piątek, 20 marca 2015

Nowe posty (142)

Rozdział 12
— O, wróciłaś — usłyszała oschły ton ojca, który towarzyszył jej już od dłuższego czasu.
— Owszem — odparła, utrzymując z nim kontakt wzrokowy. — Gdzie mama?
— Teraz się interesujesz?
— Słucham?
— Mam powtórzyć?
— Wiesz, że przyjechałam tutaj tylko ze względu na nią. Jak możesz w ogóle tak mówić?
— Jane, nie chciałem żebyś wychodziła wczoraj wieczorem, nie posłuchałaś mnie.
— Dlaczego nie chciałeś? Jestem dorosła, tato.
— Mama czuła się wczoraj trochę gorzej i...
— Gdzie ona jest? — zapytała wystraszona.
— W szpitalu.

http://game-of-panem.blogspot.com/
Piąty: To przez ciebie
Szkarłatne krople kontrastowały z białym puchem, a ja zamarłam, przypatrując się im. Krew wyglądała na świeżą, więc podniosłam wzrok wyżej i zauważyłam szerokie strużki ciągnące się po śniegu. Zamieć częściowo przykryła już znaki aktu brutalności. W końcu podniosłam głowę jeszcze wyżej i skupiłam się na ciele, które leżało kilka metrów ode mnie. Było nieruchome i miało tę samą kurtkę, co ja. Ciemne włosy zasłaniały część sinej i obdrapanej twarzy, ale nie było wątpliwości, że ofiarą był chłopak.
Podeszłam bliżej i zauważyłam, że z jego piersi wystaje rękojeść sztyletu. Dokoła noża materiał skafandra zdążył już nasiąknąć stale wypływającą krwią.
– Danny?

http://zatrute-serca.blogspot.com/
08
- Tak, mam doskonały pomysł - powiedziała rzeczowo. - Przestań mnie śledzić. Przestań ze mną rozmawiać. W ogóle przestań ze wszystkim. Nie żartuj, nie kpij, nie marudź, nie zwierzaj się, nic. Nie znamy się. Pewnej sierpniowej nocy użyczyłam ci kawałka dachu i to tyle, nic więcej nas nie łączy, rozumiesz? A to, co się dzisiaj stało, to... to też nic. Nie chcę mieć z tobą kompletnie nic wspólnego. Nie pasujesz mi do roli wybawcy i opiekuna, więc daruj sobie gadkę, którą właśnie układasz w tym tępym łbie. Wieża Astronomiczna to sekret i nie waż się nikomu o niej powiedzieć, bo przysięgam, że pożałujesz.
Ostra z niej laska, tak w sumie.
- Nie przychodź tu więcej. - Jej głos był przepełniony jadem.
Schyliła się, żeby sięgnąć po torbę, poczułem zapach lawendy i cytrusów, który zawirował mi w głowie. Chciałem ją zatrzymać, ale wewnętrznie wiedziałem, że miała rację.

http://malowane-uczuciami.blogspot.com/
Rozdział I
Kiedy ją poznał, szukał drogi ucieczki od świata, w którym się znalazł. Zabrnął za daleko, zawarł złe znajomości i rozkoszował się w rzeczach, które znacznie wykraczały poza obowiązujące prawo. Oczywiście nigdy jej o tym nie powiedział, nie chcąc psuć obrazu kształtującego się każdego dnia w jej oczach i z czasem zapragnął stać się tym człowiekiem, którego wykreował na potrzeby nowej znajomości. Dziś był niemal pewny, że mu się udało.

http://wlasciwy-wybor.blogspot.com/
Rozdział 9
-Julie, co się stało?- zapytała mama, a ja głośno przełknęłam ślinę. Skąd on u licha miał mój numer? Podała mu go ta kobieta z kadr? Nawet nie wiedziałam, czy powinnam mu odpisać. Ten facet tak bardzo mnie onieśmielał. Mama powtórzyła pytanie, a mi w końcu wróciła zdolność mówienia.
-To Daniel. Kazał was pozdrowić…- wyrzuciłam z siebie i odłożyłam telefon na blat.
-Masz minę jakbyś zobaczyła ducha. Wszystko w porządku?- zapytała. Pokręciłam głową i upiłam łyk swojej kawy.
-Jasne. Po prostu nie wiem skąd wziął mój numer…- wyjaśniłam, a mama wybuchnęła śmiechem.
-Tak Julie, zdecydowanie coś jest nie w porządku, jeśli twój szef ma w telefonie numery do swoich pracowników. Pozdrów go od nas, a potem odłóż komórkę i chodź jeść…- nakazała. Poszłam więc za jej radą i usiadłam przy stole. Trudno. Daniel Holt może poczekać.

http://burzom.blogspot.com/
14. To nie jest moje miejsce
— No cóż, skoro ty uważasz, że to głupota, to musi tak być — odparłam z przekąsem i wreszcie udało mi się otworzyć tę cholerną puszkę z colą. Zeszło mi tak długo, bo starałam się nie ochlapać sukienki, którą miałam na sobie.
— Oj, Carter, nie musisz się od razu obrażać — powiedział Marcelo, opuszczając ręce. — Po prostu uważam, że trudno stworzyć jakikolwiek plan, jak nie wie się od czego zacząć.
— Nie żebym myślał, że to fajny pomysł, ale jednak coś mi tutaj śmierdzi — odezwał się Pepe, który długo nic nie mówił. — Ale czy masz w ogóle jakiegoś podejrzanego? Wiesz, kto mógłby was śledzić? Kto widziałby w tym korzyści dla siebie?
— A jak sądzicie? Kogo Carter może podejrzewać?
Cała nasza trójka spojrzała w stronę wejścia do kuchni. Ramos powoli ruszył ku nam z rękami schowanymi w kieszeniach, a potem usiadł na stole, wcześniej biorąc jedną z butelek piwa, które były postawione przed Pepe.

http://make-me-heart-attack.blogspot.com/
11. Get ready for new adventures
- Masz ochotę na kawę? – pytam ze sztucznym uśmiechem, podejmując obowiązki sekretarki. Nie daję mu czasu na odpowiedź. – Tak? Świetnie, zaraz wracam.
Ostatnie, czego potrzebuję, to rozmowa z tym facetem. Próbuję się oddalić tak szybko jak to możliwe, lecz Christian ma wobec mnie inne plany. Jedną ręką oplata moją talię i przyciąga do siebie, bym nie uciekła nawet na milimetr. Wciągam głośno powietrze, a dosłownie każdy mięsień na moim ciele napina się i niebezpiecznie zaciska. Mężczyzna posyła mi nieustępliwe spojrzenie mówiące: Nie uciekniesz tak łatwo.

http://i-love-you-jack.blogspot.com/
Rozdział 20
Aria poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Rozejrzała się, napotykając wzrok tych cholernych, niebieskich oczu. Ich właściciel stał parę metrów dalej, opierając się leniwie o ścianę. Ciemne włosy miał wyjątkowo ułożone. Jasnoniebieska koszula była lekko rozpięta, a czarne spodnie idealnie skrojone. Wyglądał seksownie, bardzo seksownie. Brunetka poczuła jak pieką ją policzki. W podbrzuszu jej zawirowało, a oddech lekko jej przyspieszył. Reakcja na jego widok, całkowicie wytrąciła ją z równowagi. Jack uśmiechnął się tym swoim kpiącym uśmieszkiem, nie spuszczając z niej wzroku.

http://mlodosc-lily-i-jamesa.blogspot.com/
Rozdział 61: Co dalej?
- Albus stał się bardzo skryty. Nadal nie mam pojęcia dlaczego tak długo go nie było. Nie wiem, co planuje, ani czego domaga się ministerstwo. Uczniowie pytają, rodzice piszą. Przypuszczam, że ten semestr zakończymy o wiele szybciej. Jeszcze ten Potter... Cały czas mnie nachodzi, próbując wmówić, że za tym wszystkim stoją ślizgoni.
- Uczniowie? Myślisz, że mogą być jacyś szpiedzy w zamku? - Alastor spojrzał na nią, jakby naprawdę rozważał tę opcję, co jeszcze bardziej zirytowało Minerwę.
- Proszę cię – prychnęła. - Tłumaczyłam to już Fryderykowi. Tuż przed atakiem... - Na chwilę umilkła, jakby coś rozważając. Pokręciła jednak głową. - To niedorzeczne. Większość naszych uczniów jest niepełnoletnia. Kto zawierzał by cokolwiek w ręce takich młokosów?

http://dziennik-jo-watson.blogspot.com/
Rozdział 16: Jeszcze chwilę
W pewnym momencie poczułam zimny dotyk na moich rozpalonych policzkach. Czarnowłosy wziął moją twarz w swoje lodowate dłonie i uniósł ją do góry tak, abym mogła spojrzeć mu w oczy. Co za wielkie, niebieskie gały… I jak ja mam w takiej sytuacji zachować trzeźwe myślenie?
- Tak? – moja odpowiedź zabrzmiała jak pytanie.
- Wiesz, że pozostawienie mnie u siebie, w pustym domu na noc, to jak wpuszczenie do niego kanibala? – zapytał łapiąc mnie za nadgarstki po czym przygwoździł do ściany. - W każdej chwili mogę zrobić coś, czego będę żałować.

http://you-will-always-be-my-property-harry.blogspot.com/
Rozdział 36
Podoba mi się gangsterstwo, wiesz? Morderstwa, nielegalne narkotyki jak w raju prawdziwego mężczyzny.
- Śmieszne. - wywróciłem oczami.
- Dlaczego miałbym zmarnować taką wspaniałą okazję i nie być obecny przy twojej śmierci?
- Skończysz marnie, tak samo Thomas.
- Skąd u Ciebie taki nagły przypływ energii? - podszedł do mnie - Zabawa dopiero się zaczęła.
- Czyżby? Jeszcze nie wiesz na co mnie stać.
- Chciałbym wiedzieć. - wyminął mnie i podszedł do wyjścia. - Nasza zemsta jeszcze nie dobiegła końca... Zaczęło się od twojego ojca, a skończy na tobie.
- Raczej nie byłbym tego taki pewny.
- Radziłbym Ci mieć oko na swoich bliskich, jeśli w ogóle jakiś masz. - odpowiedział - A i pozdrów ode mnie... Hmm, jak jej tam? A no tak, Vanessę. - zaśmiał się z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem i wyszedł.

http://breathofthegods.blogspot.com/
Rozdział 5: Prawdziwy świat jest tam, gdzie są potwory. Dopiero tam przekonujesz się, ile jesteś wart – cz. 1
Oczy wszystkich ponownie zwróciły się na mnie, a ja stałam pośrodku tych równie dziwnych, jak i pięknych ludzi, zastanawiając się jak ja się tu znalazłam i najważniejsze co ja tu jeszcze robie. Ich wzrok był równie przeszywający, jak i irytujący, sprawiał, że miałam ochotę odwrócić się na pięcie i wyjść.

http://shadows-of-the-dead.blogspot.com/
#6
Zgarnęła z wieszaka znoszoną parkę i wyszła z pokoju, delikatnie zamykając za sobą drzwi. Po dłuższej chwili, spędzonej w labiryncie korytarzy, znalazła wyjście od strony szkoły.
- Idealnie – wyszeptała sama do siebie, kiedy okazało się, że było otwarte. Tajemnicza postać najwidoczniej zadbała o wszystko.
Silniejszy powiew powietrza rozwiał jej splątane włosy. Noc była wyjątkowo piękna. Nawet sam teren zakładu wyglądał inaczej – jakoś magicznie. Shizen ruszyła przez siebie wydeptaną ścieżką w kierunku trybun, oświetlanych żółtawym światłem, przez wielkie lampy. Po raz pierwszy rozkoszowała się chwilą – szeleszczącymi liśćmi, cykającymi świerszczami, a nawet zapachem wysuszonej trawy.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz – usłyszała męski głos za plecami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy