sobota, 2 stycznia 2016

Nowe posty (177)

Rozdział 1: Prawie na końcu świata
Nie wyłączając silnika, wyskoczył z samochodu, omal nie przewracając się na śliskiej nawierzchni. Dopiero kiedy nachylił się nad leżącą postacią, zdał sobie sprawę, że potrącił młodą dziewczynę. Wyglądała ona dość przerażająco. Ubrana cała na czarno: płaszcz, gruby szal i czapka nasunięta niemal na oczy kontrastowały z bladą cerą. Liceum w Kniecieńcu nie było duże, a Tomasz miał wrażenie, że zna wszystkich uczniów, jednak tej dziewczyny nigdy nie widział na oczy.
– Nic ci nie jest? – zapytał, widząc, że dziewczyna podnosi powieki. – Możesz się poruszyć?

 Zamilcz! – po pokoju poniósł się krzyk Adelheid, a oczy zarówno Bonnie jak i Stefana zwróciły się na rudowłosą. Salvatore patrzył w zdumieniu na umarłą. Wyglądała całkowicie tak samo jak przed śmiercią. Nie myślał, że jeszcze kiedyś ją ujrzy.
- Heidi… ? – powiedział jedynie wampir, nie mogąc wyrazić wszystkich pytań, które siedziały mu w głowie. Wpatrywał się przez chwilę w zastygłą Santino. Jej usta wypowiedziały bezgłośnie jego imię. Nie mógł w to uwierzyć. Całkowicie go sparaliżowało i jedyne co był w stanie zrobić to zaśmiać się niekontrolowanie, po czym przy pierwszym mrugnięciu oczu zniknęła ponownie, a go jeszcze raz ogarnął smutek.

Rozdział XV
– Co to za robota, ta, o której wspomniałeś?
– Chodzi o poszukanie pewnych osób.
– Konkretnie – dopytywała.
– Handlarzy.
– Handlarzy niltheą, jak się spodziewam. – Nagle ton jej głosu jakby zbladł, pomiędzy niedawną ekscytację wkradły się drobinki złości, które stały się jeszcze bardziej wyraźne, gdy na powrót spojrzał w jej oczy.
– Coś nie tak? – zapytał, szczerze zdziwiony.
– Nie pomogę ci, wybacz.

Rozdział 1
– Pomożesz mi? – pyta mnie. Kiwam głową na znak, że się zgadzam i że zaraz przyjdę. On jednak stoi nade mną, nie ruszając się z miejsca. Mam wrażenie, że chce być przy mnie cały dzisiejszy dzień i chłonąć moją obecność na tyle, na ile będzie mu to dane. Jakby chciał powiedzieć „kocham cię”. Nie wiem tylko czy chce pocieszyć mnie, czy też sam siebie. Czuję, że robi się cieplej, ale jednocześnie nie jestem do końca pewien czy zaraz nie zwymiotuję.

Rozdział 13
Kliknięcie.
Ktoś wszedł do pokoju nauczycielskiego. Kroki powoli zbliżały się do jej kryjówki, co jakiś czas przystając. Po chwili do uszu dziewczyny doszedł trzask, jakby coś ciężkiego z impetem uderzyło o podłogę.

Rozdział 40
- Przecież panowie wiedzą. Inaczej by was tutaj nie było. – Odrzekł jednak ciągnął dalej, choć z niechęcią. – Byliśmy kochankami.(...) Poznałem ją pod koniec października. – Podjął Eclat. Detektywi tylko wymienili spojrzenia. Potwierdzały się ich podejrzenia. Cała historia, która doprowadziła do śmierci Bennet zaczęła się na przełomie października i listopada. – Jak już mówiłem przedstawiła nas sobie moja znajoma podczas bankietu po jednej z wystaw (...) Potem wpadłem na Hailey kilka razy, podczas moich spotkań z tamtą znajomą, a potem to już…
- Samo się potoczyło. – Dokończył za niego Glass z ironią. – Ta pana znajoma ma imię i nazwisko?
Przysiągłby, że Eclat na chwilę się zawahał. 
- Oczywiście. – Odparł z uśmiechem. – Nanette Dise. Yansen chrząknął nieznacznie. Glass poprawił okulary i nie kryjąc satysfakcji zapytał:
- Czy wie pan, że pani Dise zaginęła?
- Wiem i bardzo mnie to niepokoi. Była mi bliska.

6. Bóg nieszczęścia
Bolało go całe ciało, ale jeszcze większy ból odczuwał gdzieś wewnątrz... Przycisnął dłoń do klatki piersiowej i starał się odszukać w pamięci słowo, jakim ludzie określali to coś w środku.
– Serce – usłyszał nad sobą głos, który przeszył szum deszczu.
Serce, przypomniał sobie. Miejsce, gdzie dusza cierpi najbardziej.

Rozdział 9: Rozpalić wspomnienia
Westchnął bezgłośnie, w końcu opuszczając ramiona. Bezwiednie powędrował spojrzeniem do sylwetki Sinatri, od której emanował tak nadzwyczajny spokój, że niemal zaczynał się w dziwny sposób obawiać. Jakby wyczuwając jego skonsternowany wzrok, uśmiechnęła się lekko, a dłoń dotąd spoczywającą na kolanie Wisa odwróciła wierzchem do dołu. Przez chwilę wpatrywał się w nią, szarpiąc sam ze sobą, co powinien zrobić, aż w końcu odetchnął i delikatnie splótł swoje place z jej, ostrożnie, jakby dostał do dłoni granat. To było dziwne. Nieznane i niepokojące. Tak jak cisza, która zaraz potem rozległa się w samochodzie. I właśnie wtedy, na milisekundy przed, wyczuł, że coś jest nie tak.
Rozległ się przeszywający świst i kilka rzeczy wydarzyło się równocześnie. Ena poderwała się z siedziska, krzycząc do Steve’a, by skręcił, Steve szarpnął za kierownicę, a tuż przy boku samochodu wybuchł pocisk.

Rozdział 5
Nie zabijam. Jeszcze nie. Biegnę do skazanych. Przytulam każdą z nich po kolei. Wiem, że nie mogę ich uratować. Ale wiem też, że tam będzie im lepiej. Dlatego nie zatrzymuję ich. Staję przed samą szubienicą i patrzę jak zakładają im pętle na głowę.
Tym razem nikt nie czyta wyroku. Bo go nie ma. One są niewinne. Winna jestem ja.
Ktoś pociąga za sznur. Koniec. Nie mam już nic. Zostałam sama. Nie puszczę im tego płazem. Chcę wiedzieć, kto kryje się pod kapturem kata. Ale on się nie odwraca. Wchodzę po schodkach. Ciągnę go za rękę i odwracam do siebie.
Nie patrzy na mnie. Nie obchodzi mnie to.
Pociągam za kaptur. Już opada. Za chwilę się tego dowiem.
Upadam.
Nic nie wiem.
Nie chcę żyć.
Chcę.
Zemszczę się.

Jesteś wybrańcem
Nieustannie wszystkich oszukujesz. Jesteś dobrym człowiekiem, lecz to tylko złudzenie. Przyzwoici ludzie są szczerzy przede wszystkim z samymi sobą, Ty taki natomiast nie jesteś. Wypełnia Cię wymuszony fałsz, a kłamstwem żywisz się każdego dnia. Jest tego jednak przyczyna. Zachowujesz się tak, ponieważ w taki sposób nakazują żyć Ci inni ludzie. Twoja odrębność nigdy nie byłaby zaakceptowana, ponieważ na świecie nie ma miejsca dla ludzi takich, jak Ty…

Jedenaście
Mogłam zacząć się z nim droczyć. Mogłam dziwić się, że jest prawiczkiem albo zaprzeczyć, powiedzieć, że jeszcze się nie wypowiadałam. Nie miałam jednak na to siły. Wiedziałam, że mówi prawdę o swojej seksualności, a także o mnie – bo zgodziłabym się. Cholernie bałam się utraty dziewictwa, ale czułam, że on jest tym jedynym – tym, któremu chcę ofiarować mój największy skarb. Moją jedyną prawdziwą miłością.

Święta 2015; czyli miniaturka o tym, co Severus Snape planował w święta
Pod kominkiem zawiesił obrzydliwie wrzosową, dzierganą skarpetę, którą rok temu dostał na święta od Dumbledore’a. Wiele razy usiłował zmienić jej kolor na bardziej cywilizowany, jednak dyrektor musiał obłożył wełnę jakimiś pradawnymi, silnymi zaklęciami, gdyż każda próba kończyła się niepowodzeniem. „Ależ kochany Severusie, sam ją dla ciebie zrobiłem i włożyłem w nią całe swoje serce” przekonywał Albus, gdy przyłapał Snape’a na próbie spalenia niechcianego prezentu.
Skarpeta była oczywiście wypełniona mugolskimi cytrynowymi dropsami, których Severus nie tknął do tej pory. Na każde pytanie dyrektora odpowiadał jednak, że pochłonę je natychmiast, przez co nabawił się cukrzycy i teraz musi unikać jakichkolwiek słodkości.

Rozdział 34
Odwróciła się. Podeszła do dziewczyny, roznosząc za sobą dźwięk skrzypiącej, drewnianej podłogi. Położyła na jej kościste ramiona blade, pomarszczone dłonie. Powoli nachyliła się i szepnęła do jej ucha pytanie:
— Czy jesteś już gotowa?
Młódka nawet nie drgnęła. Poczuła jedynie, jak po jej ciele roznosi się chłód.(...)
— Tak — powiedziała cicho i niepewnie po dłuższej chwili. — Chyba tak...
Odwróciła głowę w bok i spojrzała swoimi dużymi, ciemnymi oczami w tęczówki kobiety. Nie widziała w nich nic. Żadnych uczuć, które mogłyby jej coś powiedzieć. Jak zawsze były puste.(...)
— Wahasz się — stwierdziła kobieta. — Zwlekałaś z odpowiedzią. Może powinnaś jeszcze...
— Nie — przerwała jej łagodnie. — To już czas. — Uśmiechnęła się smutno. 
— Już czas... — powtórzyła bezsilnie. — Już czas...
Dziewczynka zamknęła księgę. Wstała od stołu, a książkę oddała swojej nauczycielce.(...)
— Chyba powinnam już iść, Aweno.
Ich twarze były rozświetlone przez światło z kominka. Obie zrobiły smutne miny.
— Jesteś pewna? — zapytała z troską nauczycielka. — Przeszłaś przyśpieszony kurs nauczania.
— Tak. W stu procentach jestem tego pewna. — Uśmiechnęła się szczerze.

Rozdział 4
Pościel była biała i miękka, obsesyjnie gładził ją ręką. Potrzebował tego, potrzebował dotyku, chociaż sam nie wiedział, dlaczego. Łapczywie wdychał jej delikatną, ziołową woń. Z napięciem wsłuchiwał się we wszechogarniającą ciszę.
I nagle zrozumiał.
Nie wiedział, gdzie jest.

Rozdział 30: Danse macabre
Patrząc na kajdany, które przykuwały jej ręce i nogi do twardej i zimnej podłogi, z trudem powstrzymywała łzy. Pragnące spływać po bladej, brudnej skórze kobiety, świadczyły o jej głębokiej niedoli i nieszczęściu. Wolność była tak blisko a zarazem tak daleko. Jeszcze kilka miesięcy temu cieszyła się szczęściem z ukochaną córeczką, a teraz z utęsknieniem marzyła, by jeszcze raz przed śmiercią ujrzeć rozradowaną twarz Wendy.

One shot: LIST I ŚWIĄTECZNY PARADOKS 
– I wtedy uciekłam… – skończyłam opowiadać historię z dzisiejszego popołudnia mojej przyjaciółce, Yuriko. Ta wyglądała, jakby miała za chwilę wybuchnąć śmiechem. Zmarszczyłam brwi. – Pamiętaj, obiecałaś mi, że…
– Przecież się nie śmieję! – krzyknęła z uśmiechem, ale po chwili zamilkła, widząc ciekawskie, bądź wyrażające dezaprobatę, spojrzenia kierowane w naszą stronę przez innych klientów kawiarenki. Zachichotała cicho, a ja obdarzyłam ją nienawistnym spojrzeniem. Gdybym mogła zabijać wzrokiem, teraz trzeba byłoby kupować trumnę. 
(...) 
– Zamknij się i stój spokojnie, Kuro – odrzekłam spokojnie, wlepiając szare tęczówki w zaczepiającego Kiarę Bokuto. Zaczyna się. Tetsuro zaśmiał się i podążył za moim wzrokiem, aż w końcu jego oczy napotkały mój obiekt obserwacji. Ponownie się zaśmiał.
– Może zadbałabyś o swoją miłość, zamiast wpierdalać się w uczucia innych?

Rozdział 2.2
– Przepraszam. – Pociągnęła nosem, otarła mokre oczy i odsunęła się na tyle, aby móc spojrzeć na twarz strażnika. – Nie chciałam narobić ci problemów. – Spuściła wzrok, spoglądając na swoje poranione kolana. Krew zakrzepła, pozostawiając na skórze brunatne strupy. – Powiem ciotce, że to wszystko moja...
– Głupia – mruknął. Widząc, że usilnie powstrzymuje kolejną falę płaczu, przysunął ją do siebie tak, by ponownie wtuliła twarz w jego tors. – W tej chwili powinnaś martwić się o siebie. Ja sobie poradzę.
– A co, jak zobaczą mnie w takim stanie? – zapytała cicho, obracając głowę. Przylgnęła policzkiem do klatki piersiowej Sirotha, wsłuchując się w miarowe bicie serca.
– Zajmę się twoimi ranami, zanim wrócimy – odpowiedział. Zdziwiła się, czując ciepłą dłoń delikatnie głaszczącą ją po włosach. Zamknęła powieki, delektując się tym niespotykanym, przyjemnym gestem; być może pierwszym i ostatnim.

4. Jak wyszła z pod kontroli?
- Ty albo twój następca muszą wrócić do gry. Inaczej...
- Inaczej co ?!? - zapytał zaniepokojony tata. Słuchać była, że tak jak i ja odpowiedz nie będzie zadowalająca.
- Inaczej .. ty i twoja rodzina zginiecie w męczarniach.

VI
Panienka podeszła spokojnym krokiem do samego tronu i nie podnosząc wzroku uklęknęła przed Cesarzem. Drżące dłonie z trudem złapały materiał leżący na ziemi, by pieczołowicie go ucałować i schować w nim twarz.
- Kim jesteś, ty, śmieląca całować me szaty? - zapytał, po chwili ciszy, która zdawała się przeciągać w nieskończoność.
Na twarzy Pierwszego tańczył dziwnie ironiczny uśmiech. Nie przeszkadzało mi to. Nie czułam w tym niczego złego.
- Najwierniejszą z twych uniżonych służebnic, Panie.

95. Zdemaskowany wojownik
- Patrzcie! – Wrzasnął sprawozdawca – To niesamowite! Zamaskowany Wojownik się podniósł! Niebywałe!
W ostatniej sekundzie dostrzegłam, iż wspomniany delikwent zmierzał odegrać się. Przyspieszyłam lot i wykorzystując oniemiałą androidkę chwyciłam ją za ramiona i rzuciłam nią w natręta. Obaj zderzyli się, lecz tylko Osiemnastka upadła na płytki zastanawiając się co tak właściwie się stało.

Rozdział 33
Usiadłem przy biurku i z ciekawości zajrzałem do szuflady, w której położyłem komórkę. Przykleiła do niej kartkę z informacją, że nic nie znalazła. Wziąłem ją do ręki i przyjrzałem się równym, napisanym małym drukiem literom. Miała naprawdę śliczne pismo. Pasowało do niej. Nie wiem dlaczego, ale w tym momencie przed oczami pojawił mi się jej obraz sprzed tygodnia. Wyglądała wtedy tak inaczej, w pełnym, mocnym makijażu i w tych ubraniach, które podkreśliły wszystkie walory jej figury. Bardzo niebezpieczne było to połączenie rockowego stylu i jej dziewczęcej niewinności. I te jej oczy. Na Boga, czemu ich wcześniej nie zauważyłem? Gdybym miał ją oceniać w skali 1-10 dałbym jej naprawdę mocne dziewięć. Nigdy nie dałem żadnej kobiecie dziesiątki.

13
Mecz towarzyski z Ravenclawem, który mieliśmy zacząć za jakieś dziesięć minut, różnił się nieco od rozgrywek o puchar.
Po pierwsze, McGonagall i Flitwick dogadali się z Hooch, żeby móc sędziować mecz. Okej, może i nie rozumiałem, dlaczego chcieli to zrobić, ale skoro nikomu to nie przeszkadzało i właściwie nie robiło nam jako graczom większej różnicy, to dlaczego nie.
Po drugie, Ann nie komentowała dzisiejszego meczu; stwierdziła, że będzie się zajmować tylko rozgrywkami o puchar, a poza tym woli pomóc Michaelowi z materiałem do Echa i razem porobią zdjęcia.
Po trzecie - i najważniejsze - jako kapitan drużyny Gryfonów czułem się odpowiedzialny za skład drużyny i jeśli cokolwiek z naszego planu się nie uda, lub co gorsza - ktoś się dowie - byłbym w najgorszej sytuacji. W końcu nawet jeśli nie dostalibyśmy szlabanu na wszystko poza jedzeniem, oddychaniem i odrabianiem lekcji, to nie mielibyśmy najmniejszych szans na puchar.

Tymczasem Snape, obserwując pełne ulgi twarze uczniów, pozwolił sobie na leciutki, wredny uśmieszek. Praca w grupach była idealną pułapką dla takich naiwnych kretynów. Ludzie zwykle nie zdawali sobie z tego sprawy, ale kiedy zaczynali pracować w stadzie, coś dziwnego działo się z ich możliwościami intelektualnymi i nagle pomysły typu „Rozbierzmy się do rosołu i śpiewajmy pod ministerstwem rzewne pieśni wojenne” wydawały się im szalenie interesujące. Pewni czarodziejscy uczeni udowodnili nawet, że długotrwałe przebywanie w tłumie grozi obniżeniem IQ poszczególnych jego członków do poziomu samogłowa — w dodatku samogłowa z umysłowym upośledzeniem.

Rozdział 10: Zapiski zjawy
Pomyślał wtedy,że faktycznie tak mogłoby być. Gdyby zobaczył ją w oknie pokoju wynajmowanego w bloku, wirującą i podskakującą na kamiennych chodniku w przemoczonej bluzce, mógłby pomyśleć, że jest dziecinna. Potem przyjrzałby się dokładniej i może stwierdziłby, że ta kobieta jest samotna, a każda kropla, gdyby tylko mogła, zmyłaby smutek i myśli krążące po głowie, żłobiące niepotrzebne wizje. 

Opowiadanie II „Czy wiesz, o co walczysz?” cz. XIV
Czekanie zawsze było najgorsze. Te kilka uderzeń serca, które rozchodzą się po całym ciele, w czasie, który na złość i na przekór wszelkim prawom fizyki zwalnia, do nie dających się wytrzymać sekund o długości godzin. Kroki robiły się coraz głośniejsze, na domiar złego stopniowo dołączały do nich kolejne. W naszą stronę zbliżało się co najmniej cztery demony, o wymiarach znacznie przekraczających przeciętną, co wywnioskowałem z nasilającego się rytmicznego, ociężałego człapania. Gorączkowo starałem się wymyślić, wyjście z tej idiotycznej sytuacji, podczas gdy mój niechciany towarzysz niedoli, tylko westchnął z rezygnacją, powstrzymując się od kolejnego komentarza, na temat przyjęcia śmierci z honorem. Osobiście nie miałem żadnych awersji odnośnie honoru. To śmierci nie zamierzałem przyjmować w żadnej formie.

Rozdział 28: W ramionach wroga
Uśmiechnął się na jej widok. W jego policzkach pojawiły się dołeczki, w intensywnie błękitnych oczach czaiła się inteligencja, a w czarnych włosach lśniło jedno białe pasmo.
Ból, ten cholerny sukinsyn, nie wiadomo dlaczego, zaczął wbijać swoje sztylety w jej wnętrze. Zacisnęła dłonie w pięści, by się opanować.

Siedemnaście
- A wy jesteście w stu procentach pewni?
- Podjęliśmy decyzję. Wynosimy się stąd. To miejsce to naprawdę kraina dla szalonych. Wybacz, ale o główną nagrodę w turnieju będzie mogła się starać tylko Osa.
- Nie chodzi mi o turniej - westchnął Tata. Przeczesał rozczochrane włosy palcami. - Chodzi mi o was. Nuta jest dobry. A ty jesteś nam potrzebna jak cholera. Bez twojej zdolności jesteśmy dość głęboko w dupie...
- Wiem. Ale pamiętasz, co powiedziałam, zanim pojawiła się nowy system? - spytała. Nie dała mu jednak czasu na odpowiedź i sama jej sobie udzieliła. - Pojawi się ktoś z tym samym talentem. (…)
- Róża... Doskonale wiesz, że robisz zupełnie na odwrót, niż bym chciał - odparł mężczyzna, odbierając piwo, które zamówił w międzyczasie. - Po pierwsze, zdechniemy z głodu. Ale zanim to, to Kotek, Osa i Myszka się nawzajem pozabijają. I będziemy strasznie za wami tęsknić.

Into dust, n #59
Dotyk drewna zaczyna jej doskwierać. Jej serce drży na samą myśl o tym, że właściwie bez mrugnięcia okiem, tu i teraz, mogłaby pozwolić Adrienowi się odzyskać. Rozum jednak dyktuje coś zupełnie innego. Każe wziąć się w garść i zrobić to, od czego powinna była zacząć. Ratować się. Zawalczyć o swoją godność. Przestać być marionetką w rękach szaleńca. Spopielić jego pochopne nadzieje na szczęśliwe zakończenie.
Nieprzyjemnie pokrzepiona możliwością odpłacenia mu za wyrządzone krzywdy unosi się na krześle i skraca resztki dystansu. Sylabizuje prosto w jego usta:
— To ty mnie zostawiłeś, Levine... bądź łaskaw o tym nie zapominać.
— Nie pozwoliłem ci wstać, Welch.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy