piątek, 17 czerwca 2016

Nowe posty (199)

Rozdział IV
– Nie spodziewałem się, że możesz być taki chciwy, Lekarzu – uśmiechnął się kpiąco, zeskakując z gałęzi i stając pół metra od rozmówcy. Bóg medycyny przywarł do drzewa, chcąc zwiększyć dzielącą ich odległość. Arawn jakby nie zwracał na to uwagi. Wyciągnął rękę, dotykając jego ramienia i zacisnął mocno palce. Zdziwiony poczuł, jak jego krew zaczyna zwalniać, a w głowie mu wiruje. Odskoczył jak oparzony, a dziwne uczucie zniknęło.
– Nie dotykaj mnie – syknął Diancecht, mrużąc złote oczy. Nie zamierzał atakować rozmówcy, ale Moc zadziałała sama, bez jego zgody.
– Niesamowite, naprawdę to zrobiłeś! – głos Arawna poniósł się po otaczających ich równinach. Wpatrywał się w swoją rękę, nad którą migotały srebrne iskierki. Fragment aury, który zdecydowanie nie należał do Diancechta. – Zabiłeś Silvanusa i zabrałeś mu Moc! Nie sądziłem, że jesteś do tego zdolny. Lecz jak to mówią? Potrzeba matką wynalazków? Nowych umiejętności? Staczasz się, kochany, staczasz. Jeszcze trochę, a wraz z Morrigan chętnie przyjmiemy cię w nasze skromne progi…

http://apprentice-rangers.blogspot.com/
Rozdział XXIX
Halt nerwowo zaciskał i rozluźniał palce. Nigdy by się nie przyznał, ale czuł się nieswojo, gdy nie miał pod ręką srebrnego liścia. Jakby brakowało mu części siebie, która była powiązana z odznaką. Byli jednak zwiadowcy, którzy nie przywiązywali do niej zbytniej wagi. Choćby Gilan. Ile to razy go widział, jak biega w pośpiechu po całym obozowisku, szukając swojej zguby?
– W porządku, przewiozę cię za darmo. Miejmy nadzieję, że król mi to kiedyś wynagrodzi.
Niepokój Halta się nasilił. Wilhelm wyciągnął rękę w jego kierunku. Srebrny liść wisiał na rzemyku, leniwie bujając się pod wpływem wiatru. Zwiadowca uniósł dłoń.
Cichy świst, pęd powietrza uderzył go w twarz, odruchowo odskoczył do tyłu, słysząc zaskoczony okrzyk kapitana. Spojrzał na niego, nic nie rozumiejąc. Marynarz wskazał na niebo. Halt uniósł wzrok i aż się w nim zagotowało.
Czarny kruk załopotał skrzydłami w powietrzu, w dziobie trzymał odznakę zwiadowcy. I wpatrywał się wyzywająco w Halta diamentowymi oczami.

http://wadazagency.blogspot.com/
24. Czy to Koniec?
Poczułam, że odzyskałam wolę walki. Natychmiast stanęłam nogi i zaczęłam ciągnąć za łańcuchy, niestety te nadal nie chciały ustąpić. W panującym w laboratorium półmroku cudem zauważyłam, że do środka weszli Jeremi i Rao. Westchnęłam z ulgą.
- Dobra, mam ją – powiedział Jerry do swojego komunikatora. – Reva, dzięki Bogu, wreszcie cię znaleźliśmy.
- Minęły prawie dwa miesiące, myślałam, że już o mnie zapomnieliście.
- Nie było cię niecałe dwa tygodnie – zaśmiał się. - Poza tym, jesteś naszym projektem Alice, nigdy byśmy cię nie zostawili.
- To było tak suche, że aż zachciało mi się pić – skomentował Rao.

http://zwierzeceopki.blogspot.com/
Rozdział 3
W czasie prysznica nie myślałam o niczym. Dopiero kiedy wyszłam i przebrałam się w pidżamę, przypomniała mi się sytuacja z dzisiaj. Nie wiedziałam, co robić, byłam w rozsypce. Czy to może mieć głębsze dno, jak to powiedziała Aga? Co się stanie jak przegramy grę, której zasad nie znamy?
Z takimi myślami poszłam do łóżka, choć jeszcze długo nie mogłam zasnąć. O dziwo, ogon jakoś bardzo nie przeszkadzał.

Brak nam chyba odwagi do tego aby otworzyć się na rzeczywistość. Dlaczego? Próbujmy. Internet jest przydatny, owszem ale to nie jest sens naszego życia. To nie jest odpowiednie miejsce do tego aby komuś wyznać miłość (a wszyscy dobrze wiemy, że takie przypadki niestety zdarzają się) bądź napisać to, co leży nam na sercu. Wiecie co się robi w takich sytuacjach? Rozmawia się. Po to wyposażeni jesteśmy w aparat mowy aby to wykorzystywać.

http://mroczny-wladca.blogspot.com/
Rozdział piąty
Wyruszyli w pośpiechu, łapiąc po drodze najpotrzebniejsze rzeczy. Nie mogli tu zostać ani chwili dłużej. Nie podobało mu się to, że zostali zaatakowani dwukrotnie w przeciągu kilku godzin. To jedynie świadczyło o tym, że jego bracia już wiedzą. Tylko skąd wiedzieli, gdzie się znajduje? Czyżby go śledzili? Ale przecież do tej pory myśleli, że nie żyje.

http://into-dust-n.blogspot.com/
Into dust, n #63 [wersja poprawiona]
Ogarnia ją nieme zdumienie, kiedy brunet ni z tego, ni z owego, chwyta ją pod ramię, nieproszony pomaga przykuśtykać tych kilka niezdarnych kroków, a następnie usiąść na schodach ganku. Ta delikatność. Jest godna podziwu. Ta troska. Zachwycająca. Ten wyraz irytacji. Budzący nadzieję.
Sentymenty, sentymenty... Trochę ekscytujące, trochę szalone. Aż proszące się, by podzielić je na pół. Kto, choć raz, nie pozwolił im sobą zawładnąć?
W mig zapomina o rwącym bólu. Pozwala sercu stopnieć. Na powrót pragnie znaleźć się w jego ramionach. Zapomnieć, co mu zrobiła. Pokajać się. Zamrozić czas.
Rozciąga usta w uśmiechu. Tym z numerem pięć. Przeznaczonym specjalnie dla Franka. Siląc się na szczyptę kokieterii, tak bardzo (nie) pożądanej w jej obecnym stanie, zadziornie zerka na niego spod mocno wytuszowanych rzęs. Wskazuje palcem na różę.
— Jest dla mnie?

Ktoś nieprzygotowany na wstrząs mógłby być zszokowany jej stanem. Prawa część ciała władczyni była dotkliwie poparzona. Odjęto jej już nogę, a z ręki został jedynie zwęglony kikut, przykurczony do jej ciała. Jej twarz również szpeciły czerwone blizny ciągnące się od czoła do policzka i chowające się w jej krótkich, ledwie sięgających ramion włosach. Lekarze robili wszystko, co w ich mocy, by władczyni zatrzymała chociaż swoje nieugięte spojrzenie – dlatego zniszczone oko zastąpiono sztucznym, niestety zdołano uzyskać jedynie wściekle czerwoną tęczówkę.

http://dragon-story.blogspot.com/
Rozdział 3.1 Sen wspomnień
- Słyszałeś o dzieciach spod ochrony rządu? Ona jest jedną z dziewięciu. Nie powinnam tego mówić, ale skoro trzymasz dłoń na nią… nie ma innego wyjścia. I dopóki nie nauczy się dobrze posługiwać swoją mocą – ściszyła jeszcze głos, a ton zmieniła na znacznie groźniejszy – lepiej by nie wyszło na jaw, że jest Posiadaczem. Jasne?

http://zatrute-serca.blogspot.com/
29
— Layken — powiedział lekko zachrypniętym głosem, również mnie obejmując i przyciągając bliżej siebie. We włosach poczułam jego dłoń, która zawędrowała przez ramię aż do policzka, gładząc go delikatnie kciukiem. Było mi przy nim tak dobrze, że niemal zapomniałam o wszystkich problemach, które mieliśmy do rozwiązania.
Na Merlina, co się ze mną dzieje?
Zakochujesz się, głupia. To się dzieje.
— Co się stało? — spytał James, nie odsuwając mnie od siebie i przerywając moje wewnętrzne rozterki. — Dlaczego mi nie odpisałaś? Ja… Bałem się, że coś…
Nie dokończył, a jego palce mocniej zacisnęły się na mojej talii. Po krótkiej chwili w końcu odsunęliśmy się na większą odległość, ale nadal trzymał mnie za łokieć. Patrzyłam w przestrzeń między nami i dopiero po chwili podniosłam na niego wzrok.
— Muszę ci coś powiedzieć.

1 komentarz:

  1. Hej super blog ;) zazdroszczę talentu

    Zapraszam do mnie dopiero zaczynam http://historianiespelnionychmarzen.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy