sobota, 1 sierpnia 2015

Nowe posty (159)

7. W roli głównej… kanapa
Bohaterką dzisiejszego wpisu będzie... kanapa. Jest to pierwszy mebelek, który wykonałam, dlatego nie jest najlepszy. Wszystkie mankamenty ukryte są przez moje profesjonalne modelki fashionistas. Kanapa wykonana z pudełek, wyściełana watą i obszyta granatowym materiałem.

http://biale-roze-willow-mellark.blogspot.com/
Koszmar
Jeden...
W głowie Willow Mellark słyszy tysiące różnych głosów. Głos Rye'a, Connora, pani Benson... Głos mamy i taty... głos Snowa. Willow nie wytrzymuje.
Dwa...
Wszystkie klony Snowa rzucają w stronę skulonej Willow swoje róże. Dziewczyna nagle zostaje zasypana milionami takich kwiatów. Czuje, że zaczyna się topić.
Trzy...
Zaczyna się dusić. Kolce kwiatów zaczynają się wbijać jej w skórę. Willow piszczy z bólu i nie może się ruszyć. Jej ciało jest sparaliżowane.
Cztery...
Gdy łapie ostatni oddech, słyszy słowa dobiegające z ust jego wroga: "Twoja matka miała rację! Panem ma już swojego następcę! Spełni się moja wola!"
Pięć!

http://dreams-of-reality-margaret.blogspot.com/
Rozdział V
Zdając sobie sprawę, co nastąpiło nie mogłam się powstrzymać przed zaśmianiem się choć odrobinę.
To zabawne, ilu czarodziei poznałam, a tylko jeden z nich wszystkich potrafi traktować magię jak zabawę. Bo magia to zabawa, tylko bardziej niebezpieczna, co wcale nie sprawia, że jest gorsza.
Chłopak odsunął się i pstryknął palcami powodując, że wisiorek zniknął w szmaragdowej poświacie.
- To było zabawne. – uśmiechnęłam się ciepło. – Ale nadal mi nie powiedziałeś swojej historii. – tym razem to ja uśmiechnęłam się przebiegle.
Chłopak przeczesał swoje włosy ręką i odwrócił się znowu w moją stronę.
- Uczyłem się w tej szkole rok. Nie byłem najgorszym studentem. – skrzywił się nieznacznie znów spoglądając w stronę holu, tak jakby tam ktoś namalował ilustrację jego życia. – Jednak dzięki pewnym osobom nie zostałem przepuszczony do następnej grupy. Dlatego znów jestem na pierwszym roku. – wtedy chłopak zeskoczył z parapetu.

http://kraina-hadesa.blogspot.com/
Epilog
Stała w drzwiach jeszcze przez długą chwilę, zanim jej uszu nie doszedł krzyk Juliana:
– Ktoś ważny, kochanie?
Spojrzała na sylwetkę oddalającego się mężczyzny po raz ostatni, po czym zamykając drzwi, mruknęła:
– Nie. Nikt ważny.

http://crossover-arrow.blogspot.com/
Wierni towarzysze Strzały 1
Oliver nie wiedział czemu zdecydował się przyjść do klubu tak wczesnym rankiem. Zegar w klubie wskazywał na godzinę 5:30. Ostatnie miesiące dały mu się we znaki i wolał spędzać wieczory i ranki sam, nie musieć się tłumaczyć nikomu z niczego. Oczywiście śmierć najlepszego przyjaciela, zerwanie z Laurel, sprawiły, że Bojownik oddalił się od ludzi, którzy pomimo wielkich tragedii nadal stali przy jego boku. Teraz siedział na skrzyni przywiezionej z Lian Yu i myślał o swoim porąbanym życiu, o byciu synem miliardera, o byciu kobieciarzem i rozpuszczonym chłopakiem bez żadnych większych ambicji. To nie tak, że żałował, że musi spełnić ostatnią wolę ojca i uwolnić swoje miasto od szumowin zatruwających Starling City.

http://pomaranczowy-zapach-szczescia.blogspot.com/
Rozdział 25: Gdy impreza się skończy, my wciąż będziemy należeć do siebie nawzajem
I choć przyjaźniłyśmy się od wielu lat, to była pierwsza taka rozmowa jaką przeprowadziłyśmy. Caroline, zawsze w idealnej fryzurze i dobrze skrojonym kostiumie, wyznała mi sekret, który długo utrzymywali z Markiem przed światem. Traktowała to, jako swoją życiową porażkę. Użyła nawet stwierdzenia, że co to za kobieta, która nie może dać, mężowi dziecka. Sama nie wiedziałam, dlaczego akurat wtedy, w garderobie podjęłyśmy ten temat. Może to wino, które zaczęło na nas, tak działać. Długo skrywana, przeszłość musiała w końcu wyjść na jaw.

http://theasphodelus.blogspot.com/
Rozdział 10
Will podał do mnie kafla, a ja wystartowałem w górę, by zmylić trochę tych nowych. Miałem zamiar podać do niego dopiero w pobliżu prawej obręczy - on sunął wzdłuż boiska, by móc zaczekać na dole przy lewej, a wtedy zdobycie kolejnych dziesięciu punktów przez ten dość nieskomplikowany zwód było banalne. To znaczy, byłoby, gdybym nagle nie poczuł mocnego szarpnięcia. Odwróciłem się, a moim oczom ukazał się Jones, który złapał za ogon mojego Nimbusa, chcąc uniemożliwić mi zdobycie dziewiątej bramki.
- Puszczaj. - wysyczałem, powstrzymując falę przekleństw, jednak ten idiota nie miał zamiaru posłuchać. Uścisk zelżał dopiero, gdy Potter zagwizdał palcami, a moja miotła ruszyła nieco do przodu. Wszyscy zatrzymaliśmy się w powietrzu. Odleciałem od niego kilka metrów dalej w stronę trybun, jakby w obawie, że znowu będzie chciał tknąć moją miotłę, a choć nic jej się nie stało, wolałem być ostrożny.

http://nicniedasiecofnac.blogspot.com/
Rozdział XVIII
Kiedy zobaczyłam, że jego druga dłoń również zmierza w moim kierunku, ponownie chciałam uciec, odskoczyć. Jednak nie zdążyłam w porę, ponieważ ręka, wcześniej muskająca mój podbródek, teraz spoczęła na mojej talii, nie pozwalając mi ruszyć się z miejsca. Zamarłam. Miejsce gdzie spoczywała jego dłoń, zdawało się palić, a płonące, gorące promienie wędrowały każdym nerwem mojego ciała, rozchodząc się we wszystkie zakamarki.

http://into-dust-n.blogspot.com/
Into dust, n #53
Egoistyczne samozadowolenie. Chwila wielkiego triumfu. Wyśnionego na milion sposobów. Podnoszącego ciśnienie krwi w żyłach. Przeżywanego w całkowitej samotności, choć być może pod obstrzałem nieprzychylnych spojrzeń. Jedno z nich wyróżnia się w szczególny sposób. Heroicznie walcząc z jego własnym aż prosi się o kłopoty. To nic wielkiego. Należy przecież do najmniej zdecydowanej istoty, która kiedykolwiek miała okazję stąpać po ulicach tego nędznego miasta.

http://czarny-latawiec.blogspot.com/
Rozdział 5.1
– O czym myślisz? – Przez chwilę wydawało mi się, że to pytanie w ogóle nie padło, więc nie odezwałam się ani słowem. Po chwili jednak, na swoim ramieniu poczułam jego ciepły dotyk. Przejechał opuszkami palców po całej długości od zewnętrznej strony barku do łokcia, zahaczając po drodze o fałdki materiału mojej piżamy.
– O niczym… – rozluźnił mięśnie twarzy. Odchylił głowę do tyłu, a kładąc się na plecy, podciągnął pod kark jedną z poduszek.

http://crownsjewel.blogspot.com/
Rozdział 11
Wchodząc, minęła królową matkę, puszącą się jak paw. Lea stanęła w komnacie, wędrując rozbawionym wzrokiem za Elisą, wyjątkowo całą w królewskiej purpurze. Miała suknię o kroju największej bombki jaką widziano w tym zamku, długi płaszcz i niebotycznie wielką kryzę. Całości dopełniał dekolt kolią. Cała Elisa. Gdy wyszła królowa podeszła do Hala, poprawiając tkwiące na jego piersi złote łańcuchy przekazywane każdemu królowi. Starał się ułożyć je symetrycznie na bordowo-złotym płaszczu zapiętym pod szyją perłami, ale zdenerwowane palce nie potrafiły otrzymać zamierzonego efektu.
- Przyszłaś życzyć mi szczęścia? – spojrzał w dół na królową, która niczym żona wyprawiająca męża do pracy, upewniała się, że wygląda dobrze.
- Nie. Nie potrzebujesz mojego winszowania. Przyszłam ci powiedzieć, że jesteś odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. I, że będę niedaleko, jakbyś chciał uciec. – uśmiechnęła się i stając na palcach ucałowała gładko ogolony policzek Hala.

http://kosoglos-zyje.blogspot.com/
4. W Czwórce
Wstaję i podchodzę do okna. W tym momencie wjeżdżamy do tunelu. Na jego ścianach zauważam emblematy tego dystryktu. Gdy w końcu się z niego wydostaliśmy, nagła zmiana krajobrazu wywiera na mnie mieszane uczucia. Jest pełno drzew, las wydaje się być nieskończony. Dominują szare obłoki, ale to nie psuje scenerii. Wręcz przeciwnie. Dodaje to głębi i jednocześnie mroku. Z drugiej strony las jest obcy i wywołuje lekki strach. Przypomina mi arenę.

http://uwazaj-na-trolle.blogspot.com/
3. Ogniem i trollem
W oczekiwaniu na trunek, zagadnąłem faceta siedzącego obok. Wyglądał jak skrzyżowanie Bruce’a Willisa z Hulkiem, więc podejrzewałem, że w jego żyłach płynie krew obu tych istot.
– Przyjacielu – powiedziałem, zarzucając facetowi rękę na ramiona. – W moich planach zostania czarnoksiężnikiem obawiam się tylko jednej rzeczy. – Na pewno mówiłem bardziej bełkotliwie, ale ja to zapamiętałem w ten sposób. – Że alkohol przestanie zupełnie na mnie działać. Będę pił na umór i nic. Jak woda. Plum.
Po chwili leżałem na ziemi, a Hulkobruce stał nade mną z groźną miną. Chyba mu się nie spodobałem.
Zginę, pomyślałem.
– Pozdrówcie ode mnie matkę, przyjaciele – bełkotałem. – Niech wie, że nie ginę na marne.
Zupełnie nieoczekiwanie olbrzymi facet wziął mnie na ręce i zaczął iść w stronę wyjścia na zaplecze.
Zrobi ze mnie potrawkę, przemknęło mi przez głowę. Albo za barem wykopie mój grób i nikt mnie już nigdy nie znajdzie.

http://wspomnienie--milosci.blogspot.com/
Rozdział VI
Nigdy nie traktowałam realnie tego zgadywania przyszłości, wyszukiwania różnic między tym co się zdarzyło, a mogło wydarzyć, dlatego, że na ścieżkach biegowych nigdy nie przytrafiało mi się nic szczególnego. Dopiero kiedy usłyszałam znajomy głos wypowiadający moje imię i odwróciłam się w jego kierunku, zrozumiałam, że o tym, kogo spotkamy na swoich drogach, naprawdę decyduje jedynie zbieg okoliczności, będący sumą naszych poprzednich drobnych wyborów. Na widok twarzy, która tak bardzo uprzykrzyła mi poprzedni wieczór, ulotnił się spokój, ogarniający mnie podczas tych kilkunastu minut biegania. Nie spodziewałam się niczego dobrego po zaczepiającym mnie na ulicy Marcinie.

http://basniowa-pozytywka.blogspot.com/
Rozdział XX {Nadzieja płatków śniegu}
Uwięziona biedaczka usiłowała wymacać ukryty za pasem sztylet, ale jej niezgrabne palce nie potrafiły nawet wydobyć go z pochwy. Królowa zaśmiała się szyderczo na jej głupiutkie starania i sięgnęła ręką po kolejną zdobycz do słoikowej kolekcji. Śnieżka dokładnie czuła zagłębiającą się w jej ciele dłoń, trzask wyłamywanych żeber i uścisk zachłannych palców na pulsującym sercu. Głos bólu uwiązł jej w gardle. Mogła tylko płakać czerwonymi łzami, krwią z ziejącej w jej piersi dziury…

http://deszcz-lusek.blogspot.com/
2. Niebezpieczna wiedza, cz. I
– A ty tylko ciągle żresz i żresz, Jegoriju – mruknął, unosząc nieco brew. – Niedługo zaklinujesz się w fotelu i będzie trzeba wezwać któregoś z chłopaków, by cię uwolnił.
– Co się znowu stało, Gawrile? – odparł z krzywym uśmiechem mężczyzna, odkładając stalowe sztućce i prostując się w siedzeniu. – Kolejne problemy?
Brunet jeszcze wyżej uniósł brwi i zmierzył chłodnym spojrzeniem Jegorija. Ten poczuł, jak coś nieprzyjemnego przechodzi po jego plecach i zatrzymuje się gdzieś na karku.
– Czy zawsze, gdy przychodzę, musi być jakiś problem? – mruknął ironicznie. – Chyba na razie największym jest to, że przerwałem ci trzeci obiad. Ewentualnie piąty.
Puścił szyderczą wypowiedź mimo uszu.
– Co z obozowiskiem? – zmienił natychmiast temat, wyciągając z szafki butelkę wódki i dwa kieliszki. – Napijesz się?
Również to brunet skwitował beznamiętnym spojrzeniem.
– Wódki się nie odmawia – stwierdził i natychmiast na jego twarzy zagościł uśmiech.

http://verion-iskra.blogspot.com/
Odcinek 5
Chłopiec czuł, jak z każdą chwilą jego mięśnie rozluźniają się, a umysł odpręża. Miał wrażenie, jakby wyrwał się z jakiegoś dusznego pomieszczenia i stanął w strugach ożywczego deszczu, który obmywając go, uwalniał od wszelkich nieczystości zarówno ciało i ducha. Nareszcie stało się to, na co czekał od bardzo dawna – był wolny. Czuł, jakby miał zaraz wznieść się ponad chmury. Odetchnął głębiej i uśmiechnął się - o tak, na pewno byłby do tego zdolny. Jest potężny, wszechmocny, nie znający żadnych granic ani barier, więc nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Zrozumiał to nagle, a po chwili zdumienia poddał się rozkosznemu upojeniu. Był wspaniały i niepokonany, piękny i groźny zarazem, jak słońce które dawało życie, ale z równą łatwością mogło je odebrać. On sam o wszystkim decydował, w jego rękach spoczywał los setek, tysięcy, milionów istnień. Właśnie ta świadomość wolności i władzy, niczym nieograniczonej i nieskrępowanej, budziła w nim ekstazę, której oddawał się coraz mocniej...

http://zatrute-serca.blogspot.com/
Rozdział 16
Nagle zauważyłam coś w pięciocentymetrowej szparze między meblem a posadzką. Ostrożnie wsunęłam w nią rękę i wyciągnęłam małą, grubą i niemożliwie zakurzoną książkę. Przetarłam ją rękawem bluzki, krztusząc się, jednak na skórzanej, burgundowej okładce nie było żadnego tytułu. Tylko tył zdobiły trzy pozłacane litery — G.C.M. Zdziwiona, zajrzałam do środka, a moim oczom ukazały się ręczne notki pisane pięknym, pochyłym pismem.
To był pamiętnik. W dodatku cholernie stary, patrząc na datę — 1779.
Zaintrygowana, usadowiłam się wygodniej i przewertowałam pożółkłe ze starości strony. Miejscami słów nie dało się odczytać, ponieważ złośliwy atrament wyblakł, ale większość była czytelna. Aż dziw, że zachował się w tak dobrym stanie. Bądź co bądź minęły dwieście czterdzieści dwa lata.
Przez dłuższy czas nie wiedziałam, co z nim począć, ale w końcu ciekawość wzięła górę i zaczęłam czytać wpis na pierwszej stronie z datą pierwszy września.

Clem była przygotowana na wiele rzeczy, ale na pewno nie na to, że sekretną kryjówką Weasleyów okaże się zapasowy składzik Snape’a.
— Względy logistyczne — wytłumaczył jej Fred, gdy tylko wyraziła swoje zdziwienie. — Bliżej do większości składników, są też różne kociołki i półtora całkiem sprawnego palnika.
— Półtora?
— Jeden działa przez cały czas, a drugi tylko w nocy — odpowiedział Clem jakiś głos i dopiero wtedy dziewczyna zorientowała się, że jedna z ciemnych plam w zaciemnionym pokoju to nie kolejny regał ze składnikami.
„Snape!” — zawołała natychmiast jej podświadomość. ­­— „Zwiewaj, jeśli ci szlaban niemiły!”. Ale kiedy już miała brać nogi za pas, Fred pociągnął ją głębiej, gdzie palący się palnik nie tylko rzucał złowrogie cienie na ściany, ale także dawał trochę światła, i Clem przypomniała sobie, że w soboty o tej porze profesor Snape nie wychodzi ze swoich komnat, bo, jak głosi plotka, boi się Rannej Opryszczki Nietoperza lub, w co wierzyła Clem, do późna w nocy czyta gotyckie romanse z wampirami.

http://opowiadaniazkrainypiewotniaka.blogspot.com/
Prolog
– Pewnie zastanawiacie się, co tu robicie… Jesteście szczęśliwcami! Wybraliśmy was byście się zabawili, odpoczęli od tak bardzo znienawidzonej przez was szkoły. Niektórzy z was są na swój sposób… Jakby to… O! Wyjątkowi! Taaaak, to bardzo dobre określ…
- PSYCHOPATA! WARIAT! WYPUŚĆ NAS STĄD W TEJ CHWILI! – wydarła się jakaś laska.
- Pani wyjątkowa nie jest, a za przerwanie mi… - tu sam przerwał, wyjął z kieszeni nóż i rzucił nim. Wprost w głowę blondynki.
– Chciałbym abyście wzięli udział w grze – nie zwrócił uwagi na to, że niektórzy krzyczeli z przerażenia, czy też rzucali mu wystraszone spojrzenia. Tylko ja, jak zwykle, patrzyłam na to obojętnie, lecz jednak z nutą zainteresowania. „Grze”, powiadasz?

http://memuary-rodziny.blogspot.com/
Akt VI: Klub „Jaskółka” – bal
Jak w każdą sobotę, zaprosiła do swego domu koleżanki z opery na małe kobiece przyjęcie. Państwo Chatto akurat tego wieczoru wyszli do teatru. Koło jedenastej udały się do garderoby Miny, bo bardzo chciała pokazać im sukienkę, jaką zrobiła dla niej krawcowa na inną zabawę.
Drzwi prowadzące do sypialni oraz okno w tejże zostawiły otwarte na oścież, żeby wywietrzyć zbyt intensywny zapach trutki na mole. Kiedy paradowała z przyłożoną do klatki piersiowej sukienką przed przyjaciółkami, ona i jeszcze jedna dziewczyna zauważyły cień przemykający się po sypialni zbyt szybko, jak na starego kamerdynera lub niewiele młodszą od niego pokojówkę. Wszystkie cztery wyjrzały z garderoby. Wtedy go zobaczyły.
Wyglądał tak jak na rysunkach z gazet – dżentelmen w kruczej masce, odziany w czerń. Miał nawet tą słynną pelerynę skrojoną na kształt skrzydeł. Przyłapały go na tym jak otwiera szkatułkę, gdzie Mina trzymała część swej biżuterii. Nie miała ona porządnego zamka, więc bez trudu sobie z nią poradził.

http://revievv.blogspot.com/
Co robiłem, jak mnie nie było?
Na pewno nie próżnowałem i trochę się wszystkiego uzbierało. Dlatego teraz Wam o tym wszystkim ładnie opowiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy