piątek, 22 maja 2015

Nowe posty (150)

Rozdział 14
Godzinny rozruch dobrze mi zrobił. Zmęczony wracałem truchtem do mieszkania, gdy na ławce zauważyłem siedzącą samotnie dziewczynę. Kiedy wychodziłem z budynku nie zauważyłem jej, ale mogłem śmiało stwierdzić, że musiała siedzieć tam dłuższy czas, bo jej postawa jasno wskazywała na to, że zmarzła. Podszedłem do niej i zapytałem, czy wszystko w porządku. Wystraszona poprawiła swoje włosy i spojrzała na mnie.
-Chryste, co ty tu robisz?- zapytałem, a ona wzruszyła ramionami i znów spuściła głowę. Dlaczego płakała? Usiadłem obok niej oceniając sytuację. Jej akademik był kawał stąd. Ktoś ją tu przywiózł? Przyszła sama? Naprawdę nie wiedziałem.

http://opiniownia.blogspot.com/
Starsze spojrzenie na aktualne sprawy
Spokojne promienie Słońca rozświetlają cień.
Tajemniczy dźwięk z oddali niszczy ciszę.
Budzi się do życia kolejny przeciętny dzień.
Spektakl się zaczął, Bóg trzyma w ręku kliszę.

http://zazakretemas.blogspot.com/
Epilog
-Przepraszam. Mimo iż mnie nie widzisz to ja zawsze jestem i będę przy tobie. Nigdy cie nie zostawię.
-Jack gdyby był jakiś sposób żebyś wrócił... zrobiła bym wszystko.
-Jest sposób...- Tylko tyle usłyszałam bo obraz zaczął mi się zamazywać aż w końcu nie było już nic tylko ciemność.
(Koniec części 1)

http://kraina-hadesa.blogspot.com/
XXIV: Rzymskie wakacje
– Gdyby nie okruchy zabawy, którymi się karmimy, najpewniej byśmy... jak to się teraz mówi, Apollo?
– Ześwirowali – dokończył bliźniak, przyglądając się Kayth z figlarnym błysku w oku. - Skoro już o tym mowa, mógłbym oszaleć na twoim punkcie, piękna. Taka uroda nie powinna się marnować przy Scarze.
Artemida westchnęła głośno, porzucając filozofowanie i zakładając ręce na piersi w wyrazie zniecierpliwienia.
– Czy ty musisz podrywać każdą kobietę, którą spotkasz?
– Nie podrywam każdej! Tylko te piękne – zauważając powątpiewające spojrzenie siostry, wyrzucił ręce w górę. – Nie moja wina, że wszystkie są piękne! A skoro już przy tym jesteśmy, widziałem na Olimpie twoją siostrę, Scar. To ogromny cios dla całej męskiej populacji, że ma już narzeczonego. Choć może jeśli napiszę dla niej wiersz, zmieni zdanie... „Och, Rosae, Rosae, gdy na ciebie patrzę, słońce dla mnie wstaje”. Jak myślisz?
Bogini Łowów popchnęła go lekko.
– Idziemy, Romeo.

http://zatrute-serca.blogspot.com/
12
— Nie rozumiem — powiedziałam cicho, śledząc wzrokiem Nieznajomego, jak postanowiłam go nazwać.
— Wiem. Ale musisz wrócić z kluczem. Jeśli będziesz go miała… Poznasz wszystkie tajemnice.
— Wszystkie? — powtórzyłam z nieukrywanym zaciekawieniem.
— Co do jednej.
Przyjrzałam mu się dokładniej, chcąc wyłapać jakiś szczegół. Miał znamię w kształcie półksiężyca na wewnętrznej stronie ręki, ale poza tym nie zaobserwowałam niczego godnego uwagi.
— Kim jesteś? — wymknęło mi się z ust.
Nieznajomy pokręcił jedynie głową.
— To nie jest ważne. Znajdź klucz i przyjdź.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że jego kontury rozmazały mi się w oczach, tracąc na ostrości. Sala balowa powoli opuszczała mój umysł, chociaż nadal słyszałam grę na skrzypcach i gwar tłumu.
— Jak mam cię znaleźć? — zapytałam pośpiesznie, instynktownie łapiąc go za rękę.
Nieznajomy ścisnął moją dłoń, jakby nie chciał, żebym odeszła.
— Sam do ciebie przyjdę. Musisz uważać, Lake. Zbyt łatwo dostać się do twojej głowy.
I zniknął.

Diabeł wydawał się nas spodziewać. Stał w bramie niczym pies, który zawsze czeka na właściciela.
- Cóż cię dzisiaj sprowadza w me diabelne progi? - zapytał, jakby nie znał odpowiedzi na to pytanie.
- A jak myślisz?
- Po twoim tonie nie sądzę, byś wpadła na kawę i ciasteczka.
Zaburczało mi w brzuchu. No tak. Zanim tam pojechałam, mogłam wpaść na mądry pomysł i coś przekąsić. Wtedy było już za późno.

http://the-elder-scrolls-opowiadanie.blogspot.com/
Rozdział trzeci: Sztylet w plecy
Brygada rycerzy widziała na horyzoncie sylwetki wielu koni i ludzi. Dowódca formacji stał teraz na przodzie grupy i patrzył, czy zwiadowcy wracają. Po chwili wojownicy przyjechali i zeszli z rumaków. Stanęli przed oficerem. Ten nerwowo rozejrzał się i krzyknął zdenerwowany:
- Ilu was pojechało?!
- Pięciu, dowódco... - burknął jeden ze zwiadowców zdejmując hełm.
Ale przed oficerem stało tylko trzech rycerzy.
- Oni... Zauważyli ich. Teraz są przygoto... Przygotowani na atak, ale jest...
Nagle na śnieżnej dolinie rozbrzmiał dźwięk rogu bojowego Zachodnich Rubieży.
Wojna domowa na dobre się zaczęła...

http://colleen-carter.blogspot.com/
Rozdział 8, cz. 2: Urodziny
- Moja mała dziewczynka rośnie - wyszczebiotał radośnie, łapiąc ją za oba policzki. Potem oba ucałował. Swoim zachowaniem wywołał dookoła śmiech zaproszonych gości. - Wszystkiego najlepszego, dobrego Kremowego, dużo pomarańczy, niech ci Łapcia nago tańczy!
Po tych słowach wręczył jej kilka malutkich paczuszek, owiniętych wstążką z dużą kokardą. Colleen wybuchnęła nagle niepohamowanym śmiechem.
- Rogacz, ja... - wysapała ostatkami sił, ocierając łzy rozbawienia. - To... idealny prezent, naprawdę...
Syriusz z zaciekawieniem przybliżył się do tej dwójki i spojrzał przez ramię dziewczyny na podarunek od Pottera. Kiedy tylko zobaczył, co to takiego, zrobił głupią minę. Jego przyjaciel zawsze miał dziwne pomysły, ale tego się nie... No dobra. Spodziewał się.
- Rogaś - zaczął niepewnie - możesz mi wyjaśnić, czemu kupiłeś Coll gumki?

http://rehabilitation-by-avengers.blogspot.com/
7. Ślad Przeszłości cz. 2 - Symbol Latarnii
To wszystko wydawało się już nie do zniesienia i myślałam że to się nigdy nie skończy, jednak dokonałam szokującego odkrycia. Patrząc na podłogę zobaczyłam iż stałam na jakimś rysunku wykonanym z czerwonej farby, lub z czegoś innego bo śmierdziało nie miłosiernie. Nie to było szokujące. To "graffiti" przedstawiało latarnię morską. Przerażona tym odsunęłam się, kiedy nie spodziewanie usłyszałam czyjeś kroki.
- IVY! - nagle krzyknął Thor, który znalazł się obok mnie i objął swymi ramionami.
- Czy coś się stało? Proszę powiedz mi... - spytał zaniepokojony moim zachowaniem, gdy ja bez słowa pokazałam mu palcem na swoje odkrycie. Zobaczyłam jak spojrzał się we wskazaną przeze mnie stronę i zszokował się tym co zobaczył.

http://golden-mud.blogspot.com/
Rozdział trzeci
Chociaż zamek Castlepond przeszedł wiele gruntownych remontów, niektóre miejsca mimo to były zapomniane i zaniedbane. Nikt nie pamiętał o pokojach oraz korytarzach położonych w najdalszych zakątkach szkoły, nieużywanych od lat z różnych względów, którymi nawet dyrektorzy nie zaprzątali sobie głowy. Te miejsca po prostu były, kryjąc w sobie wiele tajemnic albo, wręcz przeciwnie, marnowały się, zamieszkane jedynie przez pająki i tonące w kurzu.
Przez dziesięciolecia uczniowie zapuszczali się za daleko podczas spacerów po Instytucie i czasem natrafiali na jakieś zamknięte drzwi, do których nie pasował żaden klucz. Szarpanie mosiężnych klamek nie zdawało się na nic, więc darowano sobie dalsze próbowanie dostania się do środka. A szkoda, gdyż zawartość niektórych z tych pomieszczeń mogłaby rzucić zupełnie nowe światło na pewne sprawy...
Ale na wyjaśnienie ich jeszcze przyjdzie czas.

http://rainbow-basketball.blogspot.com/
Pokochaj mnie, Ryouta
Gdy miałem pięć lat wierzyłem, że miłość jest piękna, niepowtarzalna; że z nią życie ludzkie jest lepsze, niż takie, w której jej nie było. Uważałem, że należy ona do najpiękniejszych uczuć, które człowiek może podarować drugiemu człowiekowi. Za wszelką cenę chciałem, aby miłość przytrafiła się i mi, jednak każda próba kończyła się niepowodzeniem. Każda dziewczyna, której mówiłem, że ją kocham, najzwyczajniej mnie zbywała, mówiąc, że znajdę sobie kogoś lepszego, że nie jest zainteresowana, że ma kogoś. Prawda jest oczywista — prawdopodobnie mnie nie chciały z powodu mojego wyglądu, charakteru, zachowania. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło. Ja, Haizaki Shougo, zakochałem się w chłopaku, zwanym Kise Ryoutą.

http://odcienie-zieleni.blogspot.com/
Rozdział 15: Nowy początek
Odłamał jeden z sopli, który wyrósł na oparciu jego tronu. Obrócił go między palcami.
– Wyłączymy się z rozgrywki. Pozwolimy Lokiemu myśleć, że jest bezpieczny, że już nic złego nie może go spotkać, że jest... Potężny – ostatnie słowo niemalże wypluł, tak bardzo ociekało ono nienawiścią. – A gdy nadejdzie odpowiedni moment – cedził przez zaciśnięte zęby – i czujność Lokiego zostanie uśpiona, tak że nie będzie się niczego spodziewał... wtedy zaatakują Demony. Nie zabiją jednak wszystkich, o nie... Lokiego pozostawią przy życiu. Po to tylko, bym ja mógł go... ZNISZCZYĆ. – Ścisnął trzymany w ręce sopel. Szkło rozsypało się na wszystkie strony.

http://story-of-my-lifes.blogspot.com/
KZK GOP
A teraz przejdźmy do tematu, który chodzi mi po głowie bodajże od października, ale zebrałam się do napisania o nim w połowie maja.
Z usług Komunikacyjnego Związku Komunalnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego (czyli sieci autobusów i tramwajów w mojej okolicy :D) korzystam właściwie od zawsze, ale odkąd dojeżdżam do szkoły autobusem, zdarza mi się to szczególne często.

-Gabrielle? Gabrielle! GABRIELLE! - krzyczałam zalana łzami. Nie wiem czy to była zazdrość, czy poczucie zdrady, czułam się okropnie źle. Tak źle, że moim złym nastojem mogłabym wykarmić stado wygłodniałych baranów. - Gdzie jesteś?
-Tutaj! - zawołała wychodząc z łazienki. - Coś się stało? Och, Lily, wyglądasz okrutnie! - zawołała i mnie przytuliła. - No już nie płacz...
-Nie dotykaj mnie! - odtrąciłam ją wściekła. - Idź do swojego kochasia! Jak mogłaś? Ja zwierzałam ci się z wszystkiego, ale ty musiałaś mi to zrobić! Mało masz problemów?! Chyba uwielbiasz tracić osoby, które mogą ci pomóc. Mogłaś chociaż powiedzieć! - zawołałam i wybiegłam z pokoju trzaskając drzwiami.

http://u-re-my-medicine.blogspot.com/
Rozdział 9: Can I be close to you?
Szlag. Zapomniałam imienia, o które walczyłam przez kilka bitych godzin. Zaczęłam przeszukiwać kontakty, jednak żaden nowy się nie pojawił. Co prawda, chłopak wspominał coś, żebym zapomniała o całej minionej sytuacji, a jedynie pamiętać o przekazie jaki próbował mi wpoić. Totalna porażka. Nie chciałam zapominać. I właśnie w tym momencie doszłam do wniosku, że cholernie szybko przywiązuję się do obcych ludzi i okazuję im zbyt wielki podziw. To było nie fair. Mógł zostawić cokolwiek po sobie, nawet głupi przepis na tą przepyszną herbatę.

http://i-znikly-fanfary.blogspot.com/
Rozdział VI: Pierwszy atak
– Pospiesz się! Zamykam! – warknęła Pince.
Ginewra przewróciła oczami. Wyszła z czytelni obładowana stosem książek. Zaraz za nią zatrzasnęły się drzwi. Wyciągnęła różdżkę i wypowiedziała Zaklęcie Zmniejszająco-Zwiększające oraz oświetliła sobie drogę zaklęciem Lumos. Ruda szybkim krokiem przemierzała korytarze dzielące ją od wieży Gryffindoru, jednak droga wydawała się strasznie dłużyć. Wtem Ginny potknęła się o coś dużego i twardego leżącego na zimnej posadzce. Boleśnie upadła na kolana, przy okazji uderzając się głową w ścianę. Książki rozsypały się wokół niej. Rozmasowała bolące miejsce.
Jasne światło było oślepiające, więc początkowo nie zauważyła niczego. Podczołgała się bliżej i dostrzegła...[...].

http://pawlilandy.blogspot.com/
Restauracja na końcu świata – IX
– Czemu Giwer tak się trzęsie? – głos Zoplitzy wyrwał Yrwina z konsternacji. Jedyne, co sierżant ochotników widział, to puszka konserwy i jej ciemnoróżowa zawartość (nie był pewien, czy było to, jak głosił napis na pożółkłej etykiecie, mięso, czy może odpady z maszyny parówej, wolał o tym nie myśleć). Miał w nogach jakieś trzydzieści, może czterdzieści kilonóg. Dwadzieścia pieć kilonóg szlakiem haniebnego odwrotu okupionego potwornymi stratami. I wcale nie był pewien, czy nie będą musieli cofnąć się jeszcze bardziej... Ale o tym też nie myślał. Wszystkie wyobrażenia, cały sens życia skupiał się teraz na tej marnej, cynowej puszce, wyciągniętej z magazynów wojskowych Horanpola i cudem dostarczonej jednostkom na pierwszej linii. I w tej właśnie chwili Zoplitza przywołał go z powrotem do świata rzeczywistego. Pytanie wymagało chwili zastanowienia, gdyż Yrwin nie widział nieszczęśnika, lecz kiedy ujrzał kołyszącego się w pozycji embrionalnej ochotnika, znał od razu odpowiedź – nerwica.

http://www.wattpad.com/story/38566564-pandemonium
Rozdział 4
Zatrzaskuję drzwi swojego samochodu, ale nie wsiadam do środka. Podchodzę do drzwi frontowych. Przez chwilę waham się, trzymając rękę tuż przy dzwonku. Podjąwszy decyzję naciskam guzik. Słyszę ten typowy dźwięk, który mają szczęśliwe rodziny, a nie dziwne bzyczenie jakby dzwonek był zepsuty. I nikt nie umie tego naprawić, bo ojciec to… Tchórz!
I nagle drzwi się otwierają. Widzę jej zaczerwienione oczy. Płakała. Nie…
Wygląda tak samo jak… Nie chcę być tym, który ją skrzywdzi.

http://we-are-the-dreamers.blogspot.com/
III: Oczywiście, że to był sen
Odwracam się od lustra. Po drugiej stronie pokoju okno zajmuje niemal całą długość ściany i przysłonięte jest jedynie zasłonkami jak te przy łóżku - delikatnymi, białymi, dzięki czemu słońce bez przeszkód wpada do środka, nagrzewając podłogę. Podchodzę do niego, chcąc dowiedzieć się więcej o miejscu mojego pobytu. Odsłaniam zasłonki i wyglądam na zewnątrz. Widok zapiera dech w piersiach.
– A jednak umarłam – mruczę do siebie.
– Nie, ale mało brakowało – słyszę za sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy