niedziela, 26 lipca 2015

Nowe posty (158)

Rozdział 23: Dar Esmilli
Kamose przebywał w starożytnym Egipcie już na tyle długo, by zrozumieć, jak istotną rolę w społeczeństwie pełniły dzieci. Składanie ich w ofierze musiało być dla żyjących w tych czasach ludzi czymś paskudnym, obrazą wobec tradycji nakazującej posiadanie wielkich rodzin i dbanie o potomstwo.
Ucząc się historii, Kamose wielokrotnie natrafiał na wzmianki o składaniu ludzkich ofiar, więc sama idea mocno nim nie wstrząsnęła. Poczuł dreszcze na myśl, że Esmilla mogła być jedną z kapłanek trzymających sztylet i zadających śmiertelny cios niewinnemu, płaczącemu dziecku.
– Te… ofiary mają coś wspólnego z twoim darem? – zapytał. Musiał poznać prawdę, mimo że wolałby zmienić temat. Wymienienie opinii na temat pogody byłoby w sam raz.

http://all-i-want-magical2.blogspot.com/
Rozdział 3: Przypadkowe spotkanie
- Na pewno mogę się u ciebie zatrzymać? – zapytała. Już byłyśmy w moim mieszkaniu. – To dla mnie takie… nowe.
- Jasne – odpowiedziałam. Nastawiłam wodę i oparłam się o blat, odwracając się w stronę blondynki. – Przecież to nic takiego… komuś pomóc.
- No… tak – usiadła na kanapie. Po chwili zajęłam miejsce obok niej i położyłam na stole dwa wysokie kubki z herbatą. – Dziękuję – szepnęła blondynka, oplatając ręce wokół mnie.
Przytuliłam ją mocno do siebie. Wtedy dotarło do mnie, jak ważne jest wsparcie ze strony drugiej osoby. Bo to, co poznamy, ma na nas duży wpływ.

http://magia-i-firestar.blogspot.com/
Część II: Prolog
Krzyknął, kiedy masa wody uderzyła w niego z zaskakującą siłą, powalając go na nogi. Myślał, że na tym się skończy.
Nie mógł się mylić bardziej.
Woda, zupełnie jakby nagle stała się myślącą istotą, pociągnęła go w stronę basenu. Chociaż starał się walczyć z nieznanym sobie zjawiskiem, nie miał dość sił. Poczuł, jak uderza o wyłożone kafelkami dno zbiornika.
Chciał płynąć w górę, ku powierzchni. Musiał zaczerpnąć powietrza. Cenny tlen zmarnował wcześniej na desperacki krzyk, który niekontrolowanie wyrwał się z jego klatki piersiowej.
Czuł, jak się topi. Jego płuca zaczęły płonąć żywym ogniem, kiedy skończyło się powietrze. Oczy zaszły czerwoną mgiełką, którą widział wyraźnie, pomimo panującego w całym parku półmroku.

http://memuary-rodziny.blogspot.com/
Rozdział XI: Światła i cienie
Usłyszał za sobą drakondy przymilające się do swego pana. Lord rozmawiał z nimi. Henry poczuł na sobie jego spojrzenie, kiedy sięgał po pogrzebacz. Przed zamknięciem kominka chciał jeszcze poprawić drwa.
Z powodu coraz dotkliwszego żaru zmrużył oczy. Przesuwając jeden z kawałków, udało mu się wzniecić potężny snop iskier. Ledwie zamknął oczy, poczuł jak ktoś chwyta go za ramiona i odciąga z dala od ognia. Stało się to tak szybko i gwałtownie, że aż zakręciło mu się w głowie.
Gdy zawroty ustąpiły, chłodna dłoń delikatnie przejechała po jego skroniach i powiekach. Uchyliwszy je, zobaczył lorda. Był wystraszony.
– Nic ci nie jest, Harry? – spytał.
– Nie, nic – kamerdyner dla pewności przejechał sam sobie dłonią po twarzy.

http://rainbow-basketball.blogspot.com/
Postanowienia
— Przepraszam.
W jednej sekundzie wyraz twarzy Midorimy ze zdenerwowanego zmienił się na zdziwiony, i to nawet bardzo zdziwiony. Rzadko występowało zjawisko, kiedy Takao sam z siebie przepraszał kogokolwiek, w tym Shintarou.
— Za co?
Miał wrażenie, że Takao śmieje się z niego, ale za każdym razem, gdy o tym myślał zaprzeczał sam sobie. Wprawdzie, jego ukochany często się z niego śmiał, ale nigdy tak poważnie, że nie przestawał nawet na krótką chwilę.
— Za to, że narysowałem ci wielkiego chuja na czole.
Takao już wiedział, że to co zrobił zostanie zakończone niczym innym, niż karą.
I to w dodatku bardzo brutalną karą, jak wyczytał ze wzroku swojego męża.

http://teorie-zepsucia.blogspot.com/
Rozdział I: Raz kozie śmierć
- A więc jesteś jednym z nich?
- Z których?
- No wiesz, gangu złych chłopców, zaciągających do łóżka urzeczone ich domniemanym urokiem bezbronne dziewczęta, lecące na adrenalinę, narkotyki i skórzane kurtki?
Luke zaśmiał się, odchylając głowę do tyłu. Przeczesał włosy i zarzucił sobie na ramię niedawno wymienioną czarną kurtkę.
- Nie, moja droga. Ja po prostu jestem macho.

http://dramione-wymiana.blogspot.com/
Rozdział 19, cz. 1 – Zbrodnia doskonała: Plan
- Jak myślicie, o ile w ogóle myślicie, dadzą nam za to Order Merlina Pierwszej Klasy?
- Ja już mam Order – mruknął Harry, na co Blaise zgromił go spojrzeniem.
- Chwali pięta! – wytknął mu.
- No, co? Ty nie masz Orderu Merlina.
Blaise prychnął z pogardą. Ale będzie miał. Nie codziennie łączy się najbardziej nienawidzących się czarodziejów w parę! Zapomnijmy jednak na razie, że oni jeszcze nie są parą… Ale Blaise i tak już pawiem był, tak zawczasu.
- Gdyby nie ja, w ogóle byś się nie zorientował, że coś się święci! – warknął. Odkąd tylko zobaczył Granger wpadającą w ramiona Draco na listopadowym balu i to zachwycone spojrzenie swojego przyjaciela wiedział, że musi działać!

http://porzeczkowysmakyaoi.blogspot.com/2015/07/love-oop-i.html
Love-oop I
Dwunastego października drużyna Tokyo Lakons drugi raz z rzędu sięgnęła po mistrzostwo kraju. Mimo zaciekłego oporu przeciwników mecz był rozstrzygnięty od niemal samego początku. As Lakonsów – Aomine Daiki – już w pierwszych minutach pokazał, na co go stać. Jego drużyna wysunęła się na dziesięciopunktowe prowadzenie w drugiej połowie pierwszej kwarty i od tamtej pory już tylko powiększała różnicę. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem dziewięćdziesiąt osiem do siedemdziesięciu dla Lakonsów, a Aomine został uznany najlepszym zawodnikiem turnieju. Podczas całych Mistrzostw zdobył łącznie trzysta dwadzieścia sześć punktów, pobijając równo o sto wynik z zeszłego roku. Zdecydowanie podczas tych zawodów zaprezentował nam swoją szczytową formę.

http://pawlilandy.blogspot.com/
Restauracja na końcu świata – XIII
– Musiałaś dać się złapać?
"Nie musiałam. To ty mnie do tego doprowadziłaś, droga siostrzyczko."
– Ja? Raczysz kpić! Wydaje mi się, że to ty byłaś na polu bitwy i to ty teraz siedzisz po niewłaściwej stronie frontu. W celi. W cholernej, schwerdanej celi!
"Uspokój się, gniewem nic nie zmienisz."
– Ale przynajmniej się wyładuję!
Chwyciła najbliższe krzesło i posłała na ścianę. Z satysfakcją obserwowała, jak rozpada się w drzazgi i dołącza do stosu innych zniszczonych przedmiotów, które miały pecha trafić w jej zasięg. Strażnicy nie przyszli. Nie po tym, jak jeden, pragnąc sprawdzić co się dzieje, spotkał się z tyką do przesuwania pionków po mapie strategicznej. To była ostatnia rzecz, którą w życiu ujrzał.

http://naprzeciw-siebie.blogspot.com/
10. Zwrot w tył
- Och, Harry - szepnęła Granger i mocniej objęła go swoimi rękami.
- Uratowali ty… tylko Ginny.
Wiedział, że to nie jego miejsce. Dlatego spojrzał na nich ostatni raz, z dziwnym ukłuciem w sercu, odwrócił się i odszedł.
Nie wiedział, że zrozpaczona twarz Pottera jeszcze będzie go prześladować.

http://xtruehappiness.blogspot.com/
Rozdział 10: Szary poniedziałek
– Przepraszam, że ci nie powiedziałam. – Wbiłam wzrok w swoje palce u rąk, gdy po chwili zobaczyłam, jak zbliżają się do nich inne: większe, mocniejsze. Michael chwycił mnie za dłoń i uniósł moją głowę tak, żeby nasze spojrzenia się spotkały.
– Najważniejsze, że nic poważniejszego ci się nie stało. Cholera, Tess, nie pakuj się więcej w takie tarapaty, dobrze?
Pokiwałam głową i przytuliłam się do jego torsu. Chłopak objął mnie ramieniem, uważając, by nie dotknąć pleców. Pierwszy raz od wczorajszego wieczoru poczułam spokój. Najpierw Brad i ta dziewczyna, później dużo alkoholu, napaść i stres przed powrotem do domu, żeby ojciec nic nie zauważył, a także obawa reakcji Michaela... Tego było za dużo. Ale teraz, w objęciach czarnowłosego, w końcu odnalazł mnie spokój.

http://zachowaj-mnie.blogspot.com/
Rozdział 2
— Luś, ja za trochę będę musiała iść, mam lekcję chodzenia — rzuciła Wiola takim tonem, jakby musiała co najmniej osobiście powitać królową brytyjską.
— Chodzenia gdzie? — spytała tępo Kamińska, nadal chyba będąc w kawiarni z Robertem, bo minę miała rozmarzoną, co działało Tomkowi na nerwy.
— Po wybiegu, głuptasie! — Prus pokręciła głową. — W sumie to... muszę iść już teraz, o tej porze w centrum będą potworne korki.
— I masa spoconych oblechów w tramwaju. — Dodał Frączak, zdejmując okulary, by potrzeć grzbiet nosa.

http://i-hope-you-remember-me.blogspot.com/
[4] If I can't have you I'll walk this life alone
Skrzyżowałam ręce na piersi i lekko drżąc skierowałam się do starych, mahoniowych drzwi. Wyszłam na korytarz i już chciałam schodzić ze schodów, gdy usłyszałam w pokoju obok donośny śmiech Rose i niski głos Williama. Nie miałam zamiaru tam wchodzić, im przeszkadzać, broń Boże. Mogę dać sobie rękę uciąć, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń. Pomyślałam tak, gdy tylko ich zobaczyłam. Widziałam jak William na nią patrzył. Zupełnie tak jak na mnie kilka lat temu. Oboje, jak widać, ułożyliśmy sobie życie i wolałabym żeby tak pozostało.

http://opowiadanienomada.blogspot.com/
7. Wiggle
- W co ty do cholery grasz? - zaatakowałem słownie bruneta. - Nie możesz mi ich normalnie oddać.
- Mogę, mogę. Ale to byłoby mi nie na rękę. - powiedział Dan, uśmiechając się pod nosem.
- O czym ty mówisz? - zapytałem zdezorientowany.
- O tym, że nie mógłbym zrobić tego. - powiedział jakby to było oczywistą oczywistością.
- Tego? To znaczy?
- Tego.
I zrobił to. Szybkim i sprawnym ruchem podszedł bliżej, a następnie agresywnie, nie zważając na otaczających nas ludzi, naparł na mnie swoimi ustami..

http://zazakretemas.blogspot.com/
Rozdział 2
-JUŻ WIEM DLACZEGO TWÓJ CHŁOPAK NIE ŻYJE! ZABIŁ SIĘ BO NIE MÓGŁ Z TOBĄ WYTRZYMAĆ!- Spojrzałam na niego z niedowierzaniem jak mógł cos takiego powiedzieć. Chciałam być silna ale mimowolnie zaczęły lecieć mi łzy.

-Nie żyje ponieważ poświęcił się żeby tacy debile jak ty mogli żyć i miec rodzinę, i byli wolni. Prawdopodobnie gdyby nie Jack był byś martwy. Nie żyje ponieważ Sire wyrwała mu serce kiedy próbowaliśmy ja pokonać!- Odpowiedziałam plącząc coraz bardziej nawę nie miałam sily krzyczeć. Jak on mógł cos takiego powiedzieć.

http://zastepca-bydajmond.blogspot.com/
Rozdział 6
– Potrzebuję stanowisko na dwie godziny, obojętnie które – powiedziałem, a Lydia udiadła na małym krześle i zaczęła robić coś w komputerze.
– Ile i jakie tarcze? – zapytała, przez co chwilę milczałem.
– Dziesięć, jakakolwiek sylwetka.
– Sześćdziesiąt funtów się należy – burknęła, spoglądając na mnie. Powoli wyjąłem portfel i dopiero wtedy przypomniałem sobie o najważniejszej rzeczy.
– Potrzebuję jeszcze naboje – szepnąłem, ponieważ nie chciałem, aby ktoś mnie usłyszał.
– Jaki rodzaj broni?
– Kaliber 9 Luger – odpowiedziałem, a ona ponownie skinęła głową, doprowadzając mnie tym do szału.
– Więc sprawa wygląda tak: za jeden nabój płacisz trzy funty, minimalna ilość strzałów przypisana do tego rodzaju broni to dziesięć. Masz dziesięć tarczy, więc nie ma mowy, że dziesięć naboi ci na to wystarczy. Proponuję zwiększyć to razy siedem, i jeśli będziesz oszczędzał amunicję, spokojnie zużyjesz to na wszystkich celach – powiedziała, sprawiając, że znów szeroko otworzyłem oczy.

http://alternatywa-ck.blogspot.com/
Rozdział 10
– Myślałam, że chcesz mnie zabić, j-j-jak oni zab-b-bili mamuuusię! – zawyła. Hood pogłaskała ją po głowie.
– Ależ oczywiście, że chcę cię zabić.
Wypowiedziawszy te słowa uwolniła ogień, cały czas tuląc Lilly do piersi. Pełzł powoli. Dokładnie trawiąc wszystko, co napotkał. Mnożył się. Był bardzo chciwy, już od dawna głodował. Nie pozostawił nic z nowej lalki – strawił ją całą, pozostawiając szary popiół.
Mała Lilly była jakby w amoku, nie zdawała sobie sprawy, co się dzieje. Kurczowo tuliła się do Hood.
– Gorąco – wymamrotała.
– Tak – odparła czerwonowłosa i wypuściła dziecko ze swoich ramion. Wstała i ruszyła prosto do ognia. Lubiła czuć jego oddech na swoich ciele, to jak palił jej odzież.
– Parzy! – zawyła Lilly, gdy ogień wreszcie jej dosiągł. Nie próbowała uciekać, przeźroczyste łzy spływały po brudnych od sadzy policzkach, a z ust wydobywał się krzyk.

http://opiniownia.blogspot.com/
Popek, dopalacze, Rubik
Moim zdaniem zażywanie jakichkolwiek substancji chemicznych nie jest wyrazem rozsądku, a raczej próbą samobójczą. Nie rozumiem i nie popieram dopalaczy, krótko mówiąc :" Oddalam ten temat ''.

http://feeling-like-a-ghost.blogspot.com/
Primero
...kiedy to mój ojciec zaginął. Nigdy go nie poznałam, nie mamy nawet wspólnego zdjęcia – kilka miesięcy przed moim narodzeniem wyszedł z domu i nie wrócił do dziś. Przez pierwsze lata mojego życia, gdy na dziecięce pytanie „Gdzie jest tata?” słyszałam odpowiedź „Nie wiem, ale niedługo wróci”, wierzyłam, że rzeczywiście wróci. Potem dorosłam i przestałam pytać. Już nie łudzę się, że spotkam ojca, tak jak wiem, że nigdy nie poczuję żadnego smaku.

http://losyhermiony-dhl.blogspot.com/
Rozdział 11
- Jak zapewne wiesz lub się domyślasz, mam hedonistyczną naturę, więc nie wymagaj ode mnie zachowania z nią sprzecznego.
- Ty masz gadzią naturę. - prychnęła ni to zła ni rozbawiona.
Zaśmiał się cicho i nachylił do jej ucha. Poczuła jego ciepły oddech na policzku.
- Taką też, Hermiono, taką też. - zamruczał, a kiedy otworzyła usta, by mu powiedzieć co myśli o tak bezpardonowym skracaniu dystansu, dodał, by nie dać jej dojść do słowa – Teraz bądź tak łaskawa i przestań mówić. Zamknij oczy i pozwól, bym obudził w tobie twoje uśpione, hedonistyczne pragnienia.

http://dark-paradise-saga.blogspot.com/
Rozdział VI: Jadę do niej
I nagle, tak po prostu, dotarło do mnie, że to prawda. Nie było jednak żadnych wybuchów, fajerwerków ani uderzeń młotem. Poczułam niewyobrażalną złość na cały klan Volturi bez wyjątku. Miałam ochotę pojechać - a nawet pobiec - do Voltery i zabić wszystkich, którzy odpowiedzialni byli za całą tę chorą sytuację.
Poczułam, jak ręka Emmetta powoli przykrywa moja dłoń. Będąc razem tyle lat, zauważył zapewne, że jestem zdenerwowana i chciał delikatnie dać mi do zrozumienia, żebym się uspokoiła.
Zignorowałam go i zabrałam rękę.
Potrzebowałam łącznika tak jak dziecko potrzebuje klocka, aby złaczyć kolejne elementy swej układanki, nie potrafiłam jednak nic wymyśleć. Wciąż nielogiczny wydawał mi się powód, dla którego zamierzali nam ją zabrać - nie zrobiliśmy przecież nic, co zmusiłoby ich do podjęcia takiej decyzji. Chociaż nawet gdybyśmy postąpili źle, to zabieranie cudzej żony było, na litość Boską, popieprzone!
Na usta cisnęło mi się tylko jedno słowo czy raczej pytanie, na które nikt niestety nie umiałby odpowiedzieć.

http://ttuce.blogspot.com/
Rozdział szesnasty So glad we’ve almost made it, so sad we had to fade it
Od jakiegoś czasu brała w nim górę natura samuraja, która o pięćdziesiąt procent zmniejszała ilość kąśliwych uwag pod adresem innych osób. Poza tym, Krillan mógł być słaby w porównaniu z Saiyaninami, ale nie ustępował im pod względem odwagi. Yamcha mógł być byłym kochankiem Bulmy, ale rozsądnie nie wchodził mu w drogę. Tien Shinhan natomiast… No tak, Tien Shinhan nadal wkurwiał go bardziej, niż przewidywały to ziemskie normy społeczne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy