sobota, 3 października 2015

Nowe posty (167)

Rozdział III
Szczęście? Czy w zasadzie było dla niej szczęście? Pierścionkiem na palcu? Podpisanym papierkiem? A może czymś innym? Może poczuciem bezpieczeństwa? Ostoją i stabilizacją? Chociaż to wszystko powinno iść ze sobą w parze, a ona przy Mateuszu dawno przestała być sobą… Powoli zaczynała popadać w paranoję.

http://jess-i-jej-dziwne-zycie.blogspot.com/
Rozdział 23: Stać się kimś innym
- Twierdzisz, że nie potrafię być dziewczyną? – zapytał, jak tylko udało nam się opanować.
- Twierdzę, że nie potrafiłabyś żadnego wyrwać, droga Miley – odpowiedziałem z przekąsem.
- Przekonamy się. Każda z nas ma dokładnie trzy godziny na znalezienie i rozkochanie w sobie chłopaka. Calum i Mike będą nas sprawdzać, czy nie oszukujemy. Co ty na to Emily?
- Pojedynek na podrywanie chłopaków? To wbrew naturze! – powiedziałem po chwili.
- Poddajesz się? – zapytał ze słyszalną nadzieją w głosie.
- Nigdy. Przyjmuję zakład.

http://wlasciwy-wybor.blogspot.com/
Rozdział 25
Kiedy facet dowiaduje się o tym, że wkrótce zostanie ojcem zazwyczaj się cieszy. Ale ja nie byłem jak każdy. Różnica między mną, a większością mężczyzn polegała na tym, iż nienawidziłem dzieci i nie planowałem ich. Kiedy jednak usłyszałem co powiedziała Victoria to tak, jakbym dostał w głowę. Wyglądała jak zawsze: obcisła sukienka, idealnie płaski brzuch, wieczorowy makijaż. Wściekły na nią złapałem ją za nadgarstek i zaprowadziłem do gabinetu ojca, zostawiając tym samym kompletnie zszokowanych gości w salonie. Nie pieprzyłem się z dobrymi manierami tylko od razu zapytałem o co chodzi tej wariatce, a wtedy ona powiedziała coś, czym doprowadziła mnie do szewskiej pasji. Słowa „mówiłam, że wrócę” dały mi jasno do zrozumienia, że faktycznie jest w ciąży, a co najgorsze zrobiła to umyślnie. Planowała tę ciążę.

http://nowy-swiat-andrei.blogspot.com/
Rozdział 30
Niespodziewanie jeden z wilków zadarł głowę do góry i spojrzał na mnie. Wstrzymałam oddech. Najbardziej przykuły moją uwagę jego oczy. Piękne, niebieskie ślepia. Miałam dziwne wrażenie, że już kiedyś je widziałam, ale za nic nie mogłam sobie tego przypomnieć.[...]
— Gdy używam swojej mocy, starsze czarownice o tym wiedzą. Dzieje się tak dlatego, że jeszcze się uczę...
— I co?
— Wiedzą też, gdzie aktualnie się znajduję — dodała ze zmartwieniem i zrobiła smutną minę.[...]
— Do kiedy tak jest?
— Dopóki nie nauczę się wszystkiego i nie stanę się samodzielna.
— A co się stanie, jak nas znajdą? — założyłam ręce na piersi.
— Przypominam, że nasze gatunki są ze sobą skrócone — spojrzała na mnie wymownie.
I wszystko jasne. Czarownica, do tego młoda, i dhampirzyca. I obie się przyjaźnią... Skandal dla gatunku swojej rasy.

http://lickanthronicon.blogspot.com/
Rozdział 4: Uczta
To oczywiste, że należała do szpiegów Goventryha. Cholera, na pewno od dawna coś podejrzewał! Wykorzystał jego nieuwagę, chwilę słabości i podesłał mu szpiega pod sam nos. Kastor był jednak wciąż w lepszej sytuacji niż Claude... On taką zdradę mógłby przypłacić życiem.
(…)
— No oczywiście! Wysoki, przystojny, blondyn... Noo, Niemiec, tak... Mówiłem ci skarbie, że Niemcy są strasznie seksowni, zawsze mi się podobali...
Nie wytrzymał dłużej. Natychmiast otworzył drzwi.
(…)
— Muszę kończyć, oddzwonię później! — Na widok Kastora chłopak rozłączył się natychmiast.
Wpatrywał się w niego wybałuszonym spojrzeniem swoich niebieskich oczu, a na wilgotnej twarzy jawił się głupi, nerwowy uśmieszek. Krótkie, blond włosy sklejał pot, wokół oczu miał rozmazany cień do powiek i tusz do rzęs. Wyglądał naprawdę komicznie.
Kastor nic z tego nie rozumiał. Wciąż wpatrywał się w niego z szeroko otwartymi ustami.  Nieznajomy odezwał się do niego pierwszy.
— Jak długo tu stoisz?

http://winterhood.blogspot.com/
Rozdział VI: Puszka Pandory
- Co się stało? – podeszłam do niej. – Daj, rzucę okiem.
- Nie, zawołaj Bree!
- Krwawisz – stwierdziłam ze zdziwieniem, dostrzegając szkarłatną maź na palcach jej rąk.
Mimo sprzeciwów, podeszłam bliżej. W końcu obróciła się do mnie plecami.
- Nie wiem, co to jest. Musiało mi się wbić, jak upadłam na trawę. Swędzi i strasznie spuchło.
Odgarnęłam jej białe, kręcone włosy i zobaczyłam zaczerwienioną, rozdrapaną skórę przy łopatce, z której w kilku miejscach coś wystawało. Delikatnie pociągnęłam za koniuszek, żeby dowiedzieć się, cóż to u diabła się jej wbiło.
- Zostaw! – zawyła z bólu. Szarpnęłam jednym, szybkim ruchem. Słuchając fali przekleństw skierowanych w moim kierunku, przyglądałam się z rozdziawioną gębą długiemu, śnieżnobiałemu pióru, jakie znajdowało się właśnie w mojej dłoni.
Cassidy obróciła się, spoglądając na mnie pytającym wzrokiem.
- To nie jest śmieszne. Co tam było? – spytała.
- Patrzysz na to.
- Nie wygłupiaj się, wyjęłaś to z kieszeni.

http://theasphodelus.blogspot.com/
11
...kiedy jednak już sterczałam przed posągiem chimery strzegącej wejścia do gabinetu zaczęłam zastanawiać się, czy to na pewno dobry pomysł. (...)
Westchnęłam. "To może chwilę potrwać".
I tak zaczęłam wymieniać wszystkie czekoladowe słodycze, które przyszły mi do głowy. Czekoladowe szkielety, czekoladowe kociołki, czekoladowe różdżki, czekoladki z likierem, Shock-o-Choc... w pewnym momencie pomyślałam nawet, że hasłem może być po prostu czekolada, bo pani prefekt mogło się zebrać na żarciki (w końcu poczucie humoru Krukonów bardzo często oscylowało wokół tego typu rzeczy), jednak to również nie zadziałało, a ja zaczynałam powoli się załamywać. Wtedy już wymieniałam wszystkie słodycze niezależnie od tego, czy była w nich czekolada, czy nie - doszłam do wniosku, że Wallace po prostu się na mnie zemściła, podając mi fałszywą podpowiedź. Cóz, przynajmniej plus był taki, że i tak hasłem do gabinetu zawsze były słodycze, więc jakaś szansa na trafienie wciąż była.
- Cytrynowe dropsy. Krajanka z melasy. Karaluchy w syropie.

http://cienie-westeros.blogspot.com/
Wilcza krew
Lyanna gnała przed siebie w szaleńczym pędzie. Zimny wiatr, szarpiąc ciemne włosy z prawdziwą pasją, zdmuchnął jej czapkę z głowy. Na policzkach czuła szczypiący mróz, a pod sobą ciepłe ciało spoconego wierzchowca. Wokół migały wysmukłe drzewa, zwieszające swe ponure konary nisko nad niknącą w śniegu ścieżką. W głębi Wilczego Lasu, gdzie puszcza była starsza od Winterfell, zalegało mało śniegu, jednak Lyanna nie mogła zagłębiać się tak daleko. Wciąż zdarzało się, że dzicy przekraczali Mur i czaili się w głuszy na nieostrożnych wędrowców.

http://marzenie-niewolnika.blogspot.com/
Rozdział 15
Podszedł do łóżka i usiadł na jego brzegu. Patrzył na wyraz twarzy śpiącego nastolatka, który z otwartymi ustami wyglądał zabawnie. John uśmiechnął się widząc go takim. Delikatnie położył dłoń na głowie niewolnika i pogłaskał go powoli. Potem palcami przeczesał jego jasne włosy. Lubił to robić. „Wygląda zupełnie jak taki mały, bezbronny kotek”.

http://memuary-rodziny.blogspot.com/
Epilog
Miesiąc po narodzinach córki, Richard II Ogrobójca zorganizował z tej okazji wielki festyn dla całego miasta. Ci, co znali królewskie obyczaje, dziwili się temu, gdyż: w ten sposób dotychczas władcy czcili jedynie narodziny pierworodnych synów. Inni zwracali uwagę również na to, że to pierwsze tak wielkie, huczne wydarzenie szykowane przez samego króla, odkąd zginął tragicznie jego młodszy brat, książę Roger. Radość z pierwszego dziecka, po latach prób i niepowodzeń, jak twierdzili dworzanie, musiała przyćmić żal po stracie.
Natomiast mieszkańcy Cambford, którzy nie mieli większego pojęcia o dworskich sprawach, po prostu cieszyli się na myśl o oderwaniu się na jakiś czas od szarej codzienności.

http://sensacyjne.blogspot.com/
Rozdział 2
Żadne z nas nigdy nie podejrzewało, że ktokolwiek na świecie jest w stanie paść w ramiona nowo poznanego Norwega i zacząć planować z nim ślub, nie zważając nawet na wciąż trwający, choć skomplikowany związek.
Już nie wspominając o tym, że Małgosia nigdy nie gustowała w otyłych, dziesięć lat starszych przestępcach.

http://avengers-kryptonim-shadow.blogspot.com/
6. Kim jest kobieta w złotej pelerynie?
Czemu wylądowała akurat w samym środku tego rozgardiaszu? Czemu nie została w Phoenix? Może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej…? Wciąż tylko pytania i pytania. Chciała usłyszeć choć jedną odpowiedź! Przecież nie wymagała cudów…
Zastanawiała się jak ma powiedzieć przybranym rodzicom o śmierci Annabell. Oni byli przeciwni jej wyjazdowi do Nowego Jorku. Bali się, że coś się może stać, ale po namowach i obietnicach Scarlett w końcu się zgodzili. Ale ona zawiodła. Nie ochroniła jej. Wiedziała, że cała wina spadnie na nią, ale musiała sobie z tym poradzić. Nie mogła się poddać, musiała walczyć dla Annabell.
Ostrożnie przyłożyła dłoń do szyby i pozwoliła popłynąć swojej mocy. Delikatny szron pokrył szklaną powierzchnie okna tworząc na niej piękne, mroźnie zawijasy. Scarlett uśmiechnęła się podziwiając swoje dzieło. Cieszył ją fakt, że dzięki odzyskanej pamięci, odzyskała również kontrolę nad swoimi umiejętnościami.

http://jestes-dla-mnie-nieumarlym.blogspot.com/
Rozdział 37
Przestałam czuć ból w gardle, gdy przycisnęłam dłoń do klatki piersiowej wiedźmy. Działałam instynktownie. Wbiłam swoje paznokcie w jej skórę. Ciepła krew pociekła przez palce. Kobieta wzmocniła ucisk, to ja też. Nie odczuwałam bólu ani strachu. Poczułam się potężna. Wzywałam magię do siebie. Kiedy przeciwniczka wydała z siebie cichy jęk, z piersi, wraz z cieczą, wydobywała się Moc. Ciemna, kleista się magia podpływała do mnie, aby w końcu połączyć się ze mną. Moc wypełniała całe ciało. Stawałam się silniejsza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy