czwartek, 15 stycznia 2015

Nowe posty (133)

Rozdział 3
W kącie sali kucała Allison, nad ciałem z rozszarpanym gardłem oraz wątrobą i jeszcze jakimś narządem wewnętrznym rzuconym obok. Brunetka jeszcze bardziej pochyliła się nad ciałem i spojrzała na Lydię.
Jej oczy były dzikie jak u wilkołaka, który nie widział księżyca przez dobre parę lat. Dolna warga dziewczyny oraz broda ociekały krwią chociaż Martin nie widziała żadnego zadrapania na jej ciele. Ciszę, która była prawie tak przerażająca jak widok przerwał cichy zachrypnięty głos Allison.
- zasłużył na to Lydio, oni wszyscy zasłużyli.

http://more-difficult.blogspot.com/
prolog 2
Dziewczyna zrobiła parę kroków do przodu nie spuszczając wzroku z ostrza trzymanego przez anioła.
— To święta broń, nie chcę wiedzieć skąd ją masz, ale musisz mi ją oddać.
   — Ty masz czelność mi rozkazywać!? Ty!?
   — Wiesz, co jest gorsze od piekła? Ziemia. Tam przemyślicie swoje zachowanie.
   — Nie masz prawa!
   — Mam, w końcu jestem Skrybą, znam prawo bardziej niż wy

http://patka-pisze.blogspot.com/
Rozdział IX
- Spodziewałem się po tobie właśnie czegoś tak żałosnego. - usłyszałam zaraz przy moim uchu, przez co drgnęłam nerwowo. Zimne palce powoli odgarnęły włosy z mojego karku, zatrzymując się na dłużej w okolicy obojczyka. Naprawdę starałam się zdusić w sobie potrzebę ucieczki i stać nieruchomo, ale to było tak trudne... - Wy, śmiertelnicy, jesteście tak krusi... - kontynuował wędrówkę po mojej skórze, podszczypując mnie w szyję.
- Zostaw mnie. - wydusiłam szeptem, na co zaśmiał się uroczo.
- Myślisz, że cokolwiek znaczysz? Użyję cię do własnych celów, wykorzystam i porzucę jak najzwyklejszy śmieć.

http://druga-szansa-od-zycia.blogspot.com/
ROZDZIAŁ CZWARTY
- Tatusiu - głos Mii przerwał ciszę panującą w całym domu.
Mężczyzna podniósł wzrok na blondyneczkę, która stała w progu trzymając jedną rączką klamkę od drzwi, a drugą przyściskała pluszowego misia do malutkiej klatki piersiowej. Jej dwa warkoczyki zwieńczone czerwonymi kokardkami opierały się na szczupłych ramionkach.
- Tatusiu - powtórzyła dziewczynka.
Brunet podszedł do córki biorąc małą na ręce i przytulił ją do swojej piersi.
Była bardzo podobna do Emmelie.
Jasne włosy, te same oczy.
- Co kochanie? - szepnął ocierając z jej buzi zabłąkaną łzę.
- Już mnie nie kochasz? - spytała smutno blondynka przecierając oczy.
Czuł się jak porażony piorunem, jakby miał sparaliżowane całe ciało. Minęła dłuższa chwila po, której mocniej objął małą córeczkę a z jego oczu polały się łzy.
Poczuł jakby ktoś uderzył go w splot słoneczny, brakowało mu tchu.

http://free-your-mind-mm.blogspot.com/
Rozdział 3 (White Silence)
Nie mogę usłyszeć własnych myśli, które zagłuszane są przez wszędobylski, drażniący uszy śmiech rebeliantów. Mam ochotę wstać i wydrzeć się na nich, co poniektórym nawet przywalić, byleby tylko uspokoić moje chimeryczne serce, które szaleje w klatce piersiowej i za żadne skarby nie potrafi się uspokoić. Mój oddech staje się świszczący, a każdy wdech i wydech powietrza sprawia, że ciemnieje mi w oczach. I, jak na złość, odór wymiocin drażni mój nos, powodując burze w żołądku. Mam wrażenie, że za chwilę znowu wyrzucę z siebie to, co w nim pozostało.

http://the-snatchers.blogspot.com/
Rozdział II
— Potrzebujemy gitarzysty i perkusisty, a nie znam nikogo, kto umie grać. A jak znam, to jest to jakiś dupek i nie ma mowy, żebyśmy się dogadali — mruczał Allen, co jakiś czas przerywając, by wziąć kolejny kęs ciasta. — Im dłużej jesteśmy we dwóch, tym bardziej mam siebie za idiotę.
— Ja tam od razu wiedziałem, że nas poniosło. Jeszcze możemy zrezygnować, nikt się nie dowie i...
Urwał, słysząc za sobą prychnięcie. Obaj odwrócili się jak na komendę, by spojrzeć prosto na Austina zajadającego się sałatką. Minę miał nieodgadnioną, ale patrzył na nich tak, jakby miał ich w garści. Dosyć zabawnie wyglądało to z jego niemal ostentacyjnym przeżuwaniem, a gdy już przełknął, na jego ustach pojawił się uśmiech, wcale nie przebiegły, ot, nawet uprzejmy.
— Naprawdę macie zespół? — spytał, unosząc nieco brwi. — O, przepraszam. Duet, bo zespołem na razie sami nie możecie tego nazwać.
Howe i Allen wymienili zaniepokojone spojrzenia, które tylko utwierdziły Browna w przekonaniu, że miał rację.

http://kurokoandbasketball.blogspot.com/
03. What if I give it up?
Kise zaczął już wszystko rozumieć. Usłyszał to, co nie zostało powiedziane na głos. Wystarczyło dobrze się przyjrzeć. A im dłużej patrzył, tym więcej rozumiał. Przetarł wierzchem dłoni mokre powieki.
-Przykro mi, Ozakicchi.
-Nie przejmuj się - pokręciła głową. - To nie twoja wina, Kise - podniosła się z miejsca, upiła łyk kawy i ścisnęła puszkę w dłoniach. - Właściwie to... Czego szukałeś w Seirin?
-Za kilka dni mamy rozegrać mecz towarzyski - wzruszył ramionami. - Chciałem sprawdzić, czy jest się czego obawiać. No i, stęskniłem się za Kurokocchi'm.
Ściągnęła brwi.
-Tetsu jest...?
-Też byłem zaskoczony. Mógł wybrać lepszą szkołę - westchnął. - Zaproponowałem mu, żeby przeniósł się do Kaijo ale zignorował mnie.
Siouxsie nie mogła zrozumieć ironii, jaką przesiąknięte było jej życie. Uciekała przed przeszłością, przed którą - tak właściwie - nie mogła uciec.

http://arrancarno6.blogspot.com/
14. Tacy sami
– Czekaj no, zaczekaj, momencik, sekurwakundeczkę! – Hisagi odwrócił się, zasłaniając twarz futerałem z gitarą. – Powiedz mi, taką rzecz mi wytłumacz, nie… CZY JA ŻĄDAM OD ŻYCIA TAK WIELE?! Żeby JEDNA ogarnięta osoba w tej mafii była, ja nie mówię, że wszyscy, nie proszę nawet, żeby połowa, ale CHOCIAŻ KUŹWA JEDNA! Oprócz mnie! – Złapała za futerał i pociągnęła go w dół, by odsłonić twarz Shuuheia. – Co wyście tu, ma miłość boską, robili!? Ja tutaj nie jestem na wakacjach, ja tu pracuję, ja mam rrrrozkazy, do jasnej cholery, nie potrzeba mi tu bandy pętających się po szkole Shinigarrancarów!
– Przesadzasz, Ikari, przesadzasz. – Hisagi postanowił nie pozwolić sobie wejść na głowę. – My też mamy swoje rozkazy…
– JAKIE WY MACIE ROZKAZY?! Jakie wy możecie mieć tu rozkazy, noż kurwa!
– No… ­– Doprawdy ciężko było ją przekrzyczeć, a Shuhei nie miał w tym ani doświadczenia, ani niezbędnych do prowadzenia krzykliwych konfliktów cech charakteru. – Mecz gramy… Musimy ćwiczyć…

http://moj-prywatny-pamietnik.blogspot.com/
Rozdział 50
- To jest jakiś chory człowiek i ja się boję do niego wracać. Tym bardziej, że teraz już o wszystkim wiem. Myślisz, że mógłby zabić mnie przez to, że poznałem jego tajemnicę? - Spytał spoglądając na mnie ze strachem wymalowanym na twarzy.
- Myślę, że zależy mu na tobie, skoro zdecydował się na tę wymianę. - Przyznałam kiwając głową. - Każdy ma w sobie jakąś cząstkę dobra, ale Marshal zrobił już tyle złych rzeczy, że musi ponieść konsekwencje. - Powiedziałam. W rzeczywistości sama nie byłam wiele lepsza, ale nie o mnie teraz mówiliśmy. - Ale jeśli chcesz, możesz pomóc nam w uporaniu się z nim. - Popatrzyłam na chłopaka z nadzieją, że to zrobi.
Właściwie, to on i Eva byli naszą jedyną nadzieją i nie wiem, czemu Xander i reszta tak obstawali za tym, żeby tego nie robić. Fakt, było to cholernie ryzykowne, ale cała sprawa mogłaby się dzięki temu rozwiązać.

http://memuary-rodziny.blogspot.com/
1. Zmokłe kury
Uczony spoglądał sponad filiżanki na salę. Dzisiejszy dzień mógł z całą pewnością nazwać chaotycznym. Z powodu intensywnych opadów z samego rana znaczna część studentów nie przyszła na poranne zajęcia, czemu w ogóle się nie dziwił. Tych, co jednak postanowili nie opuszczać wykładów, szybko zaangażowano do osuszania oraz uszczelniania strychów i piwnic. W międzyczasie odgórnie zarządzono, iż z powodu fatalnej pogody, w tym dniu nie odbędą się już żadne zajęcia.
Profesor westchnął na myśl, że jutro będzie podobnie. Jeśli w Cambford lało to przez kilka dni. Oby tylko opady śniegu nie były równie intensywne, pomyślał.

http://story-of-my-lifes.blogspot.com/
Noworoczny post!
Przyszedł czas podjąć jakieś noworoczne postanowienia! Ostatni raz miałam je na 2012 rok i straciłam nadzieję na ich wykonanie gdzieś w połowie lutego tego samego roku, potem nawet nic nie podejmowałam, ale może tym razem jednak coś wyjdzie?

http://saipper.blogspot.com/
Rozdział 9
Miecze ponownie uderzyły o sobie wydając przy tym głuchy dźwięk. Raz za razem stykały się ze sobą jak w tańcu ekspresywnym i dynamicznym poruszały się. Ataki były szybkie, z każdym kolejnym coraz szybsze, wręcz nie do zablokowania, a jednak. Sala była duża, biała o srebrnych mankamentach i jasnej drewnianej podłodze po której przesuwały się ich buty wybijając rytm twardymi podeszwami. Temu koncertowi dźwięków towarzyszyły ciche, przyspieszone oddechy, które ukazywały zmęczenie rywali, jednak nie zamierzali szybko się poddać. Brnęli dalej w tym zawiłym tańcu wirując dookoła.

http://wakemeupfanfic.blogspot.com/
Rozdział 3
Co ja najlepszego robię? Czemu za nim idę? Czemu nie uciekam z wrzaskiem? Przecież nie znam tego chłopaka, co prawda widziałam go w szkole, ale to o niczym nie świadczy. Psychole są wszędzie. Może on mnie wcale nie uratował tylko chciał mieć dla siebie i dlatego niby mi pomógł. Mętlik. Chaos. Niewiedza. Mimo, że mój umysł się wahał nogi kroczyły do przodu, nieposłuszne jedne. Stałam już w progu, nie mogłam się cofnąć. Nieznajomy otworzył mi drzwi i czekał aż wejdę. Dżentelmen, szkoda, że chce mnie zabić.

http://nowa-w-hogwarcie.blogspot.com/
Rozdział 17: Nowe środowisko
- Nie zrezygnuję z Blaise’a… - powiedziała tak cicho, że nikt nie usłyszał. – Nie zrezygnuję z Blaise’a! – powtórzyła głośniej i kontynuowała, nie zważając na szok wymalowany na twarzy Malfoy’ów. – Przepraszam was bardzo, ale… To mnie trochę przerasta. Wiem, że może wam się to wydać dziwne, ale ja mimo wszystko… Kocham go. Przez tyle lat był moim ojcem... Chyba nadal chcę być Norą Zabini… - Szepnęła, tracąc chwilową pewność siebie.

http://revievv.blogspot.com/
Jedwabnik (Cormoran Strike #2)
W kryminałach trzeba trzymać się stałych struktur. Ogranicza to możliwości pisarzy chcących wprowadzić do tego gatunku coś nowatorskiego. Częsta przewidywalność zakończeń czy świadomość występowania licznych zwrotów akcji nie zniechęca jednak czytelnika do poznawania historii ludzi próbujących rozwikłać zagadki licznych przestępstw. Jest to coś specjalnego tylko dla tego gatunku: podejrzewamy, jak skończy się historia, jednak skupiamy się na tym, jak autor ją prowadzi. Jedwabnik to drugi tom serii o Cormoranie Strike'u autorstwa Roberta Galbraitha (yhyyym...) i jest jeszcze lepszy od tomu pierwszego.

http://into-dust-n.blogspot.com/
Into dust, n #44 pt.I
To się dopiero nazywa "mieć wejście". Takie, w którym musiało zabraknąć miejsca na choćby cień szelestu, ciche skrzypnięcie drzwi, czy nawet to arcybanalne „cześć”. Wejście od początku do samego końca zrobione dosłownie na palcach. Jedynie, po to, by nareszcie bez konsekwencji, móc, choć przez minutkę, poobserwować go podczas rutynowych czynności. Patrzeć, jak pochylony nad ladą przerzuca kciukiem kartki jakiegoś notesu. Słuchać ich szmeru i napawać się statusem incognito. I chwilę potem, ze zdziwieniem, stwierdzić, że dziś pracowniczą koszulę zastąpił niezbyt opiętą białą koszulką. Oraz, z nie mniejszym, że jego ciało zdobi znacznie większa liczba tatuaży, niż sądziła. Kiedy do tych kilku malunków zdążył dołączyć jeszcze ten jeden? Trudny do odszyfrowania rysunek ciągnący się przez dużą część jego prawego boku. Jak dotąd, bez wątpienia, skrzętnie ukrywany pod połami koszuli. Teraz też ledwie prześwitujący spod cienkiego T-Shirtu.
Welch zadziera wyżej brodę i krzyżuje ręce. Powinna coś powiedzieć.

http://inna-wersja.blogspot.com/
Rozliczenie
Po kolejnej bezsennej nocy nieśmiertelna heylińska wiedźma - Wuya - odrzuciła z siebie pogniecioną kołdrę, by dojść do przygnębiającej konkluzji; nabrać przekonania, że jej życie w pewnym momencie zaczęło przypominać gównianą kreskówkę dla dzieci lub - co wydawało się kobiecie bardziej prawdopodobne - podrzędne opowiadanie, którego autor jest największą cipą pod słońcem, zaś swe wypociny składa chyba pod wpływem koki.

http://little-big-love-by-cornelia.blogspot.com/
4# Caroline i Jacob "Historia jakich wiele...
- Uznałem, że taki wieczór jak ten, nie może się zmarnować i poszedłem na spacer.- zaśmiał się cicho- Jak widać była to dobra decyzja. Spotkałem zrozpaczona kobietę, którą trzeba pocieszyć. Jestem szczęściarzem.- puścił mi oczko.
- Szczęściarz. Yhym, jasne.- zakpiłam.
- A co niby nie?- zdziwił się.
- Jestem zaryczana, make-up już dawno się rozmazał. Od siedzenia na ziemi moje spodnie są brudne, a nogi bose, bo jestem lekko wstawiona i nie dałabym rady wrócić do domu w szpilkach. A ty nazywasz to szczęściem? Nie masz za grosz gustu.- powiedziałam wzburzona.
- Tobie brakuje taktu. Pasujemy do siebie.- odpowiedział niewzruszony.

http://embers-in-asgard.blogspot.com/
Rozdział XIX Puzzle
Wstała koło godziny dziesiątej i postanowiła zrobić śniadanie w kuchni, z której rzadko kiedyś korzystała. Podczas nalewania kawy, zobaczyła Lokiego snującego się do łazienki, więc włożyła tosty do opiekacza, by były ciepłe, gdy wyjdzie.
Piętnaście minut później siedział czysty i wyspany przy ladzie, popijając śniadanie kofeiną.
- W Asgardzie są lepsze trunki od tego – powiedział, przeżuwając kęs kanapki.
- Tak, wiem. Asgard boski i wspaniały. Żadna Kraina, a tym bardziej żałosny Midgard, nie może się z nim równać. – Przewróciła oczami.
- Widzisz, jak się świetnie rozumiemy? – uśmiechnął się, biorąc kolejny łyk napoju.
- A jednak nie przepadasz za swoim domem… - Wiedziała, że stąpa po cienkim lodzie, ale on odparł łagodnie:
- To nie miejsce, lecz ludzie, którzy w większości są albo zidiociałymi kretynami, albo dziwkami.
- A do której grupy ty się zaliczasz? – Obracała pusty kubek palcami.
- Do żadnej. Nie jestem Asgardczykiem tylko Jotunem.

http://fanfiction-gaasaku.blogspot.com/
Rozdział 7
- Sakura.. Sakura.. Sakura.. Dorwę cię.. Już niedługo będziesz moja.. - różowowłosa zbudziła się wczesnym rankiem przez dziwny, wręcz przerażający głos w jej głowie.
- Spadaj z mojej głowy! - wrzasnęła na cały dom, podnosząc się z łóżka. Poprawiła swoją błękitną koszulę nocną, zarzuciła szlafrok i zeszła na dół.
- Nie było mnie ze dwa tygodnie i szafki świecą pustkami. Nie pomyślałam o tym. - westchnęła i wyjrzała za okno, przyglądając się przygotowaniom do jutrzejszej imprezy zakończenia Egzaminu.
- Mam jeszcze kanapki w plecaku od Chiyo. - pobiegła do swojego pokoju i wygrzebała kilka kanapek z plecaka.
- O, a to co.. - spojrzała na mały dziennik, który przez jej nieuwagę wypadł.
- Czyj to pamiętnik? Nie jest aż taki stary. Może mieć z pięć lat. Pierwsza storna jest z czasów, gdy chodziłam na misje do Suny, a ostatni zapisek jest z zeszłego tygodnia.. Ten charakter pisma.. - pomyślała chwilę.

http://feelings-are-lost.blogspot.com/
Rozdział 1
W pewnym momencie poczuła mocne pchnięcie, zachwiała się. Próbowała utrzymać równowagę, ale i tak upadła na ziemię. Westchnęła cicho i rozejrzała się wokoło. Nikt tego nie widział, nawet nie zwrócił uwagi. Cóż..
Otrzepała się z piasku i szybkim krokiem opuściła dziedziniec. Wyjęła telefon, podłączyła do niego słuchawki i puściła byle jaką piosenkę. W połowie drogi do domu muzyka wyłączyła się, a komórka zaczęła wibrować. Wyjęła słuchawki z uszu i odebrała.
— Naprawdę nie masz ciekawszych rzeczy do roboty niż zawracanie mi głowy? — zaczęła, wcześniej dostrzegając, kto dzwoni.
— Mogłabyś zmienić ton, gdy rozmawiasz z matką. Chciałam cię zapytać, jak minął twój dzień w szkole i to wszystko.
— Chyba zapomniałaś, że…
— Ja naprawdę żałuję, nie wiem, jak mam ci to udowodnić. Ellie, jestem twoją matką i..
— Nie dzwoń do mnie — Nacisnęła czerwoną słuchawkę, nie chcąc już więcej wysłuchiwać jej marnych tłumaczeń.

http://teoria-durmstrangu.blogspot.com/
Rozdział VI: Lazarus
Mag spojrzał na nią tak lodowatym wzrokiem, aż dostała gęsiej skórki na plecach. Może faktycznie to nienajlepszy moment, żeby przytaczać całą genezę powstawania tej decyzji... Wypuściła szybko powietrze z płuc i zakończyła krótko: – Zrobię to.
Przez chwilę mrużył oczy, chcąc zrozumieć, co takiego „to” miało właściwie oznaczać, ale po chwili oprzytomniał, przypominając sobie ich rozmowę sprzed kilku tygodni.
– Tak...?
– To znaczy, jeśli chcesz ten kamień nekromanty czy coś, to... – Nie dokończyła, bo nagle Mag pochylił się ku niej i zbliżył swój policzek do jej policzka, co kompletnie ją zdezorientowało.
– Ciekawość zabiła czarownicę – wyszeptał do ucha tonem nie kryjącym podłej satysfakcji, a Sigyn wyczuła, jak na jego twarzy stopniowo pojawia się tryumfujący, przebiegły uśmieszek.

http://saiyan-princess.blog.onet.pl/
86. Lewy sierpowy
- Nie waż się nigdy porównywać mnie do was - marnych ziemskich istot – syknęłam sypiąc iskrami – Nie jestem wami i jestem dumna być inną. Zapamiętaj sobie durniu!
Po tych słowach bez większego namysłu uderzyłam go lewą pięścią w twarz. Chyba zrobiłam to za mocno gdyż odleciał wprost do ściany nabijając przy tym sobie niezłego guza. Wiedziałam, przesadziłam, ale byłam zła i nie skontrolowałam swojej nadludzkiej mocy. Cóż moim zdaniem sobie zasłużył.

http://otherside-of-reality.blogspot.com/
#11
Uzależnienie.
Według definicji, silna potrzeba, wykonania jakiejś czynności lub zażycia substancji.
Heroina, morfina, amfetamina, kokaina, haszysz, marihuana…

http://with-dreams-through-life.blogspot.com/
Szalony świat anime
Dzisiaj poprowadzę was przez kolorowy świat japońskiej animacji, która zachwyca swoją różnorodnością i odmiennością. Powiem na co warto zwrócić uwagę, jak znaleźć interesujący tytuł i nie przegrzać sobie przy okazji głowy, czytając nieznane, japońskie określenia. Zajrzyj do mojego skromnego domku, dla każdego znajdzie się miejsce!

http://pawlilandy.blogspot.com/
Restauracja na końcu świata – część IV
- Przykry widok - zauważył Andriej. - Tyle osób dziś zginęło. Co pani sądzi o tej sprawie? Czy warto by było się bić?
Emilia chwilę się zastanawiała.
- Cóż, niewiele brakowało, bym sama ruszyła w bój. Szczęśliwie ma przyjaciółka mię powstrzymała. Teraz, gdy patrzę na to, rzec można, z góry, wydaje mi się to bezsensowne. Jak się bić, gdy nie zna się stawki, panie Hrabio?
- Może się pani zwracać Andrieju.
- A ty do mnie Mademoiselle, nie licz na razie na więcej. - Uśmiechnęła się do niego. - Czy ja cię nie spotkałam już gdzieś?
- Może u Lorda Newtona? Prowadzimy wiele wspólnych interesów.
- Bardzo możliwe. Jak tylko kogoś poznaję, zazwyczaj okazuje się, iż on jest naszym wspólnym znajomym...

http://sophiasmit.blogspot.com/
Część 2 Rozdział 21: Powrót
Wstałam niechętnie i przeciągając się, podeszłam do fotela, na którym wisiał mój szlafrok. Dopiero wtedy rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było ono całe białe. Przez moment nie mogłam odróżnić podłogi od ścian i ścian od sufitu. Tylko zasłony miały brązowy kolor, jak również i drzwi. Łóżko, dwuosobowe, na którym spałam stało między dwoma stolikami nocnymi. Dwa fotele obite białą skóra, a pomiędzy nimi szklany stolik. Biały dywan i biały regał z książkami.
Przeszłam przez drzwi i poczułam zapach czegoś dobrego. I wtedy zorientowałam się, że jestem głodna.
- Dzień dobry, księżniczko. Jak się spało?

http://i-love-you-jack.blogspot.com/
Rozdział 13
- Postaram.. - Jak nie dokończył, gdy zobaczył przed sobą jedną z najseksowniejszych dziewczyn jakie miał okazję zobaczyć w życiu. Krótkie, czarne włosy sięgające podbródka opadały jej lekko na twarz. Skórzany top uwydatniał krągły, choć nieduży biust, a skąpa mini odkrywała ciało, w takich miejscach, iż wyobraźnia chłopaka pędziła jak szalona wyobrażając sobie co znajduję się pod spodem.
Bordowe, wysokie szpilki eksponowały długie, bardzo szczupłe nogi ich właścicielki.
Mark był również oczarowany tym widokiem, wpatrując się z lekko uchylonymi ustami w czarnowłosą.

http://wspomnienie--milosci.blogspot.com/
Rozdział III
Niektórzy, żeby się wyciszyć, chodzą do kościoła, inni do lasu, jeszcze inni medytują. Ja biegałam. To był najlepszy sposób na produktywne zużycie moich wewnętrznych pokładów energii. W kościele nudziły mnie długie kazania i powtarzające się modlitwy, w leśnych spacerach irytowało mnie powolne tempo marszu, a w czasie medytacji nie umiałam poradzić sobie z drętwiejącymi kończynami. Krótko mówiąc - byłam skazana na bieganie. I wcale mi to nie przeszkadzało. Kochałam to. Za każdym razem, kiedy biegałam, odbywałam prawdziwą podróż w głąb siebie. To nie była tylko pasja. To był mój sposób na życie.

http://the-shadow-of-gritmore.blogspot.com/
XX GNĘBIĄCE PYTANIE
Zaśmiali się głośno, przywołując w pamięci wspomnienia. W pewnym momencie, Jasper przestał, a Nessie natychmiast na niego spojrzała i zobaczyła na jego twarzy smutek. Przerażona natychmiast zapytała, co się stało. Odwrócił się do niej przodem, by prosto patrzeć w jej szczere, zawsze pełne nadziei i blasku, oczy. Zajęło mu chwilę, zanim zdecydował się zapytać:
- To zaklęcie… – zaczął niepewnie, zastanawiając się, jak zadać to pytanie, po czym w końcu to zrobił, formułując je najbardziej właściwie i najdobitniej, jak tylko się dało: – Ile mocy potrzebujecie by zniszczyć zaklęcie nieśmiertelności stworzone dwa wieki temu przez potężne czarownice, które umarły podczas jego wykonywania?

http://invisible-fanfiction.blogspot.com/
#12 nothing without you
-Nie.-pokręciłem głową nie wierząc.-Nie.-powtórzyłem.-To nie może być prawda.
-Luke...
Nie zareagowałem. Odwróciłem się i zacząłem biec, ignorując wołanie Celaeny.
Biegłem ile sił w nogach, dyszałem ze zmęczenia ale nie zatrzymałem się. Nie chciałem myśleć o niczym, zupełnie o niczym. Ocknąłem się dopiero na plaży, moje nogi same mnie tam zaprowadziły. Padłem na piach i oblałem twarz wodą, po czym ukryłem ją w dłoniach.
-Debby...-powiedziałem z gulą w gardle. Oplotłem kolana rękoma i siedziałem. Mijały minuty, godziny...a ja ciągle siedziałem nie mogąc pogodzić się ze stratą

http://naprzeciw-siebie.blogspot.com/
9. A miało być inaczej
- Coś mam na nosie? - jej głos przywrócił go do rzeczywistości i pokręcił głową. Speszony utkwił wzrok w swojej porcji. Nie powinien był tak się zatracić. Na Merlina, przecież to tylko Granger!
- Nie nic. Po prostu… zresztą nieważne.
- Skoro zacząłeś to skończ - powiedziała i spojrzała na niego wyczekująco.
A on? On nie mógł oprzeć się tym brązowym tęczówkom, choć nie mógł zrozumieć, dlaczego. I właściwie chciał zobaczyć jej reakcję na jego słowa.
- Po prostu nie mogę zrozumieć, dlaczego rudzielec to zrobił - powiedział cicho, na co natychmiast opuściła wzrok. Spodziewał się całkiem innej reakcji, bardziej zbliżonej do wściekłości, za to, że wtrąca się w jej sprawy, Hermiona podciągnęła nosem i pokręciła głową ciągle dłubiąc widelcem w sałatce.
- Nie zrobił.

http://czarny-latawiec.blogspot.com/
Rozdział 3.1
– Gdy byłam mała, najbardziej na świecie, zastanawiało mnie jak słońce zachodzi na wschodzie? Czy jest inaczej? Świeci mocniej, a może wręcz odwrotnie? Wschód zawsze kojarzył mi się z czymś ciepłym i niezależnie czy chodziło o porę dnia, czy odległe kraje.
– To dobre pytanie, jak dla małej dziewczynki. – Jego głos nie brzmiał jak pokrzepienie. Wręcz przeciwnie. Drżał, a mężczyzna często robił kilkusekundowe pauzy, jak gdyby w tym czasie przełykał ślinę, bo suchość w gardle nie dawała o sobie zapomnieć.
– Też tak sądzę – powiedziałam z neutralnym tonem. Podeszłam bliżej barierki niedużego balkonu. Wpierw trzymałam się właśnie balustrady. Mocno zaciskałam palce wokół zimnej w dotyku, aluminiowej rury, która szybko nabierała ciepła od mojego ciała. Chwilę potem czułam, że skóra moich śródręczy robi się wilgotna od potu. Chciałam tak stać bez żadnego ruchu, ale powiew wieczornego chłodu zmusił mnie do zmiany pozycji. Skrzyżowałam ręce na piersi. Dłońmi, które w mgnieniu oka wyschły na wietrze, otarłam skórę ramion, gdzie pojawiła się gęsia skórka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy