sobota, 1 października 2016

Nowe posty (214)

Rozdział 9: Wieża szarych dni
7 września 1998
Ukrywam się w zimnej pustce. W wieży swoich szarych dni. Łudzę się, że w końcu ból ustąpi. Żyję nadzieją, że odejdzie w niepamięć. On mnie nie zostawi. Pozbawi mnie ostatnich sił. Nawet, gdy na chwilę znika, wraca. Ale ja wciąż wierzę. Nie poddam się, choć tak bardzo bym chciał. Nie mam już odwagi. Zawsze byłem tchórzem i na zawsze nim pozostanę. Tchórz. To słowo najbardziej mnie boli, ale jest prawdą. Boje się. Boję się żyć, bo wiem, że nawet, jeżeli spróbuję, przeszłość dosięgnie mnie w zawrotnym tempie. Zburzy to, co zdążę wybudować i okryje jeszcze większym cierpieniem. Znów zamknie w wieży szarych dni.
Draco

http://saviorbvb.blogspot.com/
Rozdział 11
Lekko się zataczał, w świetle dziennym zauważył, że nieznajoma jest nieco od niego starsza, ubrana dosyć normalnie. Pomyślał, że przynajmniej nie będzie wzbudzać podejrzeń. Wkroczyli do hotelu bocznym wejściem i wsiedli od razu do windy.
Kobieta nie czekając aż zostaną sami w tym małym pomieszczeniu, przywarła do niego swoim ciałem. Poczuł, jak zaczyna składać mokre pocałunki na jego szyi. Czuł lekkie obrzydzenie, ale jego drugie ja, wzięło już dawno nad nim gore.

http://noemiharpia.blogspot.com/
Harpia Stiles! Rozdział 3
- Może ty razem ze swoim aniołkiem będziesz mógł to zrobić? Nie rozśmieszaj mnie. W życiu nie spotkałem nikogo tak słabego i bezbronnego. Jesteś jak porcelanowa laleczka. Jak spadniesz ze zbyt dużej wysokości to zostaną z ciebie tylko okruchy.- Coś dziwnego mignęło w oczach Stalińskiego, a w następnej chwili Derek odbijał się już plecami od sporego drzewa. Nie miał pojęcia, co jest granę, możliwe, że to Louis broni swojego przyjaciela. Nie znał się an aniołach, nigdy wcześniej żadnego nie spotkał. Czytał w dziennikach matki, ale to było tak dawno... Nie dokończył myśli, bo przed oczami mignął mu obraz rozwścieczonego Stalińskiego.

http://rehabilitation-by-avengers.blogspot.com/
6. 11 – Trudna podróż Cz.7 – Z przeszłości mordercy
~ No tak. To był najlepszy dla demonów okres. Seks, używki, przemoc... idealne składniki dla energii chaosu – wyjaśniła demonica. Teraz przynajmniej wiedziałam, dlaczego Sophia dokonała rytuału w tym hotelu.
~ Strange mnie uprzedził.
~ Dokładnie... IVY ZA TOBĄ..! - nagle blade krzyknęła, a ja się wystraszona odwróciłam.
Kontem oka widziałam Rubena, który pojawił się dosłownie z dupy i zamachnął, dłonią w której trzymał skalpel. Po chwili przed oczami zrobiło się biało, ale z czasem nastała tylko ciemność. Wyglądało mi na śmierć, ale czułam że żyję. Czułam, że to jeszcze nie był koniec tej rozgrywki, a stawka była wysoka.

To mnie przyzywało. Wiedziałam, że prędzej, czy później będę musiała uciec.
No, właściwie to nie. Po prostu próbowałam sobie jakoś wytłumaczyć swoje irracjonalne zachowanie.
Szłam po błoniach wokół szkoły, celowo ukrywając się za drzewami, gdyby jakimś cudem zeszło ze mnie zaklęcie, a Mike stałby w oknie.
- Dlaczego uciekasz?
Pisnęłam.

http://porzeczkowysorbet.blogspot.com/
Jesień
Ostatnio zapomniałam jak ważne są chwile ciszy, kiedy nawet miarowy oddech wydaje się za głośny. Zaczyna huczeć mi w głowie. Po całym dniu hałasów jest teraz dziwnie. Jeszcze gdyby ta cholerna lodówka mogła się wyłączyć.

http://kota-paczy.blogspot.com/
Co i po co 2.0
Trzeba przyznać – blog ten istnieje nie od dziś. Nawet nie od wczoraj, ani od miesiąca. Jednak w pełni dotarło to do mnie dopiero wprowadzając ostatnie zmiany, kiedy przestudiowałam uważnie całe archiwum. Wtedy też zauważyłam, jak wiele się zmieniło od czasu, gdy pierwszy raz pisałam, o co w ogóle z tym blogiem chodzi.

http://patka-pisze.blogspot.com/
Rozdział IV
- Co próbujesz przez to powiedzieć? - Głos mi drżał, gdy widziałam te zmarszczki na jego wysokim czole.
- Nan, nie każ mi się powtarzać, proszę...
- Steve... - Panikowałam coraz bardziej, szczęka zaczęła mi drżeć. Nie mogłam go stracić, był moim przyjacielem, bratem, obrońcą... To on zawsze we mnie wierzył, to on wspierał i przesiadywał ze mną te noce, których nie potrafiłam przespać...
- Skarbie - powiedział w końcu miękko, biorąc moją twarz w swoje szorstkie, ciepłe dłonie. Poczułam spływające po policzkach łzy. Starł je delikatnie kciukiem, wciąż głęboko patrząc mi w oczy. - Kocham cię, mała, nigdy nie chciałem cię do niczego zmuszać, ale najwidoczniej nadeszła taka potrzeba.
- Zmuszać? - Wyjąkałam słabym głosem, kompletnie niczego z tego nie rozumiejąc.
- Tak, skarbie, pora żebyś wybrała, bo już dłużej nie dam rady. Nasz związek się przez niego rozpada - Nie przywołał Lokiego z imienia, czułam jednak tę złość w jego głosie, gdy mówił o bożku.

http://granica-olimpu.blogspot.com/
Rozdział 12: Jaskółczy śpiew
– Kim… jesteś? – zapytała wątpliwie Penelopa. Kobieta nie wydawała się groźna, ale pozory mogły mylić. W świecie bogów nic nie było takie, jakie powinno, dlatego Rosińska bacznie czuwała na ruch ze strony damy.
– Gdybym zdradziła ci swe imię, jutro bogowie wywiesiliby twą głowę na szczycie Olimpu – oświadczyła, ku przerażaniu studentki. – Nie obawiaj się, choć wiem, że trudno ufać osobie, która nie chce zdradzić swej tożsamości. Jednak obdarz mnie zaufaniem, a przeżyjesz Penelopo.
Ręką wskazała na wolne miejsce naprzeciwko siebie.

http://hpwgmnie.blogspot.com/
17. Percy
Gdy zeszła już z Wieży Ravenclawu i stanęła na Wielkich Schodach nie miała pojęcia co chce zrobić. Czy podejść pod portret Grubej Damy i poprosić jakiegoś Gryfona aby zawołał Freda i George'a? O nie, na pewno nie... Zejść pod obraz martwej natury i stanąć obok beczek w oczekiwaniu na jakiegoś Puchona, żeby przysłał do niej Cedrika? Nie, to jeszcze gorszy pomysł...
Westchnęła. Spokojnie usiadła na schodkach, opierając głowę na rękach. Laurel miała rację, o tej porze w Hogwarcie nic się nie dzieje. Nawet bliźniacy chyba odpoczywają, choć to raczej graniczyło z cudem. Pocieszała się myślą, że jeśli są oni gdzieś na terenie szkoły i mają Mapę to pewnie podejdą do niej aby pogadać...
- Co ty tu robisz o tak późnej godzinie? - usłyszała czyjś męski głos

http://zatrute.blogspot.com/
Oddychaj
Nie było ulic, spalonych mostów.
Nie było krzyków, obfitych łez.
Nie było protestów, zaciskanych palców.
Nie słyszał w uszach dźwięków.
Istniała cisza. Pusta, lepka.
I krew na rękach, obojczykach. Krew na twarzy, rzęsach. W piekących oczach.
Trup przy stopach.

http://blue-oneshots.blogspot.com/
Epilog: Dylogii
Zmiażdżę ci czaszkę. Wyliżę szpik z kości.
Sasuke-kun, wchłonę cię. Będziemy jednością. Już zawsze.
Sasuke-kun, nie odchodź. Nigdy. Przenigdy. Miejmy swoje „razem” w
jednym zdaniu z „zawsze”.
Bądź szczery. Zdrowy. Oddychaj.
Istnieje alternatywa: zjem cię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy