sami! W dzisiejszym wpisie pragnę zaprezentować kilka sposób na to, jak szybko i sprawnie sprawić kociakowi zabawkę.

http://anna-anastasia.blogspot.com/
Rozdział 6: Dziwny obrót sprawy
Stanęłyśmy cichaczem pod drzwiami do gabinetu Pani Berckers. Miałyśmy nadzieję, że uda nam się coś podsłuchać. Przystawiłam swoje ucho do drzwi, a wtedy Lee zaczęła znowu panikować. Próbowała mnie jakoś przekonać, że to głupie i powinnyśmy wracać do siebie. Nie zwracałam na nią większej uwagi prócz prób uciszenia, bo za chwilę podsłuchają oni nas, zamiast my ich i będzie nieco dupnie. Nic nie słyszałam w pierwszej chwili. Dopiero jak przyjaciółka ucichła, zaczęłam słyszeć jakieś głosy. Było ich kilka i dlatego mi się nieco mieszały, więc ciężko szło ze zrozumieniem. Kurcze. Tyle pracy na nic? Tak być nie może. I właśnie wtedy coś zesłało nam tutaj osobę niepotrzebną.
- A wy co tu robicie?! – usłyszałam za swoimi plecami kobiecy, acz zimny jak sopel lodu głos.
Znałam ten głos, choć miałam nadzieję, że dzisiaj się z tym przesłyszałam. Błagałam, żeby tak było. W końcu to jest kolejny koszmar dla mnie.

http://basniowa-pozytywka.blogspot.com/
Rozdział V: Cena
— Nie ruszaj się, złodzieju! — ostrzegł ktoś zmęczonym, męskim głosem. Śnieżka powoli odwróciła głowę i wydała z siebie pisk.
Stał przed nią całkiem młody mężczyzna i był gotowy poderżnąć jej gardło, ale to nie to zaskoczyło ją najbardziej. Ta twarz. Nieznajomy miał skołtunione, brązowe kosmyki, a jego wychudłe oblicze orały kręte, różowe blizny; przecinały policzki, brodę, czoło, wiły się pod okiem… Wyglądały jak pełznące po skórze bladoczerwone węże. A to jeszcze nie koniec koszmaru — ten człowiek nie miał oczu. Na wystraszoną dziewczynę patrzyły dwa puste oczodoły, dwie ciemne kałuże wyryte w czaszce, przywołujące wrażenie spoglądania prosto w ślepia śmierci.
— Nie krzywdź mnie, błagam!

http://story-of-my-lifes.blogspot.com/
Anioł Śmierci #2
Tak rozpoczyna się mrożące krew w żyłach spotkanie z potworem, który - przybierając ludzką postać - wkracza w intymny świat niczego niepodejrzewającej rodziny.

http://moj-prywatny-pamietnik.blogspot.com/
Im szybciej dostrzeżemy błędy, tym szybciej będziemy je mogli naprawić.
I rozpętało się piekło. Lin zaczął strzelać do wchodzących przez okno ludzi, którzy odwdzięczali się tym samym. Już po chwili Japończyk leżał na podłodze, ciężko dysząc a ja zestrzeliwałem tych, którzy byli jeszcze na zewnątrz póki nic już się nie ruszało. Wyjrzałem na korytarz gdzie zauważyłem młodą dziewczynę trzymająca się za brzuch. Są wszędzie! Usłyszałem w głowie głos Xandera. Spojrzałem na opartego o ścinę Lina. Z jego ran płynęło coraz więcej krwi. Dziewczyna z korytarza którą wziąłem na ręce też nie wyglądała dobrze, ale przynajmniej była przytomna. Położyłem ja ostrożnie obok Japończyka. Płakała cicho. Chciałem, naprawdę chciałem im pomóc, ale byłem potrzebny innym. Spojrzałem na Lina a on tylko skinął głową, przełykając głośno ślinę...

http://station-of-panic.blogspot.com/
XIV Jak kwiat bez wody usycha, tak ja bez Ciebie umieram
Czuję w sercu chłód, ogarnia mnie lekki strach.
Nagle przez moje ciało przechodzi gwałtowny dreszcz.
Zaczynam cała drżeć.
Serce tłucze mi w piersiach, wśród upiornej ciszy.
Czuję falę ciepła, która uderza o moją skórę.
Omiatam wzrokiem pokój, odwracam się i widzę... ciebie.
Wpatrujesz się malachitowymi oczami.
Znów mam cię przed sobą, widzę twoją twarz, która jest żywa.
Patrzysz na mnie jednak inaczej, nie tak jak zwykle.
Po policzku znów spływa mi kolejna kropla łez.
Podnoszę się lekko, pokonuję dzielącą nas przestrzeń i wtedy... nagle znikasz.

http://zlatan-petrovic.blogspot.com/
Rozdział 41
Jego uwagę przykuły kawałki rozbitego szkła oraz znajomy, czarny kapelusz z filcu, leżące na drewnianym pomoście. Nakrycie głowy było sponiewierane, nosiło na sobie świeży ślad krwi i ogólnie wyglądało albo na porzucone, albo, co bardziej prawdopodobne, utracone w walce.
- Bad Luck? - rzucił w przestrzeń, lecz odpowiedziała mu jedynie cisza, przerywana upiornym dźwiękiem drżących od ruchów powietrza want i krzykiem mew. Obrzucił czujnym spojrzeniem pokłady zacumowanych jachtów, w pogotowiu trzymając rękę na pistolecie. - Jesteś tu?

http://historia-bolu.blogspot.com/
Rozdział 2: Spotkanie
- Chmury płaczą, ponieważ muszę wracać do domu. - Powiedziała sama do siebie, po czym wstała i ruszyła w stronę mieszkania. Weszła z powrotem na główną ulicę, było już ciemno, a latarnie gdzieniegdzie oświetlały chodnik. Powoli zmierzała do domu, patrząc się na gwieździste niebo.
- Dziś pełnia -pomyślała. Niestety piękny widok na księżyc zasłaniały duże, kłębiaste chmury.

http://oneworldmanylivesonefuture.blogspot.com/
Rozdział 24
Coś głucho kliknęło, a dziewczyna szybko odskoczyła, wystraszona hałasem.
Nagle przed nią otworzyły się ukryte w ścianie drzwi, za którymi zobaczyła drewniane schody. Rozejrzała się więc dookoła. Zaciekawiona zajrzała do ukrytego pomieszczenia. Gdy przekroczyła próg, drzwi za nią zatrzasnęły się i nastała ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy